Ptaki. Wczoraj widziałem srokę która nosiła w dziobie całego orzecha włoskiego. Chciałem dłużej popatrzeć jak też sobie poradzi z rozłupaniem, ale niestety czas mnie gonił. Myślę, że próbowałaby go zrzucać z dużej wysokości na beton... Potem widziałem wieeelkie stada małych, czarnych ptaków zasnuwających poranne niebo. Mnóstwo małych grupek, które łączyły się w coraz większą i większą. Będą odlatywać na cieplejsze południe. Ale wrażenie jakie ten widok na mnie wywarł jest nie do opisania. Tyle ptaków które łączyły się w stado i nagle zaczynały wszystkie lecieć w tym samym kierunku. Czasem od stada odrywała się mała grupka, pokrążyła nieco w odmiennym kierunku i znowu przyłączała się do reszty. Całe stado zdawało się być jakimś dziwnym, pojedynczym organizmem. Który pulsował, rozciągał się i kurczył, miejscami stawał się rzadszy by chwilę potem znowu gęstnieć do zbitej chmary czarnych skrzydeł. No i one latały. Jako ssak naziemny mogę im tylko zazdrościć tej umiejętności.
A dzisiaj w Zielonej Górze był pierwszy porządny przymrozek. Po nocy dachy budynków były jak pomalowane na szaro-biało. Trawniki nie były już zielone, przypominały raczej stalowe wióry. Gdy wychodziłem z domu termometr pokazywał -5°C, nadchodzi już pora na zimowy płaszcz, czapkę i szalik. Ale to jeszcze nie teraz, jeszcze jest za ciepło :) W przeciągu ostatniego tygodnia większość drzew przybrała jesienne kolory - żółty, brązowy, czerwony, pomarańczowy. Po dzisiejszym przymrozku duża część tych kolorów opadła już na ziemię, w parkach i na osiedlowych trawnikach powoli zaczynają wyrastać zgrabione kopce opadłych liści. Gdy byłem mały, to często razem z kumplami wskakiwaliśmy w takie góry liści, potem zaczynaliśmy się nimi obrzucać. Aż przychodziła dozorczyni i nas goniła miotłą :)
Aha, w Repo nic nowego :) Nie ma po prostu czasu na nic.