No i kolejny miesiąc mi minął. Chaotyczny, niespokojny
i bardzo, bardzo pusty. Ech. Nic nie czuję. Absolutnie nic. Żadnej większej
radości czy smutku, nadziei lub żalu, gniewu czy miłości. Nawet zmęczenie na
stałe wgryzło się mi w skórę i jest tak samo uciążliwe jak stary tatuaż. Nie
wiem co o tym myśleć. Nie powinienem chyba popadać w taką apatię, ale to
wszystko się jakoś "samo" dzieje. Wymknęło się spod kontroli.
Zainstalowałem sobie Operę 7.51. Łał. Naprawdę, naprawdę fajna. Teraz
praktycznie nie mam się już do czego przyczepić. Domyślna skórka jest
wreszcie bardzo estetyczna, konfigurowalność pasków z narzędziami jest
doskonała, prędkość i wygoda używania znakomite. Wbudowany konfigurator
klawiatury i myszy bardzo mi się podoba - owszem, z początku można się w nim
zagubić i ma jeszcze wiele braków, ale szybko ustawiłem by np. nowe zakładki
otwierał po ctrl-t, a ctrl-m powodowało "maksymalizowanie" aktywnej ramki...
Świetny produkt, brakuje mi tylko mozillowego "type ahead find" i możliwości
zablokowania migotania tekstu. Szkoda, że to nie freeware.
Moment, moment... Ej, przecież to ma "type ahead find"! Klawisze
kropki/przecinka... Super :) (...)
Czytaj dalej...
Zmiana adresu? Niedawno przez jakiś czas niedostępny był serwer
lubuska.zapto.org. To znaczy serwer tak na prawdę działał, tylko alias
zniknął. Bo lubuska.zapto.org to alias. Tak naprawdę maszyna to
(www.)dobremiasto.net. Ale to wydarzenie kazało mi zastanowić się nad istotą
aliasów. Wychodzi na to, że alias ten istnieje teraz tylko ze względu na
mnie i moje przyzwyczajenia :( No i sobie pomyślałem, że może czas zerwać ze
starym przyzwyczajeniem. Dlatego zastanawiam się nad planowym tym razem
wyłączeniem aliasowania za miesiąc czy dwa. Jakby co, to Repo jest
ciągle dostępne przez http://dobremiasto.net/~hoppke/, a mój email to
nadal "hoppke", tyle że na dobremiasto.net zamiast lubuska.zapto.org.
W końcu to jedno i to samo konto.
Towarzysz Brodzky zauważył, że Hierophant wywala się przy usuwaniu większych
pakietów (z długą listą plików). Mianowicie zawodzi wywołanie "rm"
z komunikatem "argument list too long" czy jakoś tak. Przerobiłem to tak,
by teraz hbshelper zajmował się sam usuwaniem plików. Nie powinno to mieć
wpływu na wydajność, a uniezależnia hbsremove od tych fanaberii poleceń "rm"
i "rmdir". Nowa wersja gotowa do pobrania.
Oprócz tego doszło automatyczne uruchamianie ldconfig w $HBS_DESTDIR$LIBDIR
(aby utworzyć brakujące czasem symlinki przy bibliotekach), zniknęła również
zmienna $DOCDIR (teraz jest po prostu przyjmowane $DATADIR/doc).
Mam dobry humor. Po raz pierwszy od dawna. Więc warto to odnotować. Jupi :)
Z uwagi na morale Czytelników nie opiszę nowych technik poszerzania
świadomości jakie ostatnio wypróbowuję wieczorami, nie opowiem też
o zdumiewających rzeczach jakich się przy tym nauczyłem, nie zrelacjonuję
też jak to w wieku wczesnoszkolnym przekonałem się czym jest kłamstwo, jak
go używać oraz w jaki sposób słowa pozwalają panować nad ludźmi i światem
:))
PS. Strasznie wietrznie w Zielonej Górze. Przez okno widzę w oddali sznur do
którego przyczepione jest czyjeś schnące pranie. Myślę, że te wszystkie
koszule, chusteczki i halki nie jeszcze nie odleciały tylko ze zwykłej
przyzwoitości. Przy tak silnym wietrze i tak nikt by im tego nie wziął za
złe.
Już prawie ósma wieczorem. Właśnie patrzyłem na niebo,
z chmurkami i w ogóle wszystkimi tymi detalami. Aj, wydaje mi się jakbym
ostatni raz patrzył na chmury całe lata temu. Jakbym był bardzo daleko od
całego świata i wszystkich ludzi, znajomych, przyjaciół - to uczucie
sprawia, że czuję się bardzo głupio, bo akurat teraz jest dookoła mnie sporo
ludzi. Czuję się tak, jakbym miał być w tej chwili akurat gdzieś indziej,
jakby coś mnie stamtąd wyrwało, rzuciło tutaj, a ja nie mogę sobie już
przypomnieć skąd w ogóle się tu wziąłem. Trudno to wytłumaczyć. W mojej
prywatnej nomenklaturze można to ująć tak: jestem na drugim krańcu skali
pijaństwa. Bo pamiętam, że gdy parę razy w ciągu życia byłem naprawdę,
naprawdę pijany, to czułem niesamowitą wręcz przynależność do otaczającego
mnie świata. O różnych rzeczach mogłem w takich chwilach myśleć, ale ani
przez moment nie przyszłoby mi do głowy by zastanawiać się czy jestem na
właściwym miejscu, ani czy to wszystko dookoła jest realne. Wszystko po
prostu "istniało" tu i teraz, bez żadnego stopniowania. A teraz jest właśnie
odwrotnie, wszystko się rozmywa, a niesamowicie ostre zaczyna się robić to,
co mam w środku. Taka ultra-trzeźwość. To nie jest miłe.
Próbowałem zająć na chwilę czymś moją głowę, więc włączyłem TV. Akurat
trafiłem na TVN i "Fakty". Wiem, że jestem przemęczony. Wiem, że jestem
okropnie, okropnie rozdrażniony teraz. Wiem, że w tej chwili czekam aż
tabletka na ból brzucha zacznie w końcu działać. Więc nie jestem specjalnie
tolerancyjny na cokolwiek w tej akurat chwili, ale... ja nie wiem, sam oceń:
słucham sobie tych "Faktów", a tam mówią o polskich żołnierzach w Iraku,
którzy wjechali swoim samochodem na minę. I to nie byle jaką minę, bowiem
była to, uwaga uwaga, "mina-pułapka". A niech to jasny gwint... Naprawdę?
Prawdziwa mina-pułapka, położona aby zaskoczyć wroga? Sheesh. A ja już
liczyłem, że może wjechali na jakąś niegroźną minę, wcale nie pułapkową. No
wiesz, jedną z tych min które się oznacza takimi wysokimi chorągiewkami, jak
przy dołkach na polach golfowych, żeby nikt przypadkiem nie wpadł na
takie niepułapkowe miny. Dziennikarzy piętnuję. (...)
Czytaj dalej...
Dlaczego zawsze jest tak, że gdy muszę pilnie coś zrobić
grzęznę w drobnych, niepotrzebnych czynnościach? Wysprzątałem pokój,
poukładałem ubrania w szafach, podlałem kwiatki... czy raczej kwiatka, bo
mam tylko jedną zombie-roślinkę, która generalnie powinna już dawno
wyschnąć, ale chyba się zakonserwowała i wygląda jak żywa. Nawet czasem się
jej nowe liście pojawiają. W momencie gdy włączyłem komputer uznałem, że
powinienem może narysować sobie nowe dekoracje okien, a może nawet dorzucić
nowe akcenty kolorystyczne (czerwień łamaną czernią). Potem pomyślałem, że
powinienem przejrzeć Habaka, napisać angielską dokumentację i wystawić go na
Freshmeat, a potem pomyślałem że mam tyle zaległych emaili na które muszę
w końcu napisać odpowiedzi... Ewidentnie szukam wymówek by nie brać się za
właściwą robotę. Cały ja.
A, wrzuciłem nowy screenshot. Kronikarski
obowiązek. BTW, oglądałem KDE niedawno. Bardzo fajne i używalne, ale nie dla
mnie. Potrzebuję twardszych narzędzi, z większą siłą przebicia. Jestem
przyzwyczajony do obracania w dłoniach małych młotków, dłut i stalowych
śrubek, podczas gdy KDE dało mi komplet farbek, gumowe stempelki i salaterkę
z budyniem. Nie, to stanowczo nie dla mnie. Nie wiem, może jestem za tępy
i zgubiłem się w Centrum Sterowania KDE, ale nie mogłem nigdzie znaleźć
sposobu by włączyć sobie zwijanie (shade) okien przez kręcenie kółkiem
myszki na pasku tytułowym okien, nie mogłem też dojść jak ustawić sobie
skróty klawiaturowe używające lewego WinKey jako modyfikatora, bo wiecznie
wcinał mi się Panel z wyskakującym menu (a nigdzie w skrótach nie znalazłem
możliwości wyłączenia tego). Generalnie z całego KDE moje szczere uznanie
zdobył tylko Konqueror, bardzo sympatyczny filemanager, choć dobrze by mu
zrobiło przeportowanie jeszcze paru cech z rox-filera, np. przeciągania
plików na ikonki paska narzędziowego (np. przeciąganie plików na strzałkę
"Up" jest szalenie wygodne) oraz przerobienie VFS, bo to nienormalne by
wyciąganie plików z niedużego archiwum tar.bz2 trwało siedem razy dłużej niż
robienie tego tarem. Nawet Midnight Commander robi to szybciej. Szkoda też,
że Konqueror jest tak słaby jako WWW Browser. Mozilla i Opera odstawiają go
o parę długości choćby w tak podstawowych sprawach jak zgodność ze
standardami. Ale do przeglądania helpów czy googlowania nadaje się bardzo
dobrze. Do poważnego przeglądania sieci lepiej jednak mieć jakąś
porządniejszą przeglądarkę. A, zostawiłem sobie też na razie KDE-owy edytor
scen povraya, bo ogólnie też zrobił na mnie niezłe wrażenie. Podobny bardzo
do moray-a.
Jest sobie taki serwis HOTorNOT, pełniący równocześnie rolę
serwisu randkowego i targowiska próżności. Całkiem fajnie zrealizowany swoją
drogą. Tym co ja prywatnie uważam za interesujące jest ocenianie przez ludzi
nawzajem swojej atrakcyjności na podstawie zdjęć. Działa to tak, że ktoś
wysyła swoją fotkę i ląduje ona w katalogu. Potem inni przeglądają ten
katalog i przy każdym zdjęciu mogą postawić swoją subiektywną ocenę, w skali
punktowej od 1 do 10. Wszyscy widzą ile głosów już jakaś fotka dostała, jaki
jest uśredniony wynik itp. Bardzo fajne, gdy będę miał jakąś swoją wyraźną
fotkę to też podeślę.
Ale nie o to mi chodzi. Ciekawe jest tak naprawdę konfrontowanie własnych
ocen z tymi, jakie wystawili inni (ogólną ocenę jakiegoś zdjęcia widzi się
dopiero po wystawieniu swojej noty, więc nie ma mowy o sugerowaniu się
opiniami poprzednich internautów). Można przez to porównać swój własny gust
z "ogólnym gustem" internautów (co może nie jest dobrym pomysłem, bo wiadomo
że 80% internautów to trzynastoletni zboczeńcy ;). Można też próbować
wyłapać cechy zdjęcia jakie podwyższają noty zdjęć (po prostu można zabawić
się w wyłapywanie cech które babki lubią u facetów i vice versa). A ponieważ
jest też podział na podstawowe kategorie wiekowe, to i można uwzględnić
zmienianie się gustu wraz z wiekiem. Kupa zabawy, przynajmniej dla mnie. No,
to już wiadomo jak się "bawię" ;)
Parę spostrzeżeń nasunęło mi się bardzo szybko i większość nie uległa
falsyfikacji. Np. to, że zdjęcia mężczyzn były zwykle dużo krytyczniej
punktowane niż zdjęcia kobiet. Biorąc pod uwagę że pewnie 90% publiczności
jest heteroseksualna oznacza to, że kobiety są bardziej wymagające przy
decydowaniu czy płeć przeciwna jest przystojna. Faceci w porównaniu
z kobietami zdają się być całkiem szczęśliwi już przy średnio atrakcyjnych
babkach. Fascynujące. (...)
Czytaj dalej...
To trochę jak mieszkać przy katedrze elementalistów. Nigdy
nie wiadomo jaka pogoda człowieka spotka. Ostatnio popularne są wichury.
Z gatunku tych, które nawet chłopa ważącego 75 kilo (i dysponującego
znaczącym tarciem statycznym) potrafią przesunąć z jednej strony chodnika na
drugą. Np. dzisiaj obudził mnie właśnie wiatr, rozcinający sobie w locie
brzuch o ostrą krawędź parapetu. Rozcinany wiatr bardzo hałasuje. A mnie
zwykle nie jest łatwo obudzić.
Ale to nawet dobrze, że nie dał mi się do końca wyspać, bo miałem jakieś
niezbyt przyjemne sny. Pełne nagich ludzi ganiających dookoła z ostrymi
przedmiotami itp.
A, wybory były, co nie? Ja nie głosowałem. Pan Kwaśniewski nazwał mnie (no,
nie bezpośrednio, ale zawsze) "niedojrzałym politycznie". Ale to nie tak,
IMO w wyborach chodzi o to by sobie wybrać coś dobrego. To całkiem jak
z zakupami w markecie - gdy kupuję np. mandarynki to zawsze pooglądam
wszystkie dostępne, sprawdzę czy nie są niedojrzałe/przejrzałe itp.
i ewentualnie dopiero potem decyduję się na te, które nadają się do
zjedzenia. Ale jeśli akurat wszystkie są już nadgniłe, to nie kupuję ich
w ogóle. W końcu nie będę kupował czegoś, czego nie chcę zjeść. A tak
właśnie było w obecnych wyborach. Nie znalazłem ani jednej jadalnej
mandarynki.
Freshmeat ogłosił wydanie Firefoksa 0.9. Wersja instalacyjna dla Windows ma
mieć podobno tylko 4.7MB. Tym samym Firefox zbliża się do rozsądnej wielkości,
doganiając Operę. Interesujące jak niektóre projekty szukają złotego środka
pomiędzy tworzeniem kombajnów "do wszystkiego" i aplikacji
specjalizowanych. (...)
Czytaj dalej...
Burza mnie zaskoczyła. Właśnie wracałem z miasta do domu
gdy zaczęło grzmieć, a krótko potem lunęło. Okropnie dużo wody. Mając na
względzie nowe buty zacząłem szybko szukać jakiegoś schronienia i znalazłem
malutki tunelik przebity przez taki wysoki na kilka metrów wał ziemny po
którego szczycie biegnie jezdnia. Niedaleko Mrowiska i tych starych pomników
Matki Polki z Mężem i Dzieckiem (tych samych pomników między którymi
młodzież zawsze pije wino wieczorami :). No i jakoś zdążyłem, zamoczyłem
w sumie tylko czubki butów. Za to całą resztę miałem całkowicie przemoczoną.
Włosy mi się od razu zlepiły w igiełki, zrobiły całkiem czarne i stanęły na
sztorc. T-shirt zrobił się ciężki, zimny i postanowił jak najdokładniej do
mnie przylepić. Strasznie zmarzłem czekając w tym tunelu aż deszcz zelży,
cały mokry na lodowatym wietrze. Mam nadzieję, że nie złapię żadnego
przeziębienia. A potem, gdy już przestało padać na tyle bym mógł zaryzykować
przedzieranie się do domu, nadziałem się jeszcze na grupkę jakichś małolat
które gwizdały na mój widok. To było upokarzające.
A teraz sobie schnę i próbuję odrobić stracone ciepło. Zjadłem kawałek
murzynka zagryzając go dżemem truskawkowym. Od razu mi cieplej :)
Generowanie statystyk Repo chyba będzie już działać poprawnie, taką mam
nadzieję przynajmniej. BTW, obejrzałem sobie "search strings" przez jakie
ludzie trafiają na Repo, tzn. są to zapytania jakie wrzucili na jakąś
wyszukiwarkę i wśród wyników wyskoczyło również Repo, a oni kliknęli na link
i... wiadomo. Moje ulubione w tym miesiącu to "blue cafe midi" :) Niezłe
jest też "zdjęcie legitymacyjne" - ktoś się chyba bardzo rozczarował. A już
zupełnie nie mam pojęcia jak gdziekolwiek mógł wyskoczyć odnośnik do Repo po
wpisaniu "śmiechowe fotki".
Występują przejściowe (mam nadzieję) problemy z generowaniem statystyk
Repo/grup dyskusyjnych, więc statystyki mogą mieć znaczne opóźnienia.
A statystyki Repo są fałszowane. Ale coś z tym spróbuję niedługo zrobić.
A na razie wrzucam solidną porcję nowych pakietów HBS. Za pomocą HBS przebudowałem
już 89% systemu, jak pokazuje spis zainstalowanych u mnie pakietów.
Miałem przejściowe problemy z dostępem do swojego konta
email, nie mogłem też aktualizować Repo. Choć z punktu widzenia "szerokiego
świata" wszystko świetnie działało. Na dodatek akurat zrobiłem w moim
newsreaderze tryb wysyłania wiadomości gdy znowu padł serwer news.gazeta.pl
(ech, chyba trzeba mi się jednak przerzucić na serwer onetu, on podobno nie
jest tak niestabilny).
Ale jak wspomniałem mój newsreader posiadł jakże potrzebną zdolność
wysyłania artykułów. Zabrałem go wczoraj (a może już przedwczoraj?) na jazdę
próbną po Apcoln. Najbardziej bałem się o kodowanie - to taka dosyć śliska
sprawa, ale chyba działa poprawnie. Oczywiście nie ustrzegłem się błędów,
np. źle generowałem References: (doklejałem nowe msgid na początek łańcucha,
podczas gdy należy doklejać na koniec), ale to już poprawiłem. Poza tym
jestem zadowolony, bo udało mi się chyba w końcu znaleźć sobie sposób
pokazywania drzewka artykułów tak, by było to dla mnie czytelne, wygodne,
nie zajmowało zbyt wiele przestrzeni ekranowej i równocześnie dawało się
łatwo kontrolować z poziomu PyGTK. Ogólnie jestem zadowolony, mam już
całkiem funkcjonalną bazę. Przygotowałem nawet mały (92KB) screenshot z opisami :) (...)
Czytaj dalej...
Miałem dzisiaj pewne ważne spotkanie zaplanowane na
przedpołudnie. Więc się przyszykowałem, ubrałem itp., ale przed wyjściem
z domu popatrzyłem w lustro jeszcze ostatni raz i pomyślałem "a może
byś się jeszcze ogolił?". Co też zacząłem robić i, jak chce ironia losu,
pozacinałem się przykładowo. Wyglądałem jak jednosobowe performance pod
tytułem "świniobicie", a przynajmniej kolorki miałem utrafione idealnie. No
i musiałem kwadrans odczekać żeby nie mieć kropek krwi na twarzy po wyjściu.
Przez co prawie się spóźniłem i cały czas nerwowo zastanawiałem czy nie
wyglądam jak niedoszła ofiara wampiszcza.
Wczoraj po powrocie z działki znowu mnie wywiało z domu i szwendałem się bez
wyraźniej sprecyzowanego celu po mieście w nieco szemranym i ad hoc
przyszytym towarzystwie złożonym z malarki, skrzypaczki, jakiegoś fotografa
i paru gości o których wolałem nic nie wiedzieć. Ale było całkiem fajnie.
A na spóźnioną kolację zjadłem sobie trochę truskawek ze śmietaną i cukrem,
dorzucając do tego conieco ryżu ugotowanego na mleku (ryż był w chwili
jedzenia co prawda już wczorajszy i zbił się w twardą bryłę, ale dał
się zjeść - problem był tylko z pocięciem go na kawałki mieszczące się
w salaterce)
Dzisiaj po raz pierwszy od paru tygodni siadłem znowu do mojego
małego-acz-własnego czytnika newsów. Wywaliłem pasek który wcześniej
pokazywał From:, Date: i Subject:, a zamiast tego dołożyłem pokazywanie
nagłówków bezpośrednio nad artykułem, oczywiście te banalne nie są
pokazywane. Czyli podobnie jak to robi slrn. Przesunąłem też widok drzewka
wiadomości na prawą stronę okna, ale to mi się jakoś średnio teraz widzi
(300-kilobajtowy screenshot).
Teraz chyba pozostaje mi dorobić mu jakiś tryb odpowiadania i będę mógł
z tym wrócić na usenet. A potem się dorobi resztę. Nie bardzo wiem jak mi
wyjdzie obsługa kodowania wychodzącego artykułu, nie wiem też jeszcze jak
generować msgid-y (pewnie jakimś md5?). Jeśli będę miał ochotę to to
zrobię, a jeśli nie to znowu kod poleży parę tygodni.
PS. Dzisiaj zauważyłem też, że jest już gkrellm-2.2.1. Fajny, bo wreszcie
dobrze współpracuje z UTF-8, nie ma też kłopotów z fontami na najnowszych
gtk+. Cała obsługa fontów pochodząca jeszcze z ery gdk-pixbuf (gtk+-1.2)
została przepisana tak, by używać Pango. W rezultacie wszystko znowu działa
poprawnie, a na dodatek fonty są antyaliasowane.
Hurra, jutro mam cały dzień wolny i tylko dla siebie :)
Rany, jak fajnie.
Jakiś czas temu przepuściłem materiał Repo przez maszynkę zliczającą słowa.
Teraz sobie przypomniałem, że wyniki leżą cały czas na dysku... Najczęściej
używane jest słowo "to" - 2732 wystąpienia. Po zliczeniu razem z formami
pochodnymi ("tego", "tej" itp.) jest tego prawie 4000. Drugie miejsce
zajmuje "nie" - blisko 2500 wystąpień. Co ciekawe, przeciwstawne słówko
"tak" wystąpiło tylko 655 razy. Jak widać dużo częściej mówię "nie" niż
"tak" :)
"Top 20" wygląda tak:
|
1-5
|
6-10
|
11-15
|
16-20
|
2732 to
2414 nie
2332 się
1933 na
1380 do
|
1275 jest
1143 ale
1028 że
823 po
655 tak
|
640 jak
562 można
526 co
509 też
492 sobie
|
470 od
469 już
460 bo
449 tylko
439 mi
|
A, wczoraj próbowałem zbudować pakiety vim, mplayer oraz elinks przez "hbs
-bb mplayer vim elinks" czy jakoś tak. I zauważyłem jakiś poważny błąd
- przy drugim pakiecie HBS próbował użyć opcji ./configure z pakietu
poprzedniego. Gdzieś się mu mieszają "środowiska" przy łańcuchowym budowaniu
pakietów. Nic dziwnego, w sumie nigdy tego nie testowałem. Muszę pamiętać by
to poprawić kiedyś. Oprócz tego jest jeden znany błąd w funkcji
--compare-versions (pewnie trywialny, ale jakoś nie mam chęci teraz grzebać
w kodzi). No i zamiast realpath() powinienem chyba używać czegoś innego, bo
realpath() robi od razu "symlink resolving" co skutecznie uniemożliwia
używanie tej funkcji na samych symlinkach. Co jeszcze... no, muszę poprawić
hbshelpera na tyle, by znowu nadawał się do wyławiania obiektów z plików
PROVIDES/REQUIRES, dodać wsparcie dla tych funkcji do hieroq, powinienem też
przejrzeć hbs i zrozumieć dlaczego nie są wyświetlane nazwy źródeł jeśli są
one sztywno wpisane w [files] (tzn. rozumiem "dlaczego", ale powinienem
zmienić ten aspekt działania HBS). A hbsremove przy wykryciu zrywania
zależności powinien wyświetlać, oprócz nazwy samej zależności, również nazwy
pakietów które tej zależności potrzebują (czyli nie "libgtk.so jest
potrzebne", a "pakiet gkrellm wymaga libgtk.so"). Do tego dochodzi jeszcze
upierdliwe portowanie /etc/hbs/prep bezpośrednio do skryptu hbs. I pewnie
inne rzeczy które trzeba zrobić. Jednym słowem sporo rzeczy do zrobienia,
a jak przypuszczam "w trakcie" pojawi się jeszcze trzy razy tyle innych
"drobnostek" do zrobienia. No nic, może teraz będę miał parę dni wolnego, to
i siądę od czasu do czasu do edytora i pogrzebię w kodzie. (...)
Czytaj dalej...