ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Dokumentacja HBS i upadek The Prodigy

Zacząłem pisać podstawową dokumentację Hierophanta, niestety nie mam teraz czasu by ją dokończyć. Zamieszczam też zaktualizowaną wersję Hiero z paroma przykładami do obejrzenia, a może nawet przetestowania u siebie...

Update: O dziwo, znalazłem jeszcze trochę czasu i popchnąłem dokumentację Hiero o duuuży kawałek do przodu. Została mi w sumie do zrobienia tylko część praktyczna, ale nie wiem nawet czy jest specjalnie sens, bo w połączeniu z przykładami zawartymi w paczce z Hierophantem każdy zainteresowany powinien wyczuć jak to działa... Ja tam w każdym razie sobie dzisiaj Hierophantem zbudowałem i zainstalowałem nowego Gimpa (2.0rc1). Poszło jak z płatka. A że jestem w świetnym humorze, to i gimpnąłem od razu Oficjalną Ilustrację dla HBS :) Mam nadzieję, że się podoba. Cholernie ciężko rysuje się za pomocą samej myszki :/

U mnie pada, wieje, pada, wieje. Taaa... Pierwszy dzień wiosny, co? A zresztą, ja na swój sposób lubię wiatr. A, słuchając jakiejś stacji radiowej dowiedziałem się, że w całej Polsce tak sobie "powiewa". Najgorzej w warmińsko-mazurskim. Na 191 ogólnokrajowych nocnych interwencji służb ratowniczych (czyli strażaków) tam przypadło 90 z nich. Zwalone drzewa, zablokowane drogi itp. U mnie nie było tak źle, po prostu wieje mocny wiatr. Czasem sobie trochę powyje za oknem, ale ja to lubię. Prawie jak burze i grzmoty.

A, zajrzałem dziś do działu statystyk i co ujrzały moje szaro-żółto-zielone oczęta? Ano ujrzały statystyczne 179 wizyt dziennie. Czyżby gdzieś ktoś znowu pokazał adres Repo? W Linux+ wydrukowali czy co?

No i pytanie retoryczne, które nurtuje mnie przez cały dzisiejszy dzień... Grzebałem sobie wśród starych kaset i zastanawiałem się co by było, gdyby Prodigy się tak nie zeszmaciło po albumie "Music for the jilted generation"? Bo przecież po nim obrali kurs prosto na dno. Nie chodzi mi o komercyjny sukces, bo "Firestarter" na pewno takim był, ale o jakość muzyki... "The Prodigy Experience" było bardzo fajne (zwłaszcza ta starsza edycja w czerwonej okładce), później też było fajnie, "Their Law" i "Voodoo People" to bardzo fajne kawałki, ale potem już nic dobrego nie było... Tzn. kupiłem sobie kiedyś CD "Fat of the land", nie żałuję, ale nie była to też jakość jakiej bym oczekiwał. Późniejsze różne single też nie mają tego "czegoś". Liczyłem kiedyś, że Chemical Brothers zajmie miejsce Prodigy. Bo naprawdę zespół miał szansę. Gdyby się trochę doszlifowali, zrezygnowali z tego podciągania pod niemieckie techno... Ale nie, nic z tego. Oh well, dla odprężenia włączę sobie Therapy? "Nowhere". Wiesz, że ostatnio dużo śpiewam do słuchanej muzyki? Znaczy się, wtóruję wokalistom. Tylko że ja totalnie nie umiem śpiewać :)

Pozostaw dopisek: