Hoppkizm praktyczny, czyli jak być mną. Dzisiaj na przykładzie typowego snu.
Nad ranem przyśniło mi się, że wynająłem sobie męską dziwkę, takiego wielkiego Murzyna mówiącego z włoskim akcentem... potem pojechaliśmy jego autem do jego willi... jechał bardzo nieostrożnie, po drodze skosił barierki na zakręcie i mało nas nie pozabijał... no i potem przyjechał jakiś durny komisarz policji... a ja dzięki magii naprawiłem barierkę (robiąc z komisarza durnia), zmusiłem czereśnię rosnącą przed willą murzyna żeby zakwitła ponownie i weszła w drugi cykl owocowania oraz wyjąłem z dziupli w tym drzewie jakiegoś zagubionego kota który hamował przepływ soków.
Właśnie obejrzeli Państwo hoppkizm praktyczny. Dziękuję za uwagę, zapraszam ponownie.
Dopiski:
Od: crs
Data: 20050620, 13:35
Hahaha. Uśmiałem się. ;-) Bycie Hoppkistą nie jest wcale takie łatwe. ;-)
Od: shadow
Data: 20050620, 13:41
Być Hoppkiem - to jest nierealne! Żaden norma^H^H^H^H^Hinny człowiek nie jest w stanie podołać temu zadaniu.
Od: smuki
Data: 20050620, 14:23
co jak co, ale z murzynem miałbym problem :)
Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20050622, 18:27
Ja juz nie chce byc taki jak Hoppke ...
Od: Hoppke
Data: 20050622, 20:24
Nooo... każdemu się wydaje, że to tak fajnie. Sława, renoma, brukowce walczące o wywiad, piękne kobiety piszczące na sam mój widok... wilgotne już po skinięciu dłonią i miłym uśmiechu... ;)
A tymczasem hoppkowanie to ciężka harówka. Za każdą dobrą rzecz w trójnasób trzeba zapłacić. I tylko ja wiem jak bardzo samotny, skrzywdzony przez los, ludzi i świat jest każdy hoppkista. I ile trzeba siły żeby nie poddać się obłędowi i nie wysadzić się w powietrze w jakimś centrum handlowym... i jak bardzo to wszystko jest bez sensu... i jest się jak dytko z rogami wrastającymi do środka.
Dzisiaj stałem przy skrzyżowaniu, na wysepce między światłami ulicznymi. I gdzieś pojawiła się myśl - zrobić krok przed siebie, przejść na drugą stronę mimo czerwonego światła. Oczywiście ruch uliczny był tak silny, że po pierwszym kroku by mnie jakaś ciężarówka zmiotła... ale chęć żeby pójść przed siebie miała gotową odpowiedź - "no i co z tego?". Uwielbiam tak celne argumenty.
I byłem tyci-tyci od wejścia pod jakieś auto. To było jak... hmm... jak kichnięcie. Albo orgazm. Czujesz, że się zbliża, jak narasta... możesz próbować to powstrzymać, ale w gruncie rzeczy i tak wiesz, że to kwestia czasu. Bo wcale nie chcesz z tym walczyć.
Zielone włączyło się zanim zdążyłem kichnąć. "Na szczęście?" Zależy jak kto patrzy na takie sprawy. "Problem" chyba w tym, że mi by było obojętne.
To hoppkizm w praktyce.
Od: Lutai
Data: 20050623, 14:34
Brzmi jak mentalny zombie.
Od: crs
Data: 20050623, 14:52
I tak też wygląda...
Moim zdaniem w tym śnie zdołało się przebić "drugie ja" Hoppke. Czyżby podświadomość chciała urzeczywistnić odwieczne potrzeby Jego mrocznej strony? "Wielki murzyn" - chyba już wiem skąd te, jakby nie było, lekko dziwne podejście do kobiet. ;-))
Hoppke: Nie bierz tego do siebie. ;-)
Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20050623, 15:27
Ale z tym skrzyżowaniem to akurat chyba nie jest aż takie dziwne.. przynajmniej dla mnie. Ja też dość często mam takie myśli i biorę je trochę serio, podobnie chyba jak Ty.