ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Sen o jedzeniu

Miałem dzisiaj bardzo przyjemny sen. W śnie tym byłem z grupą bliżej niesprecyzowanych przyjaciół w jakimś drewnianym domku. To znaczy oni byli w domku, a ja na werandzie. Lał deszcz i wszędzie dookoła kapała woda, a ja sobie siedziałem późnowieczorową porą na jakimś wygodnym fotelu na werandzie. Pod nogami miałem jakiś podnóżek czy taboret, tak że mogłem się w fotelu nisko opuścić i przejść do pozycji prawie poziomej. Po lewej i po prawej stronie miałem jeszcze po jednym takim taboreciku, a każdy zastawiony był miskami i miseczkami z pysznym jedzeniem. Ba, aby mieć więcej jedzenia przy sobie poustawiałem nawet część miseczek na sobie - na brzuchu, nogach, piersiach itp. Po kolei brałem do rąk każdą z miseczek i wyjadałem zawartość, leżąc sobie błogo na drewnianej werandzie, podczas gdy deszcz jednostajnie szmerał po dachu a światło z okien domku rozpływało się w nieprzeniknionych ciemnościach na zewnątrz. Niesamowicie relaksujący sen, bo dokładnie tak wyobrażam sobie idealne szczęście. Do tej pory świetnie się czuję.

Wracając do jawy: ściąłem na działce jeden z tulipanów i postawiłem na biurku. Ładny jest, czerwony i pachnie bardzo tulipanowato :) Stoi w kruczoczarnym, smukłym wazoniku. Idealny byłby co prawda żółty tulipan, ale żółte sobie tak wesoło rosły w grupce, że nie miałem serca ich ścinać. Choć żółty by dużo lepiej wyglądał w tym wazoniku. Lubię tulipany. Najbardziej z wszystkich kwiatów. Naprawdę, żaden kwiat nie może się równać z tulipanem. One mają w sobie to "coś". Oszczędność formy, zdecydowane rozgraniczenia barw, geometryczna doskonałość płatków/pręcików/liści... Piękne, po prostu. Na dodatek wyglądają "solidnie", nie są to kwiaty które by się rozpadały pod dotykiem palców. Zapach też nie jest zbyt silny czy irytujący (dla kontrastu pomyśl np. o konwaliach...). Kocham tulipany. To jedna z niewielu rzeczy która mi się zawsze i niezmiennie podoba. Świat za oknem może wyglądać lepiej lub gorzej w zależności od pogody, sposób w jaki odbieram malarstwo czy muzykę jest uzależniony od mojego aktualnego nastroju, naga kobieta też raczej nudzi niż pociąga, ale tulipany zawsze są po prostu piękne. Naprawdę mam dużo lepszy humor tylko dlatego, że mogę sobie w każdej chwili popatrzeć na ten czerwony kielich sterczący na moim biurku. BTW, czy tulipan to tzw. "motyw falliczny"? ;)

W sobotę dłubałem trochę przy Hafemette, próbując przerobić ją na kompleksowy system ("kreator") dla Hierophanta. Yyy... Nic z tego. W sumie nie mam co zarzucić - wygląda to tak, że pojawia się okienko z którego można przez requester wybrać sobie jakieś ztarowane źródła (albo po prostu przeciągnąć z jakiegoś filemanagera, bo zrobiłem sobie też d'n'd myśląc o ROX-Filerze), skrypt wtedy ustala sobie nazwę i wersję pakietu, rozpakowuje gdzieś tymczasowo daną paczkę, uruchamia ./configure, prezentuje opcje do wyboru, a po wybraniu i zaakceptowaniu pokazuje ostatni dialog w którym można uzupełnić opis pakietu lub nakazać np. przeniesienie paczki źródłowej do ~/hbs/[pakiet]/FILES, albo otworzyć xterm/roksa pokazującego ~/hbs/[pakiet]/ albo katalog z tymczasowo rozpakowanymi źródłami. Po zaakceptowaniu tworzony jest plik *.plan, rozpakowane źródła są usuwane itp. Generalnie działa jak złoto, tylko że jest do niczego niepotrzebne :) No cóż, "wypadek przy pracy".

Teraz stawiam raczej na dopracowanie Hafemette tak, jak obecnie wygląda - czyli jako prostego front-endu dla ./configure. Przydałoby się tylko zapamiętywanie opcji dla każdego pakietu pomiędzy wywołaniami oraz oznaczanie w jakiś specjalny sposób nowych opcji, których ostatnio ./configure nie oferował. No i jeszcze jakiś sposób na siłowe dodanie pola tekstowego dla opcji które go standardowo nie mają (często skrypty ./configure są źle napisane i sygerują, że opcja nie przyjmuje argumentów, nawet gdy jest odwrotnie). No nic. Ale to na razie sobie odkładam, częściowo też dlatego, że dla odprężenia sobie stukam coś takiego (screenshot 58KB) - po prostu sprawy wyglądają tak: korzystam tylko z X-ów, a uruchamianie slrn-a w xtermie jest takie średnio przyjemne, no a nie istnieje żaden zadowalający mnie graficzny (mile widziane gtk+) newsreader... A tak sobie pomyślałem, że przecież wystarczy coś, co będzie działało jako front-end do slrnpulla (którego używam). Wysyłaniem i odbieraniem newsów zajmuje się slrnpull, komponowanie wiadomości "robi" tak czy siak Vim, więc potrzebny jest tylko, że nieco przekoloruję, prosty browser spoola. Teoretycznie mógłby nawet być w 100% zgodny z plikami slrn-a (.jnewsrc, scorefile itp.) tak aby można ich było wymiennie używać, ale wydaje mi się że mam tę zgodność "gdzieś". A tymczasem wracam do do tej nieprzyjemnej części życia - do "obowiązków". Brrr. Żałujcie mnie, albowiem wielkimi moje męki będą i zaprawdę na marne pójdą. Referat pisać mi przyszło :(

Pozostaw dopisek: