ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Teoria seksualności, krytyka Lain, Wielkanoc i Husk

Wiosna się rozpoczęła, śniegi puściły, mogę ganiać bez czapki i szalika... a Repo zarosło kurzem. To nawet nie jest brak czasu, bo tę godzinkę zawsze bym dał wyskrobać - to raczej jakaś taka, hmm, "niemoc twórcza". Nie chce mi się robić niczego do czego mnie się nie zagna solidnym skórzanym pasem. Śpię więcej niż zwykle. Energia mi się kończy koło czwartej po południu i do północy najnormalniej w świecie sobie wegetuję. I tak dzień za dniem... A od wiosennego słońca łeb mi pęka, zwampirzyłem się już chyba do reszty.

Aha, miewam nawet tzw. "sny erotyczne", chociaż akurat tej kategorii praktycznie nigdy nie miewałem. Przez jakiś czas po przebudzeniu z takich snów czuję się jeszcze bardzo "nastrojowo", hyhy, a na kobiety patrzę wyjątkowo łaskawie. Na tyle, że w "porannym amoku" spodobały mi się ze dwie z kasjerek z pobliskiego marketu (tak, każda kobieta która się wtedy na mnie nadzieje ma prze-rą-ba-ne, bo w stanie rozerotyzowanym wszystkie kobiety nagle wydają mi się atrakcyjniejsze).

Na szczęście znam takie stany z czasów nastolatkowania i jestem uodporniony - mam nawet taką prywatną teorię dotyczącą radzenia sobie z instynktami seksualnymi, zgodnie z którą mężczyźni są o wiele bardziej opanowani niż kobiety, jeśli idzie o seks. Wynikałoby to z hormonalnych szałów jakie przechodzi się dorastając. Ponoć u chłopaków wewnętrzna presja jest o wiele silniejsza niż u dziewczyn, więc albo popada się w obsesyjny onanizm, albo zaczyna zaliczać wszystkie "chętne" laski, albo wypracowuje się solidne mechanizmy samokontroli. Najczęściej dorastający chłopak próbuje jakoś zrównoważyć sobie te trzy sposoby, ale uważam, że ponieważ w tak ciężkim stanie przychodziło nam dorastać, to i potem łatwiej jest nam nad sobą zapanować i generalnie na pokusy ciała możemy być odporniejsi niż kobiety z którymi się potem stykamy. I odczuwam za każdym razem satysfakcję gdy widzę jak kobieta pod wpływem pożądania kobieta przestaje myśleć/zachowywać się racjonalnie. A mówi się, że "faceci myślą fiutem"... Akurat. W moim świecie to babki są opętane seksem... ale może przenoszę subiektywne wnioski na ogół populacji, nie każdy musi spotykać tak namiętne (czy to odpowiednie słowo?) kobiety jak ja, choć sądzę że to całkiem reprezentatywna część żeńskiej populacji jest. Możliwe też, że nie mogę służyć jako model dla męskiej części ludzkości, ale wydaje mi się, że aż tak bardzo nie odstaję od reszty naszych?

Zostawię jednak seks i wrócę do snów - są męczące. Poszarpane, fragmentaryczne, pozwalam sobie w odruchu samoulżenia na zapominanie prawie wszystkiego i budzę się mając w głowie jeden czy dwa motywy których nie dałem rady zapomnieć. No i popadłem w śnienie... w śnienie... no i nie ma na to słowa. Moje sny wyglądają ostatnio jak statyczne obrazy do których robię za narratora. Zmysł optyczny odbiera nieruchomy, kolorowy obraz a w myślach "coś" (narracyjne "ja" moich snów, co akurat nie jest niczym specjalnym, bo u mnie to normalne, że w snach funkcjonuję w kilku autonomicznych instancjach równolegle - widza, reżysera etc.) powtarza mi coś w rodzaju zdań, myśli... z drobną zagwozdką - nie mam pojęcia jakiego języka używam. Operuję gramatyką która nie ma przekładu na znane mi języki, czasem zacierają się tak podstawowe kategorie jak czasownik/rzeczownik... niedawno obudziłem się z pewnym zdaniem w głowie którego nie mogłem wypowiedzieć, bo brakowało mi przypadku - w języku polskim takowy nie występuje. Przez jakieś pół godziny walczyłem z powracającymi do świadomości regułami "normalnej" mowy, by w końcu całkiem zapomnieć jakie to zdanie miałem w głowie. A teraz jest o tyle gorzej, że wszystkie moje sny śnię przy użyciu obcego języka, obcego słownictwa, obcej fonetyki i gramatyk. No, może nie powinienem nazywać tego języka "obcym", bo we śnie jest on całkowicie naturalny dla mnie, posługuję się nim całkowicie płynnie i pozwala mi rozmyślać o rzeczach które są niemożliwe do oddania znanymi mi językami, ale męczące jest wybudzanie się. Budzę się np. z wyraźnym brzmieniem jakiegoś słowa w głowie, potrafię je zapisać fonetycznie, ale nie pamiętam już jego znaczenia. Albo odwrotnie, budzę się z wyraźnym obrazem znaczenia jakiegoś zdania, ale nie umiem go już zamknąć w znanych mi językach. To niesamowite uczucie... z jednej strony jestem zadowolony, bo doświadczenie jest wręcz mistyczne (mam gotowe myśli, stwierdzenia, całe historie - zupełnie jakby ktoś inny mi je włożył do głowy, bo ja sam nie umiałbym ich ułożyć tak związany myśleniem językami które znam), ale z drugiej strony gdy gorączkowo próbuję przekładać to co jeszcze pamiętam na znane mi języki i czuję, że nie dam rady, że sens tego co chcę powiedzieć powoli blaknie, bo nie może już się utrzymać w moim ograniczonym mózgu... to wtedy jest frustrujące. Zupełnie jakby ktoś cofnął mnie na niższy szczebel ewolucji i ogłupił. Jeszcze chwilkę cieszę się szerszym postrzeganiem rzeczywistości, ale już po chwili wszystko przygasa. Powinienem pewnie poryć w "literaturze", bo może doświadczam jakiegoś znanego fenomenu. Nie wiem tylko czy mam zacząć szukać czegoś wśród teorii lingwistycznych, psychopatologii, okultyzmu czy jeszcze gdzie indziej. Bo to może być równie dobrze osiągnięcie stanu myślenia bez użycia języka (co ponoć niemożliwe), jakiś "wyższy stan świadomości" jak i "zwykłe opętanie". Tyle rzeczy wchodzi w rachubę... ;)

Czasem ktoś mówi, że ze mną nie da się nudzić. Tak, w pewnym sensie to prawda, podobnie jak przy obcowaniu ze schizofrenią... tyle że ja nie jestem tak naprawdę na nic chory (abstrahując od nieuchwytności pojęcia "zdrowia psychicznego"), to tylko... sam nie wiem. Matka natura zechciała widać się trochę rozerwać i zaprojektowała moją głowę dosyć nonszalancko. Może dlatego muszę się zmagać z rzeczami które inni ludzie akceptują, pomijają lub których nawet nie zauważają. Nie chcę mówić że jestem "wyjątkowy", zresztą wolałbym zawsze wtapiać się w tło... ale ilu ludzi ma problemy z językiem którego używają we snach? Chyba nie jest to rzecz którą każdy sobie głowę zaprząta, prawda? :/

Dobra, dosyć tego smęcenia. Teraz trochę o anime. Oglądałem go nieco ostatnio. Obejrzałem Lain za namową Harnira, resztę tytułów zaproponowanych mi przez da.killę, a nawet poświęciłem pół nocy na Haibane Renmei (to już dobrowolnie) i kilka innych rzeczy. A, no i Ghost in the shell - pierwszy GIG, 3/4 drugiego, film, drugi film. I jestem zadowolony, niektórymi pozycjami nawet zachwycony. Oprócz Lain. Przy Lain się męczyłem, obejrzałem wszystko tylko wiedziony myślą "nie no, w końcu musi to nabrać tempa", no i za namową Harnira. Chyba wiem dlaczego Lain mnie znudziła. Nie, nie dlatego że wolę rzeczy z mocniejszą "akcją", ale ze względu na dłużyzny. Mam analityczny umysł. Precyzyjny do bólu jeśli idzie o przyswajanie fabuł. Harnir mi np. doradził bym obejrzał Lain drugi raz, wzbogacony o posiadaną teraz wiedzę, ale to nie jest potrzebne - ja wiem, że oglądając za drugim razem zaczyna się wyłapywać pewne wątki które normalnie są uważane za nieistotne, tyle że w moim wypadku to nic nie da, bo retrospekcję uprawiałem już przy pierwszym oglądaniu (i np. przy odcinku X mówiłem sobie "aha, to stąd była ta scena w odcinku X-5.."). Fenomen Lain ma polegać na niedomówieniach i zmuszeniu widza do zastanawiania się i snucia przypuszczeń, ale to na mnie nie zadziała. Są dwie główne przeszkody, pierwsza to moje zainteresowanie - Lain nie przykuła mnie ani kreacją świata (mało szczegółowa), ani kreacjami bohaterów (kocham bogato "udokumentowanych" bohaterów, takich o których pod koniec mogę porównać z żywymi ludźmi, niestety w Lain praktycznie nie ma takich portretów, a na "metodę behawiorystyczną" jest za mało danych - występuje tam tylko parę zdarzeń raptem, a tytułowa Lain wypowiada tak niewiele zdań, że podejrzewam ją o kilka rozległych wylewów i ciężkie upośledzenie ośrodka mowy). No dobra, druga sprawa to skuszenie mojej fantazji snuciem domysłów na temat "co artysta chciał powiedzieć" i "kim jest Lain". To drugie z góry odpada, bo mnie szczerze nie obchodziło kim jest Lain. W tak płytko opisanym, nudnym świecie to naprawdę nie było istotne. Niechby sobie była i zakamuflowanym Obcym z Nostromo, to by nic nie zmieniło - bo osadzona w pustce tego serialu i tak by nic nie mogła zdziałać. A rozgryzanie wątków serialu mnie szybko znudziło, bo dane są sączone tak powoli i z takim żalem, że umysł praktycznie nie dostaje żadnego zadania do wykonania. Mówiłem już, że u mnie takie rzeczy idą dosyć sprawnie i matematycznie. Dlatego też z danymi wyciąganymi z obrazu rozprawiałem się szybko i przez resztę czasu tylko się nudziłem. Lain posuwa się do przodu w ślimaczym tempie jeśli chodzi o moje potrzeby, ja się ożywiam przy innych rzeczach... dwa przykłady które tu zawsze wymieniam to Zelazny i jego dziesięcioksiąg cyklu Amber (mnóstwo wątków które też rozgryza się w miarę czytania kolejnych rozdziałów/tomów, ale tempo zupełnie inne) oraz Betrayal At Krondor - jeśli ktoś mówi, że Lain to wyzwanie dla intelektu i układanie mentalnych puzzli, to niech spróbuje Betrayal At Krondor - jeśli przy Lain czuł "wyzwanie", to przy Krondorze dozna spalenia synaps, chyba że się zagubi i przestanie nadążać za wątkami.

Lain to dla mnie... dłużyzny. Och, słyszałem że "tak ma właśnie być", no ale bez przesady. Wszystko jest rozwleczone i rozcieńczone. Trzynaście odcinków które by się dało skoncentrować w cztery. I coś czego nienawidzę w animacjach - powtarzanie sekwencji. Ja to zawsze odbieram jako "nie wiemy co tu dać a musimy zająć czas, więc wstawimy po raz kolejny tę samą sekwencję z Lain jadącą pociągiem albo idącą do domu pod bzyczącymi kablami". Gdyby autorzy Lain spróbowali zrobić anime z cyklu Amber, to wyszłoby im coś o długości "Mody na sukces" czy innego tasiemca, tyle że oczywiście wypranego z emocji i akcji

Ale dobra, dość narzekania. Jeszcze tylko sparuję twierdzenie jakobym był uprzedzony do wszystkiego co jest "techniczne" i dlatego Lain mi się nie podoba (bo nie jest fantasy), albo że nie lubię Lain bo lubię tylko "karabiny i gołe cycki". Otóż nie. Z innych technicznych anime taki cyberpunkowy GITS mi się bardzo widział, podobnie jak Appleseed, więc to nie jest sprawa tego, że wolę magię i miecze. Z drugiej strony nie potrzebuję wcale golizny i cycków, bo urzekł mnie Sen to Chihiro i spodobała mi się seria Haibane Renmei... Ale jedno co mówią fani Lain mogę potwierdzić - albo zafascynuje, albo odrzuci. Wybitnie polaryzujący serial, mnie nie zafascynował...

[PISANKA] OK. To może trochę o Wielkanocy? U da.killi wywiązały się interesujące komentarze przy świętach i problemach pojawiających się gdy ktoś nie chce ich obchodzić tak jak reszta... A ja jak pewnie większość rodaków w tym okresie się radośnie obżerałem. Mmmm, połówki jajek na twardo podsmażane na patelni... mniam :) A mój rodziciel zarzucił na okres świąteczny swoją terrorystyczną działalność, wydobył skądś zestaw lancetów godny Kuby Rozpruwacza (brr, po co mu takie rzeczy?!) po czym poszedł za swoją naturą i zaczął produkować ludowe rękodzieła, tzn. wydrapywał wzorki. Ponoć jego mama, znaczy się moja nieobecna już wśród nas babcia, miała dryg do takich rzeczy właśnie. U niego to trochę inaczej się objawia, zwykle bardziej "technicznie", ale i z jajkami sobie poradził skrobiąc na nich napisy, wzorki oraz różnoraką faunę i florę. Tyle że drapał zestawem Kuby Rozpruwacza, a babcia używała z tego co pamiętam igieł i żyletek.

Wielkanoc mija mi spokojnie i przyjemnie, w lodówce czeka na mnie kupa smakowitego, upieczonego przez mamę mięska do pożarcia (czeka razem z zapasem majonezu, chrzanu, ketchupu z Pudliszek (wychowałem się na nim i jest "de best") i musztardy francuskiej - więc z mojego punktu widzenia to raj na ziemi, bo w lodówce mam to co lubię i na dodatek w ilościach większych niż jestem w stanie skonsumować - no raj, no :) Jutro jadę do siostry z wizytą okołoświąteczną, liczę na pyszne lody i jakieś superaśne ciasto, poza tym muszę jej zawieść parę słowników które kupiłem na jej zlecenie przez allegro, rozliczymy się i kupię sobie potem w Magiku nową mysz w końcu, bo stara się już naprawdę rozklekotała. Prawdopodobnie wezmę logitecha, o, takiego. W cenniku Magika stoi po 53zł, mają białe i czarne (ja wezmę czarną). Mycha jest klasyczna, dwa przyciski plus wciskana rolka, mysz w podłączeniu jest zdaje się podobna do mojej klawiatury (czyli natywnie na USB, ale w komplecie jest przejściówka na PS/2). Liczę na solidne parametry, jak to u logitechów. Void sobie niedawno zresztą taką samą kupił jeśli niczego nie pokręciłem. Zastanawiałem się czy nie szarpnąć się na bezprzewodową, ale po rozważeniu "za" i "przeciw" jednak kablowa wydaje się dla mnie lepszym wyborem.

Miałem problemy z siecią ostatnio. A konkretnie to mi antenę wywaliło. Najpierw, w wyniku ostatnich śnieżyc, antenę mocno przechyliło do tyłu. Widać mokry śnieg zamienił ją coś w stylu wielkiego śnieżnego lizaka Chuppa Chupps i słaby kątownik nie wytrzymał ciężaru "śnieżki" na jego końcu... no i się antena przechyliła. Pożyłem z tym parę dni, przyszła odwilż i się osuszyło, wlazłem na dach i naprostowałem (mam coś w rodzaju lęku wyskości i spacery po dachach są dosyć stresujące - ale żałuję, że nie wziąłem aparatu - widoki są śliiiczne). Napisałem do admina raport, bo przeczuwałem rychły zgon masztu z powodu zmęczenia materiału... i w nocy maszt anteny się złamał. On specjalnie czekał aż ja się przemogę i wylezę na dach i dopiero potem pękł. Złośliwiec. Po paru dniach dostałem nowy maszt, admin go zamontował i jest OK. W planach jest postawienie nade mną pełnego AP z solidną anteną i ruterkiem, bo trzeba trochę sieć rozszerzyć a trzem potencjalnym nowym klientom "drzewa zasłaniają"... a wtedy mógłbym być podłączony do AP przez zwykły ethernet - czyli mógłbym wyjąć kartę radiową itp. Jeśli dojdzie do skutku to opiszę zmiany. Zasilanie AP miałoby iść ode mnie, więc za przysługę liczę na odliczenie mi ceny prądu od mojego abonamentu (oczywiście odliczenie z nawiązką :).

[DESKTOP] Zmieniłem też nieco swoje ustawienia desktopowe, a przynajmniej zacząłem zmieniać, ale chyba już znalazłem główne klocki. Teraz został tylko "tuning". Może opiszę co widać na screenie. Sam pulpit to ROX-Filer, w górnym lewym rogu widać główne "media", w prawym dolnym umieściłem kluczowe katalogi. Wzdłuż lewego brzegu ekranu mam zamiar umieścić sobie parę regularnie uruchamianych i wyłączanych aplikacji. Przy prawym brzegu z kolei widać gkrellma ze skinem BlueMask (jeden z moich ulubionych od lat). Na dole ekranu widoczny jest panel z xfce4, trochę ikonek, pager 2x2, mini-taskbar, clipboard applet (cenna dla mnie sprawa), obok niego netload applet, tray (azureus, kadu, psi). A windowmanager to, ostatecznie, xfwm4. Nie ma zbyt wielkich możliwości, ale może wystarczy. Tak przy okazji, to xfwm4 ma w standardzie jedne z najładniejszych dekoracji okien jakie w ogóle widziałem wśród linuksowych WM-ów. Takie spokojne i eleganckie. I na dodatek zrobione tak, by automatycznie dopasowywać się do kolorów gtk+ (choć może przeportuję do xfwm swój temat Fear). A temat gtk którego używa xfce/gimp to xfce-gtk-engine, tyle że z moim osobistym zestawem kolorystycznym i nieco podrasowanymi pewnymi opcjami. Dla Qt/KDE mam identyczny kolorystycznie zestaw, tyle że z braku xfce-qt-engine musiałem się oprzeć na Lipsticku (taki Plastik, tylko poprawiony i bardziej konfigurowalny). Tapeta też jest moja autorska, miałem co prawda z niej coś ładnego wygimpować, ale już do niej przywykłem, nawet mimo tej denerwującej plamy (cholera, muszę w końcu filtr UV wyczyścić :). Aha, screen jest w nietypowej rozdzielczości, ale takiej używam. Bo rozdzielczość X-ów też jest moja własna, po tuningu ;) Taki kompromis między moimi potrzebami a możliwościami monitora i wygodą oczu. Zestaw ikonek rox-filera to kolaż z różnych zestawów ikon (głównie z różnych tematów dla nautilusa, choć jak można już się było spodziewać część sam wygimpowałem).

[HUSK] A skoro jesteśmy przy "kustomizacjach" i robieniu "po swojemu" to muszę też pewnie wspomnieć o Husku. Husk to taki mój Kolejny Dorywczy Skrypt który ma mi docelowo pozwolić pozbyć się k3b-a i kdelibs. Ambitne? Nie, bo nie mam zamiaru pisać od nowa całego k3b... ograniczam się do rzeczy których ja używam. Na razie zrobiłem bardzo niewiele, ale tak to jest gdy ma się InneRzeczy(TM) na głowie, jest się dręczonym przez niezrozumiałe sny, libido zaczyna domagać się swoich praw a growisofs nie chce współpracować... Ale OK, opiszę screenshot. To co widać to główne okno programu. Budowa zakładkowa (jak widać na razie zaimplementowałem wypalanie danych na CD i DVD), możliwość wybrania napędu z listy (Husk przy starcie automatycznie skanuje urządzenia hda-hdd, wykrywa napędy i rozpoznaje ich typ - prostackie, ale chłopakom z chatu linux@chat.chrome.pl próbny kod zadziałał, więc pewnie jest OK... autodetekcję zrobiłem tylko dlatego, że nie chciało mi się pisać parsera plików konfiguracyjnych i zakładki dla konfiguratora ;). Można też wybrać pożądaną prędkość nagrywania, niestety nie jest ona odczytywana z napędu/płyty - przeglądałem kod k3b i oni to tam robią zdaje się parsując dane bezpośrednio z nagrywarki (jakieś niskopoziomowe I/O chyba odprawiają), a ja nie chcę się z tym babrać, więc czasem oferowane są prędkości większe niż nośnik zniesie - ale mi to nie przeszkadza, i tak zawsze ustawiałem wszędzie prędkości według własnego widzimisię. Można włączyć/wyłączyć kilka popularnych opcji (te mniej popularne olałem) i ustawić etykiety. Cała zakładka z ustawieniami jest zwijalna, wtedy pole ze spisem plików dostaje więcej miejsca na ekranie. Husk nie ma wbudowanej "wybieraczki" plików, zamiast tego obsługuje drag'n'drop z filemanagerów. Po przeciągnięciu nowych plików na okienko są one dodawane do listy, husk zlicza ich rozmiar itp. Możliwości edycyjne są na razie baaardzo skromne. Można zmieniać nazwy plików/katalogów, można usuwać zaznaczone obiekty, ale nie działa tzw. "drag'n'drop reordering" zawartości płyty. Ja osobiście z tego praktycznie nigdy nie korzystam, ale chciałbym to kiedyś dorobić.

Po zestawieniu sobie plików i powybieraniu opcji można obraz zapisać do pliku (skusiłem się na ten nowy filerequester gtk+), po akceptacji wyskakuje dosyć schematyczne okienko obrazujące postęp operacji (szacowanie prędkości zostawiłem tam dla picu, bo przy zapisach na dysk i tak się miota od zera do nieskończoności). Alternatywnie można kliknąć w "Burn!" i wtedy pojawi się nieco inne okienko. Wszystkie istotne IMO dane są pokazywane. "Po wszystkim" wygląda to na przykład tak - jak widać filtruję też istotniejsze komunikaty tekstowe, które gromadzą się w miarę nagrywania.

A co zostało do dorobienia? No, sporo. Lepszy drag'n'drop w liście z plikami, obsługa błędów, przerywanie operacji nagrywania gdy już się zacznie (mało kto przerywa chyba nagrywanie, ale że każdy program ma funkcję "Abort" to i Husk by mógł mieć...), jakieś sensowne wsparcie dla multisession (marzyłaby mi się jakaś autodetekcja), automatyczne włączanie/wyłączanie UDF dla DVD (to akurat proste, UDF trzeba włączyć gdy nagrywa się pliki większe niż 2GB, a że UDF zżera od razu trochę miejsca z płyty to i nie opłaca się go włączać bez potrzeby, więc automat powinien tym sterować), automatyczne formatowanie nośników RW przed nagrywaniem (jeśli to konieczne), dodatkowa zakładka z opcjami do formatowania płyt, weryfikowanie nagrania (choćby przez głupie odczytywanie każdego nagranego pliku po kolei, to zwykle tak samo dobre jak porównywanie nagrania z oryginałem a idzie szybciej), przycisk do odczytywania danych o płycie (multisession, typ nośnika) no i oczywiście nagrywanie audio, które jest o tyle przerażające że nie szarpnę się na nic gorszego od wypalania w locie+cdtext+wczytywanie danych z tagów+integracja z gstreamerem+proste edytowanie ścieżek (pregap, skip). Ostatecznie w tym punkcie nawet bym przebił k3b (gstreamer obsługuje o wiele więcej formatów niż k3b), ale nie wiem na ile to jest wykonalne. Ale istnieją zdaje się pythonowe bindingi do gstreamera, więc... a, właśnie - Husk jest w pythonie. Python+pygtk+glade+standardowe moduły do obsługi wątków, regexpów, I/O itp. W sumie to miała być tylko moja przymiarka do technik gładkiego odświeżania widgetów gtk+ - gtk+ jest event-driven i odświeżanie GUI idzie w parze z tzw. "idle loop", czyli wtedy gdy aplikacja nic nie robi. Jeśli zaczyna się robić coś intensywnego, np. wisi na I/O zbyt długo, to okno aplikacji przestaje się odświeżać, tzn. nie tylko nic się nie dzieje, ale w ogóle nie jest wykonywane redraw na zawartości okna. Więc trzeba sobie z tym jakoś radzić. Jest parę sposobów, ja intensywne operacje puszczam w wątkach. Trzeba używać locków żeby sobie programu nie rozwalić i używać specjalnej komunikacji zwrotnej gdy w wątku próbuje się używać funkcji gtk+, ale ogólnie okazało się to być banalnie proste (a było mi potrzebne, bo w dialogach postępu trzeba regularnie odświeżać paski postępu, napisy itp. i jednocześnie zasysać tak szybko jak tylko się da z fifo połączonego z wyjściem procesu nagrywającego, bo jeśli fifo by się zatkało to proces stanie w miejscu i płytkę szlag trafi, w końcu taka jest natura rurek.). Kombinowałem też z non-blocking I/O, doszedłem do bardzo fajnego sposobu wykorzystującego m.in. select.select() z zerowym timeoutem, ale ostatecznie skończyło się na zwykłym wątkowaniu.

PS. Nie jestem programistą.

O rany, już pierwsza i nowy dzień... Lecę do łóżka.

Dopiski:

Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20050421, 00:09
Kiedy pierwszy publiczny release?

Od: Ayu
Data: 20061028, 00:43
Polecam anime AIR :) Myślę że Ci sie spodoba, początkowo tematyka wydaje sie dosc banalna... ale to tylko przez pierwsze cztery odcinki pozniej zaczyna sie na serio.

Pozostaw dopisek: