Hoppke:
Nazywam się Grzegorz J.K. Niewęgłowski (JK==Jarosław Krzysztof :), choć w realiach Internetu więcej osób
kojarzy mnie pewnie jako nick "Hoppke". Hoppke to tylko pseudo, wymyślone już dość
dawno temu. Za tymi sześcioma literami nie stoi żaden przekaz podprogowy, żadne ukryte znaczenie etc. :)
Samo pseudo zapożyczyłem z literatury, a wybrałem akurat to, bo jest proste i łatwe do wymówienia/zapamiętania przez obcokrajowców, co bywa przydatne. Spróbuj nauczyć Anglika wymawiać "Grzegorz Niewęgłowski", to zrozumiesz co mam na myśli. Dodatkowo nie jest raczej popularnym słowem, więc w większości serwisów/usług ten nick jest zawsze wolny. Nigdy nie musiałem kombinować z loginem przy zakładaniu skrzynki pocztowej :)
Samego pseudo się raczej nie odmienia, choć jeśli ktoś powie "zapytaj Hoppkego" to nic złego się nie stanie. Niektórzy mówią nawet "Hoppek" albo "Hoppkiński". Widuję też przymiotnik "hoppkowy". Ale osobiście preferuję formę nieodmienną, bez końcówek fleksyjnych. Nie mam jakichś specjalnych życzeń co do wielkości liter, nieważne czy zapiszesz to zaczynając majuskułą czy małą literą. Istnieje też odmiana "eskejpowana", "\hoppke", dosyć stara i mało używana (jak to dormitor kiedyś ujął - "hoppke" prywatnie, "Hoppke" służbowo i "\hoppke" na zjeżdżalni ;)
Co do eskejpowania, to pozostawiam to do interpretacji Czytelników. Każda teoria jest równouprawniona - eskejpowanie jest moim sposobem na dystansowanie się i alienację z rzeczywistości ("escape" to w końcu "ucieczka"), może też być uważane za ochronny pancerzyk (jak np. chronienie znaków specjalnych przed rozwijaniem w shellach), można to też uznać za TeX-owe makro oznaczające jakiś graficzny symbol, logo (vide "The artist formerly known as Prince"). Albo sposób w jaki neomasoni porozumiewają się w miejscach publicznych. Wybierz wersję która Ci pasuje, lub wymyśl własną.
Hoppke jest dosyć dobrze "udokumentowaną" postacią, która była kiedyś dość aktywna w polskim usenecie (ale ostatnio pisuje tam coraz mniej i mniej). Archiwum Google zawiera wystarczająco wiele materiału by każdy mógł wyrobić sobie jakieś zdanie o mnie, choć nie sądzę by ktokolwiek chciał tam zaglądać... no i trzeba brać poprawkę na upływający czas... w sumie to nie ma sensu grzebać po usenecie - na Repo jest o wiele więcej informacji o mnie.
Zwykle trudno jest mi wyrazić jakąkolwiek myśl w jednym tylko zdaniu, więc teksty mojego autorstwa są z reguły dość rozwlekłe. I często (zawsze?) odchodzą od głównego tematu. Ale ludzie to tolerują. Może dlatego, że jestem kontrastem dla fachowych, profesjonalnych, wręcz "rzemieślniczo" prowadzonych blogów. A ja jestem amatorem. Może przez to jestem odbierany jako bardziej ludzki, bardziej żywy i namacalny?
Fizyczna osoba:
Grzegorz Niewęgłowski. Tak się nazywam.
Mój wiek: nie ma znaczenia. Lubię go utrzymywać w tajemnicy, dzięki temu każdy może mnie wyobrażać sobie w wieku bardziej mu pasującym.
Stan cywilny: też bez znaczenia. Obecnie single z nieprzerwanym, paroletnim doświadczeniem w szukaniu (nieco pasywnym prawdę mówiąc) swojego Ideału :) Szukanie doprowadziłem do perfekcji, tylko Ideałów coś malutko chodzi po świecie ostatnimi czasy. Poprawka z początku 2005: nie szukam już, nie chce mi się. Może mam pecha, ale jakoś po ostatnich doświadczeniach definitywnie mam dosyć kobiet. Tej płci nie można wierzyć i ufać, nie w stopniu jakiego ja bym chciał. Trudno, przestawiam się na niezobowiązujące, płytkie romansiki. I tak kobiety w moim otoczeniu są niezdolne do niczego więcej.
Tak to wyglądało kiedyś. Zostawiam powyższe słowa, by przypominały mi jak nieobliczalne potrafi być życie. Bo gdy 2005 miał się ku końcowi, w całkiem niespodziewanych okolicznościach, w miejscu gdzie na nic takiego bym nie liczył, poznałem pewną kobietę. Kobietę która tak bardzo różni się od tych które spotykałem do tej pory, które mnie otaczały, że... że aż trudno mi było w to uwierzyć. Tak, nie umiałem i nie chciałem ufać już kobietom. Miałem dość. Nie wierzyłem, że mogę spotkać kogoś, kto będzie mi odpowiadał. Jasne, że miałem marzenia, nadzieję itp. Ale nie miałem sił, wytrzymałości, cierpliwości by kogoś do siebie znowu dopuścić. Bo im bardziej pozwalasz komuś podejść, tym bardziej on może cię zranić. A po wszystkim co przeżyłem wiedziałem już, że mi się to po prostu nie kalkuluje.
Aż trafiłem na nią. Lubię nazywać ją moim Aniołkiem, bo to dobrze oddaje jej naturę i... w moich oczach naprawdę jest niesamowita. Znałem dużo kobiet, ale ta jedna jest... zjawiskowa. Dla niej postanowiłem jeszcze raz zaryzykować, zaufać. A przekonanie mnie "że warto" to nie była prosta sprawa.
Ale w sumie nie miałem wyboru. Bo gdy spotykasz kogoś, kto wydaje się być wręcz "stworzony" dla ciebie, tak jakby Bóg zobaczył czego pragniesz w kobiecie i z tych cech ulepił jednego Aniołka, a następnie posłał go na ziemię... No, pewnie mnie zrozumiesz: czasem myślisz sobie o swoich przyjaciółkach i znajomych i zaczynasz się zastanawiać, jaka cecha ci się w każdej najbardziej podoba: jedna ma fajne poczucie humoru, druga umie pocieszać i dawać oparcie, z trzecią się dobrze rozmawia, czwarta ma w sobie tyle kobiecej dumy, a jeszcze jakaś jest urocza i kobieca... i teraz wyobraź sobie, że spotykasz dziewczynę, która czasem mówi rzeczy dokładnie tak, jak byś sobie tego życzył. Że przy pierwszych rozmowach regularnie wprawia cię w osłupienie (potem zresztą też, tyle że nie jest to już tak nieoczekiwane :). Że, będąc cały czas "po prostu sobą", zachowuje się często tak, jakby miała dokładną instrukcję obsługi ciebie. Tak jakby wiedziała czego szukasz i mówiła to, co chcesz usłyszeć. Brzmi podejrzanie dobrze, prawda? A na dodatek nie jest jakimś iluzorycznym Ideałem, lecz prawdziwą, namacalną kobietą. Człowiekiem ze swoimi wadami, takim na wyciągnięcie ręki. Więc, jak widzisz, nie miałem wyboru. Komuś takiemu nie można pozwolić przejść obok.
Wygląd: nooo... z tłumu się nie wyróżniam. Chcesz wiedzieć jak wyglądam? Ale przecież jestem tylko garścią literek na drugim końcu światłowodu... No ale jeśli naprawdę chcesz, to proszę.
Miejsce zamieszkania: Miasto Srok i Złotych Samowarów, miasto Winobrania. Zagłębie Kabaretowe. Czyli Zielona Góra. Astrologiczny byk, urodzony drugiego maja. Jestem uparty i kłótliwy, leniwy, humorzasty, za duży nacisk kładę na "bycie sobą", często ranię bliskie mi osoby. Z drugiej strony można się spodziewać, że zaprezentuję dokładne przeciwieństwa tych cech. To sprawia, że ludzie potrzebują dużo czasu by mnie naprawdę poznać... ale to może o sobie przecież powiedzieć każdy z nas. O, byłbym zapomniał - zwykle jestem przeceniany przez ludzi. I potrafię to wykorzystywać. Do tego mam ciągoty do manipulowania ludźmi, umiem to robić, więc... ale zwykle rezygnuję z tej przyjemności bo nieswojo się przy tym czuję.
Szybko się uczę. Moja osobowość jest w dużej mierze zbiorem tego, co dostałem od wszystkich ludzi których znałem, w większości kobiet z którymi pozostawałem, dłużej lub krócej, w jakichś związkach. Ludzie mają cudowną zdolność przyswajania sobie wiedzy przez obserwację i naśladowanie. A ja jestem człowiekiem i umiem z tego korzystać.
Potrafię myśleć bardzo analitycznie, ale w decyzjach często zdaję się na uczucia, przeczucia, instynkty i jakieś tam kawałeczki "szóstych zmysłów", odrzucając mędrca szkiełko i oko ;) Tarot, kadzidełka, medytacje, wizje (które nazywam na swój użytek "błyskami") - to moje "klimaty" w których doskonale się czuję. Jestem klasycznym przypadkiem neopoganina który rekompensuje sobie utratę religii zanurzając się w świecie magii i mistycyzmu "new age". Skrajny sceptycyzm miesza się we mnie z nieustającą gotowością do uwierzenia w cokolwiek.
Lokalizacja:
Co do mojej "lokalizacji", to lubię swoje miasto. Zielona Góra jest
zielona, pagórkowata i ładna - jest mi tu naprawdę dobrze.
Nie jest to jakaś wielka betonowa pustynia, miasto ma 120+ tysięcy
mieszkańców, kilka kin, teatr z którego zerwano niedawno
socrealistyczne azbestowo-betonowe płyty i odkryto gustowny, stary wystrój
z wielkimi oknami.
Mamy też filharmonię, która niedługo doczeka się nowiuteńkiej hali. Ładny
i duży deptak w centrum miasta oraz starówkę, którą ustawicznie kawałek po
kawałku odnawiają - wszystko to usiane ławeczkami, klombami kwiatów,
latarniami itp.
Parki rekreacyjne, lasy dookoła miasta (pół godziny spaceru i jestem
w lesie).
Bardzo ważną rolę w ogólnym odbiorze miasta gra właśnie ta "zieloność"
którą spotyka się na każdym kroku.
Stosunkowo wysokie ceny żywności, bezrobocie, wszystkie zakłady przemysłowe padają jak muchy. "Polska Wełna" padła wiele lat temu, a dopiero niedawno syndyk dał radę sprzedać zabytkowe budynki. Nie tak dawno temu padł Zastal (tabory kolejowe) - z winy zarządu który bardziej cenił swoje osobiste konta niż dobro zakładu. Lumel (elektronika, mierniki itp.) jakoś się jeszcze trzyma. Drobni kupcy protestują przeciwko budowaniu kolejnych supermarketów (choć ja jako konsument sympatyzuję z marketami). Ot, zwykła polska rzeczywistość jaką można dostrzec w dowolnym zakątku Polski.
O, ale mamy też tutaj uniwersytet. Uniwerek powstał z mariażu lokalnych WSP i WSI. No, WSI jakiś czas przed fuzją została na krótko politechniką, ale i tak wszyscy tutaj mówią "WSI". Oprócz tych chodzących do WSI, bo oni mówili "Politechnika" i nie wiedzieć czemu zawsze się obrażają gdy ja mówię "WSI". Dziwni ci ludzie z WSI, tak jakby nazwa uczelni była ważniejsza od tego, czego się w niej naucza ;)
Zielona Góra to dosyć typowe polskie miasto. Ale przez to, że jest miastem akademickim życie kulturalne sporo zyskuje. Dodatkowo dużo zieleni, lasów, bliskość jakichś tam rzeczek, jezior itp. kałuż sprawia, że jeśli się tylko zechce, można szybko uciec od ludzi i mieć swój święty spokój. Nawet codziennie, jeśli ludzie akurat są dla nas wyjątkowo wredni. Teatr i kina dostarczają "wyższej" rozrywki, no i nie można zapominać o kilkunastu pubach, które biorą na siebie gros odpowiedzialności za opiekę nad "kulturalnym organem" każdego z mieszkańców.
Największą miejską imprezą jest Winobranie organizowane zawsze na początku września. Trwa zwykle około tygodnia, całe centrum miasta zamienia się wtedy w targowisko poprzetykane ogródkami sprzedającymi wino i piwo. Przez te parę dni można pić, jeść, pić, a czasem się przespać lub potańczyć. Impreza wywodzi się z tradycji winiarskich miasta. Jest to jedno z tych zjawisk, które trzeba zobaczyć na własne oczy.
Hej, jeśli jesteś z Zielonej Góry, to odezwij się. Nigdy nie odmawiam wypadu do któregoś z pubów :)
Zainteresowania:
Sam nie wiem... Nie, nie mam jakichś sprecyzowanych zainteresowań ani
hobby. Jak to mówią, specjalizacja jest dobra, ale tylko w przypadku
insektów. No dobra, mam skrzywienie w kierunku psychologii i mistycyzmu.
Cierpię też na nieustającą fascynację drugim człowiekiem. Dużo jest
sprzeczności w tym, co lubię i co robię, więc mogę być czasem, jak by to
ująć... zaskakujący. Interesuje mnie praktycznie wszystko.
Poglądy:
Nie zastanawiam się nad nimi, więc nie potrafię tego tak od razu
określić. Po prostu jestem sobą. No i poglądy dotyczące czego? Roli kobiety
we współczesnej rodzinie? Polityki? Sztuki? Jedzenia?
Życie duchowe:
No, tutaj by było duużo tego. Więc tylko wymienię kilka
najważniejszych punktów. Mam duszę, nieśmiertelną. Mogę "widzieć"
przyszłość. Mogę posługiwać się magią. Smoki są tak rzeczywiste, jak kot
sąsiada. Myśl i pragnienie jednej osoby może zmienić świat jeśli nie zagra
żadna przeciwsiła. Człowiek powinien obawiać się tylko samego siebie
i innych ludzi. Niebo i piekło istnieją jako nagroda i kara tylko dla tych,
którzy tego chcą. Po śmierci każdy może iść spotkać się ze swoim
Bogiem. Uznaję subiektywizm w ujęciu Fichte. Nie istnieje absolut Karmy,
jest to sprawa absolutnie indywidualna. A, i nie wierzę. Wiara to zawsze coś
a priori, a ja takich rzeczy jestem po prostu pewien. Ja nie chcę
wierzyć, ja wolę wiedzieć. Kontrowersyjne? Być może.
Głupie? Chyba nie. Nie obnoszę się z tym, ja po prostu taki jestem.
Co lubię/czego nie lubię:
Lubię:
Koty, kobiety, lasy, samotność, samotność we dwoje, teatr, dobre jedzenie,
podróż pociągiem, tulipany, dobrą muzykę (Therapy?, Dido, The Cranberries,
Jesus Jones, The Cure, Clan Of Xymox, Moloko itp.), literaturę (zwłaszcza
sci-fi, choć bardzo cenię sobie książki z zacięciem psychologicznym),
kulturę słowa, krótkie, czarne i proste włosy u kobiet (nie dłuższe niż "do
ramion") - choć i inne też lubię, moje buty z niebieskiego mechatego
zamszu, księżyc, noc, burze z błyskawicami i grzmotami, długie spacery
(wspominałem już o lasach?), pomidory, czosnek, białą czekoladę (uwielbiam
białą czekoladę). Lubię też słuchać gdy inni opowiadają mi o sobie, lubię
też w wpatrywać się w nieznajomych mi ludzi i zgadywać, kim są i jak wygląda
ich życie. Poza tym na pewno lubię też masę innych rzeczy.
Nie lubię:
Ludzi w ogólności, samochodów, telefonów komórkowych, boys-bandów,
girls-bandów, dresiarzy, ludzi którzy się do mnie odzywają gdy tego nie
chcę, głębokiej wody (jeziora, rzeki, morza itp.), wind (takich
w wieżowcach), róż, upałów, papierosów, kobiet które palą lub klną, dredów,
wódki, cebuli, śledzi, kupy innych rzeczy.
Testy osobowości:
Najpierw wyniki mojego testu charakteryzującego
zaburzenia osobowości:
Paranoid: Low Schizoid: Low Schizotypal: Moderate Antisocial: Moderate Borderline: Moderate Histrionic: High Narcissistic: Moderate Avoidant: High Dependent: Moderate Obsessive-Compulsive: Low
Zaznaczyłem dwie wiodące cechy mojego charakteru, przynajmniej tak jak wynikało to z wyników testu. Tutaj znajdziesz oryginalne objaśnienia każdego typu zaburzeń.
Następnie poddałem moją grzeszną naturę testowi. Wizja piekła jaką miał Dante musiała być przesadna, bowiem automat obliczający wynik testu nie cackał się ze mną i bez gadania wrzucił mnie na siódmy poziom piekieł! Uuu... to chyba nie rokuje zbyt dobrze mojemu życiu pośmiertnemu. Sam nie wiem co ja takiego złego robię? Ale dokładniejsze wyniki wyglądają tak:
Purgatory | Very Low Level 1 - Limbo | Very Low Level 2 | High Level 3 | High Level 4 | High Level 5 | Very High Level 6 - The City of Dis | Moderate Level 7 | Very High Level 8- the Malebolge | Very High Level 9 - Cocytus | High
W zasadzie to powinienem i tak się cieszyć, bo miałem też wysoką szansę spaść aż na ósmy poziom. A to już by było naprawdę niedobre :)
Aha, na wszystkie pytania w testach odpowiadałem szczerze, nawet gdy pytania mi się nie podobały. Wyniki w psychoteście wyszły bardzo prawdziwe. Za to test grzeszności musi być jakoś popsuty, bo odpowiadałem uczciwie na każde pytanie i zostałem straszliwie ukarany. A ja osobiście uważam się raczej za aniołka niż diabełka. Czasem ten aniołek jest trochę upadły, nie przeczę, ale przecież każdy może się potknąć i upaść od czasu do czasu... :)
Kontakt:
Masz trzy możliwości.
Jeśli posiadasz specjalne predyspozycje parapsychiczne możesz spróbować wtargnąć do moich snów. To by była pierwsza opcja. Jeśli przypadkiem jesteś samiczką^W dziewczyną/młodą kobietą, to gorąco namawiam do tej metody (po wysłaniu mi klasycznego emaila na wszelki wypadek ;)
Możesz również spotkać mnie na usenecie (łatwo znaleźć mnie na grupie dyskusyjnej alt.pl.comp.os.linux.newbie, czasem odzywam się też na paru innych grupach).
Od niedawna istnieje też dodatkowa możliwość - instant messaging. Używam
Jabbera, ale mam podpięte do niego też numerki GG/ICQ, tak że widać mnie
w sumie w 3 systemach.
![[adresy kontaktowe]](http://hoppke.dobremiasto.net/site/contact.png)
Jeśli chcesz się odezwać, to śmiało, bez krępacji. Nie gryzę :)