ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
O wyborach i usenecie

To trochę jak mieszkać przy katedrze elementalistów. Nigdy nie wiadomo jaka pogoda człowieka spotka. Ostatnio popularne są wichury. Z gatunku tych, które nawet chłopa ważącego 75 kilo (i dysponującego znaczącym tarciem statycznym) potrafią przesunąć z jednej strony chodnika na drugą. Np. dzisiaj obudził mnie właśnie wiatr, rozcinający sobie w locie brzuch o ostrą krawędź parapetu. Rozcinany wiatr bardzo hałasuje. A mnie zwykle nie jest łatwo obudzić.

Ale to nawet dobrze, że nie dał mi się do końca wyspać, bo miałem jakieś niezbyt przyjemne sny. Pełne nagich ludzi ganiających dookoła z ostrymi przedmiotami itp.

A, wybory były, co nie? Ja nie głosowałem. Pan Kwaśniewski nazwał mnie (no, nie bezpośrednio, ale zawsze) "niedojrzałym politycznie". Ale to nie tak, IMO w wyborach chodzi o to by sobie wybrać coś dobrego. To całkiem jak z zakupami w markecie - gdy kupuję np. mandarynki to zawsze pooglądam wszystkie dostępne, sprawdzę czy nie są niedojrzałe/przejrzałe itp. i ewentualnie dopiero potem decyduję się na te, które nadają się do zjedzenia. Ale jeśli akurat wszystkie są już nadgniłe, to nie kupuję ich w ogóle. W końcu nie będę kupował czegoś, czego nie chcę zjeść. A tak właśnie było w obecnych wyborach. Nie znalazłem ani jednej jadalnej mandarynki.

Freshmeat ogłosił wydanie Firefoksa 0.9. Wersja instalacyjna dla Windows ma mieć podobno tylko 4.7MB. Tym samym Firefox zbliża się do rozsądnej wielkości, doganiając Operę. Interesujące jak niektóre projekty szukają złotego środka pomiędzy tworzeniem kombajnów "do wszystkiego" i aplikacji specjalizowanych.

A na apcoln było ostatnio trochę rozmów o jedzeniu. Okazało się, że niektórzy ze stałych apcolnowiczów eksperymentowali z niejedzeniem mięsa - ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Było też trochę rozmów o pierogach, o tym kto nie lubi czosnku itp. Da.killa przedstawił przepis na kaszankę curry, polecił również podsmażane na maśle połówki bananów, które posypuje się cynamonem, owija w naleśniki i polewa sosem czekoladowym (właśnie, o naleśnikach też się mówiło), oraz odmówił mi wypożyczenia swojej żony na jakiś czas (no co, pomyślałem że zapytać nie zaszkodzi, a nuż się zgodzi?).
Konwersowaliśmy też conieco o moralnych aspektach zdradzania żony na imprezach towarzyskich, o położeniu instynktu rozmnażania w hierarchii ludzkich trybików oraz o genetycznej spuściźnie męskiej części populacji. Okazało się również, że ludzkie mechanizmy biologiczne pochodzą z Egiptu. Była też wzmianka o pewnym filozofie który wierzył w "świat najlepszy z możliwych". Zadziwiające, ale nie było tym razem rozmów o literaturze. W każdym razie apcoln po raz kolejny udowodnił, że ma gęstą otoczkę kulturalną. Dlatego lubię tę grupę.
Niestety, w tzw. "międzyczasie" co i rusz ktoś przychodził i pytał o jakieś rzeczy związane z komputerami. No ale tak to jest na publicznym forum. O, ale za to ja (oraz kilka innych osób) zostałem zganiony i otrzymałem sugestię bym opuścił grupę i przeszedł z "takimi" rozmowami na priva. Nie muszę chyba tłumaczyć, że sugestia wyszła od jakiegoś względnie nowego czytelnika apcoln który po prostu mylnie rozcyfrował te literki w nazwie grupy i nie znał lokalnego ususu (ususa?).
Jarek Zgoda przyznał się do posiadania całkiem nowiutkiej córki Zofii, po czym Dormitor sobie przypomniał że też musi lecieć do szpitala (po czym słuch o nim zaginął). Następnie wyciągnięto wyniki badań, z których wynikało że informatykom zwykle rodzą się właśnie dziewczynki, oraz że pewien gatunek jakiegoś zwierzątka wodnego (wydry?) może zmieniać płeć płodu w zależności od warunków i samiczki rodzą się gdy samica oczekuje nadejścia ciężkich czasów (samiczki łatwiej wyżywić bo mają mniejszą masę ciała). Stąd łatwo już było dojść do wniosku, że nadchodzą nam teraz ciężkie czasy bo Jarkowi urodziła się córka. Ciekawe co z Dormitorem? W każdym razie to rodzenie dzieci zaczyna mnie trochę drażnić. Oni rodzą w najlepsze, a ja nawet nie znalazłem jeszcze odpowiedniej partnerki do godów, co tu dopiero mówić o potomstwie (swoją drogą w swoim czasie daj Boże żeby to była dziewczynka/dziewczynki, dziedziczące geny po mamusi. Nie miałbym serca przekazać swoich genów żadnemu chłopczykowi. Żal dzieciaka by mi było). Nieee, tak naprawdę to mi się jeszcze nie spieszy :) Dzieciak może poczekać, za to nie powiem, czasem chciałbym mieć znowu jakąś stałą partnerkę, kogoś do kogo mógłbym się przyzwyczaić, nabierać zaufania itp. Tylko tak trudno jest znaleźć mi kogoś o charakterze zbliżonym do mojego.
Aha, było też trochę rozmów o piłce nożnej. A że na piłce znam się równie dobrze jak na motoryzacji, to nie brałem udziału w tych wątkach.
Tomek Rydzyński adoptował sobie urojonego borsuka imieniem Termian (a przynajmniej taka jest przejściowa nazwa kodowa tego borsuka). Wahał się pomiędzy wielbłądem a borsukiem, ale ostatecznie borsuk zwyciężył z oczywistych względów (gabaryty: może być używany w roli dodatku do ubrania, szala, czapki lub ostatecznie dużej klamry do peleryny, no i poza tym borsukowi nie trzeba wysypywać sztucznej pustyni by czuł się dobrze).
Ot, apcoln. Miejsce gdzie krzyżują się najlepsze włókna usenetu :)

Pozostaw dopisek: