ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Rok 2004, 99 wpisów
Antybiotyk, nowości w ROX-Filerze i CGI na Repo

[ANTYBIOTYK] Została mi już tylko jedna tabletka tego antybiotyku do wzięcia. A w sumie to nie tabletka lecz piguła. Kuracja lekowa się kończy... a ja nadal nie jestem jakoś specjalnie zdrowy. Niepokoi mnie to trochę. Nie pamiętam by kiedykolwiek coś się do mnie przyczepiło na tak długo. Owszem, antybiotyk i leki swoje zrobiły, czuję się o wiele lepiej, ale to jeszcze nie to o co chodziło. Może świąteczna atmosfera mi pomoże... Najbardziej męczący jest ogólny dyskomfort, cały czas coś mnie uciska w podbrzuszu, w gardle też... katar jest nieznośny. Zmysł węchu mi oszalał, wczoraj wszystko pachniało rybą. Piłem wodę kranową o smaku ryby, jadłem musztardę rybną, popijałem herbatką z ryby, ba, poznałem nawet smak rybnego jabłka. Innymi słowy mało co jadłem, bo wszystko obrzydliwie smakowało. Ale to dobrze, bo jakiś tydzień temu wszystko dookoła pachniało mi wiśniami, więc wyżarłem chyba wszystko co tylko było w domu :) Dzień względnego przegłodzenia mi nie zaszkodzi.

Jestem pod wrażeniem mechanizmu generującego miniaturki w ROX-Filerze. Jakiś czas temu w CVS wprowadzono poprawkę przyspieszającą generowanie miniaturek. Teraz to błyskawica. Zdjęcia zgrane prosto z aparatu są "miniaturkowane" niesamowicie szybko (i to na moim Celeronie 0,4GHz). Na współczesnych komputerach pewnie trudno by było czasem odróżnić tworzenie miniaturki od wczytywania jakiejś wcześniej przygotowanej.

Życzenia świąteczne: no... no co ja mam Ci powiedzieć? Miłych prezentów życzę. I zdrowia. I niech żadna szklanka mleka nie smakuje Ci rybą. Miej też w nadchodzącym roku więcej szczęścia w miłości niż ja miałem w tym. Niech każdej nocy księżyc jasno rozświetla Ci drogę. A życzenia i marzenia niech Ci się spełniają. No :) (...)

Czytaj dalej...
Mam linuksowe spinki do mankietów ;)

[ŚWIECA] Lubisz świece? Ja bardzo. Gdy siedzę w nocy przy komputerze to nie ma jak porządny kawał wosku z knotem. Mhm. Stanowczo. Lubię to ich miękkie, ciepłe światło. Lubię też ruchliwe cienie na ścianach. Przy świetle świec noc nie wygląda tak nocowato. Poza tym są pewnie romantyczne, o ile Hoppke stukający o północy w klawisze, w zalanym mrokiem pokoju, gdzie świeca jest obok monitora jedynym źródłem światła nie gryzie się z Twoim pojęciem romantyzmu. Ech, świece rządzą rulezem. Możesz zawsze wrzucić mi parę złotych do FPR na cel "świeczkarnia" - to takie malutkie, magiczne miejsce w Zielonej Górze gdzie Hoppke idzie i wsiąka na minimum pół godziny. Chodzi sobie między regałami i ogląda (oraz obwąchuje) świece, świeczki, olejki, kadzidełka, stojaczki, świeczniki i pudełeczka. A potem kupuje kilka z nich i idzie do domu. Tak to wygląda...

Pingwinki. W ramach współpracy z Linux+ dostałem 3 pingwinki do przypięcia gdzieś na ubraniu. Pingwinki mają długie szpilki sterczące z tyłu, zatykane specjalnymi zatyczkami/kapturkami, żeby nie odpadły. Przypomina to trochę samomocujące naparstki w kształcie kapelusików, ze sprytnym mechanizmem zaciskowym. Swoją drogą bardzo solidnie to wykonane, żaden badziew... Dwa mogą służyć za ekscentryczne spinki do mankietów, trzeci nada się na kolczyk. Tylko musiałbym sobie ucho przebić. Tak udekorowany mógłbym jechać na każdy linuksowy konwent... hmm, nigdy na żadnym nie byłem. Może czas się gdzieś wybrać, pooglądać innych linuksiarzy, upić się tanim piwem i... eee, no właśnie dlatego chyba nie jeżdżę na konwenty. Choć mogłoby być fajnie... bym sobie usiadł incognito gdzieś w kącie i... (...)

Czytaj dalej...
FPR Tymbark, płeć mojego mózgu i narzekania na providera

[TYMBARK] Punkt pierwszy dzisiaj - FPR :) Jak widać padło na Tymbark. Otrzymałem przez FPR m.in. zlecenie wypróbowania specyfiku o nazwie "Tymbark Jabłkowo-Miętowy". Co i zrobiłem (zdjęcie dokumentujące część zakupionych "materiałów konsumpcyjnych").

Akurat dręczy mnie jakaś grypa-nie grypa, przeziębienie, diabli wiedzą co, więc nie mogę pić niczego prosto z lodówki. Jeśli chcę sobie czegoś łyknąć to muszę wyjąć parę godzin wcześniej żeby doszło do temperatury pokojowej. Mleko po prostu podgrzewam na kuchence... kłopotliwe strasznie. Ale trudno.

Wrażenia smakowe mam pozytywne - nie miałem pojęcia jak może smakować kombinacja mięty i jabłka, teraz już wiem. Pierwsze co udzerza w kubeczki smakowe to mięta, potem zaczynam czuć kwaskowatość soku jabłkowego, a sam smak jabłka, co ciekawe, odczuwam dopiero jako tzw. "aftertaste" - czyli mówiąc po chłopskiemu "posmak" :) W każdym razie bardzo orzeźwiające ze względu na sok jabłkowy (uwielbiam sok jabłkowy, mogę go hektolitrami pić), a mięta dodaje solidnego "kopa" zwiększając siłę z jaką wrażenia smakowe drążą sobie drogę do mózgu. Ogólnie - bardzo pozytywne. Można śmiało kupować. Aczkolwiek kapselek sprawiał mi problemy - nie wiedziałem jak to się otwiera... na delikatne sugestie zejścia z butelki nie reagował, a bałem się pociągnąć mocniej żeby a) nie oderwać "oczka" (nie wiedziałem jak mocno się ono trzyma kapsla), b) nie poderżnąć sobie ścięgien palca na "oczku" (jakoś tak miałem wrażenie, że ta drapieżna bestia tylko czyha by się mi werżnąć w palec) no i c) nie chciałem szarpnąć i porozlewać zawartości. Więc zaklinowałem sobie butelczynę między udami i jednym zdecydowanym ruchem zerwałem kapsel. Śmiesznie to pewnie wyglądało, Freud by wywnioskował że przejawiam autoagresję w stosunku do swojej "męskości" (ale to tylko tak na boku wtrąciłem i winę zwalam na przeziębienie oraz wieczorną gorączkę ;) (...)

Czytaj dalej...
Prawie dwa lata już tu pisuję...

Grudzień. Kolejny miesiąc. Hmm, ile miesięcy ma już Repo? o, prawie dwa lata chyba... w swoich archiwach znalazłem swój stary list ze stycznia 2003 w którym miałem w sygnaturce adres "hoppke.kolmio.pl" - pierwszy adres Repo... No to niedługo będą dwa lata. 24 miesiące. Hmm. Nie wiem czy to mi się podoba. Szkoda, że nie przyszło mi od razu do głowy by archiwizować changeblog, parę miesięcy poszło w zapomnienie...

FPR! Po pierwsze dziękuję wszystkim którzy już postanowili mnie wesprzeć. Dziękuję, dziękuję, dziękuję :) To dla mnie bardzo dużo znaczy, nie tylko finansowo :) Gdy tylko wygrzebię się z grypy zabiorę się za realizację. Bo grypa mnie dopadła. Albo coś podobnego do grypy. Miałem gorączkę, nieznośne drapanie i ból gardła, smarkałem, a ostatnio doplątały się tzw. "zatoki" - nigdy nie miałem z tym problemów, więc to dla mnie coś nowego :( Wczoraj około piętnastej zauważyłem, że mnie lewa połowa twarzy zaczyna boleć. Śmieszny ból, gdzieś w czaszce, nieco poniżej oka i wysunięty bardzo w lewo, na kości policzkowej (bo mam kości policzkowe, chociaż może ich nie widać na mojej okrągłej buźce na pierwszy rzut oka - ale one tam są ;). Przy pokasływaniu ten ból się rozciągał błyskawicą w dół, aż do szczęki. Nic przyjemnego. Na szczęście "Ibuprom Zatoki" zdaje się działać, bo jakoś to przechodzi. Przez katar czuję jakiś dziwny posmak w ustach, cały czas czuję też zapach spalenizny. Normalnie rozwaliła mnie ta choroba :( A, a całości obrazu dopełnia fakt, że przy przełykaniu coś mi "strzela" w uszach. To takie wrażenie jak zatkać nos palcami i próbować wydmuchiwać przez niego powietrze - wtedy też się słyszy takie "puknięcie" w uszach, to ponoć coś z ciśnieniami w uchu (a przynajmniej ja słyszę coś takiego). No więc teraz słyszę to przy każdym przełykaniu czegokolwiek.
No i dlatego na razie nie korzystam z funduszy FPR, bo mi stan zdrowia nie pozwala. (...)

Czytaj dalej...
Uruchamiam Fundusz Piwny Repo

[ Piwo ;) ] FPR! :) Tak, po długim zmaganiu się z samym sobą, konsultacjach z osobami trzecimi itp. zdecydowałem się uruchomić Fundusz Piwny Repo (FPR). Szczegóły na stronie FPR. Pamiętaj, żaden grosz nie zostanie zmarnowany! Poza tym biorąc udział w FPR spełniasz dobry uczynek, a po śmierci trafisz do nieba pełnego ślicznych, cycatych i wyemancypowanych anielic. Chyba że wolisz inną nagrodę, nie ma sprawy.

No, turbulencje związane z wdrażaniem nowego layoutu już się chyba zakończyły. Główna strona ma nowy look (ładny?), część pozostałych przełączyłem na nowy arkusz CSS, określiłem sobie jasno pewne wytyczne w projektowaniu Repo... Oficjalnie też mogę ogłosić, że naliczyłem obecnie na stronach Repo już 4 odmienne, istniejące równolegle konwencje stylistyczne :) Im głębiej się zagląda, tym starszy layout się napotyka :)

Niniejszym chcę podziękować wszystkim tym, którzy w związku z przeróbkami wytykali mi błędy, podrzucali linki do inspirujących serwisów, próbowali udzielać rad ("próbowali", bo taki uparty byk jak ja zwykle nie słucha rad ;), albo ogólnie byli pomocni. No i osobne podziękowania dla I., która zapewniała mi przez cały czas screenshoty na których pokazywała jak bardzo wszystko się rozjeżdża pod IE :) Ale dzięki temu mogłem wygląd Repo kontrolować w mozillowatych, Operze, IE i Elinksie. Udało mi się chyba osiągnąć stadium "strona wygląda identycznie w każdej popularnej przeglądarce".

Zmienił się zestaw linków na szczycie tej strony. Doszedł FPR i zniknęło wiele pozycji... Dział z wystrojami dla fvwm został zlikwidowany, spakowałem je wszystkie w jedną paczkę i wrzuciłem do Rupieciarni. Działy dotyczące mnie osobiście połączyły się pod linkiem Hoppke, działy dotyczące mojego komputera są teraz pod linkiem Quatrin Linux... niektóre pliki zostały przeniesione do Rupieciarni, statystki połączone w osobną podstronę itp. Sporo zmian, trochę zawirowań, ale URL-e się w większości nie pozmieniały. Tylko sposób docierania do nich jest nieco inny. Aha, skasowałem też dział screenshotów - może powróci kiedyś w innej formie (zapewne w postaci linku do pojedynczego, w miarę aktualnego zrzutu).

...a chciałem tylko zmienić nieco ramkę z linkami. Szlag :)

Spadł śnieg, mój biały przyjaciel :)

[Śnieg!] Śnieg! Wstaję sobie rano i widzę, że coś pomarańczowo wszędzie. I od razu pomyślałem, że śnieg spadł. Podchodzę do okna - faktycznie, wszędzie śnieg. Odbijający pomarańczowe światło latarni za oknem, tak że miałem bardzo jasny, poranny pokoik. Podobno już wczoraj sypało w Suwałkach, dzisiaj przeniosło się na resztę kraju. Śnieg się całkiem nieźle trzyma, bo nawet teraz wieczorem ciągle leży na dachach i krzakach. Nie padał też deszcz jak u niektórych moich znajomych... więc nie ma jakiejś strasznej ciapy. Owszem, trochę śniegu się podtopiło za dnia, ale to nic wielkiego. Najwyżej jutro będzie szklanka na drogach.

Mój prywatny Fundusz Piwny

Hello. Sporo czasu minęło bez wpisów... tak wyszło.
W wyniku agitacji próbowałem Amaroka, to taki odtwarzacz muzyki (dla KDE). Bo wszyscy dookoła zachwalali mi jaki to on nie jest cudowny i w ogóle. No to wypróbowałem i... hmm. Może za pół roku. Bo na razie był u mnie tragicznie niestabilny, wręcz nie nadawał się do użytku. Owszem, funkcjonalny program, nie powiem - na podstawie tagów łączy posiadaną muzykę w grupy wg. wykonawców i albumów, potrafi tworzyć playlisty na podstawie zaawansowanych regułek wyszukiwania, dociąga samodzielnie z amazon.com obrazki okładek albumów, dekoder działa całkiem wydajnie... ale wszędzie są jakieś drobne niedoróbki. A to w niektórych kontekstach skróty klawiaturowe nie chcą działać, to znowu znienacka się zawiesza lub segfaultuje. Przez dwa dni używania wywalił mi się kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt razy. Gdybym używał KDE to może bym to jakoś przełknął, ale w moim systemie Kaplikacje akceptuję tylko gdy są naprawdę, naprawdę dobre. Np. K3B ma u mnie fory, bo to porządny i dopracowany program. Amarok potrzebuje jeszcze paru miesięcy na ustabilizowanie się. IMO oczywiście.

Na Freedesktop ktoś się włamał. Serwis www leży zablokowany "do wyjaśnienia". Mam nadzieję, że szybko się z tego podniosą. Hostują sporo projektów i po włamaniu muszą mieć pewność, że nikt nie manipulował przy kodzie... kiedyś coś takiego przytrafiło się przecież gnu.org, a do dzisiaj niektóre pakiety tam nie powróciły. Oczywiście GNU przechowuje o wiele więcej kodu, ale "przejściowe zniknięcie" FD.o z sieci na pewno jakoś odbije się na środowisku linuksowym. Węszę w tym krecią robotę ludzi z obozu XFree86 ;) Nie, nie mam pojęcia kto to mógł być. Ciekawe czy "po wszystkim" powiedzą przez jaką dziurę ktoś im tam wlazł? (...)

Czytaj dalej...
No i po Święcie Zmarłych...

Poprzedni miesiąc zamknął się ze średnią 520 wizyt na dobę. A nie tak dawno temu 200 wizyt wydawało mi się nieosiągalne. Ha. Jak to wszystko się zmienia...

Stare logo Repo wróciło na swoje miejsce. Wreszcie będzie to wyglądało porządnie.

[Szczere pole] [Suche pole]
Moskwicz doczekał się własnego logo. Ma nieco inną stylistykę niż pozostałe działy, ale tak ma być. Jego pozycjonowanie mnie frapuje, w obecnej chwili zależne jest od wysokości zajmowanej przez wiersze tekstu, a to oczywiście zależy od wielkości okna przeglądarki itp. - więc to tylko prowizorka, bo layout się pewnie rozjedzie w każdym browserze innym od mojego. Ale na razie nie chce mi się tego zmieniać.

[Hoppke i Kamień] Święto Zmarłych... Tradycja. Nie było mnie w mieście, odwiedzałem groby. Przy okazji miałem okazję obejrzeć wreszcie szeroką, otwartą przestrzeń - w domu mi tego trochę brakuje. Albo wszystko jest pofałdowane, albo zasłonięte budynkami, albo zarośnięte lasem. Aż brakuje mi szerokiego horyzontu. Dlatego gdy tylko zobaczyłem ciągnące się kilometrami pola, to... :) Hmm, jak ja lubię takie spacery...

Z innej beczki - gimp 2.2-pre1. Skompilowałem, zainstalowałem, używam. Ale mam koszmarne spowolnienia przy otwieraniu nowych okien programu. Przy większości okien mam niewytłumaczalne opóźnienia nawet do 10 sekund. Niby Gimp wszystko zrobił i powinno się pojawić okno, ale zamiast tego cpu skacze do 100% i dopiero po jakimś czasie pojawia się okienko... Np. utworzenie nowego, pustego obrazka wykazuje takie opóźnienia. We wcześniejszych wersjach tego nie było. A może to wina windowmanagera? Muszę spróbować bez icewm...

Hoppke. Głupota zredefiniowana.

Zdrastwujtie and witajta w mojem freak shoł. Gwiazdką wieczoru budziet Hoppke :)
Hoppke Dzisiejszy epizod sponsorowany jest przez całkowitą kołowaciznę. Czy słyszysz ten szelest? Nie? Wsłuchaj się uważniej... ciii... teraz słyszysz? Tak, ten szelest... jak rozwijanie cukierka... to moje zwoje mózgowe się prostują.

Jestem głupi. Niestety, nie jestem głupi "tak po prostu". Jestem głupi głupotą tego rodzaju który czai się niezauważony przez wiele lat by w końcu przyjść i dziabnąć w tyłek. Odgryzając z rozpędu obydwie nogi. To taka głupota którą ludzie często mylą z wyrachowaniem, przebiegłością, planowaniem czy inteligencją. Albo pewnością siebie - tak, tego mam malutko. Gdy słyszę "zazdroszczę Ci pewności siebie" to od razu gorączkowo zastanawiam się, jaką też nieprzemyślaną głupotę właśnie zrobiłem i jakie straszne konsekwencje przyjdzie mi ponosić. Najgorsze jednak, że moja głupota zdaje się postępować z wiekiem. Uch, ten szelest cukierków...

Siedzę sobie właśnie jak wampiszcz w ciemnościach... Tyle rzeczy do zrobienia, tylu ludzi z którymi chcę jeszcze zamienić słowo, tyle niedokończonych myśli odłożonych "na później"... ostatnio całe moje życie toczy się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w owym "później"... To takie magiczne słowo - "później"... Nie musisz tego teraz robić, zrobisz to później... Nie wyjaśniaj tej sprawy, zrobisz to później... Nie umiesz podjąć decyzji? Nie szkodzi, zrobisz to później! A teraźniejszość mi przecieka między palcami. Buu. (...)

Czytaj dalej...
Moskwicza czas zacząć

"Moskwicz" się rozkręca. Otwieram nowy dział, na dobry początek coś już tam wrzuciłem. Teraz muszę tylko przywrócić stare logo Repo i zrobić nowe logo dla działu z Moskwiczem, ale to może poczekać.

Jogin strikes back!

Powrót Jogina na TVP2 "Return of the Jogin". Dzisiaj znowu przypadkiem go zauważyłem, lecz tym razem zmienił repertuar. I już nie znikał, ale tkwił na planszy cały czas. Widać się oswoił. Tym razem jogin nie wykonywał już tych dziwnych ruchów rękoma, zamiast tego po prostu robił pompki...

Jogin schwytany!

Jogin na TVP2 Ha! A mówili, że jestem szalony. Że za dużo piję. Że za dużo prochów biorę. Że jakieś dziwne grzybki podjadam. Że przecież to niemożliwe by na planszy kontrolnej TVP2 w nocy pojawiał się jakiś dziwny facet uprawiający jogę. Śmiali się... pamiętam... GŁUPCY! To ja miałem rację! HAHAHAHA!

Bowiem faktycznie na ekranie kontrolnym (tym, który jest nadawany przez TVP po zakończeniu programu, przy akompaniamencie dźwięku "biiiip") pojawia się jogin. Zdaje się, że żyje on tylko na planszy TVP2, bo na TVP1 go nie zauważyłem. Wczorajszej nocy znowu go widziałem, ale tym razem zrobiłem mu fotkę. Ha. I kto miał rację? Jogin regularnie pojawia się i znika, oddycha i rusza rękoma.

Nowy camport 0.2.2

Nowy camport, wersja 0.2.2. Poprawiłem przepełnienie w pasku postępu, dodałem trochę informacji o błędach wyrzucanych na stderr, camport przerywa też pracę przy błędach odczytu/zapisu. Przy wyłączonym MOVE_MODE camport przeskakuje już przekopiowane (istniejące w katalogu docelowym) pliki.

Nowy camport-0.2

Wspominałem, że te karty SmartMedia wyglądają mi na bardzo kruche? Oto dwie minifotki - widać tu wielkość karty w porównaniu z monetą 1zł, widać też jak cienka jest sama karta. To właśnie ta jej znikoma grubość mnie przeraża. Przy wpychaniu jej do slotu zawsze się bałem, że mi trzaśnie w palcach.
SmartMediaSmartMedia
Aha, na drugiej miniaturce widać taki czarno-biały symbol "Z!" na tle czarnego słoneczka (zresztą oficjalnego symbolu Repo) - oznacza on, że miniaturka jest linkiem do większej wersji zdjęcia ("Z!" oznacza "zoom"). No bo w trosce o czytelnika muszę jakoś optycznie odróżnić "zwykłe" obrazki od tych, które są linkami do większych zdjęć. A że nie chcę kombinować nic z obramowaniami samej grafiki to i zaprojektowałem sobie takie małe logo. Chyba będzie się od tej pory dosyć często pojawiało. Czyli jeśli zobaczysz u mnie obrazek z takim symbolem, to możesz w niego kliknąć by obejrzeć większą wersję. Proste, czytelne, przyzwyczaisz się :)

Nowy camport-0.2: spakowane źródła lub paczka źródłowa HBS. Zmieniłem wielkość bufora używanego przy kopiowaniu danych na 512KB (co zmniejsza zużycie ramu), po skopiowaniu każdego takiego bloku aktualizowany jest pasek postępu, więc teraz przesuwa się on płynniej. Oprócz tego dodałem sortowanie plików w podkatalogi. Podkatalogi mają nazwy YYYY-MM-DD, czyli np. 2004-10-16. Data jest rozpoznawana na jeden z dwóch sposobów - w przypadku plików jpeg jest wyciągana bezpośrednio z tagów EXIF (dlatego CamPort ma nową zależność - libexif - swoją drogą biblioteka ma ZERO dokumentacji), a w pozostałych (nie-jpeg) sprawdzany jest stempel mtime samego pliku w aparacie. Mój aparat ustawia go w miarę sensownie, ale to nie musi być regułą. Swoją drogą może olać exif i polegać tylko na tych stempelkach? No bo teraz i tak odczytuję te dane tylko z jpeg-ów... dla plików TIFF i MOV używam mtime... z TIFF niby też mógłbym odczytywać tagi podobne do tych w JPEG (gqview to robi ładnie), ale mi się nie chce ryć w dokumentacji libtiff. No i nawet jeśli bym to zrobił, to potem i tak pozostają mi jeszcze ew. pliki z filmami - a jak wyciągnąć "creation time" z filmu? Na pewno jest gdzieś zapisany, ale przecież nie będę pisał parsera do tego... Hmm, ten mtime chyba jest najlepszym wyjściem, jednak. (...)

Czytaj dalej...
Podłączanie C-4000 pod Linuksem (USB mass storage)

Ha, przechodziłem parę dni temu mroźnym porankiem przez miasto i co widzę? Ano coś takiego:
Kolejka przed PKO
Nie, nie jest to młodzież szkolna przed wejściem do kina. Bo to nie kino. To bank PKO. I to chyba wystarczy za komentarz ;)

Dzisiaj miałem opowiedzieć o podłączaniu aparatu pod Linuksem i, o dziwo, dotrzymam słowa ;)
Punkt pierwszy - mój aparat (C-4000) jest zgodny z ogólnym schematem USB mass storage (Hurrej!). To jednak oznacza, że praktycznie nie ma aplikacji które by jakoś miały z tym współgrać (Hurrej!, acz mniej entuzjastycznie). OK, możesz zapytać "Czy to naprawdę problem? W końcu urządzenia usb mass storage są w linuksie montowane jak normalne dyski i z punktu widzenia systemu traktuje się je tak, jak dodatkowy dysk podłączony do komputera..." - i będziesz mieć, mój czytelniku/czytelniczko absolutną, rację. Ja jednak lubię sobie automatyzować pracę, tzn. chciałbym aby to komputer zajął się wszystkim - tak jak to się dzieje przy tych mniej wygodnych aparatach wspieranych przez gphoto2, gdzie produkuje się dedykowane aplikacje zgrywające fotki na dysk itp. Nie no, oczywiście że cieszę się z tego, że sterowniki "do aparatu" są standardowo w kernelu i nie muszę się gimnastykować by sobie fotki zgrywać, ale mimo wszystko brakowało mi jakiegoś zautomatyzowanego front-endu. Tutaj możesz powiedzieć "No to sobie napisz jakiś skrypt czy coś" i znowu będziesz mieć rację, ale o tym za chwilę.

Repo dostaje sporo odwiedzin z googla, więc opiszę cały proces podłączania po kolei, może ktoś tutaj trafi kiedyś w poszukiwaniu haseł "aparat cyfrowy", "linux", "usb", "jak podłączyć", "konfiguracja", "mass storage", "Olympus C-4000".
Pierwsze co potrzebne to obsługa USB. Istnieją dwa wykluczające się modele - UHCI i OHCI. Jak rozpoznać posiadany? Najprościej przez "lspci -v|grep USB". Płyta będzie posiadała raczej tylko jeden model kontrolera, więc drugiego nie warto włączać. Istnieje jeszcze EHCI, aka "USB 2.0". Szczęśliwcy posiadający płyty z USB 2.0 mogą włączyć EHCI i, oprócz niego, UHCI lub OHCI (wg. informacji z lspci). Samo EHCI nie obsługuje niczego poza USB2.0, dlatego też chipsety z EHCI zawierają też odpowiednie podzespoły UHCI/OHCI dla komunikacji ze starszymi urządzeniami USB. (...)

Czytaj dalej...
Olympus C-4000

Ależ mi się nie chce, rany. Nawet nie wiem za co się zabrać w pierwszej kolejności... wentylator na procesorze mi zaczął znowu hałasować, zaraz do niego zajrzę... przydałoby się go wymienić, ale to pewnie od razu z procesorem i płytą. A może całkiem go zdjąć? Przecież ten procesor się aż tak nie grzeje, a ten wentylator co go teraz mam i tak raczej nie chłodzi :/ Mógłbym uruchomić sensory płyty i sprawdzić czy bez tego "wentylatora" się bardziej nie nagrzeje, ale mój chipset (gl520sm) oczywiście nie ma jeszcze wsparcia w kernelu 2.6, a zewnętrzne sterowniki lm_sensors oczywiście nie działają z kernelem 2.6, bo "support jest już w kernelu". Tak, ale niekompletny w porównaniu ze "starymi" lm_sensors! Wrrr.

Wiatrak na zasilaczu też się trze, bo po włączeniu komputera przez kilkanaście sekund hałasuje, dopiero potem "łapie" normalny rytm obrotów. Złom. Ta płyta działa chyba tylko z wdzięczności za to, że jestem takim miłym właścicielem.

Ale nie o tym miałem pisać. Miałem o Moskwiczu. Moskwicz ma po prostu być projektem wprowadzenia na Repo nowego działu... czegoś w rodzaju galerii. Oraz ew. dokumentowaniem ChangeBloga odpowiednimi zdjęciami, ale do tego celu potrzebny mi jest aparat cyfrowy... którego oczywiście nie posiadałem. Stąd i fazy Moskwicza, odmierzające kolejno pozyskiwanie środków, szukanie atrakcyjnej oferty itp. Banalne. Nie wiem skąd wam przychodziły do głowy takie pomysły jak np. pisanie książki :) Co prawda nowelkę sci-fi-fantasy-cholera-wi-co pt. "Nata" piszę na boku już od jakiegoś czasu, ale nie afiszowałbym, nie afiszuję się z nią na Repo... ;)

Więc w gruncie rzeczy szło mi o aparat. No, przynajmniej częściowo. Bo aparat już mam, ale Moskwicz nadal aktywny jak widać w logo Repo. Na razie nie mam głowy by go jakoś wdrożyć i zamknąć. (...)

Czytaj dalej...
Zabawy z aparatem

Jest północ. Nie wiem jak teraz będzie u mnie z update-owaniem Repo, więc dam krótki anons - tutaj znajdziesz kilkanaście fotek jakie robiłem swoją najnowszą zabawką - aparatem cyfrowym. To fotki które wykonywałem testowo, aby oswoić się z aparatem, więc ani tematyka nie jest ciekawa, ani strona techniczna - szczególnie często są nieostre i mają przesycone kolory. No, fajna jest IMO fotka nocy z mojego okna i ampułka ketonalu w makrze. Ale pozostałe fotki pokazują różne kawałki mojego pokoju, biurka, szafki z komputerem, widoku z balkonu - takie tam. I chyba dwa razy nawet mnie, choć ja na zdjęciach nie wychodzę ładnie i w rzeczywistości jestem o wiele bardziej przyjemny dla oka niż tutaj :/
Przepraszam za rozmiar fotek, ale nie chciało mi się ich obrabiać. Daję ten anons tylko tak, żeby dać coś do obejrzenia wiernym czytelnikom - wiem, nie poświęcałem wam czasu ostatnio...

Aha, te fotki i aparat są częścią Moskwicza. Ale o tym następnym razem, jest już 20 minut po północy a ja idę spać.

Hej Monia...

Dzisiaj urodziny obchodzi moja stara znajoma, Monika. Zabawnie jest mieć urodziny 10.10... A żeby dopełnić wszystkiego - jej narodziny zostały w papierach zaksięgowane pod godziną 10:10... No, ma dziewczyna szczęście do dziesiątek :) Ale nie piszę tych słów ze względu na dziesiątki - piszę to, bo Monika to po prostu bardzo, bardzo fajna kobieta.
Wszystkiego Najlepszego, Monia! Nie mam pojęcia co teraz robisz i jak wygląda Twoje życie, ale mam nadzieję, że znajdujesz w nim choć trochę szczęścia :)

Sen o blokowisku

Poniższy sen nie jest może zbyt ciekawy, zaskakujący czy... eee... No, w sumie to jest głupi i nudny, jedyne ciekawe w nim to kompozycja i niektóre irracjonalne wnioski jakie wyciągałem w trakcie jego śnienia. Ale może kogoś to zainteresuje. Zapraszam do lektury. Tekst w wersji surowej - napisałem, nie czytałem, nie korygowałem. Więc stylistyka itp. może być do niczego. I pewnie jest. Ale mniej więcej tak bym ten sen opowiadał komuś w żywej rozmowie.

Akcja rozpoczyna się na szerokim i długim pasie trawnika. Piękna słoneczna pogoda, a ja nie marnuję czasu i kogoś ścigam. W pewnej odległości przed sobą widzę ścianę dłuugiego wieżowca, klasyczna "wielka płyta", a za plecami mam koszary z których wybiegłem. Nie muszę się odwracać, wiem że tam są.

W pogoni za moją ofiarą dobiegłem aż do wieżowców. Niestety, osoba którą ścigałem gdzieś mi zniknęła. Argh. Nie wiem dlaczego w ogóle mam go złapać, wiem tylko że zacząłem go gonić w koszarach, on (ona?) potem wybiegł poza teren, uciekał przez ten trawnik w kierunku pobliskiego osiedla, a ja byłem pierwszym który zareagował i zaczął go gonić. Może to jakiś złodziej? Nie jestem też pewien czy jestem żołnierzem... chyba nie, po prostu z jakiegoś powodu należę do koszar. Może tam pracuję? Nieważne, teraz gonię tego zbiega i ponieważ jestem najbliżej, to muszę to dokończyć. Wiem, że z koszar wybiegły już posiłki żołnierzy w brązowych mundurach, ale zanim oni tu dobiegną tamten facet może się już całkiem ulotnić...

Patrzę w górę, wzdłuż ściany wieżowca. Niezliczone balkony... O, na jednym ktoś zamontował aparat fotograficzny... Obok ktoś zamontował nawet dwa obok siebie... A na jednym nawet wystawione jest coś w stylu kamery wideo... Hmm, skierowana prosto na mnie... biegnę kawałek w bok, oko kamery podąża za mną. Wracam a ona mnie ciągle śledzi. Interesujące, detektor ruchu... Ciekawe czy ona nagrywa wszystko co widzi? Bo jeśli tak, to pewnie złapała też na taśmie tamtego złodzieja gdy tędy przebiegał. Może udałoby się zobaczyć jego twarz? Albo w jaki sposób udało mu się tak nagle zniknąć? Muszę pogadać z właścicielem kamery. O, stoi obok niej, dziwne że go nie zauważyłem wcześniej... Może krzyknąć? Ale nie, pewnie nie usłyszy, stoi tak wysoko - poza tym nienawidzę drzeć się w miejscach publicznych, to niegrzeczne - na ulicy też nie wołam nigdy gdy zobaczę gdzieś jakiegoś znajomego... (...)

Czytaj dalej...
Operacja "Moskwicz" trwa

Nadal mam wszystkiego dosyć, ale już mniej namiętnie.

Moskwicz Update:Faza druga zakończona, towarzysząca jej faza trzecia powinna się zamknąć w ramówce kilku dni. A, wyjaśnijmy sobie parę spraw: "Operacja Moskwicz" nie oznacza kupowania przeze mnie auta. Nie oznacza też renowacji jakiegoś starego Moskwicza. Nie oznacza tym bardziej pisania przeze mnie po cichu jakiejś książki, co ostatnio zostało mi zasugerowane :)
To po prostu sposób w jaki odliczam sobie coś. A co? To tajemnica. Moskwicz na pewno będzie w pewien sposób związany z Repo, ale nie oczekiwałbym niczego tak spektakularnego jak ślub, urodziny dziecka, przeprowadzka do Gdańska czy wydanie Pierwszej Książki. Powiem więcej - Moskwicz w istotny sposób wpłynie zapewne tylko na mnie :)

A przy okazji dziękuję wszystkim którzy nieśli/niosą mi teraz słowa otuchy przez email/IM. Nawet jeśli nie znajduję czasu/ciepła by odpowiedzieć to zapamiętuję je sobie. Dzięki.

Wrr.

Mam dosyć. Wszystkiego. Wrr.

Nowy dział na Repo - Muzyka

Nowy dział - Muzyka. Prezentuję w nim zespoły/artystów których lubię słuchać i pokazuję od razu próbki ich twórczości które z jakiegoś powodu uważam za nadzwyczaj sympatyczne. Na razie (z braku czasu na przygotowywanie próbek) wymieniłem tylko paru wykonawców. Dział ten jest na razie eksperymentem, opinie co do sensowności/bezsensowności jego istnienia mile widziane. "I am waiting for the next big thing... bring it on cośtam cośtam to me-e-e-e..." ;)

Czego szukają ludzie trafiający na Repo

Repo... Miejsce gdzie część czytelników trafia przez pomyłkę.
Parę dni temu razem z Merlinem obejrzałem logi ostatniego miesiąca i moją/naszą uwagę przykuły hasła jakie ludzie wpisywali w Google zanim trafili na Repo. Nie wiem, może nie ma w nich nic zabawnego - ale niektóre hasła przez które ktoś natrafił na Repo są tak odległe od treści tych stron, że...
A zresztą, co będę zanudzał. Zainteresowani mogą po prostu przeczytać log mojej rozmowy z Merlinem. Początek może być nieco nudnawy, ale część z hasłami jakie ludzie wpisywali w wyszukiwarki to wynagradza. Tekst jest niecenzurowany, jeśli nie liczyć wycięcia dwóch adresów email. Kolorystyka, fonty itp. są stylizowane na mój komunikator, więc wyglądają nieco inaczej niż klasyczne Repo. A oto i sama rozmowa.
Aha, słowniczek potrzebny do zrozumienia dialogu: "Hoppke" to ja, "Merlin" to Merlin (zawdzięczam mu to miejsce na www), "papuga" to nazwa maszyny na której leżą pliki Repo, "webalizer" to program generujący statystyki odwiedzin na Repo, a duet "cron"/"logrotate" to standardowy mechanizm archiwizujący stare logi systemowe by nie zajmowały zbyt wiele miejsca na dysku.

Wszędzie widzę wzory

Wrzesień. O sobie nie mam teraz co pisać, bo nic się nie dzieje - czasu brak. Repo przeżyło istny najazd jeśli idzie o "tradycyjną" liczbę odwiedziń - w czerwcu było 6054 odwiedziń, a w lipcu już 10413. To prawie dwa razy więcej. Średnia liczba "odwiedziń dziennie" skoczyła z 195 na 335. I pomyśleć, że kiedyś patrzyłem na 200 odwiedzin jak na magiczną granicę powyżej której nie wskoczę. Teraz granica ta zręcznie przesunęła mi się na 400 odwiedzin. Przeskakując w ogóle trzysetkę. Nagle poczułem się bardzo nieswojo.

Zmiana tematu. Powtórzenia. Pary. Zwielokrotnienia. Dużo tego dzisiaj widziałem. Na przykład idąc ulicą obok szpitala widziałem jak kierowca jakiegoś auta dłubał w nosie. Gdy zwróciłem wzrok na chodnik, zauważyłem że jakiś idący z naprzeciwka chłopak też dłubie w nosie. Spojrzałem na drugą stronę ulicy a tam jakaś babka popycha wózek i, oczywiście, również dłubie w nosie.
Na ul. Kupieckiej to samo dotyczyło ziewania - znowu w swoim otoczeniu i tym samym czasie dostrzegłem trzy ziewające osoby. Zupełnie jakbym swoim wzrokiem przenosił to ziewanie z osoby na osobę. Aż ciarki przechodzą.
Na Wzgórzach Piastowskich spotkałem dwie idące razem, bardzo podobne panie w wieku ~40+ lat, a każda z nich prowadziła psa obronnego. Oczywiście psy były tej samej rasy i wielkości, choć różniły się umaszczeniem.
Wczesnym wieczorem znowu przechodziłem Kupiecką, tym razem gdzie nie spojrzałem widziałem tzw. "zniszczone kobiety" (znane również jako "menelice") - nieduże, brzuchate, zapuszczone blondyny. Cztery sztuki jeśli się nie mylę. (...)

Czytaj dalej...
Hoppke. Magnes na ulewy.

Będę chory. Znowu.
Wybrałem się dziś na działkę. Kosiłem trawę (ręczną kosiarką, co jest "nieco" męczące) itp. Na działce trochę kropiło, a w drodze powrotnej złapała mnie ulewa. Połowę drogi odłożyłem w mokrej koszulce i ze sterczącymi sutkami.

W domu się wysuszyłem, zjadłem obiad, trochę białej czekolady itp., po czym wybrałem się na pocztę (gdzie straciłem wiele czasu, bo z pięciu czy sześciu okienek czynne były tylko dwa). W drodze powrotnej znowu złapał mnie deszcz, ale tym razem było to już typowe oberwanie chmury, a nie zwykła ulewa. A ja na dodatek preferuję chodzić w dżinsach, które jednak przy deszczu błyskawicznie nasiąkają i robią się dużo cięższe. Na szczęście dzisiaj nosiłem swoje ulubione biodrówki (stylizowane nieco na dzwony), więc trochę mniej wody w nie wlazło (cienki materiał). Koszulka beznadziejnie przemokła. No, wyglądałem jakbym wpadł cały do wody. I buty mi przemokły :( Nie wiem jak ich delikatny zamsz to zniesie. Próbowałem przeczekać ulewę w jakimś warzywniaku, ale to nic nie dało (oprócz rozmowy z jakimiś dwoma przemoczonymi laskami). Nie czekając aż deszcz ustanie (i słusznie, bo pada bez przerwy nawet w chwili gdy piszę te słowa) ruszyłem sprintem do domu, lawirując między strumieniami wody.
Miałem jeszcze w planach wyskoczyć dziś do MiniMala na Ptasiej, ale po pierwsze ciągle pada, a po drugie znając moje szczęście w drodze powrotnej bym po raz trzeci przemókł. Więc zostaję w domu. Już czuję jak mnie coś w gardle drapie. I w głowie mi się kręci. I ręce mi jakoś ciążą (ale to może być skutek ganiania z kosiarką). Wziąłem Coldrex, wysuszyłem się, założyłem ciepłe ciuchy, ale czuję że gorączki nie uniknę. W końcu na dworze było tylko 16°C.

Ale jedno muszę przyznać - jest mi do twarzy z tym ociekaniem wodą. Jedne z najfajniejszych randek jakie miałem przypadają właśnie na ulewne deszcze. Pamiętam jak kiedyś z Agą dorwał nas taki deszcz, że kieszenie kurtki mi się wodą wypełniły... to jakoś jesienią było...
Ja chyba bardzo lubię mokre włosy i krople deszczu na skórze. Moje libido się wtedy budzi. Lubię to u kobiet, ale tak samo lubię (w jakiś narcystyczny sposób) to u siebie samego. Nie wiem, może wtedy czuję się jakoś pewniejszy? Bardziej pewny siebie, bo wiem że korzystniej wyglądam? A ja jestem bardzo wrażliwy na "podobanie się". Tzn. mam "humory" związane z wyglądem, czy też odbieraniem mojego wyglądu przez kobiety. Jeśli myślę, że nie podobam się, to humor mi błyskawicznie się psuje. Z drugiej strony jeśli jakaś kobieta da mi odczuć że się jej podobam (czysto fizycznie), wtedy czuję się dobrze. Czy to próżność?

Update, Pamiętniki w Moskwiczu Spisane: Drogi pamiętniku. Dzisiaj zakończyłem pierwszą fazę Operacji. Jestem dobrej myśli, mam nadzieję że reszta pójdzie równie gładko - choć wiem, że kolejne etapy będą dużo trudniejsze.

Moskwicz update

Operacja Moskwicz w toku. Wykonałem parę odważnych i nieprzemyślanych czynności, co może jej poważnie zagrozić. Trudno, zobaczy się.

W dziale "O mnie" chętnie bym poszerzył informacje o muzyce jaką lubię. A konkretniej, to do każdej wymienionej formacji dodałbym jeden czy dwa przykładowe kawałki do pobrania, te które mi się najbardziej podobają. Żeby pokazać co lubię. Bo gdy np. piszę, że lubię JJ to nie znaczy, że lubię wszystko co nagrali. Ale zwykle każdy lubiany przeze mnie wykonawca nagrał przynajmniej dwa kawałki które przyprawiają mnie o gęsią skórkę i chciałbym pokazać jaka to muzyka tak bardzo do mnie przemawia. Ale na razie to tylko teoretyczny pomysł. Chciałbym do HoppkeRepo dodać więcej Hoppke. Moskwicz może w tym pomóc, o ile wypali, ale na razie zastanawiałem się nad próbkami muzyki.

Odwiedziny Repo idą w górę. W tym miesiącu będzie chyba przyrost o prawie 50%. To przez usenet. Zahaczam o kilka różnych grup i dlatego... Przypuszczalnie w przyszłym miesiącu to opadnie. W statystykach zawsze pojawia się igła (peak) gdy adres Repo wypłynie w jakimś nowym miejscu, ale igły mają to do siebie że szybko opadają. Stałych, wiernych czytelników nie ma aż tak wielu :)

Nie opłaca się kupować tanich przedłużaczy

Dzisiaj m.in. zrobiłem sobie w końcu przedłużacz do słuchawek. Tzn. ja przedłużacz miałem, kupiony tego samego dnia co słuchawki, ale to był tak dziadowski kabel, że... słów brak. Już chyba po pierwszym tygodniu zaczął mi przerywać, musiałem go kroić, skracać, lutować... Mniej wysiłku by mnie kosztowało kupienie wtyczki, gniazdka, dwóch metrów kabla i zrobienie sobie tego samodzielnie - ale nie, byłem leniwy, wolałem wydać kilkanaście złotych na przedłużacz który już umierał śmiercią naturalną. Swoją drogą w tamtym sklepie już nic nie kupię, no, chyba że jakieś drobne części których nie można popsuć.
Ale wracam do kabla - zrobiłem go dzisiaj. Obłożyłem się profesjonalnym sprzętem, mądrze wyglądającymi miernikami oporu z wielkimi ekranami LCD itp. Oczyściłem gniazdko, wydmuchałem stare luty, wyszukałem jakąś zbędną wtyczkę w swoich gratach... a jako kabla użyłem cudownego sznura "made in Russia". Trzyżyłowy, skręcony w świński ogon (jak przy słuchawkach telefonicznych), robiony nie z jednolitych drutów, a czegoś w stylu wiązki białych włókien z nawleczonymi maciupkimi kręgami. Coś jak pęk cieniutkich, długich, metalowych kręgosłupów. Praktycznie niemożliwe by to coś mogło ulec przełamaniu. Jedna z żył wykazywała ciut większy opór niż pozostałe, ale po porządnym oczyszczeniu końcówek i lutowaniu (odwaliłem naprawdę porządną robotę!) udało mi się wyrównać opór na wszystkich trzech żyłach do praktycznie identycznego poziomu. Diabli, nigdy nie bawiłem się w tak precyzyjną robotę ;) Potem musiałem tylko jakoś zaizolować i usztywnić przejścia między kablem a końcówkami. Kabel był na tyle specyficzny, że nie mogłem nałożyć nasadki na wtyczkę, a do gniazdka obudowy i tak nie posiadałem. Po krótkim namyśle zacząłem szukać kleju w sztyfcie, co to go kiedyś ze Studia wyniosłem sporą ilość. Klej w sztyfcie ma, oprócz zdolności sklejania obiektów, cudowną zdolność izolowania i usztywniania. Innymi słowy po prostu przyszło mi do głowy by zatopić wrażliwe fragmenty kabla w tej lepkiej masie. Wyszło znakomicie. Może nie wygląda najśliczniej (kabel jest czarny, masa klejowa jest biała), ale jest praktycznie niezniszczalne. (...)

Czytaj dalej...
Nowe konto jabbera, nowy (gorszy) kernel

Serwer histeria.pl, na którym mam swoje konto Jabbera, ma duże szanse przestać istnieć :( Więc, jak każdy szanujący się szczur okrętowy wywiałem na inny serwer - a konkretnie to na chrome.pl, który skusił mnie bogactwem dodatkowych usług (bramki transportowe, pogodynka, RSS headlines). Poprzenosiłem swoje kontakty, przy części z nich czekam jeszcze na autoryzację... ale najważniejsze: możliwe, że przy przenosinach zagubiłem kilka adresów. Jeśli więc miałeś/miałaś mnie w swoich kontaktach i nagle zniknąłem, to najprawdopodobniej jesteś jednym z zagubionych kontaktów. Przenoszenie kontaktów w Psi sprowadza się, niestety, do cut&paste pomiędzy listami i łatwo jest kogoś przeoczyć. Tak że w razie czego daj mi o sobie znać.

Nie oczekiwałbym od Repo teraz wielkiej aktywności. Jestem zawalony po uszy i szacuję, że nieco wolnego czasu będę miał dopiero, eee, niech no ja popatrzę... w październiku? Może. A potem w grudniu. Tzn. to nie będzie tak że zniknę z sieci, o to się nie ma co martwić. Ale gwarantuję, że na zajmowanie się Repo czasu mieć nie będę. Prawdopodobnie rozwijać będzie się jedynie ChangeBlog, jako jeden z najmniej wymagających działów.

Właśnie słucham "The Middle Of Nowhere", Orbital. Kiedyś miałem jakiś album tej formacji, ale dopiero niedawno znowu się z Orbitalem zetknąłem. I na szczęście padło właśnie na album Middle Of Nowhere, który w porównaniu z innymi jest IMO świetny. Nie żeby Orbital był zły, bo nie jest, ale "Middle Of Nowhere" jest naprawdę, naprawdę porządny. Przy "Spare Parts Express" się trochę rozklejam, bo przypomina mi "stare dobre czasy". A kawałki "Nothing Left" też są świetne.

Dobra, teraz będzie trochę o linuksie. A dokładniej to o kernelu 2.6.8. Buuu!!! Chcę widzieć głowę winowajcy na tacy! Nie dość że dobę po 2.6.8 wypuszczono 2.6.8.1, bo w NFS był jakiś większy błąd, to na dodatek popsuto wypalanie płytek CD! Po pierwsze teraz potrzebne są uprawnienia roota (w ramach wprowadzania nowego mechanizmu bezpieczeństwa), po drugie przy wypalaniu AudioCD następuje w jądrze gigantyczny wyciek pamięci, uniemożliwiający wypalenie płyty. Gdzieś tam opracowano patcha, ale gdy zlikwidował wyciek okazało się, że płytka i tak jest popsuta. Ja w każdym razie cofnąłem się do 2.6.7. A 2.6.8 jestem bardzo rozczarowany. Taki błąd jednak powinien wyjść w testach, zanim zrobiono oficjalne "release". Pamiętam, jak w czasach 2.4 Linus użył użytkowników jako królików doświadczalnych by testować kernel. Teraz wygląda to bardzo podobnie - a przecież 2.6 miał mieć niby nowy model rozwoju. Taaa...

Jestem iNTj?

Harnir namówił mnie dziś na zrobienie sobie tego testu. Więc zrobiłem. Według odpowiedzi jakich udzieliłem jestem osobowością typu iNTj, tutaj ochrzczoną "Mastermind". Harnir się śmiał, mówił że takiego właśnie wyniku się po mnie spodziewał. Dziwne. Więc tak mnie widzą ludzie?

A potem przeczytałem sobie jeszcze ten opis typu "NT" i, hmm, o ile przy takich podsumowaniach mam zawsze coś do zarzucenia, o tyle tutaj... no... zgadza się. Wszystko. Każde jedno zdanie. Nie żeby mnie to dziwiło, w końcu po to są takie testy żeby skutecznie zaszufladkować człowieka, ale mimo wszystko - to trochę niesamowite czytać taki opis, pisany tak jakby autor cię świetnie znał.

Ana - ciekawy theme GTK+

Wypróbowałem ostatnio gtk-qt. To taki theme engine dla gtk+ podpinający się pod Qt/KDE. Dzięki temu widgety w aplikacjach gtk+ są rysowane tak naprawdę przez Qt/KDE. Niesamowite, ale to działa. Pulpit wygląda wtedy bardzo, bardzo jednolicie - kolory, kształty przycisków, pasków przewijania, obrazki na przyciskach "OK" i "Cancel"... Niestety, start aplikacji gtk+ się przez to wydłuża. Może z kompletnym środowiskiem KDE (kdeinit) nie byłoby tak źle? Ale wątpię. Ja w każdym razie zrezygnowałem z gtk-qt gdy zauważyłem, że każdy plugin w Gimpie nagle potrzebuje paru sekund by wyświetlić swoje okienko. Ale na procesorach ~1GHz może to nie byłoby uciążliwe. Bo jak na razie jest to jeden z najlepszych sposobów na ujednolicenie wyglądu aplikacji.

Obejrzałem też bardzo interesujący engine Industrial dla gtk+, widgety kształtem i stylem przypominają KDE-owy Plastik. Jego dodatkową zaletą jest to, że to tzw. "dual engine", obsługuje zarówno gtk1 jak i gtk2. Potem poszukałem tematów używających Industriala. Znalazłem m.in. Anianian, bardzo ładny i gustowny wystrój (screenshot na freshmeat). W zasadzie to jest to metatheme, bo w Anianian to tematy dla gtk+ oraz pasujące dekoracje dla Metacity. Bardzo ładne dekoracje swoją drogą, polecam obejrzenie screenshotów na stronie autora. Anianian wymaga biblioteki librsvg skompilowanej ze wsparciem dla gdk, bo podmienia niektóre standardowe ikonki GTK+ na ich skalowalne wersje SVG. Obok Anianian istnieje też Ana, coś w rodzaju Anianian na sterydach - w SVG zrealizowana jest już większa część interfejsu. Niestety, mojego Celerona 0,4GHz za bardzo to przydusza. Ale od strony look&feel Ana to wysoka, wysoka klasa. Wystarczy obejrzeć screenshoty zamieszczone na stronie jej autora. Osobiście nienawidzę tak jasnych zestawień kolorystycznych, ale Ana jest tak spójna (spójne?), że można wybaczyć te anielskie zestawienia kolorów.

Jacek, Robert i Ja (relacja ze Strefy Snów)

Rany, ależ miałem pokręcony sen wczoraj. Na początku chciałem go spisać w formie opowiadania, ale niestety brakuje mi czasu itp. Więc popsuję wszystko i przedstawię go "luzem". Bardzo chaotycznie. Aha, to będzie bardzo głupie streszczenie, ostrzegam.
We śnie występowałem ja jako ja, Grzegorz, fizyczna osoba prywatna. Oprócz mnie Grzegorza występował też Michał i Jacek, obydwie te osoby były mi kiedyś przyjaciółmi - lecz "life is life", żona Michała mnie nigdy nie znosiła, a z Jackiem mi się po prostu jakoś drogi rozeszły. Krótko mówiąc o tych dwóch osobach mogę bez krępacji mówić w czystym czasie przeszłym.
Oprócz w/w trzech osób we śnie występował też Adam, aczkolwiek jedynie epizodycznie i jako postać wspominana, lecz nie występująca fizycznie na scenie snu. Adam to jakiś mój stary znajomy.
Ale rdzeń snu stanowił tajemniczy mężczyzna który istniał ot, tak sobie. Nie wiem jak się nazywał ani jak wyglądał, aczkolwiek jestem pewien, że we śnie musiałem go osobiście spotkać i zapewne się z nim zaznajomić. Nazwijmy go może Robertem. W zasadzie takich ludzi nazywa się zwykle "Pan X" albo "Monsieur Enigma", ale to nadaje kreacjom niepotrzebnej tajemniczości. Tymczasem w Robercie nic tajemniczego nie było, ot, człowiek jak człowiek. Tyle że bez twarzy i imienia.

Wszystko zaczęło się gdy z Jackiem odwiedziłem kiedyś Roberta. Zwykła, towarzyska wizyta. Ale od tego czasu Jacek zaczął się zmieniać. Stał się małomówny. Zaczął się w ogóle dziwnie zachowywać. Gdyby był psem, to stałby się osowiały i całymi dniami nie zaglądałby do swojej miski. Ale psem nie był, więc stał się po prostu "inny" i zacząłem podejrzewać u niego jakąś chorobę psychiczną. To "coś" było nieuchwytne i sprowadziło się do tego, że nagle zacząłem się bardzo niezręcznie czuć w jego towarzystwie. Czułem się tak, jakbym jechał pociągiem, późną nocą, sam jeden w przedziale z wielkim, umięśnionym i sapiącym facetem który właśnie powiedział mi, że bierze leki bo inaczej napada na mężczyzn i ich gwałci. Tak, czułem się niezręcznie. (...)

Czytaj dalej...
Salad Fingers i mój mózg

No i kolejny miesiąc minął. Poprzednie 26KB blogowania poszło do archiwum, czas znowu zacząć z czystą kartą. Ostatni tydzień był udręką (problemy w rodzinie), ale już jest lepiej. W ramach promowania Sztuki Dziwnej i Pouczającej tym razem polecam flashowe animacje trzech epizodów z życia niejakiego Salad Fingers. Naprawdę warto. Interesująca strona wizualna, poruszająca fabuła i genialne udźwiękowienie (kwestie głównego bohatera są idealne zarówno pod względem języka, jak i samej realizacji). Zalecam słuchać w słuchawkach. A oto linki: epizod pierwszy, drugi, trzeci.

A ja sam spędzałem ostatnio trochę czasu zwiedzając różne internetowe galerie. Oglądałem zdjęcia twarzy, głównie kobiet (ze względów estetycznych). Próbowałem złapać na gorącym uczynku ten kawałek mnie który mi zawsze mówi czy ktoś mi się podoba czy nie. I który mi mówi "ona wygląda zupełnie jak Monika!" albo "ej, znam kogoś kto się identycznie uśmiecha! tylko kto to był..." oraz "nie wiem dlaczego, ale boję się tej twarzy" :) Krótko mówiąc - zero wniosków. Mechanizmy sterujące odbieraniem i interpretowaniem wizerunków twarzy i mimiki nadal pozostają dla mnie tajemnicą. Czasem bardzo silne wrażenie na mnie robił jakiś drobny detal. Musiałem się często i parę minut przypatrywać żeby móc zidentyfikować jakiś detal - np. gdy widzę parę fotek mówię "Śliczna kobieta, ale coś mi nie gra..." - od razu zauważam że coś mi nie odpowiada, ale trochę czasu mija zanim np. mogę sprecyzować, że to przez fragment twarzy tuż nad skrzydełkami nosa. Nie mogę wyjść z podziwu nad sprawnością ludzkiego mózgu - obraz ludzkiej twarzy jest analizowany błyskawicznie i w ułamku sekundy wiemy już dokładnie czy nam się podoba czy nie, czy jest przyjazny czy wrogi etc. Ale żeby zinterpretować to samodzielnie, krok po kroku, potrzeba już dużo czasu. Np. dlaczego czyjaś twarz ma srogi wygląd? Na czym polega efekt "śmiejących się oczu"? Itp. itd. Mnie to naprawdę bardzo zajmuje. Mam w głowie aparat wyspecjalizowany w hermeneutyce estetyki, ale działa on poniżej mojego radaru, w podświadomości. Czuję się tak, jak czuje się mały chłopiec któremu dało się stare radio do rozkręcenia. Poznawanie tego, co niewyjaśnione. Rozkręcanie czarnej skrzynki. Poznawanie samego siebie.
Nie umiemy nauczyć komputerów solidnego rozpoznawania twarzy, choć sami jesteśmy genetycznie do zaprogramowani by odczytywać z nich setki informacji w mgnieniu oka...

Zezwierzęcenie

No i wróciłem. Widziałem wiele rzeczy o których wolałbym nie mówić, takie jak np. krwiożercze bociany które z żab przerzuciły się na większą zdobycz i teraz polują na zające... brrr. Dlatego pominę szczegóły.

Podłączyłem sobie do Psi "rss feed". Dzięki temu dostaję w komunikatorze powiadomienia gdy tylko na linuxnews.pl lub 7thGuard coś się zmienia. Bardzo wygodne. Konto jabbera mam na histeria.pl, a tam RSS coś nie działa, więc tę konkretną usługę ciągnę z chrome.pl. Fajne jest to mieszanie usług z różnych serwerów - jeśli mój serwer czegoś nie oferuje, to mogę "pożyczyć" sobie stosowną funkcjonalność z innego serwera... (...)

Czytaj dalej...
Lubię sieć

Problemy z siecią zdaje się zażegnane. Podbiłem siłę swojej anteny do 20 dBm, zredukowałem jej tempo nadawania do 1Mb/s. Działa o niebo lepiej, na tyle dobrze że nie mogę się przyczepić. Zastanawiam się jeszcze, czy przypadkiem ta plątanina kabli przy szafce z komputerem nie szkodzi transferowi, w wolnej chwili spróbuję je jakoś rozplątać i kabel anteny jakoś "odsunąć" od pozostałych.

Spędziłem trochę czasu łażąc po sieci. Ech, ja chyba jakiś nienormalny jestem - zamiast ściągać coś z "osiołka" czy innego p2p ja czytam sobie artykuły na serwisach różnych gazet, oglądam internetowe galerie fotograficzne itp.

Jeśli ktoś nie widział jeszcze "kenijskiej reklamówki", niech zajrzy pod ten adres. Wymagana przeglądarka z obsługą flasha. Fajna jest też ta animacja, ze względu na muzykę. Przy oglądaniu od razu pomyślałem o "Star Guitar" Chemical Brothers (a swoją drogą Star Guitar jest perełką jeśli idzie o zgranie obrazu z dźwiękiem, IMO przynajmniej - a poza tym sama ścieżka dźwiękowa też jest niczego sobie).

Powoli przyzwyczajam się do stałego łącza. Fetchmail podpięty pod gkrellma regularnie sprawdza mi pocztę i ew. informuje mnie jinglami o nowych listach. Wwwoffle ma modus operandi ustawiony na "online" (ale z samego wwwoffle nie rezygnuję, bo mimo wszystko takie buforowanie znakomicie przyspiesza przeglądanie stron www). Z noffle zrezygnowałem i niedługo pewnie odinstaluję - slrn podpięty "na żywca" do news.gazeta.pl sprawdza się jak na razie znakomicie. A, właśnie - wróciłem do slrn-a. Jednak przyzwyczajenie zrobiło swoje. Zostawiłem też IceWM na korzyść Sawfisha (znowu, przyzwyczajenie...), w którym trochę eksperymentuję z robieniem własnych "themes" lub portowaniem innych (poprzez "reverse engineering" screenshotów z różnych systemów, vide ilustracja jednego ze stadiów takiej rozrywki).

Sporo osób wykorzystało już okazję, by podczepić mnie sobie do swojej listy kontaktów jabberze czy gg. Ja oczywiście wyciągam z tego swoje korzyści :) Jedną z największych zalet IM są rozmowy jakie prowadzę po północy. Bardzo chętnie opublikowałbym niektóre z transkrypcji na Repo, ale wiadomo - sprawy prywatne, rozmówcy sobie mogą nie życzyć, intymne tematy też stoją na przeszkodzie, albo po prostu rozmowy są zbyt hermetyczne by ktoś z zewnątrz je zrozumiał. Ale dostarcza mi to na pewno sporo rozrywki wieczorami. Dla przypomnienia, jestem uchwytny trójsystemowo - jako jabberowiec "hoppke" na histeria.pl, mam też jakiś numerek GG, moment, "9503037"... no i ostatnio wygrzebałem nawet swój stary ICQ UIN - "14648403".

A, od dzisiaj robię sobie urlop. Na jakiś tydzień. Nie będę osiągalny konwencjalnymi metodami.

Narzekanie na upał (i providera sieci)

Chryste, jak gorąco. Nie mam nic przeciwko słońcu, ale upały to nie dla mnie zabawa. Siedemnaście - dwadzieścia stopni spokojnie by wystarczyło.

Na dodatek sieć mi wariuje. Transfer jest OK, tylko samo nawiązywanie połączeń szaleje i się przeciąga. Czyli mam świetne warunki do np. ściągania wielkich plików z jakichś P2P, ale fatalne warunki do przeglądania WWW. A ja nie używam P2P, więc jestem niezadowolony. Posłałem maila do administratora.

Nie, w tym kraju jest stanowczo za ciepło.

Problem z Operą rozwiązany, nowe pakiety HBS, wizyta w świecie snów

Wrzuciłem kilkadziesiąt nowych pakietów HBS. To głównie aktualizacje softu który już miałem zainstalowany, ale dodałem też parę zupełnie nowych - tetex, xfce, waimea, trochę KDE... Większej części tych pakietów nie mam już wcale zainstalowanych, ale że kadłubki są zrobione, to...

A, używam teraz Opery i jestem ogólnie zadowolony. Problemy ze zżeraniem gigantycznych ilości problemów ustąpiły po tym jak Rober Błaut podpowiedział, że być może pomoże włączenie "Enable Core X Fonts=0" w ~/.opera/opera6.ini. Nagle wszystkie operacje związane z fontami przyspieszyły, a sama Opera już nie próbuje zajmować setek megabajtów pamięci.

Jabber okazuje się być niesamowicie przydatny. Używam Psi które by było idealne - gdyby tylko posiadało jeszcze możliwość skryptowania. Gaim niby to posiada, ale ja nigdy nie byłem zadowolony ze stabilności Gaima - a obecna wersja segfaultuje mi przy byle próbie zalogowania, nawet na mój numerek ICQ (bo posiadam "z dawnych czasów" jeszcze konto ICQ) (...)

Czytaj dalej...
Azjatka i podręczna atomówka

Hello. Co by tu napisać...
Aha. Dzisiaj już zaliczyłem awarię sieci. Lokalny DNS wysiadł. Jednak zapasowe dns-y po coś się deklaruje, nieprawdaż? ;) No.
Poza tym odwiedziła mnie siostra. Powiedziała, że schudłem. Biedactwo, tak rzadko mnie widuje że już zapomina jak naprawdę wyglądam :)

Ale za to jakie sny dzisiaj miałem... o rany. Pamiętam dwa, bardzo złożone i zazębiające się. Wszystko krążyło wokół trójkąta zbudowanego ze mnie, mojej kumpeli i córki jakiegoś azjatyckiego dyplomaty. W śnie tym było wiele przepięknej przyrody, rozległe krajobrazy, lasy, jezioro, kilometry drogi pokonywane samochodem... Nie było w ogóle przemocy, za to było trochę strachu (bo we śnie w kluczowej roli występowała też foliowa torba pełna ładunków wybuchowych, zawierająca m.in. małą głowicę taktyczną o promieniu rażenia ~20km). Ale sen był genialny. Dzisiaj śniłem z wyjątkowym, nawet jak na mnie, rozmachem - mnóstwo plenerów, dialogów, akcji, a wszystko dokładne w najmniejszych nawet szczegółach.

Nowy provider, nowy numerek GG i JID

Zegar pokazuje kwadrans po północy. Potwornie duszno, mimo uchylonego okna. A w oddali cały czas przetaczają się fioletowo-białe błyskawice. Muszą być naprawdę silne, bo błyski obejmują połowę nieba, a grzmot i tak słyszę dopiero po ładnych paru sekundach...

Po pewnych przebojach podłączyłem się do lokalnego wlan-u. Nadajnik nie pracuje w zbyt dogodnych warunkach (duży szum), ale i tak na razie cieszę się transferami rzędu 100-140KB/s. Tzn. dopóki mi admin nie przytnie shaperem, bo w umowie mam zakontraktowane "tylko" 64KB/s. No co, chcę oszczędzić na abonamencie :))

O, zaczęło padać...

No, tak że większa część dnia mi dzisiaj upłynęła na dostrajaniu sterownika (acx100), zmienianiu sekwencji startowej i zapoznawaniu się z programami IM. Oraz oczywiście testowym zapychaniu łącza. BTW, parę dni temu widziałem na freshmeat anons gcc-3.4.1. Ale dzisiaj nigdzie tego nie mogę znaleźć. Nawet oficjalny ftp.gnu.org nie ma tej wersji. Znalazłem ją dopiero na ftp.uni-koeln.de. Co jest, czyżby została wycowana krótko po wydaniu?

Pomyślałem sobie, że nowe łącze to dobra okazja żeby sobie konto jabbera uruchomić. Po paru przymiarkach zdecydowałem się na Psi. Odświeżyłem swoje stare konto na histerii i potem zacząłem kombinować jak tu sobie GG udostępnić (niestety, wielka część moich znajomych jest nieuświadomiona technicznie i używa GG - więc muszę się dostosować). Kadu nie potrafiło założyć konta (kryptyczne błędy typu "spróbuj później"), ale ekg zadziałał od razu. Ciekawe jak gg będzie działało przez jabberowy transport? Ja w ogóle nie mam pojęcia o takich rzeczach... W każdym razie teraz można do mnie jabberować przez konto hoppke na histeria.pl oraz gg-ować przez numerek GG 9503037 (śmiało, bez krępacji ;). Tzn. mam nadzieję że można, bo dzisiaj praktycznie tylko postawiłem sobie oprogramowanie i dodałem paru znajomych których dałem radę namierzyć (przy czym zapewne ze względu na porę wszyscy byli w stanie offline), więc nie mogłem potestować.

No, solidnie się rozpadało. Idę spać.

Nasze piekiełko codzienne

Rozmawiałem przed chwilą z sąsiadką. Bardzo miła, starsza kobieta. Kombatantka. Żaliła mi się, bo ktoś jej znowu połamał kwiaty w ogródku. To pewnie ktoś ze zwykłej zawiści, bo to już nie pierwszy raz ją spotkało - a rośliny innych ludzi są jakoś oszczędzane. Najbardziej ją dotknęło to, że ktoś się uwziął na nią osobiście - czego ja np. też nie mogę zrozumieć, bo o ile znam w okolicy ludzi którzy budzą, no, "mieszane" uczucia, o tyle tej pani nie da się odbierać inaczej niż pozytywnie. Więc powodem nie może być żadna sąsiedzka kłótnia czy coś w tym stylu. Pewnie chodzi o zwykłą, bezinteresowną zawiść. W takich chwilach zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie żyję w jakiejś złotej klatce. Cieszę się, że mnie takie rzeczy omijają. Tzn. jasne, czasem spotykam ludzi z którymi muszę postępować ostrzej niż bym chciał, ale właśnie takie bezinteresowne zło mnie omija. W moim prywatnym świecie nie ma czegoś takiego jak "zły człowiek". W świecie mojej sąsiadki najwidoczniej jest inaczej. Cholera, boję się że i mi kiedyś się cały światopogląd rozleci - jeśli kiedyś i w moim metaforycznym ogródku ktoś zacznie złośliwie kwiaty łamać. Nie lubię zawiści, złości, agresji. Nie lubię wchodzenia na taką "wojenną ścieżkę". Jestem za dobry w byciu złym, tak jakbym miał do tego naturalny talent. Dlatego wolę by nic tego talentu we mnie nie budziło.

Wizyta u zegarmistrza

Jakiś czas (miesiąc?) temu padł mój zegarek. Dopiero dzisiaj poszedłem z nim do zegarmistrza. Zażyczyłem sobie wymiany baterii. Najpierw pan zegarmistrz bezskutecznie próbował zamknąć zegarek. Ale szybko się zorientował, że to jeden z tych modeli do których zamykania potrzeba specjalnej maszynki (ja nauczyłem się tego parę lat temu, gdy próbowałem samodzielnie wymienić w nim baterię - otworzyć łatwo, wymienić łatwo, zamknąć się nie da. Musiałem pójść z tym wtedy też do zegarmistrza). Potem ustawił mi godzinę, datę, a potem się zdziwił że zegarek nie działa :) Mnie to specjalnie nie zdziwiło, bo czegoś takiego oczekiwałem - w końcu w tym zegarku bateria była wymieniana chyba dwa lata temu, a on spokojnie powinien dwa razy tyle na jednym ogniwie przechodzić...

Musiałem przeczekać jeszcze parę minut szukania usterki, po czym okazało się że gdzieś się jakiś lut zerwał. Zegarmistrz za pomocą czegoś w rodzaju stalowej igły rozgrzewanej w płomieniu palnika naprawił to i zegarek znowu działa. Dziesięć złotych zażyczył sobie za wymianę baterii i naprawę. Super :)
A ja jestem po prostu przywiązany do tego zegarka. Nie jest to jakiś wyjątkowy model, ot, zwykły męski wskazówkowiec z okrągłym, czarnym cyferblatem, ale jakoś go lubię. Trzy razy już wymieniałem w nim zużyte paski. Po prostu mam sentyment.

Dormitor wrócił na apcoln z "urlopu tacierzyńskiego" :) Ma córeczkę którą nazywa Marcelinką, podobno śliczną. Gdzieś tam nad morzem gania z wózkiem i rozgania stada wiewiórek :)
A w sygnaturce przemycił adres do swojej strony WWW która, jak widzę, zaczyna się w końcu upubliczniać. Polecam zwłaszcza ten dział (jedyny na razie dostępny :), który zawiera różne artykuły kręcące się dookoła Altuksdorfu (których, nie chwaląc się, jestem współautorem :) Ja je lubię za spontaniczność i całkowity brak uzgadniania czegokolwiek między autorami, one po prostu "się zdarzyły" na usenecie.
Mam nadzieję, że Dormitor będzie konsekwentny w rozwijaniu swojego miejsca na WWW. Bo na pewno będzie fajne.

Swoją drogą może czas na przywrócenie do życia działu "Linki"? Kiedyś Repo miało coś takiego. Potem usunąłem, bo wydawało mi się to zbyt sztampowe. Ale teraz zastanawiam się nad przywróceniem tego...

Statystyki mojej poczty

Nie ma to jak dobra kąpiel :) Leżąc w wannie wziąłem do łapek lusterko i robiłem do niego miny. Hmm. Nie jestem tak brzydki jak mi się wydawało. Nawet ten nos nie jest taki długi jak mi się zawsze wydawało... Widać mam jakiś lepszy humor dzisiaj.

Przejrzałem swój katalog z pocztą który był już tyle razy nawiedzany przez wirtualne pożary, powodzie i inne katastrofy, że jest jak Ankh-Morpork mojego katalogu domowego. Zrobiłem statystyki wszystkich skrzynek w jakich gromadzę korespondencję z różnymi ludźmi. Po wycięciu 66 skrzynek w których miałem po mniej niż 10 listów oraz skrzynek sprzężonych z listami dyskusyjnymi w statystyce zostało niewiele pozycji. Zrobiłem z nich wykres i pooznaczałem płeć korespondentów (te cyferki po lewej to liczba listów). A po co to zrobiłem? A sam nie wiem. Leżałem w wannie gdy mi to do głowy przyszło. To chyba wszystko tłumaczy :)
[WYKRES]

Bierz leki. Skutki uboczne się już niecierpliwią ;)

Plecy mnie bolą. Taki denerwujący, tępy ból mięśni na łopatkach. Wziąłem sobie tabletkę pyralginum. Przeczytałem ulotkę. Najciekawsze są zawsze skutki uboczne. Otóż w akapicie "4. Możliwe działania niepożądane" znajduje się optymistyczny wstęp "Jak każdy lek, Pyralginum może powodować działania niepożądane". Fajno. A więc co może mnie czekać? Np. "uszkodzenie szpiku kończące się śmiercią", "uszkodzenie wątroby", "martwica toksyczno-rozpływna skóry", "zapalenie nerek z martwicą brodawek nerkowych" oraz klasyczny wstrząs anafilaktyczny. To tylko te ciekawsze potencjalne skutki uboczne. Ale producent jest otwarty na nowe propozycje: w przypadku wystąpienia innych działań ubocznych niż te przewidziane należy powiadomić lekarza. Zapewne aby można było uaktualnić dokumentację leku :)
O, chyba czuję w sobie jakiś objaw. I to spoza ulotki. Tak, to definitywnie głupawka :P

Opera, bestia żarłoczna

Znowu mi to zrobiła. Zaczęła zżerać ram i musiałem ją ubić zanim się zabrała za swap. Tym razem błąd spowodowało po prostu otworzenie równolegle jakichś pięciu zakładek z "Google Groups". Przecież tego się nie da używać.

Opera. Najszybsze surfowanie i zżeranie pamięci

Jednak Opera nie jest taka "cacy". Dzisiaj już trzy razy udało mi się ją wprowadzić w "martwą pętlę" i skłonić do zaalokowania ~300MB ramu, aż zużyły się zasoby i system ją zabił. Co ciekawe, zfiksowała na zupełnie normalnych stronach. Mam niejasne podejrzenia że to wina jej mechanizmu obsługi fontów. Ja mam dużo fontów TrueType udostępnianych przez Xft2 a Opera najwyraźniej wcale nie była testowana w środowiskach zawierających więcej niż, powiedzmy, 20 fontów. Zapewne w sytuacjach w których nie może bezpośrednio dopasować żadnego fontu zaczyna skanować całą dostępną listę i robi to wyjątkowo żałośnie, bo najwyraźniej albo ma włączony nieskończony cache fontów, albo gdzieś jej pamięć wycieka. Łatwo jest mi dowieść, że ta najnowsza linuksowa Opera jest popsuta:
Oto zużycie pamięci zaraz po uruchomieniu i załadowaniu trzech zakładek:

USER       PID %CPU %MEM   VSZ  RSS TTY      STAT START   TIME COMMAND
grzegorz 20659 12.9 11.4 41824 25712 ?       S    20:21   0:04 ./bin/opera

A oto zużycie pamięci po dodatkowym wejściu w opcję "Fonts" i otworzenie dialogu "Change" (nic więcej nie zrobiłem!):
USER       PID %CPU %MEM   VSZ  RSS TTY      STAT START   TIME COMMAND
grzegorz 20659  9.8 51.3 131240 115680 ?     S    20:21   0:07 ./bin/opera

Łał. Samo zaglądnięcie do spisu fontów spowodowało skok o prawie 90MB(!). I pamięć ta nie zostaje potem już nigdy zwolniona, trzeba zrestartować operę by ją odzyskać. Nie ma co, jak na wersję "final" to śliczny błąd. Teraz wystarczy sobie wyobrazić, że Opera robi coś podobnego przy renderowaniu stron, np. szukając fontu najbardziej pasującego do tego zadeklarowanego przez stronę... I do akcji wkracza kernelowy OOM Killer.
Firefox mi nigdy nie zrobił czegoś takiego...

Apatia

No i kolejny miesiąc mi minął. Chaotyczny, niespokojny i bardzo, bardzo pusty. Ech. Nic nie czuję. Absolutnie nic. Żadnej większej radości czy smutku, nadziei lub żalu, gniewu czy miłości. Nawet zmęczenie na stałe wgryzło się mi w skórę i jest tak samo uciążliwe jak stary tatuaż. Nie wiem co o tym myśleć. Nie powinienem chyba popadać w taką apatię, ale to wszystko się jakoś "samo" dzieje. Wymknęło się spod kontroli.

Zainstalowałem sobie Operę 7.51. Łał. Naprawdę, naprawdę fajna. Teraz praktycznie nie mam się już do czego przyczepić. Domyślna skórka jest wreszcie bardzo estetyczna, konfigurowalność pasków z narzędziami jest doskonała, prędkość i wygoda używania znakomite. Wbudowany konfigurator klawiatury i myszy bardzo mi się podoba - owszem, z początku można się w nim zagubić i ma jeszcze wiele braków, ale szybko ustawiłem by np. nowe zakładki otwierał po ctrl-t, a ctrl-m powodowało "maksymalizowanie" aktywnej ramki... Świetny produkt, brakuje mi tylko mozillowego "type ahead find" i możliwości zablokowania migotania tekstu. Szkoda, że to nie freeware.

Moment, moment... Ej, przecież to ma "type ahead find"! Klawisze kropki/przecinka... Super :) (...)

Czytaj dalej...
Wyjaśnienia w sprawie URL-a

Zmiana adresu? Niedawno przez jakiś czas niedostępny był serwer lubuska.zapto.org. To znaczy serwer tak na prawdę działał, tylko alias zniknął. Bo lubuska.zapto.org to alias. Tak naprawdę maszyna to (www.)dobremiasto.net. Ale to wydarzenie kazało mi zastanowić się nad istotą aliasów. Wychodzi na to, że alias ten istnieje teraz tylko ze względu na mnie i moje przyzwyczajenia :( No i sobie pomyślałem, że może czas zerwać ze starym przyzwyczajeniem. Dlatego zastanawiam się nad planowym tym razem wyłączeniem aliasowania za miesiąc czy dwa. Jakby co, to Repo jest ciągle dostępne przez http://dobremiasto.net/~hoppke/, a mój email to nadal "hoppke", tyle że na dobremiasto.net zamiast lubuska.zapto.org. W końcu to jedno i to samo konto.

Towarzysz Brodzky zauważył, że Hierophant wywala się przy usuwaniu większych pakietów (z długą listą plików). Mianowicie zawodzi wywołanie "rm" z komunikatem "argument list too long" czy jakoś tak. Przerobiłem to tak, by teraz hbshelper zajmował się sam usuwaniem plików. Nie powinno to mieć wpływu na wydajność, a uniezależnia hbsremove od tych fanaberii poleceń "rm" i "rmdir". Nowa wersja gotowa do pobrania. Oprócz tego doszło automatyczne uruchamianie ldconfig w $HBS_DESTDIR$LIBDIR (aby utworzyć brakujące czasem symlinki przy bibliotekach), zniknęła również zmienna $DOCDIR (teraz jest po prostu przyjmowane $DATADIR/doc).

Mam dobry humor. Po raz pierwszy od dawna. Więc warto to odnotować. Jupi :) Z uwagi na morale Czytelników nie opiszę nowych technik poszerzania świadomości jakie ostatnio wypróbowuję wieczorami, nie opowiem też o zdumiewających rzeczach jakich się przy tym nauczyłem, nie zrelacjonuję też jak to w wieku wczesnoszkolnym przekonałem się czym jest kłamstwo, jak go używać oraz w jaki sposób słowa pozwalają panować nad ludźmi i światem :))

PS. Strasznie wietrznie w Zielonej Górze. Przez okno widzę w oddali sznur do którego przyczepione jest czyjeś schnące pranie. Myślę, że te wszystkie koszule, chusteczki i halki nie jeszcze nie odleciały tylko ze zwykłej przyzwoitości. Przy tak silnym wietrze i tak nikt by im tego nie wziął za złe.

Czemu od tak dawna nie patrzyłem na niebo?

Już prawie ósma wieczorem. Właśnie patrzyłem na niebo, z chmurkami i w ogóle wszystkimi tymi detalami. Aj, wydaje mi się jakbym ostatni raz patrzył na chmury całe lata temu. Jakbym był bardzo daleko od całego świata i wszystkich ludzi, znajomych, przyjaciół - to uczucie sprawia, że czuję się bardzo głupio, bo akurat teraz jest dookoła mnie sporo ludzi. Czuję się tak, jakbym miał być w tej chwili akurat gdzieś indziej, jakby coś mnie stamtąd wyrwało, rzuciło tutaj, a ja nie mogę sobie już przypomnieć skąd w ogóle się tu wziąłem. Trudno to wytłumaczyć. W mojej prywatnej nomenklaturze można to ująć tak: jestem na drugim krańcu skali pijaństwa. Bo pamiętam, że gdy parę razy w ciągu życia byłem naprawdę, naprawdę pijany, to czułem niesamowitą wręcz przynależność do otaczającego mnie świata. O różnych rzeczach mogłem w takich chwilach myśleć, ale ani przez moment nie przyszłoby mi do głowy by zastanawiać się czy jestem na właściwym miejscu, ani czy to wszystko dookoła jest realne. Wszystko po prostu "istniało" tu i teraz, bez żadnego stopniowania. A teraz jest właśnie odwrotnie, wszystko się rozmywa, a niesamowicie ostre zaczyna się robić to, co mam w środku. Taka ultra-trzeźwość. To nie jest miłe.

Próbowałem zająć na chwilę czymś moją głowę, więc włączyłem TV. Akurat trafiłem na TVN i "Fakty". Wiem, że jestem przemęczony. Wiem, że jestem okropnie, okropnie rozdrażniony teraz. Wiem, że w tej chwili czekam aż tabletka na ból brzucha zacznie w końcu działać. Więc nie jestem specjalnie tolerancyjny na cokolwiek w tej akurat chwili, ale... ja nie wiem, sam oceń: słucham sobie tych "Faktów", a tam mówią o polskich żołnierzach w Iraku, którzy wjechali swoim samochodem na minę. I to nie byle jaką minę, bowiem była to, uwaga uwaga, "mina-pułapka". A niech to jasny gwint... Naprawdę? Prawdziwa mina-pułapka, położona aby zaskoczyć wroga? Sheesh. A ja już liczyłem, że może wjechali na jakąś niegroźną minę, wcale nie pułapkową. No wiesz, jedną z tych min które się oznacza takimi wysokimi chorągiewkami, jak przy dołkach na polach golfowych, żeby nikt przypadkiem nie wpadł na takie niepułapkowe miny. Dziennikarzy piętnuję. (...)

Czytaj dalej...
KDE nie dla mnie?

Dlaczego zawsze jest tak, że gdy muszę pilnie coś zrobić grzęznę w drobnych, niepotrzebnych czynnościach? Wysprzątałem pokój, poukładałem ubrania w szafach, podlałem kwiatki... czy raczej kwiatka, bo mam tylko jedną zombie-roślinkę, która generalnie powinna już dawno wyschnąć, ale chyba się zakonserwowała i wygląda jak żywa. Nawet czasem się jej nowe liście pojawiają. W momencie gdy włączyłem komputer uznałem, że powinienem może narysować sobie nowe dekoracje okien, a może nawet dorzucić nowe akcenty kolorystyczne (czerwień łamaną czernią). Potem pomyślałem, że powinienem przejrzeć Habaka, napisać angielską dokumentację i wystawić go na Freshmeat, a potem pomyślałem że mam tyle zaległych emaili na które muszę w końcu napisać odpowiedzi... Ewidentnie szukam wymówek by nie brać się za właściwą robotę. Cały ja.

A, wrzuciłem nowy screenshot. Kronikarski obowiązek. BTW, oglądałem KDE niedawno. Bardzo fajne i używalne, ale nie dla mnie. Potrzebuję twardszych narzędzi, z większą siłą przebicia. Jestem przyzwyczajony do obracania w dłoniach małych młotków, dłut i stalowych śrubek, podczas gdy KDE dało mi komplet farbek, gumowe stempelki i salaterkę z budyniem. Nie, to stanowczo nie dla mnie. Nie wiem, może jestem za tępy i zgubiłem się w Centrum Sterowania KDE, ale nie mogłem nigdzie znaleźć sposobu by włączyć sobie zwijanie (shade) okien przez kręcenie kółkiem myszki na pasku tytułowym okien, nie mogłem też dojść jak ustawić sobie skróty klawiaturowe używające lewego WinKey jako modyfikatora, bo wiecznie wcinał mi się Panel z wyskakującym menu (a nigdzie w skrótach nie znalazłem możliwości wyłączenia tego). Generalnie z całego KDE moje szczere uznanie zdobył tylko Konqueror, bardzo sympatyczny filemanager, choć dobrze by mu zrobiło przeportowanie jeszcze paru cech z rox-filera, np. przeciągania plików na ikonki paska narzędziowego (np. przeciąganie plików na strzałkę "Up" jest szalenie wygodne) oraz przerobienie VFS, bo to nienormalne by wyciąganie plików z niedużego archiwum tar.bz2 trwało siedem razy dłużej niż robienie tego tarem. Nawet Midnight Commander robi to szybciej. Szkoda też, że Konqueror jest tak słaby jako WWW Browser. Mozilla i Opera odstawiają go o parę długości choćby w tak podstawowych sprawach jak zgodność ze standardami. Ale do przeglądania helpów czy googlowania nadaje się bardzo dobrze. Do poważnego przeglądania sieci lepiej jednak mieć jakąś porządniejszą przeglądarkę. A, zostawiłem sobie też na razie KDE-owy edytor scen povraya, bo ogólnie też zrobił na mnie niezłe wrażenie. Podobny bardzo do moray-a.

Refleksje nad atrakcyjnością

Jest sobie taki serwis HOTorNOT, pełniący równocześnie rolę serwisu randkowego i targowiska próżności. Całkiem fajnie zrealizowany swoją drogą. Tym co ja prywatnie uważam za interesujące jest ocenianie przez ludzi nawzajem swojej atrakcyjności na podstawie zdjęć. Działa to tak, że ktoś wysyła swoją fotkę i ląduje ona w katalogu. Potem inni przeglądają ten katalog i przy każdym zdjęciu mogą postawić swoją subiektywną ocenę, w skali punktowej od 1 do 10. Wszyscy widzą ile głosów już jakaś fotka dostała, jaki jest uśredniony wynik itp. Bardzo fajne, gdy będę miał jakąś swoją wyraźną fotkę to też podeślę.

Ale nie o to mi chodzi. Ciekawe jest tak naprawdę konfrontowanie własnych ocen z tymi, jakie wystawili inni (ogólną ocenę jakiegoś zdjęcia widzi się dopiero po wystawieniu swojej noty, więc nie ma mowy o sugerowaniu się opiniami poprzednich internautów). Można przez to porównać swój własny gust z "ogólnym gustem" internautów (co może nie jest dobrym pomysłem, bo wiadomo że 80% internautów to trzynastoletni zboczeńcy ;). Można też próbować wyłapać cechy zdjęcia jakie podwyższają noty zdjęć (po prostu można zabawić się w wyłapywanie cech które babki lubią u facetów i vice versa). A ponieważ jest też podział na podstawowe kategorie wiekowe, to i można uwzględnić zmienianie się gustu wraz z wiekiem. Kupa zabawy, przynajmniej dla mnie. No, to już wiadomo jak się "bawię" ;)

Parę spostrzeżeń nasunęło mi się bardzo szybko i większość nie uległa falsyfikacji. Np. to, że zdjęcia mężczyzn były zwykle dużo krytyczniej punktowane niż zdjęcia kobiet. Biorąc pod uwagę że pewnie 90% publiczności jest heteroseksualna oznacza to, że kobiety są bardziej wymagające przy decydowaniu czy płeć przeciwna jest przystojna. Faceci w porównaniu z kobietami zdają się być całkiem szczęśliwi już przy średnio atrakcyjnych babkach. Fascynujące. (...)

Czytaj dalej...
O wyborach i usenecie

To trochę jak mieszkać przy katedrze elementalistów. Nigdy nie wiadomo jaka pogoda człowieka spotka. Ostatnio popularne są wichury. Z gatunku tych, które nawet chłopa ważącego 75 kilo (i dysponującego znaczącym tarciem statycznym) potrafią przesunąć z jednej strony chodnika na drugą. Np. dzisiaj obudził mnie właśnie wiatr, rozcinający sobie w locie brzuch o ostrą krawędź parapetu. Rozcinany wiatr bardzo hałasuje. A mnie zwykle nie jest łatwo obudzić.

Ale to nawet dobrze, że nie dał mi się do końca wyspać, bo miałem jakieś niezbyt przyjemne sny. Pełne nagich ludzi ganiających dookoła z ostrymi przedmiotami itp.

A, wybory były, co nie? Ja nie głosowałem. Pan Kwaśniewski nazwał mnie (no, nie bezpośrednio, ale zawsze) "niedojrzałym politycznie". Ale to nie tak, IMO w wyborach chodzi o to by sobie wybrać coś dobrego. To całkiem jak z zakupami w markecie - gdy kupuję np. mandarynki to zawsze pooglądam wszystkie dostępne, sprawdzę czy nie są niedojrzałe/przejrzałe itp. i ewentualnie dopiero potem decyduję się na te, które nadają się do zjedzenia. Ale jeśli akurat wszystkie są już nadgniłe, to nie kupuję ich w ogóle. W końcu nie będę kupował czegoś, czego nie chcę zjeść. A tak właśnie było w obecnych wyborach. Nie znalazłem ani jednej jadalnej mandarynki.

Freshmeat ogłosił wydanie Firefoksa 0.9. Wersja instalacyjna dla Windows ma mieć podobno tylko 4.7MB. Tym samym Firefox zbliża się do rozsądnej wielkości, doganiając Operę. Interesujące jak niektóre projekty szukają złotego środka pomiędzy tworzeniem kombajnów "do wszystkiego" i aplikacji specjalizowanych. (...)

Czytaj dalej...
Brrr, przemokłem...

Burza mnie zaskoczyła. Właśnie wracałem z miasta do domu gdy zaczęło grzmieć, a krótko potem lunęło. Okropnie dużo wody. Mając na względzie nowe buty zacząłem szybko szukać jakiegoś schronienia i znalazłem malutki tunelik przebity przez taki wysoki na kilka metrów wał ziemny po którego szczycie biegnie jezdnia. Niedaleko Mrowiska i tych starych pomników Matki Polki z Mężem i Dzieckiem (tych samych pomników między którymi młodzież zawsze pije wino wieczorami :). No i jakoś zdążyłem, zamoczyłem w sumie tylko czubki butów. Za to całą resztę miałem całkowicie przemoczoną. Włosy mi się od razu zlepiły w igiełki, zrobiły całkiem czarne i stanęły na sztorc. T-shirt zrobił się ciężki, zimny i postanowił jak najdokładniej do mnie przylepić. Strasznie zmarzłem czekając w tym tunelu aż deszcz zelży, cały mokry na lodowatym wietrze. Mam nadzieję, że nie złapię żadnego przeziębienia. A potem, gdy już przestało padać na tyle bym mógł zaryzykować przedzieranie się do domu, nadziałem się jeszcze na grupkę jakichś małolat które gwizdały na mój widok. To było upokarzające.

A teraz sobie schnę i próbuję odrobić stracone ciepło. Zjadłem kawałek murzynka zagryzając go dżemem truskawkowym. Od razu mi cieplej :)

Generowanie statystyk Repo chyba będzie już działać poprawnie, taką mam nadzieję przynajmniej. BTW, obejrzałem sobie "search strings" przez jakie ludzie trafiają na Repo, tzn. są to zapytania jakie wrzucili na jakąś wyszukiwarkę i wśród wyników wyskoczyło również Repo, a oni kliknęli na link i... wiadomo. Moje ulubione w tym miesiącu to "blue cafe midi" :) Niezłe jest też "zdjęcie legitymacyjne" - ktoś się chyba bardzo rozczarował. A już zupełnie nie mam pojęcia jak gdziekolwiek mógł wyskoczyć odnośnik do Repo po wpisaniu "śmiechowe fotki".

HBS kontroluje coraz większy kawałek mojego systemu

Występują przejściowe (mam nadzieję) problemy z generowaniem statystyk Repo/grup dyskusyjnych, więc statystyki mogą mieć znaczne opóźnienia. A statystyki Repo są fałszowane. Ale coś z tym spróbuję niedługo zrobić. A na razie wrzucam solidną porcję nowych pakietów HBS. Za pomocą HBS przebudowałem już 89% systemu, jak pokazuje spis zainstalowanych u mnie pakietów.

Buty buty buty

Miałem przejściowe problemy z dostępem do swojego konta email, nie mogłem też aktualizować Repo. Choć z punktu widzenia "szerokiego świata" wszystko świetnie działało. Na dodatek akurat zrobiłem w moim newsreaderze tryb wysyłania wiadomości gdy znowu padł serwer news.gazeta.pl (ech, chyba trzeba mi się jednak przerzucić na serwer onetu, on podobno nie jest tak niestabilny).

Ale jak wspomniałem mój newsreader posiadł jakże potrzebną zdolność wysyłania artykułów. Zabrałem go wczoraj (a może już przedwczoraj?) na jazdę próbną po Apcoln. Najbardziej bałem się o kodowanie - to taka dosyć śliska sprawa, ale chyba działa poprawnie. Oczywiście nie ustrzegłem się błędów, np. źle generowałem References: (doklejałem nowe msgid na początek łańcucha, podczas gdy należy doklejać na koniec), ale to już poprawiłem. Poza tym jestem zadowolony, bo udało mi się chyba w końcu znaleźć sobie sposób pokazywania drzewka artykułów tak, by było to dla mnie czytelne, wygodne, nie zajmowało zbyt wiele przestrzeni ekranowej i równocześnie dawało się łatwo kontrolować z poziomu PyGTK. Ogólnie jestem zadowolony, mam już całkiem funkcjonalną bazę. Przygotowałem nawet mały (92KB) screenshot z opisami :) (...)

Czytaj dalej...
Golenie się na pięć minut przed wyjściem to głupi pomysł

Miałem dzisiaj pewne ważne spotkanie zaplanowane na przedpołudnie. Więc się przyszykowałem, ubrałem itp., ale przed wyjściem z domu popatrzyłem w lustro jeszcze ostatni raz i pomyślałem "a może byś się jeszcze ogolił?". Co też zacząłem robić i, jak chce ironia losu, pozacinałem się przykładowo. Wyglądałem jak jednosobowe performance pod tytułem "świniobicie", a przynajmniej kolorki miałem utrafione idealnie. No i musiałem kwadrans odczekać żeby nie mieć kropek krwi na twarzy po wyjściu. Przez co prawie się spóźniłem i cały czas nerwowo zastanawiałem czy nie wyglądam jak niedoszła ofiara wampiszcza.

Wczoraj po powrocie z działki znowu mnie wywiało z domu i szwendałem się bez wyraźniej sprecyzowanego celu po mieście w nieco szemranym i ad hoc przyszytym towarzystwie złożonym z malarki, skrzypaczki, jakiegoś fotografa i paru gości o których wolałem nic nie wiedzieć. Ale było całkiem fajnie. A na spóźnioną kolację zjadłem sobie trochę truskawek ze śmietaną i cukrem, dorzucając do tego conieco ryżu ugotowanego na mleku (ryż był w chwili jedzenia co prawda już wczorajszy i zbił się w twardą bryłę, ale dał się zjeść - problem był tylko z pocięciem go na kawałki mieszczące się w salaterce)

Dzisiaj po raz pierwszy od paru tygodni siadłem znowu do mojego małego-acz-własnego czytnika newsów. Wywaliłem pasek który wcześniej pokazywał From:, Date: i Subject:, a zamiast tego dołożyłem pokazywanie nagłówków bezpośrednio nad artykułem, oczywiście te banalne nie są pokazywane. Czyli podobnie jak to robi slrn. Przesunąłem też widok drzewka wiadomości na prawą stronę okna, ale to mi się jakoś średnio teraz widzi (300-kilobajtowy screenshot).

Teraz chyba pozostaje mi dorobić mu jakiś tryb odpowiadania i będę mógł z tym wrócić na usenet. A potem się dorobi resztę. Nie bardzo wiem jak mi wyjdzie obsługa kodowania wychodzącego artykułu, nie wiem też jeszcze jak generować msgid-y (pewnie jakimś md5?). Jeśli będę miał ochotę to to zrobię, a jeśli nie to znowu kod poleży parę tygodni.

PS. Dzisiaj zauważyłem też, że jest już gkrellm-2.2.1. Fajny, bo wreszcie dobrze współpracuje z UTF-8, nie ma też kłopotów z fontami na najnowszych gtk+. Cała obsługa fontów pochodząca jeszcze z ery gdk-pixbuf (gtk+-1.2) została przepisana tak, by używać Pango. W rezultacie wszystko znowu działa poprawnie, a na dodatek fonty są antyaliasowane.

Statystyki słów na Repo, HBS i czereśnie

Hurra, jutro mam cały dzień wolny i tylko dla siebie :) Rany, jak fajnie.

Jakiś czas temu przepuściłem materiał Repo przez maszynkę zliczającą słowa. Teraz sobie przypomniałem, że wyniki leżą cały czas na dysku... Najczęściej używane jest słowo "to" - 2732 wystąpienia. Po zliczeniu razem z formami pochodnymi ("tego", "tej" itp.) jest tego prawie 4000. Drugie miejsce zajmuje "nie" - blisko 2500 wystąpień. Co ciekawe, przeciwstawne słówko "tak" wystąpiło tylko 655 razy. Jak widać dużo częściej mówię "nie" niż "tak" :)
"Top 20" wygląda tak:

1-5 6-10 11-15 16-20
2732 to
2414 nie
2332 się
1933 na
1380 do
1275 jest
1143 ale
1028 że
823 po
655 tak
640 jak
562 można
526 co
509 też
492 sobie
470 od
469 już
460 bo
449 tylko
439 mi

A, wczoraj próbowałem zbudować pakiety vim, mplayer oraz elinks przez "hbs -bb mplayer vim elinks" czy jakoś tak. I zauważyłem jakiś poważny błąd - przy drugim pakiecie HBS próbował użyć opcji ./configure z pakietu poprzedniego. Gdzieś się mu mieszają "środowiska" przy łańcuchowym budowaniu pakietów. Nic dziwnego, w sumie nigdy tego nie testowałem. Muszę pamiętać by to poprawić kiedyś. Oprócz tego jest jeden znany błąd w funkcji --compare-versions (pewnie trywialny, ale jakoś nie mam chęci teraz grzebać w kodzi). No i zamiast realpath() powinienem chyba używać czegoś innego, bo realpath() robi od razu "symlink resolving" co skutecznie uniemożliwia używanie tej funkcji na samych symlinkach. Co jeszcze... no, muszę poprawić hbshelpera na tyle, by znowu nadawał się do wyławiania obiektów z plików PROVIDES/REQUIRES, dodać wsparcie dla tych funkcji do hieroq, powinienem też przejrzeć hbs i zrozumieć dlaczego nie są wyświetlane nazwy źródeł jeśli są one sztywno wpisane w [files] (tzn. rozumiem "dlaczego", ale powinienem zmienić ten aspekt działania HBS). A hbsremove przy wykryciu zrywania zależności powinien wyświetlać, oprócz nazwy samej zależności, również nazwy pakietów które tej zależności potrzebują (czyli nie "libgtk.so jest potrzebne", a "pakiet gkrellm wymaga libgtk.so"). Do tego dochodzi jeszcze upierdliwe portowanie /etc/hbs/prep bezpośrednio do skryptu hbs. I pewnie inne rzeczy które trzeba zrobić. Jednym słowem sporo rzeczy do zrobienia, a jak przypuszczam "w trakcie" pojawi się jeszcze trzy razy tyle innych "drobnostek" do zrobienia. No nic, może teraz będę miał parę dni wolnego, to i siądę od czasu do czasu do edytora i pogrzebię w kodzie. (...)

Czytaj dalej...
Podsumowanie maja

Nowy miesiąc! Z radością zrzuciłem cały majowy ChangeBlog do archiwum i zaczynam bazgranie od nowa. Ooo, majowe wpisy są jednymi z najdłuższych! (pewnie to ta "Dobranocka" miała w tym największy udział)
Hmm, a popatrzmy na statystyki ruchu... Maj zamknął się ze średnio 188 wizytami Czytelników każdego dnia. To daje prawie 6000 odwiedzin w ciągu miesiąca, ale i tak na razie marzec wygrywa. Coś się nie mogę przebić przez magiczną barierę 200 wizyt dziennie. Z drugiej strony nie staram się specjalnie, od kilku miesięcy nie napisałem już żadnego artykułu i jedyne zmiany w Repo to kolejne ChangeBlogi. Chciałbym coś nowego napisać, ale... nie mam sił, nie mam weny, nie mam też ochoty na nic "technicznego". To otwiera jedną możliwość - mogę wziąć się za pisanie opowiadań. A co! :) W końcu mam w sobie małego grafomana który też chce się rozładować. Tylko nie wiem czy wśród stałej klienteli Repo znalazłby się ktokolwiek chcący czytać opowiadania mojej produkcji...

Pada! Znowu! :) No, wreszcie się pogoda poprawiła. Zachmurzyło się, pada... super! Kto wie, może nawet doczekam się jakiejś burzy w nocy? Z grzmotami, pretty please?

A, Grepi mi kazała coś dwa tygodnie temu napisać, ale zapomniałem. Potem znowu gdzieś wyparowała na wiele dni więc nikt mi nie przypominał o tym, ale dzisiaj się znienacka pojawiła, więc nadrabiam zaległość. Poniższe to cytat z wypowiedzi "pana od prognozy pogody", chyba na TVN:

Złe niezmiernie są wiewiórki
bowiem marzną w nocy
bo już wdziały letnie futro
a nie mają kocy

Nie, nie wiem czy to ma przy obecnej pogodzie jeszcze sens. Ale z Grepi trudno dyskutować.

Errata do HBS i wizyta u Agi

Oczywiście najnowsze wydanie HBS nie działa. Grrr...
Okazało się, że pospiesznie wyciąłem o jedną linijkę kodu za dużo a w innym miejscu dałem o jedno wcięcie za mało i parser opcji przestał działać. Poprawiam, aktualizuję, wstydzę się :)

Update: Wiesz ile dzisiaj spałem? Cztery godziny. Na dodatek niecałe. Od pierwszej dwadzieścia do punkt piątej rano. Czuję się "adekwatnie". I tak się to już ciągnie od zeszłego weekendu. Sam nie wiem jakim cudem jeszcze żyję - przyzwyczajony jestem do 8+ godzin snu na dobę, a... no i straciłem wątek. Zupełnie nie mogę myśli zebrać.

Myślałem, że dzisiaj będzie tak samo okropny dzień jak wczoraj, przedwczoraj, przedprzedwczoraj - ale nie. Rano byłem co prawda klasycznym zombie, ale koło ósmej byłem już całkiem komunikatywny i rozbudzony.

Ech, chciałbym się wziąć za swój czytnik news, ale nie mam kiedy. Teraz postanowiłem obejrzeć Pan-a, nie potrzebuje niby Gnome, zadowala się zwykłym gtk+ (oraz libgnet, ale to mała biblioteka). OK, skompilowałem, uruchomiłem... i spadłem z krzesła. Z obrzydzenia. Z nerwowym chichotem wciągnąłem się z powrotem na moje krzesełko i co widzę? Polonizację widzę (czy, jak kto woli, "native language support") w pełnej krasie.

Nie no, ręce mi opadają. Zgadnij jak przetłumaczono słowo "Newsgroups"?
Powiem Ci - "Grupy nowin". Przecież za takie coś powinno się z miejsca tłumacza wysterylizować żeby się przypadkiem nie rozmnożył kiedyś. Ja rozumiem zawalić tłumaczenie jakiejś drobnostki, ale jak można w głównym menu wstawić coś jak "Grupy nowin"? Na dodatek to konsekwentnie promowany potworek w tym Pan-ie, bo tak samo istnieje też menu "serwery nowin" :(

I co się dziwić, że wszystko co się da konfiguruję z --disable-nls? Naprawdę wolę mieć interfejs w pełni anglojęzyczny niż komunikaty angielskie mieszające się z "grupami nowin". Normalnie urazu się można nabawić. Po usunięciu plików z polskimi tłumaczeniami jest już lepiej, ale wtedy wyłażą na wierzch wady samego programu - nie widzę np. tak podstawowej funkcji jak podgląd artykułu razem z wszystkimi nagłówkami. To nie dla mnie. (...)

Czytaj dalej...
Kolejne zmiany w HBS

Postanowiłem dłużej nie zwlekać i zamieściłem najnowszy zrzut Hierophanta. Trochę drobnych zmian się nazbierało, więc proponuję zainteresowanym jeszcze raz przejrzeć dokumentację. A tak w skrócie, to: kod w dużej części przeredagowany, hieroq ma opcję "-f" pozwalającą odpytywać przynależność plików, większość standardowych katalogów używanych przez Hiero jest teraz konfigurowalna przez zmienne środowiskowe, polecenie "hbs" ma teraz szereg opcji i jest w stanie budować wiele pakietów "jeden po drugim" w jednym wywołaniu (jak RPM), polecenie "hbs" jest teraz w stanie budować pakiety źródłowe oraz rozpakowywać je (jak hbspack), drobna poprawka w Hierophantize, sporo błędów usuniętych z hbsinst/hbsremove, Void dodał kompresowanie dokumentacji w katalogach /usr/share/doc/pakiet-wersja oraz tryb pobierania z sieci źródeł zdefiniowanych w [files] przez pełne URL-e, całe mnóstwo poprawek technicznych które pewnie nie będą widoczne gołym okiem...
Nadal jest parę błędów o których wiem ale których jeszcz