ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Jacek, Robert i Ja (relacja ze Strefy Snów)

Rany, ależ miałem pokręcony sen wczoraj. Na początku chciałem go spisać w formie opowiadania, ale niestety brakuje mi czasu itp. Więc popsuję wszystko i przedstawię go "luzem". Bardzo chaotycznie. Aha, to będzie bardzo głupie streszczenie, ostrzegam.
We śnie występowałem ja jako ja, Grzegorz, fizyczna osoba prywatna. Oprócz mnie Grzegorza występował też Michał i Jacek, obydwie te osoby były mi kiedyś przyjaciółmi - lecz "life is life", żona Michała mnie nigdy nie znosiła, a z Jackiem mi się po prostu jakoś drogi rozeszły. Krótko mówiąc o tych dwóch osobach mogę bez krępacji mówić w czystym czasie przeszłym.
Oprócz w/w trzech osób we śnie występował też Adam, aczkolwiek jedynie epizodycznie i jako postać wspominana, lecz nie występująca fizycznie na scenie snu. Adam to jakiś mój stary znajomy.
Ale rdzeń snu stanowił tajemniczy mężczyzna który istniał ot, tak sobie. Nie wiem jak się nazywał ani jak wyglądał, aczkolwiek jestem pewien, że we śnie musiałem go osobiście spotkać i zapewne się z nim zaznajomić. Nazwijmy go może Robertem. W zasadzie takich ludzi nazywa się zwykle "Pan X" albo "Monsieur Enigma", ale to nadaje kreacjom niepotrzebnej tajemniczości. Tymczasem w Robercie nic tajemniczego nie było, ot, człowiek jak człowiek. Tyle że bez twarzy i imienia.

Wszystko zaczęło się gdy z Jackiem odwiedziłem kiedyś Roberta. Zwykła, towarzyska wizyta. Ale od tego czasu Jacek zaczął się zmieniać. Stał się małomówny. Zaczął się w ogóle dziwnie zachowywać. Gdyby był psem, to stałby się osowiały i całymi dniami nie zaglądałby do swojej miski. Ale psem nie był, więc stał się po prostu "inny" i zacząłem podejrzewać u niego jakąś chorobę psychiczną. To "coś" było nieuchwytne i sprowadziło się do tego, że nagle zacząłem się bardzo niezręcznie czuć w jego towarzystwie. Czułem się tak, jakbym jechał pociągiem, późną nocą, sam jeden w przedziale z wielkim, umięśnionym i sapiącym facetem który właśnie powiedział mi, że bierze leki bo inaczej napada na mężczyzn i ich gwałci. Tak, czułem się niezręcznie.

Potem zauważyłem, że Jacek wyraźnie unika Roberta. Więcej nawet, panicznie się go bał. Hmm.
A potem znienacka, jak to w snach bywa, pojawiła się w mojej głowie wiedza. Dowiedziałem się, że Robert po prostu wyciągnął z Jacka głowy wspomnienia. Inaczej mówiąc osoba Roberta w jakiś magiczny sposób sprawiła, że Jacek przypomniał sobie o "okropnych rzeczach" jakie kiedyś zrobił. Teraz nazwałbym Roberta "katalizatorem sumienia", czymś co powoduje że nagle zaczynasz rozpamiętywać stare grzeczy i bardzo cierpieć z ich powodu. Byłem tego prawie pewien. Czymkolwiek by Robert nie był, to miał ten dar wyciągania z ludzi na wierzch ich najgorszych brudów. I nie robił tego specjalnie, to po prostu było częścią jego natury. Może nawet sobie sprawy z tego nie zdawał?
Nie byłem jednak tak do końca przekonany do tej teorii. Musiałem z Jacka wyciągnąć prawdę, zmusić go do spowiedzi. Ale gdy pytałem go dlaczego się tak dziwnie zachowuje, dlaczego unika Roberta itp. on nie odpowiadał. Uciekał wzrokiem, kulił się w kącie, wszystkie te objawy wstydu, niechęci, upokorzenia jakie możesz sobie wymyślić.
Będąc bystrym chłopakiem pomyślałem, że jak to mówią "zwiększę różnorodność próbki" - czyli zetknę jeszcze jedną osobę z Robertem by móc ją obserwować. Więc doprowadziłem do kontaktu Roberta z Michałem. No i proszę bardzo, identyczny efekt. Apatia mieszająca się z nadpobudliwością, podobne osowienie jak u Jacka, no i okazjonalna agresja (to akurat nowe było, ale przypuszczam że to była cecha osobnicza). I też nie chciał się już z Robertem widywać. Więc przeprowadziłem z Jackiem i Michałem rozmowę w sześć oczu, myślałem że może teraz, skoro nie są odosobnieni, będą bardziej chętni by wyznać mi prawdę. Że Robert jest dziwną istotą o nadludzkiej mocy, która zmusza ludzi do rozpamiętywania i żałowania wszystkich starych grzechów, że nie mogą teraz spać po nocach bo wspominają te złe rzeczy których się bardzo wstydzą i których żałują... W tym momencie moją motywacją było tylko to od nich usłyszeć. Mówiłem im fragmenty tego powyższego, licząc że może zaczną sami coś mówić, ale jedynie rzucali mi ukradkowe spojrzenia, czasem patrzyli na siebie, ale nic ponad to. Z drugiej strony nie zaprzeczali też, więc wiedziałem że mam rację.

Wtedy zacząłem się zastanawiać czym/kim był Robert? Przypomniało mi się też, że Adam się z nim zetknął rok temu i opuścił miasto, zrywając z wszystkimi kontakt. Powiedziałem chłopakom, że oni przynajmniej nie czują się zmuszeni do takiej ucieczki od ludzi. Że mają więcej szczęścia w nieszczęściu. Nie rozumiałem też dlaczego na mnie Robert nie działa? Przecież ja też robiłem w swoim życiu "złe rzeczy", które, gdy teraz o nich pomyślę, przyprawiają mnie o zimne dreszcze. Czyżbym z jakiegoś powodu był rozgrzeszony? I kim jest Robert? Demonem? Aniołem?

KONIEC :)
A nie mówiłem, że będzie głupie?

Pozostaw dopisek: