Mgła#2 Dzisiaj mgła była jeszcze gęstsza niż ostatnio, ale się gdzieś rozeszła w połowie dnia. Szkoooda, że już jej nie ma.
Praktycznie połowę dnia spędziłem z Niką w Urzędzie Wojewódzkim. Nie
bardzo chciałem, ale się uparła - ona nie ma w ogóle podejścia do urzędników
i jeśli zostawić ją samą sobie, to zawsze wkopie się tak, że obsługują ją
w najbardziej powolnym dozwolonym trybie. Jakoś się nie lubi
z urzędniczkami. A ja wręcz odwrotnie - jestem zawsze bardzo miło
obsługiwany. Więc pozałatwiliśmy razem wszystko co też musiała pozałatwiać,
ja przy okazji też kilka swoich spraw odbębniłem. Było tradycyjnie
- w pokoju A należy pobrać druk X, wypełnić, dostarczyć do pokoju B, wrócić
do pokoju A bo Nika ze względu na zawiłości z obywatelstwem musi być
obsługiwana jakoś inaczej, kolejny druczek, tym razem Y, znowu pisanina
"imię, nazwisko... to ma być czytelnie czy odręcznie?", potem do pokoju
C którego nie można było znaleźć, ale w recepcji dali nam wskazówki
(fałszywe, no ale przynajmniej piętro się zgadzało...), w końcu znajdujemy
ukryty pokój C, ale wtedy się okazuje że potrzebny by był jeszcze jakiś
papier którego Nika oczywiście nie ma, tutaj ja muszę się wciąć
i z najmilszym z dostępnych mi uśmiechów wytargować taryfę ulgową, wiadomo,
święta idą... Itp. itd. Norma, na szczęście urzędniczki też mają serce.
Przynajmniej żadnych kolejek nie było, bo w tych krętych, klaustrofobicznych
korytarzykach by szło oszaleć gdyby się więcej ludzi kręciło albo gdyby
trzeba było długo czekać pod jednymi drzwiami - na szczęście mogliśmy cały
czas pozostawać w ruchu, kursować pomiędzy pokojami i piętrami. Budynek jest
stary, klasyczny budynek typu "administracja" z czasów komunizmu, dużo
schodów, korytarzyków, klatek schodowych, bardzo skomplikowana
architekturya, zupełnie niepraktyczna. Cały czas chodził mi po głowie
labirynt minotaura :)
Nika zmieniła zapach, używa teraz zupełnie innej
nuty niż kiedyś - dziwne, nie myślałem nigdy o tym, ale dzisiaj uświadomiłem
sobie, że dokładnie pamiętam jej zapach, przynajmniej ten "stary". A ona
sama jest chyba jeszcze piękniejsza niż gdy ją poznałem, ten wyjazd jej
najwidoczniej służy. Aaa, trochę słychać obcy akcent i melodię gdy mówi
- tak było odkąd pamiętam, zwłaszcza gdy była zdenerwowana, ale teraz
słychać to całkiem wyraźnie, nawet gdy normalnie rozmawia. Psiakrew, to jej
tylko dodaje uroku. Na szczęście fryzurę ma taką samą, bo bym się już
zupełnie zagubiony czuł. Smutne, ale to już mocno inny człowiek niż ten
którego kiedyś znałem. A ona też mi mówi, że się zmieniłem. Coraz mniej
wiem co mam robić. Jutro mam wolne, może spędzę z nią cały dzień... Wiem, że
nie powinienem, ale...
Koło BWA jakiś chłopak siedział na ławce. Tzn. siedział na oparciu, nogi trzymał na deskach ławki - bo przez tę mgłę wszystko jest mokre i nie da się normalnie usiąść. No i siedzi, siedzi, a obok przechodzi jakiś staruszek. No i się zaczęło... staruszek zaczął wyzywać chłopaka od baranów, potem używał nawet mocniejszych słów. Chłopak nie był agresywny, starał się raczej nawiązać jakąś normalną rozmowę. Ja rozumiem że może nie jest zbyt ładnie siadać na oparciu ławki, ale staruszek zaczynając rozmowę od "Jak siedzisz, ty baranie!" IMO trochę przgiął. Za moich czasów starzy ludzie byli inni. Kultura w narodzie upada...
Chryste! Mgła#3! Robię ten wpis może od pięciu minut, teraz spojrzałem w okno i zobaczyłem znowu bardzo, bardzo gęstą mgłę. Widoczność ~50m, poza tą granicą jest tylko mlecznobiała zasłona zza której nic nie widać. Jestem w szoku, ta mgła mnie zaszła z zaskoczenia. Dosłownie w pięć minut się pojawiła i to od razu z pełną intensywnością. Hmm. Dziwne, dziwne.