ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2004/01, 11 wpisów
Co leży na moim biurku?

Dorzucam parę nowych kadłubków. Przeszedłem na xmms z CVS (na modemie to najwygodniejsze rozwiązanie gdy przychodzi do upgrade-ów), wreszcie zmontowałem sobie pakiet dla Ognioptaka, zaktualizowałem Nmap - do tej pory był to najstarszy pakiet w moim systemie...
Powinienem przerobić pakiet dla XFree86, bardziej go rozdrobnić, bo jak widzę freedesktop.org nie próżnuje i wypuszcza kolejne X-owe biblioteki, dlatego musiałbym przerobić swój pakiet na tyle, by móc potem podmieniać gładko poszczególne komponenty jak xlib czy libXaw. Widziałem tam też pakiety dla rozszerzeń, np. Xcursor - OK, tam pewnie są biblioteki i programy pomocnicze, ale co ze wsparciem w X-serwerze? Czy jest tam moduł dla X-serwera? Jeśli jest, to znaczy że zakładają modularyzację (a to jest mi nie na rękę, wolę monolit). Jeśli nie, to dobrze dla mnie :) freedesktop.org jeszcze nie może się poszczycić sprawnym X-serwerem, ale te biblioteki mnie kuszą - ładnie porozdzielane, podobno używające autoconf/automake... To by było fajne.
Oprócz tego ciągle muszę przepakować teTeX-a... ale te rzeczy muszą poczekać. Nie chce mi się siedzieć teraz przed monitorem.

A, zajrzałem do statystyk Repo - wygląda na to, że styczeń zamknie się liczbą ponad 130 odwiedzin dziennie... to oznacza w miarę stały, proporcjonalny przyrost gdy porównać wyniki z poprzednich miesięcy... a zresztą, miałem się już niczemu nie dziwić. (...)

Czytaj dalej...
Kobiety, śnieg i ja

Myślałem, że będę miał wolne. Gdzie tam. Za każdym razem gdy zaplanuję sobie wieczorem co też zrobię dnia następnego, no... wszystko się rozsypuje. W sumie to się zacząłem przyzwyczajać - zaśnij z przekonaniem, że jutro zrobisz A, B, C i D, a kiedy obudzisz się rano to na 100% ci się nie uda. Zrobisz może A, no, może jeszcze B jeśli będziesz miał szczęście. Ale potem zadzwoni jakiś telefon, coś sobie przypomnisz, ktoś przyjdzie z wizytą, coś nagle wypadnie... Niech nikt nie myśli że narzekam, w końcu jestem już dostatecznie stary by wiedzieć, że wszystkie zaplanowane rzeczy potrafią się niespodziewanie rozsypywać. I że to efekt domino. No i mnie to specjalnie nie boli, teraz na kilka dni wpadnie Ala, więc przynajmniej będę się obijał w miłym towarzystwie, w końcu trochę czasu minęło. Potem mam parę dni wolnego (znaczy się, jeszcze nie wiem jaka cholera się przyplącze), potem czas się zobaczyć z Kaśką zanim zwieje z miasta - tutaj to mnie ciekawość zżera, bo dziewczyna odezwała się po przeszło roku (a może dwóch?) milczenia, no i oczywiście zrobiła to tak, by mnie zupełnie zaskoczyć - miała sen w którym coś się mi przytrafiło, coś złego. I po prostu musiała zadzwonić i się dowiedzieć czy żyję. Wiem, brzmi naciąganie, ale ja jej wierzę. To pasuje niej, ona zdaje się myśleć torami których ja w ogóle nie widzę, chyba przez to właśnie jest dla mnie tak ważna i wyjątkowa, nadal, nawet jeśli mi uciekła z oczu na długi czas. Bo uciekła, spójrzmy prawdzie w oczy. Nie wszystkie dziewczyny muszą mnie kochać, no ale żeby od razu uciekać? Mogliśmy przecież pozostać przyjaciółmi, dałbym radę. No cóż. Teraz przez telefon powiedziała mi, że ponoszę 50% winy, a ona 100%. Tak, wiem że to daje razem 150%. Tak, zwróciłem jej na to uwagę. Tak, zaśmiała się.
No i w każdym razie przymusiłem ją do spotkania, z różnych względów jeszcze muszę poczekać tydzień z hakiem. Zaraz następnego dnia po rozmowie pomyślałem, że to umówienie się to błąd. Nie wiem czy to jej za bardzo nie obciąża. Zastrzegała w końcu, że nie dzwoni po to by się umówić. Kilka razy to powtarzała. Mogłem śmiało urwać rozmowę i to by było tyle. Ale z drugiej strony zgodziła się gdy zaproponowałem, a mogła przecież odmówić. Nie mam pojęcia jak żyła ostatnio, zakładając że nie jest teraz zbyt silna... wtedy istnieje ryzyko, że mogę tylko wprowadzać niepotrzebny zamęt. Mam dar do bycia piaskiem rzuconym w oczy, zwłaszcza gdy wcale nie chcę być. Nie mogę założyć że jest w super-formie, pełna energii i że wszystkie szpile świata się od niej odbijają, nie, tego nie mogę. Dała mi trochę wskazówek podczas rozmowy, no i sam fakt że zadzwoniła... wydaje mi się, że faktycznie była poruszona.
Drogi Pamiętniku, dlaczego piszę na twoich kartkach te słowa? No cóż, jednak muszę ponarzekać. To mój pieprzony pech. Inaczej to powiem: jest pewna grupka ludzi, z jakiegoś dziwnego powodu homogenicznie żeńska, którzy są mi w taki czy inny sposób bliscy. No i z jakiegoś innego dziwnego powodu mi się zrywa z nimi kontakt. Taka świecka tradycja. Albo są to powody czysto geograficzno-polityczne, jak to jest z Niką czy Agnieszką, albo powody emocjonalne, jak z Kaśką która zniknęła z moich oczu równie efektywnie co Nika i wcale nie musiała w tym celu przeprowadzać się o tysiąc pięćset kilometrów. Ale o czym to ja... no i nagle, jak grom z jasnego nieba, spada na mnie taki telefon. I rzeczy które miałem w głowie zagrzebane już całkiem głęboko pod warstwą świeższych wspomnień, doświadczeń i rzeczy które samemu wymyślałem żeby tylko bardziej to przykryć, no więc te wszystkie rzeczy nagle wyrywają się na wierzch jak mina skacząca marki "Memories" i faszerują mnie malutkimi pociskami. A ty człowieku sobie z tym radź. W takich chwilach żałuję, że jestem tak sentymentalny. I żeby to się stało jeden jedyny raz, ech. Nie, w moim przypadku to się robi już kwartalne. Z drugiej strony mam już doświadczenie w takich sprawach. Może być całkiem sympatycznie. Fajnie będzie skonfrontować sobie to, kim teraz jestem z tym, co ona ze mnie zapamiętała. Gdyby to się tylko do tego sprowadzało... Ale to nie takie proste. Jestem ciekaw co poczuję gdy ją zobaczę, gdy zaczniemy rozmawiać. Czy zrobi na mnie tak samo silne wrażenie jak wtedy? Przypuszczam, że mój gust się ostatnimi czasy trochę zmienił. Ale z drugiej strony gdy kogoś polubię, to nie robię z tego inwestycji krótkoterminowej. A ją lubiłem. Pewnie nadal lubię. I czułem coś więcej niż to lubienie. Ciekawe czy dalej to we mnie siedzi - tego nie wiem... (...)

Czytaj dalej...
Światło. Światło wszędzie.

Dzisiaj mam dobry dzień. Mam wolne! Więc najpierw się wyspałem, tak do dziesiątej rano. Cudownie. Budziłem się w jaśniutkim pokoiku, wszędzie pełno światła, tak ciepło i mięciutko dookoła... Ogromnie przyjemniejsze od standardowego zwlekania się z tapczanu przed wschodem słońca, z nieprzeniknioną szarością za oknem, niewyspany... Jedno miłe przebudzenie i już mam dobry humor zapewniony na parę ładnych godzin. Jak mało mi czasem potrzeba :) Potem musiałem wyjść z domu, miałem umówione spotkanie z przyjacielem przy Mrowisku. Mieliśmy parę spraw do obgadania, co też uczyniliśmy. W międzyczasie zostałem też otaksowany wzrokiem przez jakąś dziewczynę która stała kawałek od nas i czekała na jakąś przyjaciółkę. Więc ja zrobiłem to samo, odwzajemniając jej uśmiech w odpowiednim momencie. Czasem te społeczne interakcje są takie proste :) Potem wróciłem do domu, złożyłem pościel (rano mi się nie chciało), poszedłem na spacer po mieście. Temperatura jest idealna, w okolicy zera, nieco poniżej. Bardzo miło, bo ostatnio było zwykle koło minus dziesięciu. A teraz jest dużo cieplej, ale jeszcze nie na tyle by topniał śnieg. Więc jest bardzo biało, sucho, ale nie zbyt mroźno. Przeszedłem się deptakiem, na Kupieckiej szedłem kawałek za jakimś menelem który mówił sam do siebie, przez krótki czas pooglądałem te maszyny które drążą podziemną kanalizację (wiercą pod ziemią długi, kilkusetmetrowy tunel, skomplikowana sprawa, bo robią to bez rycia tradycyjnych rowów - robią nieduży wykop w jednym miejscu a potem puszczają głowicę wiercącą i liczą że się uda), robili coś z takimi wieeelkimi, długimi, metalowymi szynami. Jakiś dźwig trzymał taką wielką szynę (kilkanaście metrów długości IMO) nad wykopem, nie mam pojęcia do czego to było potrzebne. Obok leżał stos jeszcze kilkunastu takich szyn. (...)

Czytaj dalej...
Coraz więcej moich pakietów

Dorzuciłem trochę kadłubków. W sumie jest ich tam już chyba 215 sztuk. Yupi.

Unowocześniam wygląd Repo

Hej. Dzisiaj zebrałem się i trochę pogrzebałem przy Repo. Po pierwsze przekonwertowałem część zasobów do nowego "standardowego wyglądu". Tak, wiem że stary był być może ładniejszy, miejscami nawet na pewno tak było. Ale mi się już znudził. Przy okazji powprowadzałem w niektórych miejscach jakieś drobne poprawki, nic poważnego.
Starałem się jakoś dojść do kompromisu z arkuszami CSS tak, by Repo wyglądało chociaż poprawnie w Operze (i zapewne w IE, bo jak zauważyłem Opera ma bardzo podobną do IE interpretację styli). Całość i tak najładniej wygląda w Mozillowatych, ale w innych powinno już być trochę lepiej niż ostatnio.

Aaa, dodałem dzisiaj nowy dział - Fotki :)
Zrobiłem też ładny link do archiwum ChangeBloga (w prawym górnym rogu, widzisz?)
No dobra, to na razie. Aha, pogoda u mnie zimna. Mroźna, znaczy się. Dzisiaj było koło minus dziesięciu w dzień. Samopoczucie: dobre, choć nieco wymęczone. Zdrowie: dopisuje. Sny: dziwne, jak zwykle. Zastanawiam się nad otworzeniem kolejnego działu w którym mógłbym wynotowywać swoje sny... Tak, chyba tak zrobię. No dobra, na razie wystarczy.

O planowanych zmianach na Repo

Hello. Dawno nic się tu nic nie zmieniało, prawda? Chyba czas coś z tym zrobić. Będę miał niedługo wreszcie trochę wolnego czasu (sesja :), więc może trochę podłubię przy Repo. Hmm, zdaje mi się że ja to już cyklicznie powtarzam i nigdy nic z tego nie wychodzi ;)

Na razie wszystkie moje chęci by "coś zrobić" pozostawały właśnie chęciami i niczym więcej - głównie dlatego, że najpierw chciałem trochę przemeblować Repo, stary wygląd mi się już opatrzył. Ale nie miałem pomysłu na nowy "look". Czekałem na wenę, szukałem jej wszędzie - odwiedzałem galerie, pożerałem literaturę, paliłem świece na rozstajnych drogach o północy, odgryzałem głowy żywym gołębiom - i nic. Nic. Zero pomysłów (OK, prawdę mówiąc to nie robiłem żadnej z tych rzeczy, po prostu siedziałem i czekałem aż jakiś pomysł się w końcu pojawi...) W końcu uznałem, że zwlekać już nie ma sensu. Więc po prostu usiadłem i "przelałem na papier" pierwsze co mi przyszło do głowy. Na razie to tylko niekompletna "pierwsza strona" którą właśnie widzisz, ale docelowo cała reszta Repo ma się do tego dostosować. Proste i czytelne, tak myślę.

Mam trochę zaktualizowanych kadłubków które niedługo zrzucę, chyba udostępnię też wszystkie artykuły jako źródła LaTeX-a i PDF-y (ale wersje HTML oczywiście będą nadal dostępne). Chcę coś zmienić w okolicach ChangeBloga, bo jak widać w obecnym układzie graficznym nie mam za wiele miejsca na pisanie tasiemcowych relacji w stylu "czego też dzisiaj nie wypatrzyłem na mieście, a na co normalny człowiek uwagi by nie zwrócił" - a wcale nie mam zamiaru z tego zrezygnować :) Ale to się zobaczy. Aha, poprzestawiałem wstępnie opisy wielkości fontów na stronach Repo z punktowych na pikselowe. Mam nadzieję, że to nie rozwali za bardzo wyglądu strony w różnych przeglądarkach. Ale musiałem to zrobić ze względu na pozycjonowanie elementów. A w sumie to nie wiem dlaczego kiedyś przeszedłem na opis punktowy. Bo na początku było normalnie, fonty o wielkości podawanej w pikselach. Ale kiedyś mi odbiło i przerobiłem arkusz CSS na wielkości w punktach drukarskich. I nie wiem zupełnie dlaczego tak wtedy zrobiłem. Hmm.

Pogoda w Zielonej Górze jest całkiem sympatyczna. Trochę śniegu spadło, przez parę ostatnich dni temperatura trzymała się nieco poniżej zera, więc śnieg nie topniał. Dzisiaj prawie oślepłem brnąc przez białe pole (OK, w sumie to cały czas umyślnie gapiłem się na śnieg, bo w którymś momencie moim oczom coś się przestawiło i zaczęły rejestrować biel jako coś w rodzaju jasnego błękitu, potem pojawiły się różne latające plamki i w ogóle wszystko dosyć niecodziennie wyglądało :)

Dżezi jazz :)

Wczoraj w pubie miałem okazję obejrzeć sobie występ całkiem sympatycznego jazz-bandu. To było miłe. Mam jakieś absurdalnie dobre samopoczucie ostatnio, a odrobina muzyki "na żywo" tym bardziej mi w tym pomaga. Choć osobiście chyba bym bardziej wolał bluesa posłuchać. Ale jazz też nie jest zły. Pasował mi do nastroju wczorajszego dnia. Wspominałem już, że się świetnie czuję? Bo czuję.

Zastanawiam się co zrobić przy habaku. Aktualnie eksperymentuję sobie z przekształceniami kanału alpha i wzmacnianiem kolorów. Rezultaty są, delikatnie ujmując, "interesujące"... ale nie mam jeszcze pomysłu jak wykonać interfejs do tego. Jestem teraz w punkcie który, po zaimplementowaniu, by automatycznie odhaczył kilka punktów z TODO.

Bugfiksy w Habaku

Poprawki do habaka. Głównie poprawki w algorytmie losującym pliki.

W objęciach szaleństwa

Mieszka we mnie szaleństwo. Taki mały obłęd. Mały. Malutki. Tyci-tyci. Nie wystarczyłby go chyba nawet żeby zrobić ze mnie porządnego ekshibicjonistę czy schizofrenika. No, może dałoby się z tego ulepić jakąś malutką, mizerną neurozę, ale pewnie szybko by mi przeszła. Po prostu płód obłędu. Najwyżej niemowlak szaleństwa. Ale jest i tylko to się liczy.

Jak to mówią - mała rzecz a cieszy ;) Zwykle sobie gdzieś tam śpi na dnie bajorka mojego Ja, ale czasem wypływa pod powierzchnię i zaczyna domagać się swoich praw. Chociaż nie, to nie tak - on się nie domaga, bo nie musi się domagać. Ja go bardzo lubię, w końcu to część mnie. Więc sobie podpływa i podłącza się pod wszystkie te neurony, dendryty czy jak też się nazywają te śmieszne korzonkowate komóreczki którymi myślę. Ja mu nie przeszkadzam, boję się że gdybym go kiedyś chciał powstrzymywać, to mógłby się obrazić i pójść sobie gdzieś. I nigdy nie wrócić. A ja lubię mój malutki obłęd.

Właśnie w ciągu ostatnich dni się uaktywnił. Już zacząłem odczuwać skutki... ale nie ma słów na określanie takich rzeczy. A przynajmniej ja tych słów nie znam. Mogę powiedzieć tylko, że mój obłęd chciał chyba kiedyś zostać rozdwojeniem jaźni blisko spowinnowaconym ze schizofrenią, ale w połowie drogi się rozmyślił :) Nie nadaję się do leczenia, ale mogę czerpać większość korzyści z bycia obłąkanym. Kontrolowany obłęd to świetna rozrywka. Zaprawdę, wielkie zasoby sił mentalnych spoczywają szaleństwie :) Ślę mrożone pozdrowienia do wszystkich kontrolujących się (jako tako) obłąkanych. Heeej! Jak się macie? :)

Aha, dzisiaj w Zielonej było ziiiimno. Brr. Brr-rrr. Ziiimno. Ja lubię zimno :) Ech, ta poezja minus dziesięciu stopni, gdy czujesz jak na mrozie sztywnieją ci skrzydełka nosa, gdy szybko zainhalowane dwa litry eterycznego mrozu odzywają się kłującymi szpileczkami w płucach... Myślę, że zima jest uosobieniem życia. Nie wiosna, nie lato, nie jesień - ale zima. Tutaj chodzi o kontrast. W pokoju pełnym światła jedna zapalona świeca nie rzuca się zbytnio w oczy. Ale w pokoju pełnym ciemności ta sama świeca staje się nagle bardzo ważna. Tak samo jest z zimą. Najwyraźniej czuję życie w swoich żyłach gdy coś (np. uroczy mróz) próbuje mnie wykończyć :)

Habak 0.2.2

Habak 0.2.2 w Rupieciarni. Uwaga, jest absolutnie niekompatybilny z poprzednią wersją, więc zapoznaj się z instrukcją obsługi jeśli chcesz używać! (przepraszam za tę niedogodność, ale zerwanie zgodności było konieczne)

Nowy rok 2004

No i już jesteśmy w roku 2004. Chwilowo nie mam jeszcze zbyt dobrego kontaktu z rzeczywistością, więc tylko wpadam powiedzieć "cześć" i zaraz wracam do mojej ciemnej i cieplutkiej jaskini (ostatnio zacząłem się przestawiać w znacznej mierze na nocny tryb życia, odsypiam do późnego rana). Posyłam wszystkim pozdrowienia noworoczne z Zielonej Góry, która jakoś wybitnie mało zaśnieżona jest. Dopiero dzisiaj zaczęło nieśmiało padać małymi, puchatymi śnieżynkami. W nocy ma przyjść mróz, jutro też ma być od -3 do -5°C, więc każdy śnieg który teraz spadnie powinien się utrzymać.

Aha, "ankieta" już zamknięta, dorzuciłem parę zagubionych wpisów. Ustosunkuję się do sugestii i pytań jak tylko ten, no, jak tylko zbiorę siły i mi się zechce ;)

Aha#2, miesiąc grudzień zamknął się ze średnią 101 odwiedzin Repo każdego dnia. Hihi. Ale fakt ten mnie zasmuca, bo oznacza że zaglądają tu ludzie :( Niedobrze. Skoro zaglądają to pewnie czegoś oczekują. W sumie to powinienem napisać jakieś nowe teksty o czymś... tylko o czym? Yyy... wszystko jest takie nudne...

No dobra, to ja znikam. Trzymajcie się ciepło, wy którzy generujecie 101 odwiedzin dziennie :)