ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Olympus C-4000

Ależ mi się nie chce, rany. Nawet nie wiem za co się zabrać w pierwszej kolejności... wentylator na procesorze mi zaczął znowu hałasować, zaraz do niego zajrzę... przydałoby się go wymienić, ale to pewnie od razu z procesorem i płytą. A może całkiem go zdjąć? Przecież ten procesor się aż tak nie grzeje, a ten wentylator co go teraz mam i tak raczej nie chłodzi :/ Mógłbym uruchomić sensory płyty i sprawdzić czy bez tego "wentylatora" się bardziej nie nagrzeje, ale mój chipset (gl520sm) oczywiście nie ma jeszcze wsparcia w kernelu 2.6, a zewnętrzne sterowniki lm_sensors oczywiście nie działają z kernelem 2.6, bo "support jest już w kernelu". Tak, ale niekompletny w porównaniu ze "starymi" lm_sensors! Wrrr.

Wiatrak na zasilaczu też się trze, bo po włączeniu komputera przez kilkanaście sekund hałasuje, dopiero potem "łapie" normalny rytm obrotów. Złom. Ta płyta działa chyba tylko z wdzięczności za to, że jestem takim miłym właścicielem.

Ale nie o tym miałem pisać. Miałem o Moskwiczu. Moskwicz ma po prostu być projektem wprowadzenia na Repo nowego działu... czegoś w rodzaju galerii. Oraz ew. dokumentowaniem ChangeBloga odpowiednimi zdjęciami, ale do tego celu potrzebny mi jest aparat cyfrowy... którego oczywiście nie posiadałem. Stąd i fazy Moskwicza, odmierzające kolejno pozyskiwanie środków, szukanie atrakcyjnej oferty itp. Banalne. Nie wiem skąd wam przychodziły do głowy takie pomysły jak np. pisanie książki :) Co prawda nowelkę sci-fi-fantasy-cholera-wi-co pt. "Nata" piszę na boku już od jakiegoś czasu, ale nie afiszowałbym, nie afiszuję się z nią na Repo... ;)

Więc w gruncie rzeczy szło mi o aparat. No, przynajmniej częściowo. Bo aparat już mam, ale Moskwicz nadal aktywny jak widać w logo Repo. Na razie nie mam głowy by go jakoś wdrożyć i zamknąć.

Więc przejdę może do technicznych specyfikacji aparatu na jaki się zdecydowałem... Padło na C-4000, Olympusa. Z wszystkimi jego wadami. Po pierwsze model nie jest już produkowany, plany konstrukcyjne pochodzą chyba z 2002. Po drugie nie ma zbyt silnego zooma (3x, ale do tego dojdę). Po trzecie używa pamięci SmartMedia - starych i obecnie niepopularnych (a więc drogich, może nie tak jak xD ale zawsze). Sam aparat poza tym przyjmuje pamięci do maks. 128MB - zresztą nie wiem czy to nie jest fizyczne ograniczenie kart SM, bo są tyyycie. Listki grubości dosłownie milimetra, sprawiają wrażenie bardzo kruchych - i zapewne takie też są. Karty CF to przy nich prawie pancerne konstrukcje. Po czwarte optyka wykazuje silne aberacje chromatyczne. Po piąte aparat ma długi czas "rozgrzewania się" po włączeniu go - jakieś 5-7 sekund zanim obiektyw się wysunie a elektronika wystartuje. Po szóste aparat nie jest aż tak kieszonkowy jak współczesne modele, także innych firm (co jednak dla mnie wadą akurat nie jest, ale do tego też dojdę).

OK, a teraz zalety - matryca 4 megapiksele pozwala chwytać fotki w całkiem sporej rozdzielczości 2288x1712 (ew. 2288x1520 - proporcje określane jako 3:2 (choć niezupełnie), czyli przeznaczone specjalnie pod robienie odbitek w fotolabie... co oczywiście będę musiał niedługo wypróbować... Ale IMO przydatność trybów 3:2 jest dosyć wątpliwa - lepiej jest jednak zrobić większą fotkę 2288x1712 i potem sobie w domu spokojnie ją ręcznie wykadrować do 3:2 w jakimś Gimpie, kiedy dokładnie się widzi które fragmenty są odcinane i można sobie kadr spokojnie wypozycjonować). Dostępne są też rozdzielczości pośrednie, aż do malutkiego 640x480. Jest też jedno bydlę 3200x2400, ale że interpolowane to i mało przydatne. Tzn. aparat odwala kupę dobrej roboty przy interpolowaniu, ale ja ogólnie niezbyt miło widzę takie sztuczne podbijanie rozdzielczości. To prawie taki sam "marketing" jak cyfrowy zoom. Aha, same obrazki zapisywane są jako JPEG w dwóch stopniach kompresji do wyboru. Nie ma oczywiście formatu raw, ale jest TIFF. Kolory są akceptowalne. Tzn. zwykle bardzo wierne, choć musiałem trochę pogrzebać przy ustawieniach nasycenia. I zmniejszyć kontrast, bo aparat zbyt chętnie mi podkreślał cienie. Ustawienia bieli są fajne, opcja chwytania temperatury oświetlenia przez pokazanie aparatowi jakiejś białej powierzchni świetnie się sprawdza.
Samo szkło jest fajne - jasne (f2.8), asferyczne, bez większych dystorsji. Ogólnie jeden z najlepszych obiektywów w tej klasie apratów, tylko te aberacje chromatyczne... Uznałem jednak tę wadę za najmniej denerwującą spośród możliwych, stąd taki wybór.
Przesłony od f2.8 do f11, o tyle fajnie że stałe niezależnie od długości obiektywu - czyli np. szkło nie ciemnieje przy zoomowaniu. Ustawiane skokowo chyba co 1/3 działki IIRC. Migawka od 1/1000s do 16s. Sam obiektyw to ekwiwalent małoobrazkowego 32-96mm, na najkrótszym ustawieniu jest nieco krótszy niż to zwykle spotykane w tej klasie, ogólnie nie ma tak silnego zooma jak inne aparaty 3x (np. Canon Powershot A75), ale za to może mieć szerszy kąt widzenia - przydatne przy łapaniu plenerów albo grupek ludzi, bo to zawsze trochę więcej panoramy się uchwyci na jednym zdjęciu. Choć pewnie nikt tego i tak nie zauważy :)

Aparat ma zestaw predefiniowanych trybów pracy (autoportret, sport itp.), ma też uniwersalny tryb auto, ma priorytety przysłony/migawki oraz kompletny manual. Jako automat sprawdza się fajnie - bardzo dobrze ostrzy (o ile jest dość światła, na szczęście nie wymaga go strasznie dużo), choć czasem może przesadnie dążyć do skrócenia czasu ekspozycji i zbyt chętnie będzie używał lampy błyskowej - ja tego nie lubię, więc lampę blokuję. Wolę poszukać sobie jakiegoś oparcia i utrzymać aparat dłużej w bezruchu niż posiłkować się błyskiem. Świetny aparat do pracy w studio, robienia zdjęć pamiątkowych itp., ale w ogóle nie nadaje się np. do polowania na ptaki - nie ten zoom, nie ta responsywność.

Manual jest fajny, przydaje się szczególnie przy zdjęciach makro (i "super makro" - pozwala robić fotki już od ~2cm). Ostrość można ustawiać ręcznie, co bardzo przydaje się gdy ma jakiś zamysł zdjęcia. Albo przy pstrykaniu jakiegoś małego grzybka w lesie, gdzie ważne jest na które pięć milimetrów kapelusza położy się największą ostrość. Sam automatyczny zoom może być wielopolowy lub centralny. Do tego korekcja EV (+-2, co 1/3 EV) oraz analogiczna regulacja błysku, AE lock i "składane" AE (do ośmiu próbek)... AE bracketing... no, w sumie wszystko czego sobie można życzyć.

Aha, menu jest dosyć skomplikowane. Tzn. jestem pewien, że dałoby się je zaprojektować lepiej... ja tam nie mam z tym problemów, techniczne urządzenia nie sprawiają mi kłopotów, ale niektórym może być trudno wyczuć które opcje są dostępne w których trybach pracy. Ma jednak parę udogodnień - w głównym menu są 2 pozycje pod które można przypisać sobie skróty kierujące do dowolnych zakamarków menu aparatu. Czyli nie trzeba jakoś strasznie buszować. Na obudowie jest też przycisk "custom" pod który też można podpiąć swoją funkcję. Np. szybkie włączanie/wyłączanie "super macro" albo "AE Lock".

W menu są też 4 sloty na tzw. "my modes". Można po prostu zapisać do 4 zestawów parametrów aparatu w danym slocie, by potem szybko je przywoływać. Czyli np. obsługując imprezę która toczy się równolegle i w sali, i na zewnątrz można zdefiniować sobie szybko dwa komplety opcji i potem się między nimi przełączać bez marnowania czasu. Takich rzeczy brakuje w wielu innych aparatach z trybami manualnymi... Ale i C-4000 nie jest idealny. W porządniejszych aparatach "my modes" są wywleczone zawsze na obudowę - albo jako przyciski, albo pokrętło. W C-4000 niestety trzeba je przywoływać przez menu. Nie można mieć wszystkiego.

Ergonomia aparatu mi przypadła do gustu. Z menu nie mam problemów, w końcu obsługuję na komputerze o wiele bardziej złożone kawałki oprogramowania. Gabaryty mi pasują. Aparat nie jest tak mały jak np. PowerShoty, ale dla mnie to zaleta. No bo jestem mężczyzną i nie mam tak drobnych dłoni jak... no... kobiety. Tzn. jak na faceta też nie mam tych dłoni wielkich, ale generalnie w damską rękawiczkę włożę tylko 4 palce, kciuki muszą zostawać na wierzchu. Nie żebym nosił damskie rękawiczki, to tylko dygresja była :)
Więc mi aparat leży. Sprawia dosyć solidne wrażenie, zwarta obudowa itp. Dobrze wyważony, jest za co chwycić, nie da się jednak w pełni obsługiwać jedną ręką (a przynajmniej ja nie umiem, jeszcze nie dorobiłem się dodatkowych stawów na kciuku).

OK, wystarczy tego na dzisiaj. Jutro może napiszę coś o moim podłączaniu tego urządzonka do Linuksa itp. Aha, szkoda że C-4000 nie ma pilota. Niektóre Olympusy mają wyzwalanie migawki pilotem. Fajna rzecz. Ten ma tylko "self timer" - włącza się i po 12 sekundach pstryka. Pilot to jednak zupełnie inna klasa... Ale niestety, fundusze... Musiałem wybierać w ograniczonym pułapie cenowym i w końcu wybierałem aparat z tymi wadami które mi najmniej przeszkadzają. Jak zwykle chodzi o wybór mniejszego zła.

Pozostaw dopisek: