ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Jak daleko pada jabłko od jabłoni, czyli znaczenie komunikacji

Jak dużo cech przejmuje się od rodziców?

Może inaczej: jest sporo cech które widzę u mojego ojca. I które mi się nie podobają. Mówiąc najogólniej chodzi o interakcje z innymi ludźmi - czasem potrafił (i nadal potrafi) być dosyć nieprzyjemny, że to delikatnie ujmę. Zawsze sobie obiecywałem, że nigdy nie będę taki, że nie będę tak traktował ludzi, nie będę reagował w określony sposób w jakiejś określonej sytuacji...

Ale... czasem wyłazi ze mnie jakaś wada mojego ojca... nad którą jednak nie zapanowałem.

Czy naprawdę wychowanie tyle znaczy? Czy jestem skazany na replikowanie jakiegoś wzoru nawet jeśli mi się nie podoba? A może to geny?

Najgorsze jest to, że ja naprawdę nie chcę postępować źle... ale potrafię zranić kogoś w dokładnie taki sam sposób jak mój tato to zrobił kiedyś ze mną czy mamą. I jeśli mi się tego nie wypomni, to mogę nawet nie zauważyć. Może on też nigdy tego nie zauważał, i dlatego...

Więc zacząłem się zastanawiać nad rolą komunikacji. No wiesz, sprzężenie zwrotne. Każda akcja wywołuje reakcję, jeśli kogoś urażę to powinienem zostać sprowadzony do pionu, żeby zauważyć że coś robię źle... w końcu chyba ludzie nie są z natury złośliwymi sadystami, więc może chodzi o to, że takim jak mój ojciec czy, jak na to wygląda, takim jak ja... że takim ludziom nikt nie zwracał uwagi i nie dawał im szansy zauważenia błędów które popełniają?

No bo weźmy prosty scenariusz - rozmawiam z kimś, niech to będzie hipotetyczna kobieta, im szybciej puszczają nerwy... No więc rozmawiam z babką i nagle mówię coś, co ona odbiera jako obrazę. Oczywiście nie taka była moja intencja, powiedzmy że to był tylko zły dobór słów z mojej strony, jakieś nieporozumienie, albo żart którego nie odebrała po mojej myśli... I teraz wszystko zależy od jej reakcji, prawda? Może nic nie powiedzieć i kontynuować rozmowę - ja nic nie zauważę, ona ma uraz. Z czasem się tylko będzie to pewnie pogłębiać. Ale może też od razu mnie zaatakować - czego ja z kolei mogę nie zrozumieć, dochodzi do otwartego konfliktu, eskalacja zbrojeń, po paru miesiącach mijając się na ulicy udajemy już, że się nie zauważamy nawzajem.

Jakie jest wyjście? Nie wiem, ale wydaje mi się, że jedyny sposób to otwarte przedstawienie sprawy - ale spokojnie, bez agresji. Coś w stylu "ale dlaczego powiedziałeś/zrobiłeś coś takiego? zraniłeś mnie tym, bo...". To daje do myślenia, no przynajmniej mi daje. I naprawdę pozwala zauważyć, że przypadkiem kogoś się uraziło. I daje nauczkę na przyszłość.

Komunikacja. Mam tyle wad i prywatnych, hmm, "cech", że chyba potrzebuję o wiele lepszej komunikacji z ludźmi niż mi się do tej pory wydawało.

Nie wiem, może to błędne wnioski, ale obiecałem sobie popracować nad własnym "sprzężeniem zwrotnym". W sytuacjach gdy poczuję się urażony nie mogę sięgać po ironię, nie powinienem się rewanżować ani udawać, że nic się nie stało. Tym bardziej, że ojciec tak nie robi. Więc może ja muszę zwracać na to podwójną uwagę, żeby nie popaść w schematy które widzę u niego i które mi się nie podobają. Nie będę nigdy ideałem, ale może zestaw wad będę miał przynajmniej własny? :)

Bo serio, podczas dorastania widziałem w ojcu tyle wad które przeklinałem... a teraz te jakże znajome zachowania zaczynam widzieć u siebie... i czuję się taki bezsilny. Nie chcę, nie chcę tego powtarzać, robić innym ludziom rzeczy które on robił mi, ale... Takie ma być przeznaczenie każdego dziecka? Kopiowanie, nawet wbrew woli?

Dopiski:

Od: MySZ
Data: 20050712, 22:09
kurcze, to moglby byc dokladnie moj wpis. mam te same problemy :) i tez, juz jakis czas temu, doszedlem do wniosku ze jedynym sposobem jest rozmowa, proba wyjasnienia.

Od: PW
Data: 20050713, 00:29
Mi się jak na razie udaje unikać wad ojca, acz ostatnio co po niektórzy zaczynają mi niektóre rzeczy wypominać. Najgorsze jest to, że ja nie uważam tak jak oni, ale to z pewnością ja się mylę. Życze powodzenia w pracy nad sobą, tak sobie jak i innym biednym istotom :D

Od: Jazzu
Data: 20050713, 08:47
Mam to samo. Co najgorszę zdaję sobie z tego doskonale sprawę ale w niektórych systuacjach po prostu nie panuję nad sobą. Ale jak każdy staram się zminimalizować w sobie te cechy i wady, które mi nie odpowiadają.

Od: tmjen
Data: 20050713, 11:14
wydaje mi sie ze nie mozna tego zmienic i zaakceptuj siebie takim jakim jestes

pozdrowienia

Pozostaw dopisek: