Nowy spis zainstalowanych u mnie pakietów. Stary "rpmqa.html" został zamieniony na przypomnienie o nieaktualności, a spis treści w dziale QuaTrin wskazuje już na nową stronę z listnigiem pakietów.
W środę była śliczna pogoda, a ja miałem akurat trochę wolnego czasu, więc wybrałem się z Grepi do lasu. Po raz pierwszy w tym roku nie zastałem tam śniegu. Grepi szalała sobie wśród zeszłorocznych, wysuszonych liści, przeganiała jakieś małe ptaki grzebiące w ziemi i ogólnie wyglądała na zadowoloną. Brak śniegu mnie zmylił i w którymś momencie pomyliłem strony strumyka który tam płynie, wybrałem złą trasę i zrobiłem kółko większe niż bym przypuszczał. A mówiąc po prostu - zgubiłem się :) No, to może zbyt wielkie słowa, w końcu jak można się "zgubić", gdy do cywilizacji ma się najwyżej kilkanaście kilometrów... Po prostu dotarłem do granicy lasu w miejscu nieco odmiennym od oczekiwanego. Zniosło mnie z kursu, ale tylko o parę kilometrów, tak że wylądowałem gdzieś na peryferiach miasta zamiast na Wzgórzach Piastowskich. Więc oszacowałem sobie trasę powrotną i przeciąłem las zgrabnym łukiem, wychodząc tym razem dokładnie w miejscu którego sobie życzyłem :) W każdym razie fajnie było. Widziałem dużo motyli, jednego trzmiela, mnóstwo małych ptaszków buszujących w zeszłorocznych liściach (pewnie szukały jakichś robaków czy innych samobieżnych źródeł protein), paru ludzi, ślady po paru dużych ogniskach na większych polankach (to taka lokalna tradycja młodzieżowo-studencka, sam kiedyś brałem udział w paru takich leśnych, całonocnych imprezach). Znalazłem też jedno odizolowane miejsce na szczycie wysokiego pagórka, sterczącego w miejscu raczej niedostępnym, niewdzięcznym we wspinaczce i ogólnie totalnie niepociągającym. Ale instynkt kazał mi na niego wleźć, chociaż musiałem przedzierać się przez jakieś krzaki i zeschłe gałęzie. A na szczycie znalazłem rozłożone parę metrów kwadratowych jakiejś szarej wykładziny (tak na oko było tam miejsca dla dwóch leżących lub trzech siedzących osób), resztki ogniska (analiza popiołu zdradziła, że paliło się poprzedniej nocy) oraz kilkanaście(!) jednakowych butelek po piwie siakimśtam. Nie sprawdzałem co to za gatunek piwa był, bo mi to i tak nie robi różnicy i "się nie znam" na piwach. Ale widać ktoś urządził tam sobie nocną popijawę przy ognisku, a wysiłek jaki trzeba było włożyć w przytarganie tam paru metrów kwadratowych wykładziny sugerował, że nie było to miejsce jednorazowego użytku. A potem jeszcze wnosić na górę opał na całą noc... Kupa roboty, ale efekt jest bardzo romantyczny. Tyle że nie można sobie pozwolić na duże ognisko, bo nie ma na nie miejsca - co może być minusem jeśli noc okazałaby się chłodniejsza.
Widziałem też ślady ekip porządkowych. Trochę świeżo wyciętych drzew... Niskie pniaki tylko zostały. Mijałem je dosyć regularnie... Na dodatek każdy był mokry. Przy którymś nie wytrzymałem i postanowiłem bliżej to obejrzeć. Myślałem, że to mokre coś błyszczące na powierzchni pni to żywica, więc dotknąłem tego palcami, oczekując uczucia ciepłej, gęstej lepkości. Gdy byłem mały odrywałem czasem kawałki żywicy która wycieka z drzew owocowych przy upałach. Można ją żuć. Ma nieciekawy smak, ale dostarcza bardzo interesujących wrażeń związanych z konsystencją. Z wierzchu jest sucha i gumiasta, ale wewnątrz jest jeszcze ciekła. Trochę jak cukierek z płynnym nadzieniem... Ale to, na co trafiły moje palce nie było żywicą. Było mokre, chłodne i się ani trochę nie lepiło. Hmm, rosa? Ale nie, to niemożliwe, świeciło ostre słońce, było bardzo ciepło, rosa by się tak długo nie utrzymała - zwłaszcza że pniak który oglądałem nie stał w cieniu. Więc uznałem, że to wilgoć pompowana przez drzewo spod ziemi. Lekko słona wilgoć. Całe mnóstwo takich ściętych pni widziałem.
Nowy snapshot Hierophanta... Usunąłem dwa większe
błędy - zerowanie atrybutów plików pomijało suidy/sgidy, przez co takie pliki
mogły się prześliznąć przez sito [mods], no i dodałem jednak załączanie do
pakietu plików ukrytych - zakładałem, że żaden pakiet nie będzie miał plików
ukrytych, ale gdy doszedłem do paczkowania ROX-Filera zmieniłem zdanie.
Komponenty ROX-Filera używają plików .DirIcon aby określić ikonkę "katalogu
aplikacji"... Więc postanowiłem zacząć uznawać ukryte pliki w $DESTDIR. Przy
okazji pewnie usunąłem jeszcze jakieś inne drobne błędy, nie pamiętam. Ale Hiero
chyba nie ma już żadnych grubszych byków.
Napisałem też parę pomocnych, "kilkuwierszowych" funkcji shellowych.
"hieroq" to prosty odpytywacz bazy, podaje mu się nazwę pakietu, a on
zwraca ciąg nazwa-wersja-podwersja (jak "rpm -q"). Opcja -i podaje dodatkowo
opis i rozmiar pakietu. A z opcją -l hieroq poda listę plików w pakiecie.
Z opcjami -P/-R wyświetla listy provides/requires. Rozszerzanie tego o dalsze
elementy jest banalnie proste, ale że na razie nie potrzebuję niczego więcej, to
i niczego więcej nie napisałem :)
"hbspack" przyjmuje jako argument nazwy katalogów z pakietami w ~/hbs/,
a następnie tworzy z nich paczki w katalogu /archiwa/HBS/ (tam przechowuję swoje
pakiety źródłowe). Ścieżki są na razie na stałe zakodowane, ale co to za problem
je w razie czego zmienić? To w końcu tylko parę linii kodu shellowego. Jeśli
poda mu się dodatkowo opcję -e, to po pomyślnym utworzeniu archiwum
w /archiwa/HBS zostanie usunięty katalog paczki z ~/hbs/. Trywialne, ale
znakomicie ułatwia przechowywanie świeżo stworzonych pakietów. Daje w sumie
funkcjonalność typu "weź mi spakuj ten katalog źródłowy i odłóż tam, gdzie
trzymam pakiety źródłowe". hbspack usuwa automatycznie podkatalog BUILD.
"hbsunpack" odwraca ten proces - podaje się mu nazwy plików do pobrania
z /archiwa/HBS/, które to pliku są rozpakowywane do ~/hbs/. Niby nic, ale po
włączeniu bardzo prostych mechanizmów dopełniania dla tych trzech poleceń w Zsh
operowanie paczkami robi się bardzo wygodne - hieroq dopełnia nazwy pakietów,
hbspack dopełnia nazwy katalogów w ~/hbs/, a hbsunpack dopełniany jest nazwami
paczek źródłowych z /archiwa/HBS. Prymitywne, ale bardzo wygodne. W bashu pewnie
też by się dało równie łatwo coś takiego włączyć. Same funkcje powinny działać
oczywiście w każdym popularnym shellu, ale warto się pokusić o włączenie im
jakiegoś automatycznego dopełniania, bo to o nie głównie chodzi.