Mawiają, że w Anglii mgła bywa tak gęsta, że może
udusić konia. Tego nie wiem. Ale wiem za to, że Zielona Góra została dzisiaj
nawiedzona przez niespotykaną tutaj mgłę. Gęstą, wilgotną,
szaro-białą. Nasycenie wody w powietrzu musi być naprawdę duże, bo po
półgodzinnym spacerze miałem wilgotne włosy. I nie jest to taka typowa,
poranna mgła która po chwili znika, o nie. Bo zegar pokazuje już godzinę
pierwszą po południu, a mgła wcale nie straciła na "opatulności". Lubię ją,
tę mgłę. Mogłaby codziennie zalewać miasto. Bardzo przyjemnie jest wędrować
sobie przez uliczki i osiedla gdy widoczność mocno się zaciera po
dwudziestu, a zanika całkiem po stu metrach. Jakoś tak bardzo swojsko
i intymnie się zrobiło na mieście, nagle cały świat kurczy się do rozmiarów
koła o średnicy czterdziestu metrów, poza barierą mgły nie istnieje nic.
Zmysł wzroku zostaje odciążony, mózg nie rejestruje tylu obrazów i bodźców.
Może wtedy więcej energii przeznaczyć na dokładniejsze interpretowanie tego,
co znajduje się w bezpośrednim otoczeniu.
Dla mnie ma to dzisiaj też przenośne znaczenie - niespodziewanie
dowiedziałem się dzisiaj, że czeka mnie lada dzień spotkanie z kimś, kogo
kilka lat temu wykreśliłem ze swojego życia i nie myślałem, że kiedykolwiek
znowu spotkam. Teraz muszę znowu otworzyć jeden rozdział ze swojej
przeszłości, rozdział którego zamknięcie zabrało mi kiedyś ponad rok życia.
Ech.
A na weekendzie może przerobię nieco wystrój Repo...
W Rupieciarni dodałem wpis dla małego kawałka kodu przy którym teraz sporadycznie dłubię, HEsetroot. Niedługo go ustabilizuję na tyle, by dawał się normalnie używać.
Zmieniłem też "site icon" Repo na coś opty-mistycznego, ta gwiazdka/słoneczko to jedyny symbol Repo, jaki mi przyszedł do głowy :)