ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2004/02, 6 wpisów
Początek Hierophanta

Kilkadziesiąt godzin temu zacząłem sobie pisać mały system pakietujący oprogramowanie, coś co by mogło być na mojej maszynce wygodną alternatywą dla RPM. Na pewno jest to jakoś powiązane z moim trybem życia ostatnio - strasznie chaotycznym i nie dającym mi czasu na robienie tego co zwykle robiłem. Ale mam jedno - urywki wolnego czasu rozsiane po całym dniu, które zwykle muszę spędzać poza domem. Jakieś nużące wędrówki po mieście z punktu A do punktu B. Nadchodzącą czasem bezsenność. Sny w których czuję się obco. Powracające problemy z żołądkiem. Ale to idealne chwile by projektować i choć przez moment robić coś przyjemnego. Stąd i Hierophant, jedyna rzecz która mnie teraz jakoś interesuje.

Parę słów od urojonej wiewiórki

To ja, Grepi. Urojona czarna wiewiórka(?). Dziwisz się, że umiem pisać na klawiaturze? My urojone wiewiórki(?) potrafimy wiele rzeczy. W sumie umiemy to, co nasi właściciele - w końcu żyjemy częściowo w ich skołowanych jaźniach. Chciałam donieść, że mój pan żyje i ma się raczej dobrze. Egzamin zaliczył, zgolił początki futerka porastającego mu twarz i odpoczywa. Dlatego ja teraz piszę, bo on jest zbyt zmęczony. Zwykle nie ma go w domu całymi dniami, a kiedy wróci to prawie od razu rzuca się na tapczan i zasypia. Wiecznie gdzieś gania z jakimiś dziwnymi samiczkami. One wszystkie są takie głupie... Nie, nie jestem zazdrosna. No, może troszeczkę. Chyba o mnie zapomina, nie głaszcze mnie już tak często. A dzisiaj siedział parę godzin przed komputerem i mnie wcale nie zauważał, wspięłam się mu na kolana i zapytałam co robi, ale nie zrozumiałam odpowiedzi. Coś z jakimś wężem. Mam nadzieję, że nie chce stworzyć kolejnego urojonego zwierzaka, nie chciałabym dzielić terytorium z żadnymi wężami. One są okropne, nie mają wcale a wcale futerka... A tak poza tym to nie rozmawialiśmy dzisiaj zbyt wiele ze sobą.

Boję się. Nie chcę żeby się rozchorował, ostatnio jest cały czas zmęczony i senny. Zajrzałam wczoraj do jego myśli, były ciemne i miały długie kolce. Nie podobały mi się. Dzisiaj czuje się już chyba trochę lepiej, uśmiechał się gdy wrócił do domu. Chciałam by zabrał mnie na spacer do lasu, ale nie miał czasu. Może jutro? Dzisiaj sypał śnieg, jestem ciekawa czy będę zostawiać ślady na śniegu? Czy urojona wiewiórka(?) zostawia ślady na śniegu? Ja nie wiem. Pytałam mojego pana, ale on też nie wie. Mówił, że pewnie nie będę zostawiała śladów, ale nie miał pewności. Może jutro się dowiem. Spacer w lesie by nam obojgu dobrze zrobił.

Grepi! :)

Żyję, choć jestem strasznie zahukany. Dzieli mnie kilka godzin od egzaminu i mam nadzieję, że jakoś to pójdzie. Inaczej znowu mi się cały troskliwie udumany terminarz rozwali.

Dobra rzecz dla czytelników to to, że niedługo mam zamiar napisać jakiś sensowny artykuł, mam w końcu temat który mi leży - GUI. A konkretnie, to organizowanie sobie graficznego środowiska pracy. W zasadzie to będzie opis mojego własnego, ale może ktoś znajdzie w nim jakąś inspirację, jakiś pomysł. Nie wiem jeszcze tak do końca jak ujmę ten, obszerny przecież, temat... ale jedno jest pewne - napiszę coś takiego. A potem zarzucam Repo i biorę się za pisanie fantastyki. Może ;)

A, byłbym zapomniał - mam urojone zwierzątko. Czarną wiewiórkę(?) imieniem Grepi. Tak jakoś wyszło ;)

PS. Jestem teraz w nastroju który najlepiej wyraża się muzyką "Push It" Garbage. Dobra, muszę znikać.

Aktualizacja kadłubków, sen o Lindzie

Cała masa spraw na głowie... Tak mało czasu... I na dodatek ta cholerna sesja...

Szybki update: dorzucam nowe kadłubki i stare kadłubki (dużo rzeczy związanych z XServerem z freedesktop.org, a przynajmniej wszystkie pakiety potrzebne do uruchomienia samego serwera)... Spis kadłubków jest strasznie chaotyczny, po sesji coś wymyślę.

Wziąłem się za używanie IceWM. Trochę nie pasuje mi obsługa myszy, ale albo się przyzwyczaję, albo jakoś zapatchuję. Ale to też nie teraz. Wrzucam dwa zaktualizowane screenshoty, pierwszy pokazuje "gimp frenzy" na moim pulpicie, a drugi to stan gdy już wszystko zrobiłem. Tapetę sobie zmajstrowałem własnołapkowo jeszcze pod Sawfisha (miałem go ostatnio w odcieniach czerwieni, więc nieco nie pasuje teraz do wystroju IceCrack IceWM). Tapeta oczywiście inspirowana jest najnowszym kernelem 2.6.2 aka "Feisty Dunnart" ;) Myślę, że takie zwierzątka by były o niebo lepszymi maskotkami kernela niż ten obrzydliwy pingwin Tux. Nigdy nie lubiłem pingwina. Maskotką powinien być ssak i basta. Pingwin, też mi coś. Przecież pingwina nie da się lubić. Widziałem na Discovery, więc wiem ;)

No to na razie. Aha, wiecie co mi się dzisiaj śniło? Boguś Linda wdrażający komputery Apple w jakimś okropnym szpitalu. Szpital składał się z długich, szaro-brunatnych, klaustrofobicznie wąskich korytarzy, zdezelowanych i zakurzonych sprzętów medycznych stojących pod ścianami i połamanych krzeseł. Ja musiałem być bardzo poważnie uszkodzony, bo poruszałem się na wózku (chyba miałem rozwalony kręgosłup i paraliż dolnych kończyn, może będę w tym tygodniu bardziej ostrożny na przejściach dla pieszych, just in case...). No i od czasu do czasu widziałem Lindę jak grzebał w tych maszynkach i rzucał mięchem bo coś mu nie wychodziło. Aha, nie lubię Lindy. Nie jest moim idolem. Byłem poirytowany że muszę go oglądać będąc w stanie chorobowym, gdzie należy mi się przecież jakaś troska i opieka... A tu Linda... Grrr. (...)

Czytaj dalej...
Mam alergię na lokalną wodę :(

Nie mam teraz na nic czasu, wszystko dookoła się ze mną ściga i próbuje zostawić mnie z tyłu. Moja doba ma teraz trzydzieści godzin. Albo przynajmniej tak udaje. Na szczęście dobrze się trzymam, samopoczucie oceniam jako "bardzo cacy".
Ala właśnie zwiała z Zielonej więc powinienem jakoś sobie zacząć wszystko ogarniać, choć szacuję że przez jakieś dwa tygodnie będę miał jeszcze niezły kołowrót. Aaale to znaczy też, że nie muszę się już regularnie golić ;) To znaczy ja ogólnie wolę być ogolony, bo jakoś nie mam chyba predyspozycji do zapuszczania brody, nie rośnie tak jak powinna (a może to ja jestem zbyt niecierpliwy?) Czasem mi się po prostu nie chce bawić w golenie i pozwalam sobie nieco zarosnąć. Ala zawsze miauczy, że mam się golić regularnie bo inaczej źle wyglądam. Ma rację, ale moja leniwa strona często bierze górę nad moją stroną estetyczną ;)

Aura jest interesująca od paru dni, nagłe wichury, czasem rzęsisty deszcz (nocami), bardzo ciepło w dzień (10-15 stopni w plusie).

Smutna rzecz: chyba wykształciłem sobie jakąś alergię na wodę wodociągową. Już drugi raz po długiej kąpieli miałem jakieś uczulenie na twarzy. Za pierwszym razem zeszło po pół godzinie, za drugim razem też zeszło po paru kwadransach. Oczywiście posiłkowałem się wapnem rozpuszczalnym, na pewno trochę pomogło. Martwi mnie to, że ja od maleńkości piję tę wodę, myślałem że już zmieniła moje DNA na tyle, że nie wchodzimy nawzajem w konflikt, napisałem już przecież kiedyś artykuł o tym... A tutaj takie coś. Za pierwszym razem myślałem że to może mydło, szampon, płyn do kąpieli, jakieś dalsze kosmetyki, ale teraz specjalnie używałem tylko tego co Ala z sobą przywiozła i rezultat był identyczny. Wspólnym mianownikiem jest woda w wannie. Fuck. No to chyba mogę się pożegnać z kąpielami, zostaje mi zwykłe branie prysznica. Nieszczęśliwym mnie ta myśl uczyniła, bo ja bardzo się w kąpielach lubuję. Kąpielach długich, gorących i z masą piany. Trudno. Spróbuję wziąć pełnometrażową kąpiel za dwa tygodnie i zobaczę czy coś się zmieniło. A na razie krótkie prysznice, bo godzinne wylegiwanie się w wodzie widać mi teraz nie służy :( Z tego całego żalu zjadłem sobie dzisiaj pół pudełka lodów :) Aha, kupiłem też mleczko w tubce. Takie zwykłe, słodkie, w tubce - kiedyś się je z Czech masowo przywoziło, razem z tym fikuśnym rumem do herbaty, co to był w takich dziwnych, karbowanych, prostokątnych opakowaniach z plastiku, z takim zagiętym w dół dziubkiem który się obcinało (u nas w Polsce chyba się olej napędowy w takich opakowaniach swego czasu sprzedawało :) Schowałem je (tubkę z mleczkiem) sobie w zakamarkach lodówki, będzie tam czekało jako "wsparcie emocjonalne". Gdy kiedyś coś mnie przygnębi albo strasznie zmęczy, to je sobie wyjmę i wyssę. (...)

Czytaj dalej...
Nowy dział "Sny" i relacja ze spaceru po mieście

Mam zamiar zaraz kłaść się spać (pół godziny temu zaczęła mi się środa :), więc się streszczę. Po pierwsze, wprowadziłem nowy dział - Sny. Ale nie idź tam jeszcze, najpierw doczytaj co mam tu do powiedzenia. Dział ten jest odbiciem od tej cholernej "techniczności" Repo. Gdy Repo zaczynało, to zaklinałem się, że nie zrobię kolejnej "stronki o komputerach". Ale widać co z tego wyszło :( W każdym razie Sny powinny być czymś co chociaż pokazuje mi inny kierunek. Może to dopiero początek większych zmian, mam siły, ale nie mam weny. Aha, ja wiem że to może oznaczać (i pewnie oznacza) powolną degenerację Repo. Tylko że w moich założeniach Repo miało zawsze być właśnie takie trochę zdegenerowane. Oczywiście chętnie widzę każdy emailowy feedback, opinie na ten temat, uwagi, próby nawrócenia mnie na słuszną drogę itp. Ostatnio coś mało listów dostaję odnośnie Repo, więc każdy pretekst do napisania mi paru słów jest dobry.
Ok, co do Snów to mogę powiedzieć, że strzeliłem tam dosyć długi wstępniak. Wyszedł mocno, hmm, intymny, choć może nie w sensie jakiego teraz się spodziewasz. Może inaczej - wyszedł prawdziwy. Wymknął mi się spod kontroli, gdy go potem pobieżnie przejrzałem, to pierwsze co mi przyszło do głowy to "Chryste! Przecież tego nie mogę pokazać w sieci! Przecież ktoś to może przeczytać! Trzeba to skasować, albo przynajmniej ocenzurować!" - i z taką myślą się parę razy gryzłem. Blisko byłem pomysłu odpuszczenia sobie Snów, ale powstrzymało mnie to, że Repo musi znaleźć sobie nowy profil, bardziej osobisty. I Sny mogą być właśnie tym czego się mam trzymać. Dlatego zostają. Jeśli szukasz tutaj tylko "technicznych" informacji, to nawet tam nie zaglądaj. No, to tyle miałem do powiedzenia, dlatego cię prosiłem żebyś tam jeszcze nie zaglądał(a). Jeśli się zastosowałeś/zastosowałaś do mojej prośby, to teraz wiesz pewnie czy chcesz tam zaglądać, czy też może raczej zignorować Sny. OK, to teraz przejdę do tradycyjnego zrzędzenia :) (...)

Czytaj dalej...