To ja, Grepi. Urojona czarna wiewiórka(?). Dziwisz się, że umiem pisać na klawiaturze? My urojone wiewiórki(?) potrafimy wiele rzeczy. W sumie umiemy to, co nasi właściciele - w końcu żyjemy częściowo w ich skołowanych jaźniach. Chciałam donieść, że mój pan żyje i ma się raczej dobrze. Egzamin zaliczył, zgolił początki futerka porastającego mu twarz i odpoczywa. Dlatego ja teraz piszę, bo on jest zbyt zmęczony. Zwykle nie ma go w domu całymi dniami, a kiedy wróci to prawie od razu rzuca się na tapczan i zasypia. Wiecznie gdzieś gania z jakimiś dziwnymi samiczkami. One wszystkie są takie głupie... Nie, nie jestem zazdrosna. No, może troszeczkę. Chyba o mnie zapomina, nie głaszcze mnie już tak często. A dzisiaj siedział parę godzin przed komputerem i mnie wcale nie zauważał, wspięłam się mu na kolana i zapytałam co robi, ale nie zrozumiałam odpowiedzi. Coś z jakimś wężem. Mam nadzieję, że nie chce stworzyć kolejnego urojonego zwierzaka, nie chciałabym dzielić terytorium z żadnymi wężami. One są okropne, nie mają wcale a wcale futerka... A tak poza tym to nie rozmawialiśmy dzisiaj zbyt wiele ze sobą.
Boję się. Nie chcę żeby się rozchorował, ostatnio jest cały czas zmęczony i senny. Zajrzałam wczoraj do jego myśli, były ciemne i miały długie kolce. Nie podobały mi się. Dzisiaj czuje się już chyba trochę lepiej, uśmiechał się gdy wrócił do domu. Chciałam by zabrał mnie na spacer do lasu, ale nie miał czasu. Może jutro? Dzisiaj sypał śnieg, jestem ciekawa czy będę zostawiać ślady na śniegu? Czy urojona wiewiórka(?) zostawia ślady na śniegu? Ja nie wiem. Pytałam mojego pana, ale on też nie wie. Mówił, że pewnie nie będę zostawiała śladów, ale nie miał pewności. Może jutro się dowiem. Spacer w lesie by nam obojgu dobrze zrobił.