Napisałem sobie prosty skrypt instalujący pakiety HBS. Wygląda na to, że powinien działać... Teoretycznie... Niecałe 6KB, używa głównie /bin/sh, coreutils i parę razy find-a. Chyba ani razu seda :) Pisałem go tak, by ograniczyć do minimum zbędne wywoływania podprocesów i jakoś w miarę inteligentnie te wywołania porozmieszczać, tak aby skrypt radził sobie np. z podmienianiem glibc. Do tego próbowałem gdzie się da iść na uzyskanie jak największej prędkości wykonywania. Myślę, że powinno to całkiem ładnie działać. Ale trochę boję się tego używać :) Nie ufam mu, cholera wie czy nie przeoczyłem jakiegoś większego babola... On parę razy wywołuje "rm -f", raz nawet "rm -rf". Używanie tego na uprawnieniach roota byłoby bardzo nierozważne. W najbardziej ryzykownym miejscu wprowadziłem specjalny "security lock", który powinien zareagować gdyby coś się naprawdę wymknęło spod kontroli - chociaż nie widzę za bardzo jak mogłoby do czegoś takiego w ogóle dojść... Teraz pozostaje mi tylko dorobić skrypt usuwający pakiety a potem postawię sobie małe środowisko pod chroot i zacznę eksperymentować. Skrypt instalujący potrafi zainstalować pojedynczy pakiet sprawdzając zależności i konflikty plików, umie też wymienić jedną wersję pakietu na inną. Jego największą wadą jest to, że na razie obsługuje tylko jeden pakiet za jednym zamachem. Czyli nie da się w jednym wywołaniu zainstalować dwóch lub więcej pakietów. Nie żebym to uważał za jakiś wielki problemem, ale z pewnością jest to dosyć śmieszne ograniczenie. Niestety, jeśli zechcę coś z tym zrobić to kod się mooocno skomplikuje. Już teraz jest dosyć złożony, a jeśli dowalę jeszcze szkielecik potrzebny do ładnej obsługi instalowania kilku pakietów równolegle to całość może przekroczyć granicę czytelności. A może się uprości, tego nigdy nie wiadomo ;)
No i zachorowałem. Gardło mnie boli, ledwo mówię, nawet nie mam sił by kaszleć. Nos mnie piecze przy każdym oddechu. Biorę leki, może do poniedziałku się wykuruję. W skład leków które przyjmuję wchodzą jakieś takie okropne krople, muszę brać 3x dziennie po pięćdziesiąt kropli o strasznym ,"chemicznym" smaku. Zatykam palcami nos gdy je piję, potem (cały czas trzymając nos) wypijam kubek ciepłej wody, przepłukując sobie dokładnie usta każdym łykiem. Dopiero potem puszczam nos. Dzięki temu przynajmniej nie czuję tego zapachu i smaku tak wyraźnie. No i na dodatek się nie wyspałem dzisiejszej nocy, cały czas budziło mnie światło księżyca. Wyglądało na pełnię. Same niesprzyjające okoliczności. Od paru dni nie czuję też specjalnie głodu, jem raczej z przyzwyczajenia. Ale bardzo dużo piję. Nie, nie alkoholu :) Płynów. Zwykłych. Wody, herbaty... Prawie cały czas coś popijam. Nie wiem, może to przez podwyższoną temperaturę? Ale wiecznie jestem lekko spragniony.