Hello. Co by tu napisać...
Aha. Dzisiaj już zaliczyłem awarię sieci. Lokalny DNS wysiadł. Jednak
zapasowe dns-y po coś się deklaruje, nieprawdaż? ;) No.
Poza tym odwiedziła mnie siostra. Powiedziała, że schudłem. Biedactwo, tak
rzadko mnie widuje że już zapomina jak naprawdę wyglądam :)
Ale za to jakie sny dzisiaj miałem... o rany. Pamiętam dwa, bardzo złożone i zazębiające się. Wszystko krążyło wokół trójkąta zbudowanego ze mnie, mojej kumpeli i córki jakiegoś azjatyckiego dyplomaty. W śnie tym było wiele przepięknej przyrody, rozległe krajobrazy, lasy, jezioro, kilometry drogi pokonywane samochodem... Nie było w ogóle przemocy, za to było trochę strachu (bo we śnie w kluczowej roli występowała też foliowa torba pełna ładunków wybuchowych, zawierająca m.in. małą głowicę taktyczną o promieniu rażenia ~20km). Ale sen był genialny. Dzisiaj śniłem z wyjątkowym, nawet jak na mnie, rozmachem - mnóstwo plenerów, dialogów, akcji, a wszystko dokładne w najmniejszych nawet szczegółach.