Myślałem, że będę miał wolne. Gdzie tam. Za każdym razem
gdy zaplanuję sobie wieczorem co też zrobię dnia następnego, no... wszystko
się rozsypuje. W sumie to się zacząłem przyzwyczajać - zaśnij
z przekonaniem, że jutro zrobisz A, B, C i D, a kiedy obudzisz się rano to
na 100% ci się nie uda. Zrobisz może A, no, może jeszcze B jeśli będziesz
miał szczęście. Ale potem zadzwoni jakiś telefon, coś sobie przypomnisz,
ktoś przyjdzie z wizytą, coś nagle wypadnie... Niech nikt nie myśli że
narzekam, w końcu jestem już dostatecznie stary by wiedzieć, że wszystkie
zaplanowane rzeczy potrafią się niespodziewanie rozsypywać. I że to efekt
domino. No i mnie to specjalnie nie boli, teraz na kilka dni wpadnie Ala,
więc przynajmniej będę się obijał w miłym towarzystwie, w końcu trochę czasu
minęło. Potem mam parę dni wolnego (znaczy się, jeszcze nie wiem jaka
cholera się przyplącze), potem czas się zobaczyć z Kaśką zanim zwieje
z miasta - tutaj to mnie ciekawość zżera, bo dziewczyna odezwała się po
przeszło roku (a może dwóch?) milczenia, no i oczywiście zrobiła to tak, by
mnie zupełnie zaskoczyć - miała sen w którym coś się mi przytrafiło, coś
złego. I po prostu musiała zadzwonić i się dowiedzieć czy żyję. Wiem, brzmi
naciąganie, ale ja jej wierzę. To pasuje niej, ona zdaje się myśleć torami
których ja w ogóle nie widzę, chyba przez to właśnie jest dla mnie tak ważna
i wyjątkowa, nadal, nawet jeśli mi uciekła z oczu na długi czas. Bo uciekła,
spójrzmy prawdzie w oczy. Nie wszystkie dziewczyny muszą mnie kochać, no ale
żeby od razu uciekać? Mogliśmy przecież pozostać przyjaciółmi, dałbym radę.
No cóż. Teraz przez telefon powiedziała mi, że ponoszę 50% winy, a ona 100%.
Tak, wiem że to daje razem 150%. Tak, zwróciłem jej na to uwagę. Tak,
zaśmiała się.
No i w każdym razie przymusiłem ją do spotkania, z różnych względów jeszcze
muszę poczekać tydzień z hakiem. Zaraz następnego dnia po rozmowie
pomyślałem, że to umówienie się to błąd. Nie wiem czy to jej za bardzo nie
obciąża. Zastrzegała w końcu, że nie dzwoni po to by się umówić. Kilka razy
to powtarzała. Mogłem śmiało urwać rozmowę i to by było tyle. Ale z drugiej
strony zgodziła się gdy zaproponowałem, a mogła przecież odmówić. Nie mam
pojęcia jak żyła ostatnio, zakładając że nie jest teraz zbyt silna... wtedy
istnieje ryzyko, że mogę tylko wprowadzać niepotrzebny zamęt. Mam dar do
bycia piaskiem rzuconym w oczy, zwłaszcza gdy wcale nie chcę być. Nie mogę
założyć że jest w super-formie, pełna energii i że wszystkie szpile świata
się od niej odbijają, nie, tego nie mogę. Dała mi trochę wskazówek podczas
rozmowy, no i sam fakt że zadzwoniła... wydaje mi się, że faktycznie była
poruszona.
Drogi Pamiętniku, dlaczego piszę na twoich kartkach te słowa? No cóż, jednak
muszę ponarzekać. To mój pieprzony pech. Inaczej to powiem: jest pewna
grupka ludzi, z jakiegoś dziwnego powodu homogenicznie żeńska, którzy są mi
w taki czy inny sposób bliscy. No i z jakiegoś innego dziwnego powodu mi się
zrywa z nimi kontakt. Taka świecka tradycja. Albo są to powody czysto
geograficzno-polityczne, jak to jest z Niką czy Agnieszką, albo powody
emocjonalne, jak z Kaśką która zniknęła z moich oczu równie efektywnie co
Nika i wcale nie musiała w tym celu przeprowadzać się o tysiąc pięćset
kilometrów. Ale o czym to ja... no i nagle, jak grom z jasnego nieba, spada
na mnie taki telefon. I rzeczy które miałem w głowie zagrzebane już całkiem
głęboko pod warstwą świeższych wspomnień, doświadczeń i rzeczy które samemu
wymyślałem żeby tylko bardziej to przykryć, no więc te wszystkie rzeczy
nagle wyrywają się na wierzch jak mina skacząca marki "Memories" i faszerują
mnie malutkimi pociskami. A ty człowieku sobie z tym radź. W takich chwilach
żałuję, że jestem tak sentymentalny. I żeby to się stało jeden jedyny raz,
ech. Nie, w moim przypadku to się robi już kwartalne. Z drugiej strony mam
już doświadczenie w takich sprawach. Może być całkiem sympatycznie. Fajnie
będzie skonfrontować sobie to, kim teraz jestem z tym, co ona ze mnie
zapamiętała. Gdyby to się tylko do tego sprowadzało... Ale to nie takie
proste. Jestem ciekaw co poczuję gdy ją zobaczę, gdy zaczniemy rozmawiać.
Czy zrobi na mnie tak samo silne wrażenie jak wtedy? Przypuszczam, że mój
gust się ostatnimi czasy trochę zmienił. Ale z drugiej strony gdy kogoś
polubię, to nie robię z tego inwestycji krótkoterminowej. A ją lubiłem.
Pewnie nadal lubię. I czułem coś więcej niż to lubienie. Ciekawe czy dalej
to we mnie siedzi - tego nie wiem... (...)
Czytaj dalej...