ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2004/04, 5 wpisów
Sen o jedzeniu

Miałem dzisiaj bardzo przyjemny sen. W śnie tym byłem z grupą bliżej niesprecyzowanych przyjaciół w jakimś drewnianym domku. To znaczy oni byli w domku, a ja na werandzie. Lał deszcz i wszędzie dookoła kapała woda, a ja sobie siedziałem późnowieczorową porą na jakimś wygodnym fotelu na werandzie. Pod nogami miałem jakiś podnóżek czy taboret, tak że mogłem się w fotelu nisko opuścić i przejść do pozycji prawie poziomej. Po lewej i po prawej stronie miałem jeszcze po jednym takim taboreciku, a każdy zastawiony był miskami i miseczkami z pysznym jedzeniem. Ba, aby mieć więcej jedzenia przy sobie poustawiałem nawet część miseczek na sobie - na brzuchu, nogach, piersiach itp. Po kolei brałem do rąk każdą z miseczek i wyjadałem zawartość, leżąc sobie błogo na drewnianej werandzie, podczas gdy deszcz jednostajnie szmerał po dachu a światło z okien domku rozpływało się w nieprzeniknionych ciemnościach na zewnątrz. Niesamowicie relaksujący sen, bo dokładnie tak wyobrażam sobie idealne szczęście. Do tej pory świetnie się czuję.

Wracając do jawy: ściąłem na działce jeden z tulipanów i postawiłem na biurku. Ładny jest, czerwony i pachnie bardzo tulipanowato :) Stoi w kruczoczarnym, smukłym wazoniku. Idealny byłby co prawda żółty tulipan, ale żółte sobie tak wesoło rosły w grupce, że nie miałem serca ich ścinać. Choć żółty by dużo lepiej wyglądał w tym wazoniku. Lubię tulipany. Najbardziej z wszystkich kwiatów. Naprawdę, żaden kwiat nie może się równać z tulipanem. One mają w sobie to "coś". Oszczędność formy, zdecydowane rozgraniczenia barw, geometryczna doskonałość płatków/pręcików/liści... Piękne, po prostu. Na dodatek wyglądają "solidnie", nie są to kwiaty które by się rozpadały pod dotykiem palców. Zapach też nie jest zbyt silny czy irytujący (dla kontrastu pomyśl np. o konwaliach...). Kocham tulipany. To jedna z niewielu rzeczy która mi się zawsze i niezmiennie podoba. Świat za oknem może wyglądać lepiej lub gorzej w zależności od pogody, sposób w jaki odbieram malarstwo czy muzykę jest uzależniony od mojego aktualnego nastroju, naga kobieta też raczej nudzi niż pociąga, ale tulipany zawsze są po prostu piękne. Naprawdę mam dużo lepszy humor tylko dlatego, że mogę sobie w każdej chwili popatrzeć na ten czerwony kielich sterczący na moim biurku. BTW, czy tulipan to tzw. "motyw falliczny"? ;) (...)

Czytaj dalej...
Nowy habak (teraz także w Gentoo), mały front-end do ./configure

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Habak wywędrował do zasobów Gentoo? Hę? To w każdym razie kazało mi wczoraj znowu usiąść do niego i usuwać błędy. Poprawiony parser opcji (już, mam nadzieję, nie segfaultuje bez powodu), trochę bardziej sensowne defaulty, poprawione drobne błędy i przeoczenia, oraz możliwość opuszczania opcji "-hi" w większości sytuacji, dzięki czemu Habak może ładować teraz tło np. po prostym "habak ~/tło.jpg", albo zrobić tło z nałożonym logo przez "habak ~/tło.jpg logo.png". Myślę, że dopiero teraz się to nadaje do pokazywania ludziom. To poprzednie segfaultowanie przy byle okazji mnie naprawdę irytowało, więc w końcu coś z tym zrobiłem. Nowy Habak jest do pobrania z Rupieciarni, a tutaj masz bezpośredni link do paczki z nową wersją 0.2.4.

Ostatnio po nocach trochę eksperymentowałem z różnymi swoimi pomysłami. Jednym z nich było coś, co miałoby ułatwiać jeszcze bardziej tworzenie paczek dla Hierophanta. A przynajmniej tych takich banalnych paczuszek. W sumie powinno dać się stworzyć narzędzie, które weźmie jakąś paczkę ze źródłami i wypełni większość pól w pliku .plan... Na razie się pobawiłem troszeczkę z PyGTK i zrobiłem mały front-end do skryptów ./configure. Nazwałem to coś imieniem "Hafemette".

Robi się po prostu "hafemette ./configure", a ta zabaweczka uruchamia sobie wewnętrznie "./configure --help", skanuje wyjście tego polecenia i wyławia opcje. Następnie odfiltrowuje ten występujący wszędzie pospolity szum typu --mandir, --prefix itp., tak że pozostają tylko specyficzne dla danego pakietu opcje. A potem wyświetla to używając interfejsu gtk+, gdzie opcje można włączać/wyłączać po prostu klikając na stosowne checkboxy. Po zatrzymaniu kursora nad nazwą jakiejś opcji wyskakuje tooltip pokazujący jej opis. Klikając prawym przyciskiem na opcjach typu --enable czy --without następuje ich odwrócenie (tzn. --with-foo zamienia się w --without-foo, a np. --enable-alsa w --disable-alsa). Wartości dla opcji przyjmujących argumenty wpisuje się w stosowne pola tekstowe obok nazw opcji. A po kliknięciu przycisku "Apply" na stdout wydrukowany zostaje listing zaznaczonych opcji i ich wartości w formie zdatnej do bezpośredniego włączenia w sekcji [vars] Hierophanta. Posiadający PyGTK mogą sobie Hafemette po prostu pobrać i wypróbować, pozostali zaś mogą obejrzeć ten screenshot (65KB), przedstawiający bardzo skomplikowane ./configure Mozilli. Szkoda, że na tym obrazku nie mogłem uchwycić wyskakujących opisów opcji. Ale są i wyskakują, daję słowo :)
Aaale nie mam pojęcia czy Hafemette ma jakąkolwiek praktyczną użyteczność...
No, to na razie.
A, pogoda była dzisiaj boska w Zielonej Górze. Ultrasłonecznie :)

Nowy Hierophant i omyłkowo skasowany plik

Witam po Wielkanocy. Skompletowałem sobie aż dwa nowe kamienie, nie przytyłem ani kilograma i jestem w okropnym nastroju. A na dodatek połączenie z Repo znowu zaczyna szwankować. A już było dobrze...

Wrzuciłem nowy snapshot Hierophanta, napisałem krótki opis wszystkich jego poleceń, poprawiłem pozostałą dokumentację w jego dziale. A co nowego w samym Hiero? No, na pewno pousuwałem trochę błędów. hbsinst i hbsremove podają teraz objętość zainstalowanych/usuniętych danych. Pojawił się tryb weryfikacji zainstalowanych plików (opcja -V w hieroq, sprawdza czas modyfikacji i uprawnienia). Hierophant ma teraz prawdziwy plik README oraz prawdziwy Makefile, więc można zrobić "make install". Makefile jest konieczny, bo HBS wzbogacił się o jedną binarkę ("hbshelper") którą należy najpierw skompilować. Dzięki tej binarce pozbyłem się w skryptach hbsinst i hbsremove wywołań takich poleceń jak grep, find, bc, cut, date, head, tail i może jeszcze innych, o których już nie pamiętam. "hbshelper" ulepszył znacznie procedurę porównującą wersje dwóch pakietów przy wykrywaniu downgrade-ów. Jednocześnie poprawił wydajność całego mechanizmu, bo każdą z funkcji które przejął wykonuje szybciej niż miało to miejsce dotychczas. Tak że największą zmianą jest wprowadzenie tej pomocniczej binarki, ale oprócz tego poprawiłem też sporo innych rzeczy, od wielkich błędów jak np. pewien babol w porównywaniu wersji pakietów po malutkie ulepszenia, jak np. rezygnacja z używania sekwencji koloryzujących ANSI w poleceniach hbsremove/hbsinst/hieroq jeśli wykryte zostanie, że ich wyjście jest przekierowywane do pliku lub na fifo. (...)

Czytaj dalej...
Dlaczego zbieram kamienie?

Mam tyle rzeczy o których bym chciał napisać... Ale wszystkie ulatują mi z głowy gdy tylko o nich pomyślę. Po pierwsze zbliża się Wielkanoc!!! Zgodnie z paroletnią tradycją w okresie wielkanocnym wychodzę na pole i chodzę szukając Kamienia. Chodzę sobie, chodzę, aż w końcu moją uwagę przykuje jakiś kamyk wystający spod ziemi, albo którego istnienie pod powierzchnią jedynie przypuszczam. Kamień powinien mieć niewielkie wymiary (czyli jak orzech włoski, no, może parę razy większy, a może nieco mniejszy). Potem kamień ten zabieram do domu, szoruję w łazience i odkładam do mojego Pudełka na biurku, do innych Kamieni. Nie wiem co takiego jest w kamieniach, ale niektóre mnie po prostu jakoś... nie wiem, chciałem napisać "elektryzują", ale to nie o to chodzi. To raczej tak, jakby one coś w sobie przechowywały... No, nieważne. Niedługo dojdzie kolejny do kolekcji. A dlaczego wybieram sobie nowy kamień zawsze w Wielkanoc? Nie mam pojęcia, to chyba jakiś instynkt :) Z wszystkich kamieni jakie mam chyba tylko dwa przygarnąłem o innej porze roku. A jeden kamień kiedyś wyrzuciłem. Zepsuł się. Miałem go przy sobie w okresie gdy otaczało mnie bardzo dużo zła i kamień chyba tym nasiąknął, w każdym razie czułem się bardzo nieprzyjemnie biorąc go w dłonie. Więc się go pozbyłem, tracąc w mojej geomantycznej chronologii jeden rok ;) Aha, ta Wielkanoc chyba nie będzie dla mnie zbyt wesoła :( No trudno.

O, o, zanim zapomnę :) Szedłem ja sobie Deptakiem i przechodziłem akurat obok jednego z kościołów gdy dosłyszałem rozmowę dwóch kobiet w średnim wieku (wykropkowałem to, czego nie dosłyszałem): (...)

Czytaj dalej...
Spacer po lesie

Nowy spis zainstalowanych u mnie pakietów. Stary "rpmqa.html" został zamieniony na przypomnienie o nieaktualności, a spis treści w dziale QuaTrin wskazuje już na nową stronę z listnigiem pakietów.

W środę była śliczna pogoda, a ja miałem akurat trochę wolnego czasu, więc wybrałem się z Grepi do lasu. Po raz pierwszy w tym roku nie zastałem tam śniegu. Grepi szalała sobie wśród zeszłorocznych, wysuszonych liści, przeganiała jakieś małe ptaki grzebiące w ziemi i ogólnie wyglądała na zadowoloną. Brak śniegu mnie zmylił i w którymś momencie pomyliłem strony strumyka który tam płynie, wybrałem złą trasę i zrobiłem kółko większe niż bym przypuszczał. A mówiąc po prostu - zgubiłem się :) No, to może zbyt wielkie słowa, w końcu jak można się "zgubić", gdy do cywilizacji ma się najwyżej kilkanaście kilometrów... Po prostu dotarłem do granicy lasu w miejscu nieco odmiennym od oczekiwanego. Zniosło mnie z kursu, ale tylko o parę kilometrów, tak że wylądowałem gdzieś na peryferiach miasta zamiast na Wzgórzach Piastowskich. Więc oszacowałem sobie trasę powrotną i przeciąłem las zgrabnym łukiem, wychodząc tym razem dokładnie w miejscu którego sobie życzyłem :) W każdym razie fajnie było. Widziałem dużo motyli, jednego trzmiela, mnóstwo małych ptaszków buszujących w zeszłorocznych liściach (pewnie szukały jakichś robaków czy innych samobieżnych źródeł protein), paru ludzi, ślady po paru dużych ogniskach na większych polankach (to taka lokalna tradycja młodzieżowo-studencka, sam kiedyś brałem udział w paru takich leśnych, całonocnych imprezach). Znalazłem też jedno odizolowane miejsce na szczycie wysokiego pagórka, sterczącego w miejscu raczej niedostępnym, niewdzięcznym we wspinaczce i ogólnie totalnie niepociągającym. Ale instynkt kazał mi na niego wleźć, chociaż musiałem przedzierać się przez jakieś krzaki i zeschłe gałęzie. A na szczycie znalazłem rozłożone parę metrów kwadratowych jakiejś szarej wykładziny (tak na oko było tam miejsca dla dwóch leżących lub trzech siedzących osób), resztki ogniska (analiza popiołu zdradziła, że paliło się poprzedniej nocy) oraz kilkanaście(!) jednakowych butelek po piwie siakimśtam. Nie sprawdzałem co to za gatunek piwa był, bo mi to i tak nie robi różnicy i "się nie znam" na piwach. Ale widać ktoś urządził tam sobie nocną popijawę przy ognisku, a wysiłek jaki trzeba było włożyć w przytarganie tam paru metrów kwadratowych wykładziny sugerował, że nie było to miejsce jednorazowego użytku. A potem jeszcze wnosić na górę opał na całą noc... Kupa roboty, ale efekt jest bardzo romantyczny. Tyle że nie można sobie pozwolić na duże ognisko, bo nie ma na nie miejsca - co może być minusem jeśli noc okazałaby się chłodniejsza. (...)

Czytaj dalej...