ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2005/07, 8 wpisów
Nawet we śnie nie ucieknę od elektroniki

NP: Placebo - Ion

Mam chwilę czasu... ale nie mam o czym pisać, więc... może mały raport z obozu snów? Coś sprzed paru dni, w telegraficznym skrócie...

Akcja zaczęła się na ulicy, gdzieś w moim mieście. Spotykam całkowicie obcą i jak najbardziej milutką dziewczynę, trochę młodszą ode mnie, ale hej - to sen, więc chrzanić tabu. "Się nada" :P. Więęęęc idę z nią do jej domu. Dużego, w stylu willowym. Wewnątrz zastaję coś w rodzaju sporego centrum obliczeniowego, z paroma stanowiskami operacyjnymi. Przy każdym siedzi jakiś facet, jednym z nich jest nawet mój ojciec.

We śnie dochodzą nowe informacje - ojcem dziewczyny jest jakiś znajomy mojego ojca, razem prowadzą sobie koleżeńsko jakąś małą operację terrorystyczną, nic wielkiego. Spędzam trochę czasu z tą młodą kobietką, pijemy coś czerwonego i zimnego (z lodem) w kuchni, trochę rozmawiamy. Poznaję też jej młodszą siostrę (ale to jeszcze dziecko, więc nie przykuwa mojej uwagi).

Nawiązuję też przelotną rozmowę z jej ojcem - proponuje mi dorobienie na boku paru stów, potrzebuje kogoś do złożenia kolejnego terminala ze złomu leżącego na szafce w korytarzyku obok kuchni. Zgadzam się, w końcu ile można podrywać jego córkę?

...faktycznie, złom. Jakiś leżący luzem hardware, nawet monitor jest w kawałkach. Trudno, biorę się za składanie. Skręcam, składam, lutuję oderwane kable. W pewnym momencie zauważam ciekawie wyglądający korytarzyk nieopodal. A co mi tam, pomyszkuję trochę - na składanie złomu znajdzie się jeszcze czas.

Korytarz jest bardzo niski, prawie kwadratowy w przekroju. Wygląda na ułożony z wielkich, jasnoszarych bloków gładkiego kamienia i kojarzy mi się jednoznacznie z piramidami. Prowadzi mnie przez parę metrów, potem skręca w lewo. Natrafiam tam na coś w rodzaju pułapki - bloki kamienia rytmicznie opuszczają się z sufitu i znowu podnoszą... a w oddali, za nimi, coś się porusza. Jest bliżej i bliżej... dociera tu mało światła, więc nie widzę zbyt dobrze, muszę czekać aż podejdzie bliżej... słyszę jakieś dodatkowe rytmiczne łupanie przebijające się przez hałas ruchomych kamieni... w końcu to podchodzi na wyciągnięcie ręki...

O! To... wielki, naprawdę wielki, sięgający mi spokojnie do pasa SZCZUR W METALOWYCH BUTACH! Z wielkim metalowym wisiorem na szyi i wielkimi, czerwonymi, lekko świecącymi oczkami. O dziwo, wcale się go nie boję. Zdaje się być inteligentny więc nic nie mówię, czekam aż pierwszy się odezwie...

...no i wtedy budzi mnie pieprzony telefon. Wrrr. Trudno, nie każdy sen opowiada się do końca.

NP: Placebo - English Summer Rain

Natchnienia, natchnienia mi trzeba!

Wrrr! Potrzebuję natchnienia, jakiejś muzy...

Ał. Kostka. Boli. Ał.

Zieeeew. Idę spać. Jutro będę miał zajęty dzień...

Lewa stopa sprawia mi kłopoty. Tzn. trochę boli gdy się na niej opieram. Staw skokowy czy jako to tam się nazywało... kiedyś miałem którąś nogę zagipsowaną, właśnie przez popularne "skręcenie kostki" (dość paskudne zresztą), może to ta sama się odzywa?

No a K. mnie wyciągnęła na spacer wieczorem, więc pewnie nie pomogło to kostce. Chociaż... prawdę mówiąc teraz już chyba nie boli. Może to dlatego, że siedzę na krześle.

W Linux+ może pójdzie tekst o panoramach - jeśli naczelny przyklepie. I pewnie go skrócą - jestem przyzwyczajony do standardów sieciowych, gdzie nikt mi nie limituje długości wypowiedzi. A tu niestety, nie mogę powiedzieć wszystkiego. Muszę wybierać rzeczy najważniejsze i pomijać te mniej ważne. Ech. Chciałbym na płytkach L+ zamieścić też trochę przykładowych fotek, panoram, plików projektu hugina - to lepsze medium niż sieć, bo nie trzeba się tak cackać z wielkością plików, więc chętnie bym skorzystał. Różne wersje próbne panoram które są jakoś powiązane z tym artykułem (który, mam nadzieję, ukaże się kiedyś w druku) zebrały mi się też na imageshack - o, osiem przykładów. Oczywiście nie wiem czy dasz radę je obejrzeć - imageshack ostatnio strasznie kulawo chodzi.

Aaaa ja lecę spać. Chciałem dzisiaj coś napisać o cieple ludzkiego ciała i subtelnych przyjemnościach jakich dostarcza mi leniwe tulenie się do kobiet, ale nie mam już... zieeeew... siły. SPAAAAĆ :)

Śniadanie eklektyczne

NP: The Cranberries - Do You Know

Raz na parę dni robię sobie solidne śniadanie. Bo moje posiłki nie mają cyklu dobowego... No dobra, mają, ale tylko częściowo - nad wszystkim panuje jeszcze kilkudobowy über-cykl który zmusza mnie do zatankowania co parę dni większej liczby kalorii. Najchętniej w postaci śniadania, po którym nie mogę myśleć o jedzeniu aż do północy (nie wliczając lodów, bo te mogę jeść zawsze, nawet wypchany po brzegi).

Dzisiaj czyściłem lodówkę z resztek. Najpierw dwie zabłąkane parówki pociąłem w słupki (takie po 2-4cm długości), wrzuciłem na patelnię. Do tego połowa zielonej papryki... połowa czerwonej... jakiś niedojedzony pomidor...

kilka łyżeczek musztardy francuskiej, podsmażałem przez parę minut...

połowa słoika jakiegoś sosu do spaghetti, znowu trochę podsmażamy, ale krótko... kurkuma żeby złamać ten mało frapujący smak sosu makaronowego...

Cytryn nie miałem, a szkoda - bo cytrynowego soku ze dwie-trzy łyżeczki bym dodał chętnie...

Na koniec wykładam dno blaszanej miseczki pyzą (parowańcem) pociętą na plasterki (niecały 1cm grubości), zsuwam część zawartości patelni. Kładę drugą warstwę pyzowych plasterków, zakrywam resztką patelniowej mieszanki... et voila! :)

Łomatko. Pełna miseczka wyszła. Pękam w szwach. Bardzo zadowolonych i najedzonych szwach :)

PS. Te parowańce, jak się je u mnie nazywa, to pyzy gotowane na parze. Takie małe "bułeczki" z drożdżowego ciasta. Wiem, że w innych częściach kraju mają inne nazwy. Trochę ich zostało w lodówce i się już zsychały, więc... a że ryżu mi się nie chciało gotować (wiadomo, przy śniadaniu każdy się spieszy...)

NP: The Cranberries - Delilah

No i znowu przemokłem

Wypala mi się właśnie ostatnie kadzidełko "The Moon", "Opium" też mi tylko jedna sztuka została... i świeczek nie mam prawie... a to oznacza, że muszę jakoś na dniach wybrać się na zakupy do świeczkarni i uzupełnić zapasy - bardzo lubię przebierać w tych olejkach eterycznych, kadzidełkach, świeczkach, świecznikach i podstawkach :)

W nocy była niezła burza. Na tyle solidna, że w pewnym momencie się obudziłem i zamknąłem okno. Pamiętam bardzo ładne grzmoty i ulewę.

Dzisiaj, już za dnia, była powtórka z rozrywki. Tylko tym razem byłem oczywiście na zewnątrz i zostałem przez ulewę zaskoczony. Akurat przechodziłem przez park Tysiąclecia gdy się rozpadało. Próbowałem przeczekać pod takim wielkim, rozłożystym drzewem, ale nic z tego - zaczęło przeciekać. Więc zacząłem się przebijać jakoś w kierunku budynków - doleciałem do oddziału BZWBK... wparowałem do środka i przygodne panie od razu nazwały mnie "miss mokrego podkoszulka" (na szczęście nikt nie robił zdjęć :). Cały mokry... Postałem tam z dziesięć minut, odlepiając sobie koszulkę od cycków (praktycznie niewykonalne) i wytrzepując wodę z włosów, zabezpieczyłem też zawartość torby która nieco przemokła. A gdy trochę zelżało rzuciłem się na zewnątrz. Ale już w okolicach Blues Express znowu się rozpadało i musiałem kolejny raz odczekać, tym razem pod parasolami na zewnątrz lokalu. Chyba trochę wtedy przemarzłem. Widziałem też bardzo sympatycznie wyglądającą dziewczynę, która ubrana w czarną bluzę-kangurkę, bez specjalnych zabezpieczeń szła sobie dosyć niespiesznym krokiem przez największą ulewę. Lubię takich ludzi, gdyby nie to że przemakającą torbę miałem wypchaną po brzegi elektroniką, to pewnie sam bym tak właśnie szedł przez deszcz. Uśmiechnąłem się do niej, ona odwzajemniła uśmiech.

Na Kupieckiej popatrzyłem sobie jeszcze na deszczową atrakcję - ulewa była tak nagła i intensywna, że w kanalizacji burzowej wypierane przez wodę powietrze osiągało chyba niezłe ciśnienie (fotka).

A potem wszystkie ciuchy poszły do wymiany, buty się suszą... Byle tylko jakieś przeziębienie mnie nie wzięło teraz. Chyba profilaktycznie wezmę ciepłą kąpiel. Tak, to dobry pomysł. Idę do wanny.

PS. Używam teraz Sawfisha. Może przy nim pozostanę? Jest całkiem wygodny. Po przejściu z icewm muszę odzwyczaić się od korzystania z taskbara (nie jest to trudne, jakoś sobie radzę używając sawfishowego menu z listą okien), a za tray służy mi plugin z fbpanela (działa o wiele lepiej niż icewmtray). Na razie sprawdza się bardzo dobrze.

Poranek borówkowy

Poranek na działce - zbieranie ogórków, pomidorów, jabłek (całych dwóch sztuk :) i borówek. Borówki obrodziły jak diabli. Nigdy tylu chyba nie było. I na krzakach dużo wisi, i całą michę do domu przyniosłem. Ciekawe czemu tak dużo? Wszystko inne szlag trafił, mniej lub bardziej dokładnie... Przymrozki skosiły swego czasu większość kwiatków i w tym roku prawie żadnych owoców nie było (szkoda mi szczególnie wczesnych czereśni, uwielbiam je) i nie będzie raczej - oprócz tych borówek, one czują się świetnie.

Mowa oczywiście o dużych, słodkich borówkach amerykańskich. Dobre pierogi z nich wychodzą, można oczywiście maczać je w trakcie jedzenia w borówkach ze śmietaną i cukrem, tak jak to się z truskawkami robi... gorące pierogi i zimna śmietana... mniam...

No i znowu się kernel rozjechał

Ha! Dzisiaj kończyłem porządkować szafę, nie znalazłem już nic do wywalenia (kilka par spodni i parę koszul pozbyłem się w zeszłym tygodniu), za to trafiłem na białe dżinsy które z jakiegoś powodu miałem upchnięte na półeczce "rzeczy nie do noszenia". W zeszłym roku najwidoczniej nie mogłem ich dopiąć (albo mogłem dopiąć, ale musiałem przy tym rezygnować z oddychania). A teraz bez większych problemów. Nie są luźne, ale ich noszenie nie jest też uciążliwe. No, to mam "nowe" spodnie - ładne, jaśniutkie, bardzo ładny krój, idealna długość.

Używałem kernela 2.6.13-pre1, teraz przeskoczyłem na 2.6.13-pre3. Ma sporo rzeczy przeniesionych z gałęzi -mm, a przynajmniej tak to mi wygląda. Konfigurowalna wartość HZ, dodatkowe ustawienie w konfiguracji wywłaszczania, kexec... Z tego co rozumiem to znajdzie się i w pełnym 2.6.13, skoro jest w -pre? To miłe dodatki dla desktopowców...

Tyle że lirc mi się "rozjechał". Bo oczywiście po 2.6.12 zmieniło się API czegoś w kernelu, coś w okolicy rejestrowania/usuwania urządzeń czy jakichś klas... No, nieładna sprawa. Takie zmiany naprawdę nie powinny zachodzić w parzystej serii kernela... poprawki typu "zmiana nazwy/argumentów funkcji" powinno się odkładać na bok i aplikować przy 2.7 dopiero... Ale trudno. Poprawiłem co trzeba i zdaje się działać. Na wypadek gdyby ktoś potrzebował oto sam patch.

Jak daleko pada jabłko od jabłoni, czyli znaczenie komunikacji

Jak dużo cech przejmuje się od rodziców?

Może inaczej: jest sporo cech które widzę u mojego ojca. I które mi się nie podobają. Mówiąc najogólniej chodzi o interakcje z innymi ludźmi - czasem potrafił (i nadal potrafi) być dosyć nieprzyjemny, że to delikatnie ujmę. Zawsze sobie obiecywałem, że nigdy nie będę taki, że nie będę tak traktował ludzi, nie będę reagował w określony sposób w jakiejś określonej sytuacji...

Ale... czasem wyłazi ze mnie jakaś wada mojego ojca... nad którą jednak nie zapanowałem.

Czy naprawdę wychowanie tyle znaczy? Czy jestem skazany na replikowanie jakiegoś wzoru nawet jeśli mi się nie podoba? A może to geny?

Najgorsze jest to, że ja naprawdę nie chcę postępować źle... ale potrafię zranić kogoś w dokładnie taki sam sposób jak mój tato to zrobił kiedyś ze mną czy mamą. I jeśli mi się tego nie wypomni, to mogę nawet nie zauważyć. Może on też nigdy tego nie zauważał, i dlatego...

Więc zacząłem się zastanawiać nad rolą komunikacji. No wiesz, sprzężenie zwrotne. Każda akcja wywołuje reakcję, jeśli kogoś urażę to powinienem zostać sprowadzony do pionu, żeby zauważyć że coś robię źle... w końcu chyba ludzie nie są z natury złośliwymi sadystami, więc może chodzi o to, że takim jak mój ojciec czy, jak na to wygląda, takim jak ja... że takim ludziom nikt nie zwracał uwagi i nie dawał im szansy zauważenia błędów które popełniają?

No bo weźmy prosty scenariusz - rozmawiam z kimś, niech to będzie hipotetyczna kobieta, im szybciej puszczają nerwy... No więc rozmawiam z babką i nagle mówię coś, co ona odbiera jako obrazę. Oczywiście nie taka była moja intencja, powiedzmy że to był tylko zły dobór słów z mojej strony, jakieś nieporozumienie, albo żart którego nie odebrała po mojej myśli... I teraz wszystko zależy od jej reakcji, prawda? Może nic nie powiedzieć i kontynuować rozmowę - ja nic nie zauważę, ona ma uraz. Z czasem się tylko będzie to pewnie pogłębiać. Ale może też od razu mnie zaatakować - czego ja z kolei mogę nie zrozumieć, dochodzi do otwartego konfliktu, eskalacja zbrojeń, po paru miesiącach mijając się na ulicy udajemy już, że się nie zauważamy nawzajem. (...)

Czytaj dalej...