ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2005/06, 11 wpisów
Zagadka fotograficzna i kobieca hipokryzja ;)

[UFF!] Padnięty jestem :) Wymęczony, ale i zadowolony. Pogoda mi się podoba, chociaż to lato. Próbuję uratować przed śmiercią taki jeden kawałek swojej osobowości, więc ganiam na forsujące "spacery" gdy tylko mogę, chętnie w towarzystwie. I to chyba działa - zaczynam znowu czuć przyjemność z posługiwania się zmysłami (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało), gdy jestem wśród innych ludzi nie myślę od razu "ile jeszcze muszę z nimi wytrzymać?", a towarzystwo samiczek nie jest już tak strasznie irytujące.

Aha, na powyższym obrazku (w wersji powiększonej) jeden detal jest Nie Tak Jak Powinien Być. I nie chodzi mi o malowniczo wyeksponowaną żyłę szyjnie zlokalizowaną :) No, patrz uważnie... co jest źle? Tik-tak tik-tak tik-tak...

Nie wiesz? Oooo, przykro mi, czas minął. Chodziło o flaszkę! Pusta jest! A nie powinna. Możesz pomóc mi załatać ten fatalny niedostatek w moim życiu, wiadomo, przez FPR. To tylko moja sugestia, ale pamiętaj - za każdym razem gdy olewasz FPR Bóg zabija małego kotka! Serio!

A nie potrzebuję dużo do szczęścia, Karmi Poema w markecie obok mnie zeszło w cenie poniżej 2zł, więc... poza tym datki na wino też są zawsze mile widziane - aaaaaa, właśnie, ktoś poleci jakieś dobre, "umiarkowanie ekspensywne" wino? Półsłodkie perhaps? Tzn. ja tam wypiję dowolnego kwasiora i najwyżej powiem "cóż za interesujące walory smakowe" (to taka inteligencka wersja "wytrawne aż wykręca mordę na drugą stronę, ale grunt że sponiewierało"), tyle że lubię mieć w barku coś czym i kobietę można upoi^W poczęstować. A z doświadczenia wiem, że serwowanie im jakiejś zielonej herbaty czy "interesującego" wina nie ma sensu - nie docenią ;)

Coś jeszcze chciałem napisać... hmm. Włączyłem The Cranberries (trochę przez da.killę) i teraz słucham albumu za albumem. I śpiewam chyba czasem. I nie mogę się skupić bo śpiewam. Yyy, o czym to ja mówiłem... hmm.

PS. Parę dni temu od kobiety usłyszałem, że jestem m a ł y. I nie, nie było to w sytuacji intymnej i nie chodziło o penisa. Mały? Ja mam tak koło 1,8m, wydawało mi się zawsze że to taki, no, średnionormalny wzrost... Ech, te baby. Wymagania, phi. Koszykarza sobie znajdź! Czy ja kiedykolwiek przy którejś narzekałem "ale biust to byś mogła mieć większy" czy "eee, wiesz, może nie noś takich krótkich sukienek - już ja mam prostsze nogi..."? No więc? Narzekałem? NIE! A dlaczego? Ob wrfgrz, xhejn vpu znć snfmlfgbjfxn, gnxgbjal ;) Doooobra, idę sobie nalać wina produkcji Chateau de Mio Pappa (tak, wiem, moje umiejętności władania językami o których nie mam pojęcia porażają ;), rocznik bliżej niesprecyzowany. Się ulululam kubaskiem do snu :) Lulululu... mmm... :)

Kolejna awaria wifi :(

W wireless lanie którego jestem klientem znowu się coś skopało. Dwa dni bez sieci, dzisiaj działa w sumie tylko http, https i ssh. Do czasu zakupu nowych modemów czy jakoś tak... został mi miesiąc cyrografu jeszcze, potem mogę zmieniać operatora... tylko nie bardzo mam wybór. TPSA jest za droga by ich brać na jedną osobę (potrzebuję czegoś w okolicach min. 256kbps), Dialog tak samo... ZTPNET (sieć lokalnej TV kablowej) nie ma zamiaru teraz kolonizować mojej części osiedla... pozostaje jakaś sieć która ciągnęła tu niedawno kable między blokami, mam jakąś ulotkę sprzed paru miesięcy. Dwa numery telefonów, żadnego www czy adresu email... ale zadzwonię i się dowiem. Wolałbym już wyjść z wifi, za duża awaryjność... Ktoś z Zielonej ma jakiś pomysł?

Wykorzystałem wolną chwilkę oraz obecność wolnej partycji 10GB i zrobiłem benchmark filesystemów w kernelu 2.6.12-mm2. Kopiowanie "z zewnątrz" dużej ilości danych do pojedynczego pliku, rozpakowywanie na filesystem źródeł kernela 2.6.12, kopiowanie tego drzewka do nowego katalogu, usuwanie dużego pliku, usuwanie drzewka kernela i jego kopii. Obciążenia typowe dla normalnego "workload". Pomijałem testy odczytu itp. bo różnice nie są wielkie i na desktopie zwykle całkiem nieistotne. A oto wyniki w PDF.

Enlightenment, anyone?

[MECH] 80% ludzi którzy widzą zrzuty mojego pulpitu narzeka, że kolory są be i w ogóle jest taki deprymujący. Dziwadła :P

Ale zacząłem kombinować z innymi kolorami, kształtami itp. wprowadzając więcej pstrokacizny. Nie powiem, widzi mi się nawet. Zacząłem od odświeżającej tapety mokrego... mokrego... hmm, powiedzmy że to mech. Tak, to to zielone.

Clearlooks przerzuciłem na standardowy, brązowawy zestaw kolorów. Dekoracje okien itp. spróbuję jakoś podkolorować może coś w stylu Elberga, tylko dorzucę jeszcze błękit i czerwień... a skoro jesteśmy przy oknach, to oglądałem niedawno DR17 (Czyli Enlightenment 0.17 z CVS). Jestem pod wrażeniem tego jak wydajnie obsługuje te wszystkie animacyjki, refleksy itp. Imponujące. Ludzie z teamu E wiedzą jak robić szybką grafikę, w końcu używany wszędzie (bezkonkurencyjny) Imlib/Imlib2 to ich dziecko. A z DR17 kroi się coś naprawdę dobrego. Prawdopodobnie się przesiądę gdy tylko wyjdzie release :) Głupio, że powstaje kolejne środowisko oparte na własnych toolkitach, ale ich jakość... chyba usprawiedliwi to wszystko. Na razie nie jest zbyt wiele dokończone - są podstawy, biblioteki (z niestabilnym API), jest pager (działający), system biurek, dekoracje okien z przyciskami, parę modułów (apletów pulpitu) - np. termometr pokazujący temperaturę CPU, coś do cpufreq, zegar, moduł rysowania cieni okien na pulpicie... jest też menu i parę luźnych aplikacji. Gdyby nie to, że engage (coś w rodzaju fikuśnego taskbara z trayem) nie działa mi pod Enlightenment (działa za to pod icewm, ironia losu :) to pewnie już bym używał DR17.

Ten wpis skomponowany został przy butelce "karmi poema". Polecam. I wcale nie dostaję żadnych pieniędzy za reklamowanie, to naprawdę smaczny stuff :)

Garść linków które mnie zaciekawiły

Usunąłem w końcu konta na Orkucie i Gronie - i tak nie korzystam z tych serwisów, a na Gronie na dodatek cały czas zaczepiały mnie licealistki i początkujące studentki. Więc konta poszły do /dev/null

O, podobno w każdym blogu trzeba zamieszczać LINKI. Hmm. No to i ja pozamieszczam, co mi tam!

Storage On Demand - miejsce to pozwala władować do 700MB danych na ich serwer, a następie przez pewien czas te dane hostuje. Za friko. Czyli można wystawić znajomym całkiem sporo swoich rozbieranych zdjęć, pirackiej muzyki, gier czy obraz iso9660 czegoś tam. Czyli wszystko to co ja rozsyłam torrentem ;)

No-Contact Jacket. Cuuuudo. Kurteczka dla kobiet, ma wbudowaną funkcję paralizatora. Czyli ktoś babkę chwyta za fraki, a ona go prąąądem. Polecam ze względu na fotki babeczki modelującej w tych ciuchach, główne zdjęcie jest śliczne. A jej mina na pozostałych mnie całkiem rozwala - normalnie samiec twój wróg! :)

BugMeNot. To chyba wszyscy znają, baza danych z danymi login/password do przeróżniastych serwisów, głównie tych które wymagają rejestracji by wziąć udział w ankiecie, wysłać bugreport albo inne pierdołki. Czyli walka z bezsensem zakładania sobie konta i zdradzania adresu e-mail tylko po to by jakąś trywialną sprawę załatwić.

PookMail jest świetnym uzupełnieniem BugMeNot - zakłada się w nim tymczasowe konta pocztowe, wystarczają by odebrać list autoryzacyjny z jakiegoś popapranego serwisu. Konta są potem szybciutko likwidowane, nie trzeba podawać żadnych swoich danych, nie jest się obarczonym spamem. Super.

Their Circular Life to flashowy projekt artystyczny łączący obraz i dźwięk. Oferuje podgląd paru miejsc nagrywanych przez całą dobę, za pomocą suwaka zmienia się porę dnia, po zatrzymaniu w jakimś punkcie można usłyszeć dźwięki otoczenia nagrane wtedy... Śliiiiczne. (...)

Czytaj dalej...
Hoppkizm praktyczny, czyli sen o Wielkim Murzynie

Hoppkizm praktyczny, czyli jak być mną. Dzisiaj na przykładzie typowego snu.

Nad ranem przyśniło mi się, że wynająłem sobie męską dziwkę, takiego wielkiego Murzyna mówiącego z włoskim akcentem... potem pojechaliśmy jego autem do jego willi... jechał bardzo nieostrożnie, po drodze skosił barierki na zakręcie i mało nas nie pozabijał... no i potem przyjechał jakiś durny komisarz policji... a ja dzięki magii naprawiłem barierkę (robiąc z komisarza durnia), zmusiłem czereśnię rosnącą przed willą murzyna żeby zakwitła ponownie i weszła w drugi cykl owocowania oraz wyjąłem z dziupli w tym drzewie jakiegoś zagubionego kota który hamował przepływ soków.

Właśnie obejrzeli Państwo hoppkizm praktyczny. Dziękuję za uwagę, zapraszam ponownie.

Dystrybucje nie dla mnie?

Moje poszukiwania dystrybucji - zarzucone...

Oglądałem gentoo, debiana stable, debiana unstable, archa, ubuntu, pld... Może niedługo opiszę moje wrażenia z zetknięcia się z tymi distros.

Wniosek: zamiast szukać sobie nowego podwórka powinienem raczej pokombinować z dalszą automatyzacją HBS-a.

Korzyść uboczna: mam wygospodarowaną partycję 10GB. Zanim przepartycjonuję dysk ponownie (jestem w tym już biegły ;) mogę ją wykorzystać do wykonania benchmarków filesystemów. XFS, Reiser, JFS, Ext3... ale tym razem nie syntetyczne testy z bonnie++, a real-life zadania. Np. rozpakowanie paczki z kernelem, kompilacja, skopiowanie drzewka ze źródłami, skasowanie go.

A co do partycjonowania dysku, to mam już rutynę :) System (/usr, /bin, /etc itp.) są tarowane, gzipowane i wypalane na DVD+RW, z /home wywalam dane "stałe" (filmy, muzyka, zdjęcia) na DVD+R a następnie zgrywam ten katalog na drugie DVD+RW. Potem weryfikacja danych na płycie, restart, do gry wchodzi Knoppix, partycjonowanie, zakładanie fs-ów na nowo, dekompresowanie paczek z DVD, ewentualne odświeżenie bootloadera, restart. Proste. Dwie płytki DVD+RW Philipsa (nabyte kiedyś za ~7zł od sztuki) są baaardzo przydatne do takich zabaw.

Miałem problem z Huginem. Jeden z dialogów powodował segfault. Najpierw szedłem po najmniejszej linii oporu - rekompilacja gtk, glibc, X-ów, wxGTK z mniej agresywnymi flagami... nic, zero efektu. A np. w Archu działa, chociaż nie nakładają patchy. No to dzisiaj przysiadłem, gdb w dłoń... drobna (i obleśna) modyfikacja kodu i już działa. Jak na nie-programistę który pojęcia nie ma o kodowaniu w C++, toolkicie wxWidgets etc. to chyba dobry wynik? :)

PS. Clearlooks wygląda świetnie. Tak tylko zauważam. Żeby go ktoś pod Qt przeportował jeszcze...

Dylemat

Update: Zgodnie z wpłatami na FPR wygrywa... Gentoo! Hmm :) Fani innych distro najwyraźniej nie chcą mnie w swoich kręgach :)

Oglądałem wczoraj Sarge. Na razie jest całkiem aktualny, ale gdybym go wybrał to w przyszłości pewnie bym musiał go zacząć mieszać z testing... Harnir prowadził mnie za rączkę przez zawiłości apt-getowania, choć całkiem dobrze to szło. BTW, aptitude jest totalnie nieintuicyjne :(

Dzisiaj po raz kolejny wraca mi ochota na... Archa. Arch Linux znaczy się. Dosyć surowe pakiety, minimalnie patchowane (czyli dokładnie tak jak u mnie), niezbyt rozbudowane zasoby ale większość tego co by mi było potrzebne... no i uruchomione niedawno AUR, czyli repo w którym userzy mogą składować swoje dodatki... a na dodatek całkiem aktualna bestia - tak jak lubię... Kuszące jest to, że gdybym w tym distro musiał coś samemu spakietować, to mogę potem łatwo się tym podzielić z resztą, powiększyć zasoby swoją pracą. To dobra rzecz. A jednocześnie całość sprawia wrażenie na tyle prostej, że ogarnięcie całości nie byłoby problemem. Badmad mi podrzucił swój /etc, obejrzę i oszacuję sekwencję startową etc. A wieczorkiem może na starym dysku spróbuję postawić Archa 0.7 (ISO dostałem na DVD z którymś L+) i zobaczę jak to w praktyce działa.

A czemu w ogóle? No bo... to z jednej strony instynkt stadny. Po drugie to trochę nierozsądne ładować pracę w system dla jednej osoby, ja naprawdę chętnie bym "wspomógł" jakąś istniejącą distro, w ciągu ostatnich paru miesięcy to właśnie uczucie się znowu zaczęło odzywać... A po trzecie chętnie bym zepchnął na kogoś utrzymywanie i aktualizowanie tak nudnych pakietów jak man-pages, k3b czy imagemagick - sam bym się zajmował tylko jakąś egzotyką czy rzeczami które koniecznie chcę mieć mocno "spersonalizowane" i chciałbym, by te "nudne" pakiety się "same" aktualizowały.

Dystrybucję? Jaką?

Od wielu miesięcy nie oglądałem u siebie (na mojej maszynce) żadnej dystrybucji. Czuję też chęć poużywania gotowej distro, tak żebym mógł się odprężyć w fotelu i narzekać na innych jeśli akurat jakiś program nie będzie działał tak do końca jak powinien. Czyżbym chciał zakończyć awanturniczy tryb życia i ustabilizować się z jakąś jedną dystrybucją? Czyżby to już ten wiek był? Sam nie wiem...

Chwilowo najbardziej kusi mnie... Debian. Tak, Debian. Nie żadne (K)Ubuntu, tylko zwykły, waniliowy Debian...

PS. Powyższe należy brać serio.

PS#2. Liori proponował, żeby wybieranie distro pozostawić czytelnikom Repo. I zorganizować licytację na FPR (które distro uzbiera najwięcej wpłat, te mam zainstalować i pokochać.
Muszę to rozważyć ;)

...

Ja...

...zresztą nieważne.

Gorzkiego rozczarowania!
[DZIWNE LODY]

Nóż mi dzisiaj w ręku pękł. Porcjowałem zamarznięte na kość lody i w pewnym momencie po prostu trzasnął... widać za mocno naciskałem. Szczęście że nie nadziałem dłoni na resztki ostrza, bo przy sile jaką wkładałem pewnie bym sobie gładko (i głęboko) rozpruł łapkę. I bym nie mógł pisać. I by pewnie musieli mi dłoń zszywać na pogotowiu.

A swoją drogą to dziwne te lody. Na pudełki napis "Gorzkiego rozczarowania" - hmm, oczekiwałbym "Smacznego!" czy czegoś w tym stylu, ale widać producent chciał zaryzykować i sprzedaje lody o smaku "gorzkiego rozczarowania". Odważny, nie powiem. Ciekawe jaki dziwak potem takie lody kupi? A... już wiem jaki... ;)

Ha, antyspam na Repo działa skutecznie. Tak skutecznie, że zżera czasem wiadomości. Więc jeśli napisałaś/napisałeś coś do mnie mailem i odpowiedź nie przyszła po paru dniach/tygodniu, to możliwe że spamfilter ją wywalił. Parę prostych zaleceń - nie wysyłaj maili w html-u, nie proponuj mi powiększania penisa ani feromonów i nie nadawaj mailowi tematów typu "Hi!" czy "Hello!" ;)

Oooo, da.killa upolował sarenkę :( A mi się nie udało. Bu.

[PANO]

Za to przygotowałem pierwszą w życiu "zamkniętą" panoramę, leśną. Pełne 360°... byłem ciekaw czy dam radę, bo przy takim przeplocie elementów bliskich i dalekich bez statywu stała oś obrotu aparatu jest szczególnie ważna. No ale jakoś się udało. Widać ławeczkę - tak, są tam takie porozstawiane miejscami. I nawet kosze na śmieci są gdzieniegdzie. I szlaki powytyczane. Taki wielki park. Ale wystarczy pół godziny marszu i już można wleźć w głęboki, niecywilizowany las. Fotkę hostuję na ImageShack, bo duża jest i chcę zdjąć trochę obciążenia z Repo (oraz dać Czytelnikom lepszy download ;). Chociaż i tak by zmieścić ją na ImageShack musiałem zredukować bardzo mocno jakość i przeskalować w dół (ImageShack hostuje tylko pliki do 1MB).

Spacer leśny

Toner się "rozszedł" i na oko nie narzekam.

Rodzina (łącznie ze szwagrem) wmawia mi, że schudłem. Akurat. Wcale nie czuję się ani trochę schudnięty.

Wiesz co to namiętność? To takie specyficzne uczucie które pojawia się, ogniskuje myśli na jednym punkcie i jednocześnie mąci w głowie? Ja kiedyś to znałem. Kiedyś. A parę dni temu poczułem to znowu. No, nie do końca. W sumie to w ogóle nie poczułem, skończyło się na preludium. Szum, zawirowanie, krew uderzająca do głowy, odrobinka euforii, rzeczywistość układająca się na swoim rusztowaniu miękko jak satynowy żagiel... Byłem zaskoczony, bo jeśli idzie o odczuwanie czegokolwiek... to... ciężko to nazwać. W ciągu ostatnich lat emocjonalnie coraz bardziej się wyziębiałem, do punktu w którym już tak naprawdę mało co potrafi mnie poruszyć. A tu takie uczucia... zupełnie jak spotkać dawnego przyjaciela, o którym się już prawie zapomniało.

Awaria energetyki. Przez kilka godzin prądu nie miałem, więc wykorzystałem okazję (gdy nie ma prądu to nie mogę pracować! :) i wyrwałem się do lasu przy Wzgórzach. Najadłem się słońca i gorącego powietrza, pachniało wiewiórkami i żywicą, a ptaki darły dzioby. Udało mi się poleżeć w trawie pełnej dmuchawców, zirytować jedną wiewiórkę namolnym gapieniem się (zaczęła na mnie fukać), spotkać oko w oko z sarenką (trzy metry ode mnie stała! szkoda, że nie miałem przygotowanego aparatu), nasypać piachu do butów, znaleźć kawałek lasu który było wyraźnie czuć wielkim, futrzatym zwierzęciem (a że naczytałem się Lovecrafta to i zacząłem się rozglądać wypatrując jakiegoś potwora ;), znaleźć inny kawałek usiany podejrzanie sinymi szyszkami, posiedzieć na ławeczce, pomedytować sobie pod jakimś drzewem... ogólnie mówiąc świetnie się bawiłem. Ja to mam małe potrzeby chyba, wystarczy mi parę godzin sam na sam, z dala od ludzi i blisko drzew.

No i trochę sobie rzeczy napstrykałem, na razie leżą i czekają na przetworzenie. Na razie pokażę tylko fragment trawy w której się turlałem i dwa ujęcia interesująco wielkiego robala (bardzo szybko się skurczybyk przemieszczał): [MLECZE] [ROBAL#1] [ROBAL#2]