Kto lubi limeryki, ręka w górę :) Mówi się, że najzgrabniejsze są limeryki angielskie - język ten jest predysponowany z powodu przeciętnej długości słów... ale ja lubię również limeryki polskie.
"Anzelma, co mieszka w Dębicy, Zgwałcili trzej krzepcy górnicy. Od tego razu Na skutek urazu Nie trzyma on węgla w piwnicy." "Jasiowi, co mieszkał w Łodzi Nie mogła żona dogodzić. Złość wzięła w nim górę, Poprosił swą córę. Czyż tacie odmówić się godzi?" "Aleksandrowi z miasta Sieradza Piesek sąsiada mordką dogadzał. Więc on z wdzięczności Dawał mu kości I na spacery z nim chadzał."
"There once was a young man named Gene Who invented a screwing machine Concave and convex It could please either sex And it played with itself in between" "An Argentine gaucho named Bruno Once said, "There is one thing I do know: Women are fine And sheep are divine But my llama is Numero Uno!" "There once was a lady from Exeter So pretty that men craned their necks at her One was even so brave As to take out and wave The distinguishing mark of his sex at her"
Dla niezaznajomionych z limerykami - to, że wszystkie sześć przykładowych limeryków odnosi się seksu, dewiacji lub genitaliów to nie zasługa kryteriów jakimi kierowałem się przy wybieraniu. Taki jest po prostu ich urok. Limeryki są mocno skodyfikowaną formą poezji rozrywkowej, dotyczy to również ich tematyki. Te sześć to najzupełniej normalni przedstawiciele gatunku. Limeryk który nie mówi o gwałcie, zbrodni, niemoralnych duchownych, nekrofilii, zoofilii, zdradzie itp. nie jest klasycznym limerykiem. W sumie to nikt nie jest pewny skąd pochodzą limeryki - ich korzeni upatruje się często w Anglii (co wydaje się prawdopodobne, biorąc pod uwagę groteskę czy czarny/absurdalny humor), niektórzy mówią też o Irlandii (mniej prawdopodobne, ale biorąc pod uwagę sprośność to nawet by to pasowało...). No, są też ludzie którzy twierdzą iż limeryki są wytworem Francuzów, a "angole" jedynie je od nich przejęli. To jednak IMO mało prawdopodobne. Ja osobiście typuję Anglię.
A, sprawdziłem sobie Turricana. Jej... fajny :) Ale tak jak myślałem
- emulator przycina. Trudno.
Sprawdziłem też te lody waniliowe. Niezłe, acz nie jestem "bezgranicznie
zachwycony". Zbyt puszyste. Ale to normalne dla większości lodów - tylko że
to nie są lody które można podać np. z ubitą śmietanką i kawą mrożoną. No, po
prostu nie można. Do tego potrzebne są "ciężkie", zbite, twarde lody. Takie,
które się nie rozpłyną od razu.
Widziałem w TV tę, no, Magdę Mołek. Bo ona ma chyba Magda na imię? W każdym bądź razie - świetnego ma fryzjera. Naprawdę. Rewelacyjnie ją postrzępił. A może po prostu ona ma dobre włosy do takiego typu fryzury?
Aaaa, wczoraj oglądałem Eurowizję! :)) A więc - Blue Cafe, słaaabo. Gdyby
dziewczyna nie wpadała cały czas w ten przester, to może dałoby się jej
słuchać. A tak... ech, to jak słuchać pijaczki z trzydziestoletnim stażem.
Ja ją słyszałem w paru wywiadach - ma naprawdę miły, bardzo kobiecy i pełen
ekspresji głos. Gdy mówi. Gdyby umiała nim jeszcze śpiewać... Ja się dziwię
trochę, że ten jej "team muzyczny" się jej nigdy nie postawił i nie
powiedział "słuchaj, żarty żartami, ale weź ty zacznij po ludzku śpiewać!
Jak kobieta!". Przecież ona świadomie się oszpeca. Równie dobrze mogłaby
przykleić sobie kłęby sztucznych włosów na klatce piersiowej, dysonans byłby
kompletny. Aj, aj, aj.
A tak bardziej ogólnie - Bałkany były zwarte i gotowe. Rozdawanie punktów
sąsiadom itp. Normalka. Przedstawienie tureckie zajmujące parę minut po
głosowaniu też było bardzo fajne, momentami wyglądało bardzo irlandzko,
szkoda że dziewczyny nie były ubrane na czarno-zielono... :) Swoją drogą, to
faceci sobie potem żyły wypruwali. W końcówce dyszeli już jak po
przebiegnięciu dziesięciu kilometrów. Tylko pozazdrościć energii, do tego
naprawdę trzeba było mieć kondycję...
A co do samych występów i piosenek... Hmm... No cóż, nuda. Nuda, nuda, nuda.
Jak to w Eurowizji. Mdła papka, bez charakteru. Ukraina była IMO kiczowata.
Jedyne co mi się jako tako podobało to Szwecja(?). Tzn. mam nadzieję że nic
nie pomieszałem i faktycznie to była Szwecja... Taka kobieta z ciemnymi
długimi włosami, lekko falowane, czerwona suknia z wysokimi rozcięciami,
bardzo erotyczny ruch sceniczny ze statywem mikrofonu, bardzo ładny
angielski i całkiem ładna piosenka. Słowa i muzyka pochodziły od jednej
osoby, nie wiem czy autor znał wykonawczynię i czy pisał "pod nią", ale były
tam fragmenty w których naprawdę mogła się wykazać. Te, gdy mogła epatować
energią. To było fajne. Po pierwsze wizualnie bardzo miły występ, taki
trochę w stylu starych klubów z czasów Ameryki prohibicji. Po drugie niezła
piosenka - nic rewelacyjnego, ale jak na Eurowizję to wyjątkowo sensowna. Po
trzecie bardzo fajny angielski - bo jeśli ktoś decyduje się śpiewać po
angielsku to powinien to IMO robić porządnie. Po czwarte i najważniejsze
- głos. Głos, który spokojnie by poradził sobie bez akompaniamentu muzyki.
Dopiski:
Od: Ofelia
Data: 20060705, 20:53
wczoraj ruszyła nowa strona poświęcona Mihai'owi Traistariu (przedstawiciel Rumunii w ESC'06) Wszystkich zainteresowanych jego twórczością jak i osobą zapraszam serdecznie na: http://www.mihaitraistariu.gog.pl