ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Aktualizacja kadłubków, sen o Lindzie

Cała masa spraw na głowie... Tak mało czasu... I na dodatek ta cholerna sesja...

Szybki update: dorzucam nowe kadłubki i stare kadłubki (dużo rzeczy związanych z XServerem z freedesktop.org, a przynajmniej wszystkie pakiety potrzebne do uruchomienia samego serwera)... Spis kadłubków jest strasznie chaotyczny, po sesji coś wymyślę.

Wziąłem się za używanie IceWM. Trochę nie pasuje mi obsługa myszy, ale albo się przyzwyczaję, albo jakoś zapatchuję. Ale to też nie teraz. Wrzucam dwa zaktualizowane screenshoty, pierwszy pokazuje "gimp frenzy" na moim pulpicie, a drugi to stan gdy już wszystko zrobiłem. Tapetę sobie zmajstrowałem własnołapkowo jeszcze pod Sawfisha (miałem go ostatnio w odcieniach czerwieni, więc nieco nie pasuje teraz do wystroju IceCrack IceWM). Tapeta oczywiście inspirowana jest najnowszym kernelem 2.6.2 aka "Feisty Dunnart" ;) Myślę, że takie zwierzątka by były o niebo lepszymi maskotkami kernela niż ten obrzydliwy pingwin Tux. Nigdy nie lubiłem pingwina. Maskotką powinien być ssak i basta. Pingwin, też mi coś. Przecież pingwina nie da się lubić. Widziałem na Discovery, więc wiem ;)

No to na razie. Aha, wiecie co mi się dzisiaj śniło? Boguś Linda wdrażający komputery Apple w jakimś okropnym szpitalu. Szpital składał się z długich, szaro-brunatnych, klaustrofobicznie wąskich korytarzy, zdezelowanych i zakurzonych sprzętów medycznych stojących pod ścianami i połamanych krzeseł. Ja musiałem być bardzo poważnie uszkodzony, bo poruszałem się na wózku (chyba miałem rozwalony kręgosłup i paraliż dolnych kończyn, może będę w tym tygodniu bardziej ostrożny na przejściach dla pieszych, just in case...). No i od czasu do czasu widziałem Lindę jak grzebał w tych maszynkach i rzucał mięchem bo coś mu nie wychodziło. Aha, nie lubię Lindy. Nie jest moim idolem. Byłem poirytowany że muszę go oglądać będąc w stanie chorobowym, gdzie należy mi się przecież jakaś troska i opieka... A tu Linda... Grrr.

Miałem też sen semantyczny, z jakąś dziewczyną prowadziłem długie i zawiłe rozważania na temat różnicy pomiędzy "maszyną" a "narzędziem". Interesujące, bo patrzyliśmy na to z punktu zawartości pierwiastka ożywienia, tzn. w jakim stopniu maszyna jest żywa itp. Bardzo fajną, bardzo intelektualną rozmowę sobie przeprowadziłem z nią. Ona mi przewodziła, tzn. myślę że wiedziała z góry jakie wnioski mam wyciągnąć, ale ograniczała się tylko do delikatnego mną kierowania, tak żebym sam mógł wszystko odkrywać. A pod koniec, gdy mnie olśniło i mogłem podać długie, zawiłe definicje "maszyny" i "narzędzia", razem z pięknym referatem o elemencie istoty żywej w maszynie, możliwe że z nawiązaniami do Zagadki Istnienia, ona się do mnie uśmiechnęła i zaczęła mi uciekać. Biegłem za nią, ale ona powiedziała że naprawdę już na nią czas. Nie mogłem jej zatrzymać, spryciara przerwała mi ten sen. Nie wiedziałem, że "aktorzy" w moich snach mają prawo powiedzieć mi "nie" i po prostu przerwać mój sen. To coś nowego... interesujące. A teraz mi powiedzcie, czy zestawianie w snach definicji pojęć z jakąś wyimaginowaną partnerką jest jeszcze "normalne"? :) A najgorsze, że tak mnie zbiła z tropu tym wybudzeniem, że mi z głowy wypłynęła większość tego, nad czym sobie z nią pół nocy głowę łamałem. A czuję, że to było coś ważnego. Coś z filozofii istnienia. Albo coś związanego z "byciem człowiekiem".

A, no i ostatnia rzecz - chyba sobie wytrenowałem nową "śnioną umiejętność" - wypalanie dziurek w papierze za pomocą palców. Parę dni temu mi się śniło. Działa to tak, że biorę jakieś kartki i naciskam na nie palcem wskazującym. Naciskam bardzo mocno, a po chwili papier pod palcem brązowieje, czernieje i pojawia się wypalona dziurka. Idzie mi to koszmarnie powoli i niesprawnie, ale w końcu dopiero zacząłem ;) Niestety, przy tych czynnościach czuję ból. Po prostu parzę sobie palce. Czy kiedykolwiek trzymałeś zapaloną zapałkę w palcach tak długo, aż ogień dopełzł po drewienku aż do skóry, gdy zapałka pali ci się dosłownie w palcach, a gaśnie tylko dlatego, że ogień nie może się już dostać do tego ostatniego kawalątka drewna który trzymasz ściśnięty między opuszkami? To jest dokładnie taki ból. Obawiam się, że to znowu cena którą mam płacić za każdym razem gdy zechcę się tak pobawić we śnie. Ciekawe dlaczego sam sobie wyznaczam w snach takie granice? Muszę poszukać jakiegoś dobrego psychoanalityka do luźnej rozmowy :) Aha, coś w co może trudno uwierzyć, ale to fakt - jakoś dzień-dwa po tym śnie zaczął mi złazić naskórek z palców. Na początku z kciuka, potem ze wskazujących. Trochę jakbym nabawił się odcisków, choć ostatnio nie robiłem nic fizycznego. Zagadka normalnie. Malutki, owalny kawałeczek naskórka, pięć-siedem milimetrów długości na cztery milimetry szerokości. Na opuszkach pierwszych trzech palców każdej dłoni. Dokładnie na tych, których w snach używałem do wypalania. Czyżby coś w rodzaju dziwnej autosugestii organizmu, taka namiastka bąbli po oparzeniach?

Aha!!! Kąpałem się, zero uczulenia :) Yupi! Widać albo przejściowo coś było w wodzie, albo coś było przejściowo we mnie i tak ostro reagowałem na kranówkę. W każdym razie chyba minęło. Rany, jak ja się cieszę :)

Aha#2. Zarastam. Znaczy się, nie goliłem się jakiś czas już. Zacząłem nawet rozważać możliwość zapuszczenia sobie wąsów/brody. Tak mnie naszło gdy wyszedłem z wanny i stanąłem goły i mokry przed lustrem w łazience. Właśnie miałem sięgnąć po piankę do golenia, gdy tak popatrzyłem, popatrzyłem i sobie pomyślałem, że całkiem nieźle wyglądam. Trochę jak pacjent psychiatryka skrzyżowany z nordyckim berserkerem, z lekką nutką dekadencji ;) Oczywiście to był ogólny efekt estetyczny gdy byłem całkiem nagi (gdy widać dużo skóry, ten kontrast koloru i tekstur, kropelki wody itp.), moja broda w ubraniu już by tak ładnie nie wyglądała, no i powinienem mieć mokre i rozczochrane włosy, bo bez tego to też nie ten efekt... Ale spróbuję. Na razie zarastam w spokoju, chcę zobaczyć jak w ogóle mi moje kłaki rosną na pysku. Bo nie wiem, nigdy nie wytrzymałem dłużej niż tydzień. A teraz mam zamiar trochę się zapuścić. Zawsze myślałem, że mam za rzadki zarost żeby coś sensownego z niego zrobić. Ale może tak mi się wydawało, bo nigdy nie pozwoliłem sobie fest zarosnąć? Możliwe że będę wyglądał okropnie, ale potraktuję to jako eksperyment badawczy na samym sobie. Kto wie, może nawet do wąsów się przyzwyczaję? Ciekawe tylko co będzie z bliznami... mam na górnej wardze po lewej stronie nosa trzy ukośne blizny, świadectwo mojej miłości do zwierząt. Nie, to nie był kot. To był mały szczeniaczek. Piesek. Uroczy, z malutkimi pazurkami, ostrymi jak sztyleciki. Nigdy, przenigdy nie podnoście psiaka do góry i nie zbliżajcie go na odległość wymachu łapką do twarzy. Brr. "Mój" szczeniak zrobił wymach, a ja oczywiście trzymałem go na odległość łapki. Środkowe cięcie przeszło na wylot, zorientowałem się gdy zauważyłem że dziąsło pod wargą mam też rozcięte. Ale obyło się bez szwów, moje tkanki się bardzo dobrze goją, zero powikłań. W każdym razie mam takie trzy kreski, normalnie nawet nie zwracam na nie uwagi, tyle lat minęło. Kiedyś bardzo mi to przeszkadzało, zaraz po "wypadku" traktowałem to jak wielkie oszpecenie mojej chłopięcej buźki, ale potem się przyzwyczaiłem. Teraz nawet nie pamiętam że mam takie trzy kreski na wardze. A kobiety często zauważają to dopiero po jakimś okresie znajomości, więc chyba nie rzuca się w oczy. W dowodzie też mi tego nie wpisali do "znaków szczególnych". W każdym razie jestem ciekaw, czy gdybym miał wąsy to te kreski by były bardziej, czy mniej widoczne? Bo na bliznach nie rosną mi kłaki, więc te trzy kreski albo by zostały zakryte, albo jeszcze bardziej się rzucały w oczy (kontrast)... Ale właśnie złapałem się na tym, że to miał być krótki wpis a ja się znowu rozpisuję. Więc krótko, po męsku zakończę. No to na razie. Aha, "Carbon Kid" z wokalem Briana Molko (tego z Placebo) rulezuje :)

Pozostaw dopisek: