Zdrastwujtie and witajta w mojem freak shoł. Gwiazdką wieczoru budziet
Hoppke :)
Dzisiejszy epizod sponsorowany jest przez całkowitą
kołowaciznę. Czy słyszysz ten szelest? Nie? Wsłuchaj się uważniej... ciii...
teraz słyszysz? Tak, ten szelest... jak rozwijanie cukierka... to moje zwoje
mózgowe się prostują.
Jestem głupi. Niestety, nie jestem głupi "tak po prostu". Jestem głupi głupotą tego rodzaju który czai się niezauważony przez wiele lat by w końcu przyjść i dziabnąć w tyłek. Odgryzając z rozpędu obydwie nogi. To taka głupota którą ludzie często mylą z wyrachowaniem, przebiegłością, planowaniem czy inteligencją. Albo pewnością siebie - tak, tego mam malutko. Gdy słyszę "zazdroszczę Ci pewności siebie" to od razu gorączkowo zastanawiam się, jaką też nieprzemyślaną głupotę właśnie zrobiłem i jakie straszne konsekwencje przyjdzie mi ponosić. Najgorsze jednak, że moja głupota zdaje się postępować z wiekiem. Uch, ten szelest cukierków...
Siedzę sobie właśnie jak wampiszcz w ciemnościach... Tyle rzeczy do zrobienia, tylu ludzi z którymi chcę jeszcze zamienić słowo, tyle niedokończonych myśli odłożonych "na później"... ostatnio całe moje życie toczy się w bliżej nieokreślonej przyszłości, w owym "później"... To takie magiczne słowo - "później"... Nie musisz tego teraz robić, zrobisz to później... Nie wyjaśniaj tej sprawy, zrobisz to później... Nie umiesz podjąć decyzji? Nie szkodzi, zrobisz to później! A teraźniejszość mi przecieka między palcami. Buu.
Zrobiłem sobie wczoraj... albo przedwczoraj... ten tvn-owski test "na inteligencję", tę ankietkę wypełnianą online. Głupie, głupie, głupie. 86% chyba poprawnie... Ciekawe - potwornie męczące były dla mnie zadania z kolorowymi klockami, no, tymi kawałkami tetrisa z których składane były większe elementy. Mój mózg nie rozbija takich rzeczy na elementy. Albo robi to bardzo niechętnie. Za to wymiatałem w zadaniach testujących pamięć krótkotrwałą lub polegających na chwilowym zapamiętaniu iluś tam par obiektów. Zadania z wybieraniem "które słowo pasuje do pozostałych" zrobiłem instynktownie, bez faktycznego zastanawiania się - po prostu czytałem wszystkie podane słowa i jakoś całkiem mechanicznie, od razu wybierałem to słowo które mi pasowało do pozostałych. Nad rzeczywistym związkiem musiałbym się długo zastanawiać, ale wskazać "pokrewne" słowo potrafiłem od ręki, od razu po przeczytaniu... Ogólnie zadania które wymagały operowania słowami odwalałem w błyskawicznym czasie. Ale rozbijanie figur na elementy składowe (ten "tetris") to moja pięta achillesowa. Ciekawe jak to zinterpretować?
Gadu-Gadu pada ostatnio. Wieczorkami zwłaszcza. Czyżby to były "godziny szczytu" i przeciążenie serwerów? Połknęli więcej juzerów niż są w stanie obsłużyć? Gdyby Tlen wbił się teraz w media z agresywną reklamą wykorzystującą jakoś tę słabość GG... Tzn. nie przepadam za Tlenem, ale wszystko byłoby lepsze od absolutnej dominacji zamkniętego GG. Prawda?
Merlin mnie ewangelizuje. KDE-owiec z niego. Kusi mnie amarokiem i innymi takimi... Pewnie by mnie złamał, ino ja za leniwy jestem na zmienianie programów ;)
O, przypomniało mi się. Wczoraj? Przedwczoraj? No, w każdym razie niedawno
temu... przechodziłem przez Park Tysiąclecia. Mnóóóóóstwo wiewiórków! Rany,
ile tego rudego futra ganiało po trawnikach... Był poranek, świeżo po
nocnych deszczach, więc wszystko zaścielone było mokrymi, zrudziałymi
liśćmi. A wśród tych liści buszowały wiewiórki. Jedna była tak zaaferowana
żerowaniem, że dała do siebie podejść na pół metra. Szkoda, że nie miałem
aparatu.
Oprócz wiewiórek było też dużo srok. Zwierzaki ze sobą konkurowały
- widziałem jak sroka goniła wiewiórkę. Wiewiórka zwiała na drzewo, a sroka
za nią. Wiewiórka pruje po pniu na górę, a sroka lata dookoła drzewa na jej
wysokości i próbuje ją zastraszyć. Ot, miejskie zwierzaki.
A, odnośnie miejskich zwierzaków - zdziwiła mnie jedna sroka... leciała
sobie, dosyć nisko, ale całkiem normalnie. Leci sobie, leci, leci,
przelatuje nad kubłem na śmieci i... znienacka wpada do niego. Ot, tak po
prostu nurkuje do kubła. Po jakimś czasie wyskakuje z niego z czymś
w dziobie. Gdybym ja był ptakiem i spróbował takich manewrów, to na pewno
bym sobie rozwalił łeb o ściany kubła. Albo połamał skrzydła o jego
krawędzie. Ale sroki są niesamowite w powietrznych akrobacjach, zresztą już
kiedyś o tym mówiłem.
Jeszcze tydzień temu byłem nękany przez sny... koszmary... śniło mi się na
przykład, że razem z kimś kopię grób. A kilka metrów od nas, w innym grobie,
dwóch obrzydliwych piratów trzyma dużego ciemnoszarego rekina-młota (to te
z tym dziwacznym łbem i oczami "po bokach", jak na wielkiej szypułce). Jeden
z piratów zaczął go gwałcić, a rekin wołać o pomoc. To samica rekina była.
Jej krzyk nie był wyrażany dźwiękami, trudno to opisać... to było jak cudze,
rozpaczliwe i przerażone myśli wdzierające się do mojej głowy. Było ich
dużo, były mokre i dłuższe niż moje życie. I bardziej kobiece niż moje...
(przepraszam za niezrozumiały opis, ale DOKŁADNIE tak wyglądała moja
percepcja w tym śnie). To było okropne... starałem się nie patrzeć na
piratów, na to co robią, chwyciłem za łopatę i wbiłem wzrok w ziemię, ale
nie mogłem wyrzucić jej krzyku i wołania o pomoc z mojej głowy. W pewnej
chwili ten krzyk stał się tak głośny, że zaczął mnie przejmować - moje myśli
odsuwały się na bok, ustępowały miejsca emocjom rekina. Nie wytrzymałem
i spojrzałem... Jeden pirat cały czas gwałcił rekina, a drugi w tym czasie
podszedł do jego głowy... i wyciągnął nóż. Z dziwnym uśmiechem zbliżył go do
jednego z oczu zwierzęcia... przez chwilę potwornie bałem się, że wydłubie
nożem to oko - wtedy był to już podwójny strach, mój przed zobaczeniem
czegoś tak okropnego i strach ryby przed bólem. Ale pirat przyłożył nóż
trochę za ostrzem i naciął ciało na jakiś centymetr. Bałem się, że zechce
odkroić cały kawałek głowy, albo w nacięcie wepchnie ukosem nóż i wybije oko
"od tyłu", ale nie zrobił niczego takiego. Z rany zaczął wypływać biały
płyn, a pirat zaczął zlizywać go z lubieżną przyjemnością... trwało to
jeszcze przez chwilę po czym się skończyło. Ludzie czasem mówią, że
zazdroszczą mi snów... że są niebanalne, że zapamiętuję prawie wszystkie.
Aha. Jasne. Każdy tak mówi gdy chodzi o sny o lataniu czy podobnie
przyjemne. Tylko że ja miewam również koszmary. Ten medal ma dwie strony...
ciekawe czy ktokolwiek by naprawdę chciał mieć moje sny... gdyby wiedział,
że oznacza to również śnienie o nacinanych, gwałconych w dołach pod trumny
rekinach-młotach. "Niebanalne"... taaa.
Dupa.