Toner się "rozszedł" i na oko nie narzekam.
Rodzina (łącznie ze szwagrem) wmawia mi, że schudłem. Akurat. Wcale nie czuję się ani trochę schudnięty.
Wiesz co to namiętność? To takie specyficzne uczucie które pojawia się, ogniskuje myśli na jednym punkcie i jednocześnie mąci w głowie? Ja kiedyś to znałem. Kiedyś. A parę dni temu poczułem to znowu. No, nie do końca. W sumie to w ogóle nie poczułem, skończyło się na preludium. Szum, zawirowanie, krew uderzająca do głowy, odrobinka euforii, rzeczywistość układająca się na swoim rusztowaniu miękko jak satynowy żagiel... Byłem zaskoczony, bo jeśli idzie o odczuwanie czegokolwiek... to... ciężko to nazwać. W ciągu ostatnich lat emocjonalnie coraz bardziej się wyziębiałem, do punktu w którym już tak naprawdę mało co potrafi mnie poruszyć. A tu takie uczucia... zupełnie jak spotkać dawnego przyjaciela, o którym się już prawie zapomniało.
Awaria energetyki. Przez kilka godzin prądu nie miałem, więc wykorzystałem okazję (gdy nie ma prądu to nie mogę pracować! :) i wyrwałem się do lasu przy Wzgórzach. Najadłem się słońca i gorącego powietrza, pachniało wiewiórkami i żywicą, a ptaki darły dzioby. Udało mi się poleżeć w trawie pełnej dmuchawców, zirytować jedną wiewiórkę namolnym gapieniem się (zaczęła na mnie fukać), spotkać oko w oko z sarenką (trzy metry ode mnie stała! szkoda, że nie miałem przygotowanego aparatu), nasypać piachu do butów, znaleźć kawałek lasu który było wyraźnie czuć wielkim, futrzatym zwierzęciem (a że naczytałem się Lovecrafta to i zacząłem się rozglądać wypatrując jakiegoś potwora ;), znaleźć inny kawałek usiany podejrzanie sinymi szyszkami, posiedzieć na ławeczce, pomedytować sobie pod jakimś drzewem... ogólnie mówiąc świetnie się bawiłem. Ja to mam małe potrzeby chyba, wystarczy mi parę godzin sam na sam, z dala od ludzi i blisko drzew.
No i trochę sobie rzeczy napstrykałem, na razie leżą i czekają na
przetworzenie. Na razie pokażę tylko fragment trawy w której się turlałem i dwa ujęcia interesująco wielkiego robala (bardzo szybko się skurczybyk przemieszczał):
Dopiski:
Od: Anonimowy Komentownik Repo
Data: 20050604, 06:37
Tuszę, iż to chrząszcz raczej, niźli robal. :)
Od: lanrat
Data: 20050604, 11:59
Skarabeusz normalnie :-)
A wiewiórka fukała bo wiewiórki nie lubią jak im inne Wiewiórki wchodzą na teren ;-)
Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20050604, 13:29
No ale to przez kobietę, prawda? Bo ostatnio coś wspominasz tak po trochu ale żadnych szczegółów..
Od: smuki
Data: 20050604, 19:24
potforek już na tapecie. całkiem ładnie to wygląda.
Od: Hoppke
Data: 20050605, 00:47
zapomniałem dodać, że żaden robal/chrząszcz nie został skrzywdzony na potrzeby tworzenia tego wpisu ;) Ba, temu tutaj pomogłem nawet stanąć na łapkach, bo się głuptasek na grzbiet przewrócił.
@ACR: Nie. Ja sam z siebie lubię do lasu się wyrwać. Daje mi to zawsze trochę czasu dla siebie. Potrzebuję takich chwil refleksji. Kobiety, czy w ogólności ludzie, nie mają z tym nic wspólnego.
Od: smuki
Data: 20050605, 09:01
@Hoppke: jak nie ucierpiał? zdjęcia kradną duszę [czy co tam żuczki mają].
Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20050605, 14:17
@Hoppke: Ale mi o tą namiętność chodziło a nie o las..
Od: Hoppke
Data: 20050605, 19:33
@ACR: wiem :) ale nie chciałem odpowiadać ;)
Nie, tak naprawdę to nie. Nie o kobietę poszło. Ostatnio nie wzbudzają we mnie żadnych żywszych uczuć. Pewnie mam chwilowy uraz do wszystkich bab.
@smuki: ale taka żucza dusza to maleńka musi być. Pewnie nawet nie zauważył jej braku. Pomyśli sobie, że pewnie ją zgubił w piasku albo co... ;)