ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Mam alergię na lokalną wodę :(

Nie mam teraz na nic czasu, wszystko dookoła się ze mną ściga i próbuje zostawić mnie z tyłu. Moja doba ma teraz trzydzieści godzin. Albo przynajmniej tak udaje. Na szczęście dobrze się trzymam, samopoczucie oceniam jako "bardzo cacy".
Ala właśnie zwiała z Zielonej więc powinienem jakoś sobie zacząć wszystko ogarniać, choć szacuję że przez jakieś dwa tygodnie będę miał jeszcze niezły kołowrót. Aaale to znaczy też, że nie muszę się już regularnie golić ;) To znaczy ja ogólnie wolę być ogolony, bo jakoś nie mam chyba predyspozycji do zapuszczania brody, nie rośnie tak jak powinna (a może to ja jestem zbyt niecierpliwy?) Czasem mi się po prostu nie chce bawić w golenie i pozwalam sobie nieco zarosnąć. Ala zawsze miauczy, że mam się golić regularnie bo inaczej źle wyglądam. Ma rację, ale moja leniwa strona często bierze górę nad moją stroną estetyczną ;)

Aura jest interesująca od paru dni, nagłe wichury, czasem rzęsisty deszcz (nocami), bardzo ciepło w dzień (10-15 stopni w plusie).

Smutna rzecz: chyba wykształciłem sobie jakąś alergię na wodę wodociągową. Już drugi raz po długiej kąpieli miałem jakieś uczulenie na twarzy. Za pierwszym razem zeszło po pół godzinie, za drugim razem też zeszło po paru kwadransach. Oczywiście posiłkowałem się wapnem rozpuszczalnym, na pewno trochę pomogło. Martwi mnie to, że ja od maleńkości piję tę wodę, myślałem że już zmieniła moje DNA na tyle, że nie wchodzimy nawzajem w konflikt, napisałem już przecież kiedyś artykuł o tym... A tutaj takie coś. Za pierwszym razem myślałem że to może mydło, szampon, płyn do kąpieli, jakieś dalsze kosmetyki, ale teraz specjalnie używałem tylko tego co Ala z sobą przywiozła i rezultat był identyczny. Wspólnym mianownikiem jest woda w wannie. Fuck. No to chyba mogę się pożegnać z kąpielami, zostaje mi zwykłe branie prysznica. Nieszczęśliwym mnie ta myśl uczyniła, bo ja bardzo się w kąpielach lubuję. Kąpielach długich, gorących i z masą piany. Trudno. Spróbuję wziąć pełnometrażową kąpiel za dwa tygodnie i zobaczę czy coś się zmieniło. A na razie krótkie prysznice, bo godzinne wylegiwanie się w wodzie widać mi teraz nie służy :( Z tego całego żalu zjadłem sobie dzisiaj pół pudełka lodów :) Aha, kupiłem też mleczko w tubce. Takie zwykłe, słodkie, w tubce - kiedyś się je z Czech masowo przywoziło, razem z tym fikuśnym rumem do herbaty, co to był w takich dziwnych, karbowanych, prostokątnych opakowaniach z plastiku, z takim zagiętym w dół dziubkiem który się obcinało (u nas w Polsce chyba się olej napędowy w takich opakowaniach swego czasu sprzedawało :) Schowałem je (tubkę z mleczkiem) sobie w zakamarkach lodówki, będzie tam czekało jako "wsparcie emocjonalne". Gdy kiedyś coś mnie przygnębi albo strasznie zmęczy, to je sobie wyjmę i wyssę.

Wrzuciłem parę nowych kadłubków.

Aha, styczeń zamknął się z liczbą 143 odwiedzin na dzień. Nie moja wina ;)

Pozostaw dopisek: