Mam zamiar zaraz kłaść się spać (pół godziny temu zaczęła
mi się środa :), więc się streszczę. Po pierwsze, wprowadziłem nowy dział
- Sny. Ale nie idź tam jeszcze, najpierw
doczytaj co mam tu do powiedzenia. Dział ten jest odbiciem od tej cholernej
"techniczności" Repo. Gdy Repo zaczynało, to zaklinałem się, że nie zrobię
kolejnej "stronki o komputerach". Ale widać co z tego wyszło :( W każdym
razie Sny powinny być czymś co chociaż pokazuje mi inny kierunek. Może to
dopiero początek większych zmian, mam siły, ale nie mam weny. Aha, ja wiem
że to może oznaczać (i pewnie oznacza) powolną degenerację Repo. Tylko że
w moich założeniach Repo miało zawsze być właśnie takie trochę
zdegenerowane. Oczywiście chętnie widzę każdy emailowy feedback,
opinie na ten temat, uwagi, próby nawrócenia mnie na słuszną drogę itp.
Ostatnio coś mało listów dostaję odnośnie Repo, więc każdy pretekst do
napisania mi paru słów jest dobry.
Ok, co do Snów to mogę powiedzieć, że strzeliłem tam dosyć długi wstępniak.
Wyszedł mocno, hmm, intymny, choć może nie w sensie jakiego teraz się
spodziewasz. Może inaczej - wyszedł prawdziwy. Wymknął mi się spod kontroli,
gdy go potem pobieżnie przejrzałem, to pierwsze co mi przyszło do głowy to
"Chryste! Przecież tego nie mogę pokazać w sieci! Przecież ktoś to może
przeczytać! Trzeba to skasować, albo przynajmniej ocenzurować!" - i z taką
myślą się parę razy gryzłem. Blisko byłem pomysłu odpuszczenia sobie Snów,
ale powstrzymało mnie to, że Repo musi znaleźć sobie nowy profil, bardziej
osobisty. I Sny mogą być właśnie tym czego się mam trzymać. Dlatego
zostają. Jeśli szukasz tutaj tylko "technicznych" informacji, to nawet tam
nie zaglądaj. No, to tyle miałem do powiedzenia, dlatego cię prosiłem żebyś
tam jeszcze nie zaglądał(a). Jeśli się zastosowałeś/zastosowałaś do mojej
prośby, to teraz wiesz pewnie czy chcesz tam zaglądać, czy też może raczej
zignorować Sny. OK, to teraz przejdę do tradycyjnego zrzędzenia :)
Musiałem dzisiaj załatwić sobie dwa ważne papierki, więc miałem kontakt z tzw. biurokracją. Znowu się okazało, że jestem ogólnie lubiany w urzędach. Psiakrew, jak ja to robię? Żeby to działało na wszystkie kobiety - ale nie, działa tylko na te za biurkami. Gdyby tak każda napotkana na ulicy miała dla mnie tyle względów... No dobra, dość marzeń. W każdym razie poszło gładziutko, jedna z pań nawet "nagięła" dla mnie parę przepisów żeby mi oszczędzić biegania po urzędach. Jak powiedziała, "niech pan tylko nikomu o tym nie mówi". O, chyba się właśnie wygadałem :)
Pogoda u mnie cieplutka. Plus dziesięć, śniegu oczywiście ani widu, ani słychu. Za to jest deszcz. O rany, czasem potrafił nieźle lać przez parę godzin. Ale dzisiaj było względnie niepadająco. Z tego co widziałem na prognozach pogody to w całym kraju tak teraz jest, więc pewnie wiesz dobrze o czym mówię. Płaszcz poszedł do szafy, w zamian wywlokłem starą jesienną kurtkę. Bardzo fajnie mi się w niej kursowało po mieście. Muszę się pochwalić, że chyba nauczyłem się w końcu chodzić z "dumnie uniesioną głową". Tak się bawiłem ostatnio, obserwowałem przechodniów i zauważyłem, że większość chodzi z opuszczonymi głowami. Nie podobali mi się. Ale część chodziła ze wzrokiem utkwionym gdzieś na wysokości ich oczu, no i tacy właśnie mi się podobali. A ja też chcę się podobać innym, więc postanowiłem że też się nauczę takiego właśnie chodzenia. Więc trenowałem od paru już tygodni. Teraz spuszczam wzrok chyba tylko przy pokonywaniu schodów, a po terenie względnie płaskim chodzę z podniesioną głową czasem wpędzając niektórych w onieśmielenie jeśli za długo się komuś będę przypatrywał (swoją drogą kontak wzrokowy to też ciekawa sprawa, zacznij się w kogoś wpatrywać, a na 100% odwzajemni to. To jak uścisk dłoni - działa w obydwie strony. I chyba robimy to instynktownie, prawda? A co sobie myślimy gdy zauważamy że ktoś się w nas wpatruje? Bo ja wtedy zawsze się zastanawiam, czy nie wyglądam śmiesznie albo dziwnie, skoro ktoś się tak na mnie gapi. Pewnie są tacy, którzy w takich sytuacjach sobie myślą "Ależ ja śliczny muszę być" :) Ale większość ludzi jest chyba taka jak ja - czują się zakłopotani. Zauważam to gdy czasem przedłużam z kimś kontakt oczy-oczy. Większość ucieka wzrokiem po chwili, z zakłopotaniem. Tylko niektórzy wytrzymują to przez długi czas, ale wtedy znowu to ja tracę rezon :) Ale nie o tym chciałem mówić...
Dzisiaj na mieście natykałem się na drobnostki, które mi zostawały w głowie.
Np. natrafiłem na pewną moją starą znajomą, raczej mnie nie poznała, a mi to
też nie przeszkadzało. Miała śliczny płaszcz, z czegoś przypominającego
delikatny polar. Niemcy by powiedzieli o tym "fein", ale w polskim brakuje
na to odpowiedniego słowa. Mogę powiedzieć "delikatny", ale to nie to samo.
W każdym razie bardzo mi się podobał, odpowiednio długi, krój znakomicie
podkreślający sylwetkę, wykończony z dbałością o drobne detale. Na plecach
było coś dziwnego - wzór wyszyty jaśniejszym odcieniem niebieskiego. Taka
linia układająca się w skomplikowany geometryczny kształt z paroma
kropkowatymi drobiazgami. Kształt mi się nie podobał, ale zestawienie
kolorystyczne było boskie. Mam słabość do błękitów i niebieskości, a ten
płaszcz po prostu miał idealne kolory (dla mnie, oczywiście). Owa młoda
kobieta niosła też torbę z niedużymi zakupami, a ja siłą rzeczy popatrzyłem
co też kupiła - nieduży słoik miodu, śmietana, parę zwyczajowych drobiazgów
(ale nie pieczywo, widać albo miała z wczoraj, albo trzyma w zamrażarce
większy zapas, albo ktoś inny (mąż?) już odwalił rano podstawowe zakupy,
a ona robiła tylko poprawkę. Ale miała tam też dużo drobnych, zawijanych
w sreberka czekoladowych słodkości. Co mi pozwala przypuszczać, że ma pod
opieką dziecko. Albo dzieci. Idąc krok dalej mogę spekulować, że to było dla
jej własnego dziecka. Innymi słowy, instynkt mi mówi że dorobiła się już
dzieci. Och, wiem że to głupoty, ale mniej więcej takie myśli płynęły mi
wtedy przez głowę. A przecież ChangeBlog ma temu właśnie służyć - taka próba
odtworzenia moich myśli, bez cenzury, bez upiększania.
Na mieście zostałem raz zaatakowany przez mobilnego sprzedawcę gazet. Chodzą
tacy, w czerwonych wdziankach, z torbami na brzuchach ("kangury" :)
i sprzedają gazety przechodniom. Ja zostałem potraktowany zawołaniem
"gazetkę panu?", ale tylko pokręciłem przecząco głową, aczkolwiek zrobiłem
to z uśmiechem w który władowałem jak najwięcej sympatii i serdeczności.
Jest coś romantycznego w takim krążącym sprzedawcy gazet, nie umiem tego
sprecyzować. Nostalgia? Ale ja przecież jestem za młody żeby wspominać takie
rzeczy. A mimo wszystko patrzę na to jak na powrót starego, sympatycznego
zwyczaju. Może w poprzednim życiu byłem takim sprzedawcą w Ameryce lat
dwudziestych? Kto wie ;)
Gdy przechodziłem przez przejście na Wyspiańskiego widziałem kobietę, która
prowadząc auto rozmawiała przez komórkę. Nieładnie, nieładnie. Za to by się
należał mandacik, prawda? Wtedy wydarzyło się coś, co mnie trochę
wystraszyło. Patrzyłem na jej usta i usłyszałem kilka słów które powiedziała
do słuchawki. Nie chodzi o to co powiedziała, bo to nieważne, ale chodzi
o to że usłyszałem głos. A nie powinienem. Bo samochód był ładnych parę
metrów ode mnie, na ruchliwej, głośnej ulicy, a ona miała wszystkie okna
pozamykane. Mogłem odczytać słowa z ruchu jej ust, ale nie powinienem w tym
samym czasie słyszeć jej głosu. Zwłaszcza że obok był samochód w którym
jakaś para rozmawiała ze sobą, i ich głosów nie słyszałem. Ta kobieta
z komórką też na pewno nie krzyczała ani nie mówiła podniesionym głosem, bo
tego nie widziałem. A naprawdę widać gdy ktoś podnosi głos. Zresztą, kto jak
kto, ale ja bym wyczuł wysiłek podnoszenia głosu w tym co słyszę.
Wychwytywanie "background info" z ludzkiego głosu to moja specjalność :) No
cóż, niewyjaśniona zagadka. Coś dla ekipy Strefy 11 :))
Potem przechodziłem przez Park Tysiąclecia, musiałem dojść do Urzędu
Miejskiego. Oczywiście z moim szczęściem w parku urzędowała ekipa kilkunastu
karków. Bardzo hałaśliwych i porykujących sobie nawzajem. W każdym razie
wyglądali na cholernie rozbrykane stadko a ja miałem zamiar przejść
dokładnie koło nich. Widziałem, że zaczepiali jakąś babcię przechodzącą
obok, więc wiedziałem że są nastawieni raczej agresywnie, nawet
uwzględniając poprawkę na ich stan nominalny. Przezornie przełożyłem portfel
do kieszeni kurtki której w razie czego nie znajdą, sprawdziłem szybko jak
sprawnie dam radę się dziś poruszać gdybym musiał któregoś najpierw trzasnąć
w mordę a później zwiewać. Oczywiście mogłem zmienić trasę, to nie był
żaden problem. Ale miałem przeczucie, że nic mi nie grozi. A ja ufam swoim
instynktom. Mam intuicję lepszą od kobiecej (no offence, kobiety :) No
i miałem rację - akurat gdy ja się do nich zbliżałem, to z ich drugiej
strony niespodziewanie pojawił się jakiś inny młody chłopak, do którego oni
się obrócili i zaczęli "delikatnie" żulić na piwo. Jeśli był sprytny, to
pewnie nawet go nie pobili. Jeśli był inteligentny, to pewnie nawet nic im
nie musiał oddawać. Ja tam nie wiem, nie czekałem na rozwój sytuacji, po
prostu kontynuowałem swoją drogę. Przeczucie przeczuciem, ale nie ma sensu
przeginać :)
No dobra, ja idę spać.