ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Spacer między ludźmi

Dzisiaj miałem dobry dzień. Żadnych sennych koszmarów, obudziłem się ciepły i błogo rozleniwiony. Wczoraj wspomniałem o pani Mołek i jej włosach - a dzisiaj rano po włączeniu TV, skacząc po kanałach trafiłem na MTV Classic a tam, ku mojemu zdziwieniu, Mołek. A o czym mówiła? Ano mówiła o swoich włosach. I fryzjerach, wyłącznie płci męskiej. Ale tym razem fryzurę miała nieciekawą. Rano udało mi się ogolić i nie pozacinać przy okazji (Hurra! :), a potem było tylko coraz lepiej.

Niespodziewanie wyparowało dzisiejszego dnia pewne zmartwienie które łaziło za mną już od tygodnia i nie dawało spokoju... więc odczułem ulgę, bo pewien spory kłopot z którym musiałbym sobie w tym tygodniu poradzić rozwiązał się "sam z siebie" (Hurra! :)

Pogoda była znakomita, 20°C. Powietrze jak w upalny dzień po deszczu. Wilgotno-duszne. Nie padało, ale przez cały dzień na niebie wisiały granatowe chmury - rano działało to na mnie przygnębiająco (aura działa jak wzmacniacz dla mojego nastroju), ale potem się wszystko odwróciło i teraz czuję się bardzo komfortowo. A że się po południu bardzo ładnie przejaśniło, to około dziewiętnastej zrobiłem sobie dwugodzinny spacer. O, widziałem grób kota. Pewnie jakieś dzieci bardzo kochały swojego zwierzaka. Miejsce w którym został zakopany było wyłożone małymi kamykami, a pośrodku była zatknięta tabliczka z namalowanym farbą tekstem "Mruczek 2003". Dziwne, dosyć często "tamtędy" przechodziłem i nie zauważałem tego wcześniej, zapewne tabliczka pojawiła się niedawno.

W parku mimochodem podchwyciłem rozmowę pewnych dwóch starszych pań. Jedna opowiadała jak Elka (no, ta od Franka) się przewróciła i coś sobie zrobiła. A córka chciała pomóc jej się podnieść i też się przewróciła i złamała sobie rękę. Aż na to przyszedł mąż tej córki, znaczy się zięć Elki (tej od Franka) i podniósł żonę, ale "mamusi" podnieść już nie mógł. A Elka przecież wcale nie wygląda na jakąś specjalnie ciężką...

Lubię czasem coś podsłuchać. Ja to chyba jestem po prostu strasznie ciekawską osobą, nie mogę przejść przez żadne miejsce publiczne żeby czegoś nie wychwycić z miejskiego gwaru :)

A nieopodal na dachach garaży siedziało paru małych chłopaków. Jeden był na dole. Widząc jak nadchodzę coś tam między sobą uzgodnili i ten który był na dole nieśmiało wyszedł mi naprzeciw ze zwyczajowym "Psze pana, ...". Chciał "pożyczyć tylko pięć groszy", z akcentem na "tylko pięć". Nie miałem pięciogroszówek, więc dałem mu trochę więcej. Wyglądał na bardzo zadowolonego, jego kumple na górze też. Gdy odchodziłem usłyszałem jeszcze "to kto idzie po zapałki?". W takich chwilach pewien mój znajomy imieniem Daniel mówi zawsze "Ups!". Oddaliłem się niespiesznie, mam tylko nadzieję że chłopcy nie planowali puścić z dymem tamtych garaży. Czułbym się nieswojo wiedząc, że udzieliłem wsparcia finansowego lokalnej grupie terrorystycznej ;) Ale pewnie nie zrobili nic głupiego, wyglądali na rozsądnych sześciolatków... :)

Hmm, mam już bardzo dobry humor. Jutro może zorganizuję sobie jakieś miłe, długowłose towarzystwo i wyciągnę trochę przyjemności z bycia mężczyzną[1]. Dawno nie spędzałem porządnego wieczoru na mieście... Pewnie nawet alkohol będzie mi smakował. Aaaaj, ja głupi, zapomniałem - Bachanalia! Chryste, to znaczy że pewnie wszędzie będzie tłoczno i że wszędzie będzie pełno podpitych studentów... No nic, jakoś to będzie.

[1] - Khh... Rozmawiałem dzisiaj z Justyną, mówiła że szkoda że nie jestem Anką, bo właśnie kupiła sobie nowe spodnie i chciała się pochwalić, ale że nie jestem kobietą, to pewnie bym nie umiał się bawić w podziwianie ciuchów. Odparłem, że jako wychowany z dwoma starszymi siostrami jestem wyrobiony w tych sprawach i pod tym względem może mnie traktować jak dziewczynkę :) A ona odpowiedziała coś w stylu "No wiem, przecież już traktuję cię jak koleżankę. Nie zauważyłeś?". Nie wiem, samczy instynkt mi mówi że powinienem się czuć zagrożony/obrażony w swojej samczykowatości, tak na wszelki wypadek. Tylko że ja jestem za mało atawistyczny żeby to źle odebrać. Prawdę mówiąc podoba mi się myśl, że dziewczyna ma do mnie tyle zaufania by ignorować moją płeć. Chociaż z drugiej strony czy jako facet powinienem się cieszyć, że jestem przez jakąś kobietę traktowany nie jak mężczyzna, a jak człowiek? Przecież typowy facet powinien czuć się do głębi urażony jeśli jakaś kobieta by miała czelność zignorować jego męskość... A dla mnie to nie jest problemem... Oj, konfuzja w mojej głowie... Pojęcie seksualności mam chyba już mocno rozchwiane, bo nawet o samym sobie myślę, że najpierw jestem człowiekiem, a dopiero potem mężczyzną. Podczas gdy zapewne powinno być odwrotnie? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem...

Pozostaw dopisek: