Będę chory. Znowu.
Wybrałem się dziś na działkę. Kosiłem trawę (ręczną kosiarką, co jest
"nieco" męczące) itp. Na działce trochę kropiło, a w drodze powrotnej
złapała mnie ulewa. Połowę drogi odłożyłem w mokrej koszulce i ze
sterczącymi sutkami.
W domu się wysuszyłem, zjadłem obiad, trochę białej czekolady itp., po czym
wybrałem się na pocztę (gdzie straciłem wiele czasu, bo z pięciu czy sześciu
okienek czynne były tylko dwa). W drodze powrotnej znowu złapał mnie deszcz,
ale tym razem było to już typowe oberwanie chmury, a nie zwykła ulewa. A ja
na dodatek preferuję chodzić w dżinsach, które jednak przy deszczu
błyskawicznie nasiąkają i robią się dużo cięższe. Na szczęście dzisiaj
nosiłem swoje ulubione biodrówki (stylizowane nieco na dzwony), więc trochę
mniej wody w nie wlazło (cienki materiał). Koszulka beznadziejnie przemokła.
No, wyglądałem jakbym wpadł cały do wody. I buty mi przemokły :( Nie wiem
jak ich delikatny zamsz to zniesie. Próbowałem przeczekać ulewę w jakimś
warzywniaku, ale to nic nie dało (oprócz rozmowy z jakimiś dwoma
przemoczonymi laskami). Nie czekając aż deszcz ustanie (i słusznie, bo pada
bez przerwy nawet w chwili gdy piszę te słowa) ruszyłem sprintem do domu,
lawirując między strumieniami wody.
Miałem jeszcze w planach wyskoczyć dziś do MiniMala na Ptasiej, ale po
pierwsze ciągle pada, a po drugie znając moje szczęście w drodze powrotnej
bym po raz trzeci przemókł. Więc zostaję w domu. Już czuję jak mnie coś
w gardle drapie. I w głowie mi się kręci. I ręce mi jakoś ciążą (ale to może
być skutek ganiania z kosiarką). Wziąłem Coldrex, wysuszyłem się, założyłem
ciepłe ciuchy, ale czuję że gorączki nie uniknę. W końcu na dworze było
tylko 16°C.
Ale jedno muszę przyznać - jest mi do twarzy z tym ociekaniem wodą. Jedne
z najfajniejszych randek jakie miałem przypadają właśnie na ulewne deszcze.
Pamiętam jak kiedyś z Agą dorwał nas taki deszcz, że kieszenie kurtki mi się
wodą wypełniły... to jakoś jesienią było...
Ja chyba bardzo lubię mokre włosy i krople deszczu na skórze. Moje libido
się wtedy budzi. Lubię to u kobiet, ale tak samo lubię (w jakiś narcystyczny
sposób) to u siebie samego. Nie wiem, może wtedy czuję się jakoś pewniejszy?
Bardziej pewny siebie, bo wiem że korzystniej wyglądam? A ja jestem bardzo
wrażliwy na "podobanie się". Tzn. mam "humory" związane z wyglądem, czy też
odbieraniem mojego wyglądu przez kobiety. Jeśli myślę, że nie podobam się,
to humor mi błyskawicznie się psuje. Z drugiej strony jeśli jakaś kobieta da
mi odczuć że się jej podobam (czysto fizycznie), wtedy czuję się dobrze. Czy
to próżność?
Update, Pamiętniki w Moskwiczu Spisane: Drogi pamiętniku. Dzisiaj zakończyłem pierwszą fazę Operacji. Jestem dobrej myśli, mam nadzieję że reszta pójdzie równie gładko - choć wiem, że kolejne etapy będą dużo trudniejsze.