ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2004/07, 12 wpisów
Zezwierzęcenie

No i wróciłem. Widziałem wiele rzeczy o których wolałbym nie mówić, takie jak np. krwiożercze bociany które z żab przerzuciły się na większą zdobycz i teraz polują na zające... brrr. Dlatego pominę szczegóły.

Podłączyłem sobie do Psi "rss feed". Dzięki temu dostaję w komunikatorze powiadomienia gdy tylko na linuxnews.pl lub 7thGuard coś się zmienia. Bardzo wygodne. Konto jabbera mam na histeria.pl, a tam RSS coś nie działa, więc tę konkretną usługę ciągnę z chrome.pl. Fajne jest to mieszanie usług z różnych serwerów - jeśli mój serwer czegoś nie oferuje, to mogę "pożyczyć" sobie stosowną funkcjonalność z innego serwera... (...)

Czytaj dalej...
Lubię sieć

Problemy z siecią zdaje się zażegnane. Podbiłem siłę swojej anteny do 20 dBm, zredukowałem jej tempo nadawania do 1Mb/s. Działa o niebo lepiej, na tyle dobrze że nie mogę się przyczepić. Zastanawiam się jeszcze, czy przypadkiem ta plątanina kabli przy szafce z komputerem nie szkodzi transferowi, w wolnej chwili spróbuję je jakoś rozplątać i kabel anteny jakoś "odsunąć" od pozostałych.

Spędziłem trochę czasu łażąc po sieci. Ech, ja chyba jakiś nienormalny jestem - zamiast ściągać coś z "osiołka" czy innego p2p ja czytam sobie artykuły na serwisach różnych gazet, oglądam internetowe galerie fotograficzne itp.

Jeśli ktoś nie widział jeszcze "kenijskiej reklamówki", niech zajrzy pod ten adres. Wymagana przeglądarka z obsługą flasha. Fajna jest też ta animacja, ze względu na muzykę. Przy oglądaniu od razu pomyślałem o "Star Guitar" Chemical Brothers (a swoją drogą Star Guitar jest perełką jeśli idzie o zgranie obrazu z dźwiękiem, IMO przynajmniej - a poza tym sama ścieżka dźwiękowa też jest niczego sobie).

Powoli przyzwyczajam się do stałego łącza. Fetchmail podpięty pod gkrellma regularnie sprawdza mi pocztę i ew. informuje mnie jinglami o nowych listach. Wwwoffle ma modus operandi ustawiony na "online" (ale z samego wwwoffle nie rezygnuję, bo mimo wszystko takie buforowanie znakomicie przyspiesza przeglądanie stron www). Z noffle zrezygnowałem i niedługo pewnie odinstaluję - slrn podpięty "na żywca" do news.gazeta.pl sprawdza się jak na razie znakomicie. A, właśnie - wróciłem do slrn-a. Jednak przyzwyczajenie zrobiło swoje. Zostawiłem też IceWM na korzyść Sawfisha (znowu, przyzwyczajenie...), w którym trochę eksperymentuję z robieniem własnych "themes" lub portowaniem innych (poprzez "reverse engineering" screenshotów z różnych systemów, vide ilustracja jednego ze stadiów takiej rozrywki).

Sporo osób wykorzystało już okazję, by podczepić mnie sobie do swojej listy kontaktów jabberze czy gg. Ja oczywiście wyciągam z tego swoje korzyści :) Jedną z największych zalet IM są rozmowy jakie prowadzę po północy. Bardzo chętnie opublikowałbym niektóre z transkrypcji na Repo, ale wiadomo - sprawy prywatne, rozmówcy sobie mogą nie życzyć, intymne tematy też stoją na przeszkodzie, albo po prostu rozmowy są zbyt hermetyczne by ktoś z zewnątrz je zrozumiał. Ale dostarcza mi to na pewno sporo rozrywki wieczorami. Dla przypomnienia, jestem uchwytny trójsystemowo - jako jabberowiec "hoppke" na histeria.pl, mam też jakiś numerek GG, moment, "9503037"... no i ostatnio wygrzebałem nawet swój stary ICQ UIN - "14648403".

A, od dzisiaj robię sobie urlop. Na jakiś tydzień. Nie będę osiągalny konwencjalnymi metodami.

Narzekanie na upał (i providera sieci)

Chryste, jak gorąco. Nie mam nic przeciwko słońcu, ale upały to nie dla mnie zabawa. Siedemnaście - dwadzieścia stopni spokojnie by wystarczyło.

Na dodatek sieć mi wariuje. Transfer jest OK, tylko samo nawiązywanie połączeń szaleje i się przeciąga. Czyli mam świetne warunki do np. ściągania wielkich plików z jakichś P2P, ale fatalne warunki do przeglądania WWW. A ja nie używam P2P, więc jestem niezadowolony. Posłałem maila do administratora.

Nie, w tym kraju jest stanowczo za ciepło.

Problem z Operą rozwiązany, nowe pakiety HBS, wizyta w świecie snów

Wrzuciłem kilkadziesiąt nowych pakietów HBS. To głównie aktualizacje softu który już miałem zainstalowany, ale dodałem też parę zupełnie nowych - tetex, xfce, waimea, trochę KDE... Większej części tych pakietów nie mam już wcale zainstalowanych, ale że kadłubki są zrobione, to...

A, używam teraz Opery i jestem ogólnie zadowolony. Problemy ze zżeraniem gigantycznych ilości problemów ustąpiły po tym jak Rober Błaut podpowiedział, że być może pomoże włączenie "Enable Core X Fonts=0" w ~/.opera/opera6.ini. Nagle wszystkie operacje związane z fontami przyspieszyły, a sama Opera już nie próbuje zajmować setek megabajtów pamięci.

Jabber okazuje się być niesamowicie przydatny. Używam Psi które by było idealne - gdyby tylko posiadało jeszcze możliwość skryptowania. Gaim niby to posiada, ale ja nigdy nie byłem zadowolony ze stabilności Gaima - a obecna wersja segfaultuje mi przy byle próbie zalogowania, nawet na mój numerek ICQ (bo posiadam "z dawnych czasów" jeszcze konto ICQ) (...)

Czytaj dalej...
Azjatka i podręczna atomówka

Hello. Co by tu napisać...
Aha. Dzisiaj już zaliczyłem awarię sieci. Lokalny DNS wysiadł. Jednak zapasowe dns-y po coś się deklaruje, nieprawdaż? ;) No.
Poza tym odwiedziła mnie siostra. Powiedziała, że schudłem. Biedactwo, tak rzadko mnie widuje że już zapomina jak naprawdę wyglądam :)

Ale za to jakie sny dzisiaj miałem... o rany. Pamiętam dwa, bardzo złożone i zazębiające się. Wszystko krążyło wokół trójkąta zbudowanego ze mnie, mojej kumpeli i córki jakiegoś azjatyckiego dyplomaty. W śnie tym było wiele przepięknej przyrody, rozległe krajobrazy, lasy, jezioro, kilometry drogi pokonywane samochodem... Nie było w ogóle przemocy, za to było trochę strachu (bo we śnie w kluczowej roli występowała też foliowa torba pełna ładunków wybuchowych, zawierająca m.in. małą głowicę taktyczną o promieniu rażenia ~20km). Ale sen był genialny. Dzisiaj śniłem z wyjątkowym, nawet jak na mnie, rozmachem - mnóstwo plenerów, dialogów, akcji, a wszystko dokładne w najmniejszych nawet szczegółach.

Nowy provider, nowy numerek GG i JID

Zegar pokazuje kwadrans po północy. Potwornie duszno, mimo uchylonego okna. A w oddali cały czas przetaczają się fioletowo-białe błyskawice. Muszą być naprawdę silne, bo błyski obejmują połowę nieba, a grzmot i tak słyszę dopiero po ładnych paru sekundach...

Po pewnych przebojach podłączyłem się do lokalnego wlan-u. Nadajnik nie pracuje w zbyt dogodnych warunkach (duży szum), ale i tak na razie cieszę się transferami rzędu 100-140KB/s. Tzn. dopóki mi admin nie przytnie shaperem, bo w umowie mam zakontraktowane "tylko" 64KB/s. No co, chcę oszczędzić na abonamencie :))

O, zaczęło padać...

No, tak że większa część dnia mi dzisiaj upłynęła na dostrajaniu sterownika (acx100), zmienianiu sekwencji startowej i zapoznawaniu się z programami IM. Oraz oczywiście testowym zapychaniu łącza. BTW, parę dni temu widziałem na freshmeat anons gcc-3.4.1. Ale dzisiaj nigdzie tego nie mogę znaleźć. Nawet oficjalny ftp.gnu.org nie ma tej wersji. Znalazłem ją dopiero na ftp.uni-koeln.de. Co jest, czyżby została wycowana krótko po wydaniu?

Pomyślałem sobie, że nowe łącze to dobra okazja żeby sobie konto jabbera uruchomić. Po paru przymiarkach zdecydowałem się na Psi. Odświeżyłem swoje stare konto na histerii i potem zacząłem kombinować jak tu sobie GG udostępnić (niestety, wielka część moich znajomych jest nieuświadomiona technicznie i używa GG - więc muszę się dostosować). Kadu nie potrafiło założyć konta (kryptyczne błędy typu "spróbuj później"), ale ekg zadziałał od razu. Ciekawe jak gg będzie działało przez jabberowy transport? Ja w ogóle nie mam pojęcia o takich rzeczach... W każdym razie teraz można do mnie jabberować przez konto hoppke na histeria.pl oraz gg-ować przez numerek GG 9503037 (śmiało, bez krępacji ;). Tzn. mam nadzieję że można, bo dzisiaj praktycznie tylko postawiłem sobie oprogramowanie i dodałem paru znajomych których dałem radę namierzyć (przy czym zapewne ze względu na porę wszyscy byli w stanie offline), więc nie mogłem potestować.

No, solidnie się rozpadało. Idę spać.

Nasze piekiełko codzienne

Rozmawiałem przed chwilą z sąsiadką. Bardzo miła, starsza kobieta. Kombatantka. Żaliła mi się, bo ktoś jej znowu połamał kwiaty w ogródku. To pewnie ktoś ze zwykłej zawiści, bo to już nie pierwszy raz ją spotkało - a rośliny innych ludzi są jakoś oszczędzane. Najbardziej ją dotknęło to, że ktoś się uwziął na nią osobiście - czego ja np. też nie mogę zrozumieć, bo o ile znam w okolicy ludzi którzy budzą, no, "mieszane" uczucia, o tyle tej pani nie da się odbierać inaczej niż pozytywnie. Więc powodem nie może być żadna sąsiedzka kłótnia czy coś w tym stylu. Pewnie chodzi o zwykłą, bezinteresowną zawiść. W takich chwilach zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie żyję w jakiejś złotej klatce. Cieszę się, że mnie takie rzeczy omijają. Tzn. jasne, czasem spotykam ludzi z którymi muszę postępować ostrzej niż bym chciał, ale właśnie takie bezinteresowne zło mnie omija. W moim prywatnym świecie nie ma czegoś takiego jak "zły człowiek". W świecie mojej sąsiadki najwidoczniej jest inaczej. Cholera, boję się że i mi kiedyś się cały światopogląd rozleci - jeśli kiedyś i w moim metaforycznym ogródku ktoś zacznie złośliwie kwiaty łamać. Nie lubię zawiści, złości, agresji. Nie lubię wchodzenia na taką "wojenną ścieżkę". Jestem za dobry w byciu złym, tak jakbym miał do tego naturalny talent. Dlatego wolę by nic tego talentu we mnie nie budziło.

Wizyta u zegarmistrza

Jakiś czas (miesiąc?) temu padł mój zegarek. Dopiero dzisiaj poszedłem z nim do zegarmistrza. Zażyczyłem sobie wymiany baterii. Najpierw pan zegarmistrz bezskutecznie próbował zamknąć zegarek. Ale szybko się zorientował, że to jeden z tych modeli do których zamykania potrzeba specjalnej maszynki (ja nauczyłem się tego parę lat temu, gdy próbowałem samodzielnie wymienić w nim baterię - otworzyć łatwo, wymienić łatwo, zamknąć się nie da. Musiałem pójść z tym wtedy też do zegarmistrza). Potem ustawił mi godzinę, datę, a potem się zdziwił że zegarek nie działa :) Mnie to specjalnie nie zdziwiło, bo czegoś takiego oczekiwałem - w końcu w tym zegarku bateria była wymieniana chyba dwa lata temu, a on spokojnie powinien dwa razy tyle na jednym ogniwie przechodzić...

Musiałem przeczekać jeszcze parę minut szukania usterki, po czym okazało się że gdzieś się jakiś lut zerwał. Zegarmistrz za pomocą czegoś w rodzaju stalowej igły rozgrzewanej w płomieniu palnika naprawił to i zegarek znowu działa. Dziesięć złotych zażyczył sobie za wymianę baterii i naprawę. Super :)
A ja jestem po prostu przywiązany do tego zegarka. Nie jest to jakiś wyjątkowy model, ot, zwykły męski wskazówkowiec z okrągłym, czarnym cyferblatem, ale jakoś go lubię. Trzy razy już wymieniałem w nim zużyte paski. Po prostu mam sentyment.

Dormitor wrócił na apcoln z "urlopu tacierzyńskiego" :) Ma córeczkę którą nazywa Marcelinką, podobno śliczną. Gdzieś tam nad morzem gania z wózkiem i rozgania stada wiewiórek :)
A w sygnaturce przemycił adres do swojej strony WWW która, jak widzę, zaczyna się w końcu upubliczniać. Polecam zwłaszcza ten dział (jedyny na razie dostępny :), który zawiera różne artykuły kręcące się dookoła Altuksdorfu (których, nie chwaląc się, jestem współautorem :) Ja je lubię za spontaniczność i całkowity brak uzgadniania czegokolwiek między autorami, one po prostu "się zdarzyły" na usenecie.
Mam nadzieję, że Dormitor będzie konsekwentny w rozwijaniu swojego miejsca na WWW. Bo na pewno będzie fajne.

Swoją drogą może czas na przywrócenie do życia działu "Linki"? Kiedyś Repo miało coś takiego. Potem usunąłem, bo wydawało mi się to zbyt sztampowe. Ale teraz zastanawiam się nad przywróceniem tego...

Statystyki mojej poczty

Nie ma to jak dobra kąpiel :) Leżąc w wannie wziąłem do łapek lusterko i robiłem do niego miny. Hmm. Nie jestem tak brzydki jak mi się wydawało. Nawet ten nos nie jest taki długi jak mi się zawsze wydawało... Widać mam jakiś lepszy humor dzisiaj.

Przejrzałem swój katalog z pocztą który był już tyle razy nawiedzany przez wirtualne pożary, powodzie i inne katastrofy, że jest jak Ankh-Morpork mojego katalogu domowego. Zrobiłem statystyki wszystkich skrzynek w jakich gromadzę korespondencję z różnymi ludźmi. Po wycięciu 66 skrzynek w których miałem po mniej niż 10 listów oraz skrzynek sprzężonych z listami dyskusyjnymi w statystyce zostało niewiele pozycji. Zrobiłem z nich wykres i pooznaczałem płeć korespondentów (te cyferki po lewej to liczba listów). A po co to zrobiłem? A sam nie wiem. Leżałem w wannie gdy mi to do głowy przyszło. To chyba wszystko tłumaczy :)
[WYKRES]

Bierz leki. Skutki uboczne się już niecierpliwią ;)

Plecy mnie bolą. Taki denerwujący, tępy ból mięśni na łopatkach. Wziąłem sobie tabletkę pyralginum. Przeczytałem ulotkę. Najciekawsze są zawsze skutki uboczne. Otóż w akapicie "4. Możliwe działania niepożądane" znajduje się optymistyczny wstęp "Jak każdy lek, Pyralginum może powodować działania niepożądane". Fajno. A więc co może mnie czekać? Np. "uszkodzenie szpiku kończące się śmiercią", "uszkodzenie wątroby", "martwica toksyczno-rozpływna skóry", "zapalenie nerek z martwicą brodawek nerkowych" oraz klasyczny wstrząs anafilaktyczny. To tylko te ciekawsze potencjalne skutki uboczne. Ale producent jest otwarty na nowe propozycje: w przypadku wystąpienia innych działań ubocznych niż te przewidziane należy powiadomić lekarza. Zapewne aby można było uaktualnić dokumentację leku :)
O, chyba czuję w sobie jakiś objaw. I to spoza ulotki. Tak, to definitywnie głupawka :P

Opera, bestia żarłoczna

Znowu mi to zrobiła. Zaczęła zżerać ram i musiałem ją ubić zanim się zabrała za swap. Tym razem błąd spowodowało po prostu otworzenie równolegle jakichś pięciu zakładek z "Google Groups". Przecież tego się nie da używać.

Opera. Najszybsze surfowanie i zżeranie pamięci

Jednak Opera nie jest taka "cacy". Dzisiaj już trzy razy udało mi się ją wprowadzić w "martwą pętlę" i skłonić do zaalokowania ~300MB ramu, aż zużyły się zasoby i system ją zabił. Co ciekawe, zfiksowała na zupełnie normalnych stronach. Mam niejasne podejrzenia że to wina jej mechanizmu obsługi fontów. Ja mam dużo fontów TrueType udostępnianych przez Xft2 a Opera najwyraźniej wcale nie była testowana w środowiskach zawierających więcej niż, powiedzmy, 20 fontów. Zapewne w sytuacjach w których nie może bezpośrednio dopasować żadnego fontu zaczyna skanować całą dostępną listę i robi to wyjątkowo żałośnie, bo najwyraźniej albo ma włączony nieskończony cache fontów, albo gdzieś jej pamięć wycieka. Łatwo jest mi dowieść, że ta najnowsza linuksowa Opera jest popsuta:
Oto zużycie pamięci zaraz po uruchomieniu i załadowaniu trzech zakładek:

USER       PID %CPU %MEM   VSZ  RSS TTY      STAT START   TIME COMMAND
grzegorz 20659 12.9 11.4 41824 25712 ?       S    20:21   0:04 ./bin/opera

A oto zużycie pamięci po dodatkowym wejściu w opcję "Fonts" i otworzenie dialogu "Change" (nic więcej nie zrobiłem!):
USER       PID %CPU %MEM   VSZ  RSS TTY      STAT START   TIME COMMAND
grzegorz 20659  9.8 51.3 131240 115680 ?     S    20:21   0:07 ./bin/opera

Łał. Samo zaglądnięcie do spisu fontów spowodowało skok o prawie 90MB(!). I pamięć ta nie zostaje potem już nigdy zwolniona, trzeba zrestartować operę by ją odzyskać. Nie ma co, jak na wersję "final" to śliczny błąd. Teraz wystarczy sobie wyobrazić, że Opera robi coś podobnego przy renderowaniu stron, np. szukając fontu najbardziej pasującego do tego zadeklarowanego przez stronę... I do akcji wkracza kernelowy OOM Killer.
Firefox mi nigdy nie zrobił czegoś takiego...