ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Nasze piekiełko codzienne

Rozmawiałem przed chwilą z sąsiadką. Bardzo miła, starsza kobieta. Kombatantka. Żaliła mi się, bo ktoś jej znowu połamał kwiaty w ogródku. To pewnie ktoś ze zwykłej zawiści, bo to już nie pierwszy raz ją spotkało - a rośliny innych ludzi są jakoś oszczędzane. Najbardziej ją dotknęło to, że ktoś się uwziął na nią osobiście - czego ja np. też nie mogę zrozumieć, bo o ile znam w okolicy ludzi którzy budzą, no, "mieszane" uczucia, o tyle tej pani nie da się odbierać inaczej niż pozytywnie. Więc powodem nie może być żadna sąsiedzka kłótnia czy coś w tym stylu. Pewnie chodzi o zwykłą, bezinteresowną zawiść. W takich chwilach zastanawiam się, czy ja przypadkiem nie żyję w jakiejś złotej klatce. Cieszę się, że mnie takie rzeczy omijają. Tzn. jasne, czasem spotykam ludzi z którymi muszę postępować ostrzej niż bym chciał, ale właśnie takie bezinteresowne zło mnie omija. W moim prywatnym świecie nie ma czegoś takiego jak "zły człowiek". W świecie mojej sąsiadki najwidoczniej jest inaczej. Cholera, boję się że i mi kiedyś się cały światopogląd rozleci - jeśli kiedyś i w moim metaforycznym ogródku ktoś zacznie złośliwie kwiaty łamać. Nie lubię zawiści, złości, agresji. Nie lubię wchodzenia na taką "wojenną ścieżkę". Jestem za dobry w byciu złym, tak jakbym miał do tego naturalny talent. Dlatego wolę by nic tego talentu we mnie nie budziło.

Pozostaw dopisek: