ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2005/09, 6 wpisów
Dłubanina przy komputerze

[NOWY, WIĘKSZY WENTYL :] Kupiona na allegro redukcja 80mm-60mm już założona. I na procesorze siedzi sobie teraz cichy, termoregulowany fan 80mm. Oczywiście "duży może więcej", więc nagarnia odpowiednie metry sześcienne powietrza obracając się o wiele wolniej niż musiałaby to robić stara "sześćdziesiątka". Czyli szumu nie ma! :) A jakby założyć 120mm to dopiero by było... Jedyna wada obecnego wentylatora 80mm to to, że to automat i sam zmienia prędkość w zależności od wskazań swojej czujki termicznej. Ale, z powodu redukcji na której jest osadzony, znajduje się dosyć wysoko nad radiatorem i czujka może trochę zaniżać obroty. Ale z tego co widzę teraz działa dobrze. Poniżej 2k obrotów na minutę, a procesor odpowiednio chłodny. No i super.

No a 60mm, którego zdemontowałem z radiatora, postawiłem przed radiatorem chipsetu. Programowo obniżyłem mu zasilanie do połowy (płyta główna pozwala mi, z poziomu linuksa, sterować zasilaniem jednego gniazda wentylatorów), więc obroty też zjechały poniżej 2k i też jest niesłyszalny w tej chwili. No nie mam co z nim na razie zrobić, więc niech sobie dmucha na chipset.

I w chwili obecnej najgłośniejszym elementem jest wiatrak w zasilaczu. Jeśli go zatrzymam palcem, to słychać już tylko cichutki szum dysku (a i to tylko dlatego, że dysk jest wywleczony na front obudowy i w większej części pozbawiony osłony), chociaż prawdę mówiąc głośniej buczy mi elektryczność w monitorze niż ten dysk. Czyli jeśli wyciszę jeszcze kiedyś zasilacz, to będzie już całkiem super. Sam zasilacz i tak jest już dużo cichszy po ostatniej wymianie wentylatora i wywaleniu 99% żeberek jakie zasłaniały łopatki wiatraka, ale i tu jest miejsce na ulepszenia. Ale nie dopóki siedzi w tym swoim małym blaszanym gorseciku. Musiałbym go rozebrać i albo spowolnić wiatrak, albo (opcja preferowana) dać mu jakiś zacny studwudziestomilimetrowy nadmuch. Ale to raczej odpada dopóki ręce mam związane wymiarami obecnej obudowy. (...)

Czytaj dalej...
Jak wahadło bujam się, od euforii w de-pres-ję

No i znowu trochę czasu przeciekło przez palce. I chyba czuję kolejną nadchodzącą depresję. I mam już serdecznie dosyć użerania się z ludźmi o należne mi pieniądze. I bardzo chciałbym teraz zjeść pączka i się do kogoś przytulić, ale nie mam żadnego pączką pod ręką i wszystkie cukiernie już pozamykane... a przytulić też nie ma się do kogo i nikogo też nie widzę na horyzoncie.

No i buty nowe na jesień by mi się przydały jakieś... czuję, że znowu dwa tygodnie będę łaził po obuwniczych zanim coś sobie znajdę. Tylko dlatego, że mam normalnie zbudowaną stopę. I nie wbiję jej w większość tych nowoczesnych "bucików", bo tzw. "tęgość" nie ta. Gdybym miał płaskostopie, to może, może... ale nie mam. Więc będę łaził, przebierał, przymierzał i narzekał.

A wczoraj po raz pierwszy od daaaawna wypiłem sobie trochę wina. Gdzieś z kubek. Słodkiego, wiśniowego... takiego w którym "czuje się pestkę". Mmmm :) Jest ponoć tylko kilka takich prawdziwych przyjemności w życiu - a należą do nich palenie dobrego cygara, picie dobrego wina i inne takie tam. Więc to z winem mogę potwierdzić - szalenie przyjemne potrafi być. Na cygarach się nie znam, nie palę - ale może kiedyś wypróbuję. Chociaż nigdy nie widziałem niczego fajnego we wciąganiu ciepłego dymu do ust. I nie rozumiem w ogóle palaczy - co oni takiego widzą w tym nałogu? Fuj!

A, ciekawy sen miałem wczoraj. Jeden z gatunku tych nadmiernie rozbudowanych. Niestety natłok zajęć zrobił swoje i większość mi wyparowała z głowy, a szkoda. Akcja snu toczyła się w Muzeum Piratów. Muzeum było zbudowane na bazie okręgu, wielki kolisty korytarz z którego rozchodziły się odnogi do poszczególnych pokoi wystawowych. Wszystko wykończone drewnem pociemniałym ze starości, na ścianach porozwieszane koła sternicze, te szklane okienka w mosiężnych okuciach (bulaje, tak to się nazywa?), kawałki lin itp. I pachniało drewnianym strychem w środku lata. Czyli w skrócie: było ciepło, miękko i baaardzo interesująco. I co najlepsze - żadnych innych zwiedzających, żadnych oprowadzających... byłem tylko ja i muzeum. I tak coś czułem, że jestem tu pierwszą osobą od długiego, długiego czasu. (...)

Czytaj dalej...
Tak, mam mandrivę. No co?

Mieszkam przy Dąbrówki. Taka sobie ulica, króciutka. Niestety wchodzi w skład jednej z głównych arterii miasta. A żeby było jeszcze bardziej "niestety", to od jakiegoś czasu okupują ją ekipy remontowe. Coś z zatoczką autobusową robią i krawężniki przesuwają... No i dzieje się to samo co było przy budowie Carrefoura - korki. Wielkie, długie, paskudne korki. I dzisiaj musiałem swoje odczekać w takim leniwie pełzającym korku. Na szczęście siedziałem na fotelu pasażera, więc mogłem swobodnie zatopić się w myślach i nie zważać na drogową perystaltykę. Chociaż i tak czekanie mnie irytowało... bo wiedziałem już, że znowu będę jadł obiad o osiemnastej, psiakrew...

Ale czasem wystarczy malutka rzecz by człowiekowi humor o 180 stopni obrócić. W moim przypadku owa rzecz miała dwie kitki i siedziała na tylnym siedzeniu jakiejś Fabii stojącej przed nami. Mała dziewczynka, po której stanie w korku najwidoczniej spływało jak po kaczce... wesoło rozglądała się dookoła, "zaglądając" do wszystkich sąsiadujących samochodów. W którymś momencie popatrzyła i na mnie. Ułamek sekundy, kontakt wzrokowy nawiązany, mała się do mnie promiennie uśmiechnęła. I nie miałem wyboru, musiałem odwzajemnić. I w tym momencie cały zły humor gdzieś prysł.

Odwróciłem głowę w prawo, patrząc na jakąś opaloną babkę w aucie obok. Rozmawiała dosyć nerwowo przez komórkę. Zauważyła że się na nią patrzę, popatrzyła na mnie. Znowu kontakt wzrokowy, a ja jeszcze nie zdążyłem zetrzeć uśmiechu z twarzy... i wtedy ona też się uśmiechnęła. Mój Boże! To jest zaraźliwe! ;)

Czasem pozwalamy, by tak drobne sprawy jak np. korek nas zdenerwowały. Aż dziwne, że tak przyziemne rzeczy potrafią nas ściągać w negatywne emocje... a przecież prawie zawsze można się zdystansować, dać sobie margines psychicznego komfortu. Wiem, nie zawsze ma się przed sobą małą dziewczynkę z promiennym uśmiechem typu "no i po co się złościć?". A szkoda. (...)

Czytaj dalej...
Mam nowy dysk!

Miejsce na dysku zaczęło mi się kończyć. Głównie przez zdjęcia...

Od jakiegoś już czasu radziłem sobie zrzucając co popadnie na płyty DVD. Skuteczny sposób - ino niewygodny. Np. gdy siostra wpadła z wizytą i zechciała obejrzeć część zdjęć... skończyło się wertowaniem stosików płyt i żonglowaniem nośnikami.

Słuchanie muzyki równie uciążliwe. Mam sporo vorbisów rozstrzelonych po różnych DVD/CD. Jeśli chciałem sobie czegoś posłuchać, to musiałem albo katować w kółko ten niewielki zbiór jaki mieścił mi się na dysku, albo cały czas coś kasować i dogrywać nowe albumy z płyt.

Poza tym... mój komputer po ostatniej częściowej renowacji jest całkiem dobrą, biurkową maszynką. Procesor 1,8GHz, FSB 200MHz, 512MB pamięci "czterysetki"... zestaw pozwalający na bardzo płynną pracę. Ale dysk był wąskim gardłem.

No i koniec końców kupiłem sobie nowe cacko IDE :) Co prawda miałem zbierać na porządny LCD... ale chwilowo i tak miałbym problemy z uzbieraniem na satysfakcjonujący mnie ekran... więc nadszarpnąłem trochę "fundusz monitorowy" i kupiłem dysk. Ładny Caviar 250GB. Wariant IDE (moja płyta nie ma SATA). 7200rpm, 8MB cache... obecny standard, nic wyuzdanego.

/dev/hda:
 Timing cached reads:   1712 MB in  2.00 seconds = 854.00 MB/sec
 Timing buffered disk reads:  172 MB in  3.00 seconds =  57.32 MB/sec

Po wymianie nastąpił zauważalny skok szybkości "wszystkiego". Writer z OpenOffice.org uruchamia się np. w jakieś 6 sekund (za pierwszym razem, potem oczywiście dużo szybciej), co jest znaczącym przyspieszeniem. Poza tym nowy dysk jest cichszy! Hurra :)

Czeka mnie jeszcze trochę dłubaniny, po głowie łazi mi w ogóle pomysł zrobienia sobie samodzielnie obudowy komputera... z drewna pewnie, bo to najłatwiej się obrabia. Coś typu "desktop" - zwykłe leżące pudło. Szczelne, z wiatrakiem zasysającym z tyłu i kolejnym wydmuchującym z przodu, i z jakimiś filtrami żeby się kurz nie osadzał na radiatorach w środku. I z dużymi diodami power/disk (moja obecna obudowa ma malutkie diodki które mnie nie satysfakcjonują ;)

No i zastanawiam się też nad kupnem roweru. Coś do jazdy po mieście i wycieczek po okolicznych miasteczkach/wioskach, nic wyczynowego. Czy wśród Czytelników jest jakiś biker który by mógł coś doradzić, powiedzieć na co trzeba zwracać uwagę przy kupowaniu roweru itp?

Aha, zainstalowałem Mandrivę. Podoba mi się i chyba przy niej zostanę. Nie, to nie prima aprilis.

A może Ubuntu?

I już po kuracji antybiotykowej. Opuchlizna poschodziła, za parę tygodni pewnie znikną resztki zmian pod skórą (nie widać, ale da się wymacać). Oznacza to, że mogę znowu wychodzić między ludzi. Szkoda tylko, że całe winobranie mi umknęło. Niczego nie widziałem... A na zakończenie było podobno przedstawienie z całkiem gołymi babkami. Darmowa golizna i nie obejrzałem... szlag ;)

Właśnie ściągam sobie ubuntu-5.10-preview-install-i386.iso. Tak, mam zamiar zobaczyć jak poszło do przodu. I może zostawić sobie, ewentualnie? Cthulhu był sceptyczny, mówił, że pewnie i tak zacznę od razu upgrade-ować do Breezy++ i wszystko popsuję. Hmm... Coś w tym jest. Spróbuję się powstrzymywać ;)

O, do fryzjera powinienem iść, bo zarosłem trochę... I od cholernego słońca mi włosy nieco wypłowiały, a miałem przecież już takie prawie-że-czarne... ale to kiedy indziej. Na dzisiaj wystarczy mi, że się ogoliłem bez pozacinania! Brawo ja! ;)

PS. Dzisiejszy odcinek sponsorowany był przez kisiel truskawkowy z kawałkami owoców i ziarnami Winiary, mleko słodzone w tubce SM Gostyń i muzykę The Cardigans - Black Letter Day (lubię ten kawałek, bardzo).

PPS. Ostatnio trochę URL-i mi wpychacie w komentarzach, drodzy Czytelnicy. A przynajmniej próbujecie. Nie ma sprawy, ale nie używajcie tagów HTML. W ogóle. System ich nie lubi. Nie wklejajcie też tego samego URL-a w kilku komentarzach, bo tego system również nie lubi. Możecie za to normalnie wklejać adres jako zwykły tekst, będzie bezpieczny. A czemu tak? Bo to zabezpieczenie przed różnymi dowcipnisiami i spamerami, którzy przez komentarze na blogach próbują sobie podnosić ranking własnej strony w googlach. System komentarzy na Repo ma jeszcze blokowanie po IP, ale to już ostatnia linia obrony przed spamem i wolałbym nie powiększać blacklisty za bardzo...
Podsumowując: żadnego wpisywania tagów w komentarzach. Tylko zwykły tekst.

Last.fm, urokliwy Żagań i pogrzeb w rodzinie

No i znowu biorę antybiotyki. Tym razem coś nowego, Unidox Solutab, 200mg na dobę. Ale o tym za chwilę.

Miałem problemy z klientem radia last.fm. Dokładniej: przygotowana przez nich binarka pokazywała mi kwadraciki zamiast tekstu. Więc była bezużyteczna - klikanie w GUI usianym geometrią zamiast liter jest mało praktyczne. Po małym flejmowaniu sobie z Cthulhu (zwykle flejmujemy o Ubuntu - on tego używa, a ja lubię krytykować wszystko dookoła, więc... :) doszedłem do wniosku, że to przez statyczne biblioteki załączone w kliencie - zapewne niezgodność wersji między komponentami, podejrzewałem okolice fontconfig/Xft. Więc relinkowanie/rekompilacja powinny załatwić sprawę. Na szczęście ludzie z last.fm udostępniają kod (chyba na licencji BSD), więc można sobie zbudować...

No i niedawno sobie zbudowałem samodzielnie tego ich klienta. Była to jednocześnie pierwsza sensowna, samodzielna aplikacja qt4 jaką u siebie skompilowałem. No i pomogło - mam czytelne litery, klient działa. I na dodatek mam pod linuksem trochę nowszą wersję niż to, co skompilowało lastfm (ich binarki pod Linuksa to 1.0.1 chyba, a kod to 1.0.3 - więc tylko kompilując samemu ma się najnowszą wersję).

[LAST.FM PLAYER] Pierwsze wrażenie: o, całkiem fajne. Działa. Proste UI. Po uruchomieniu można sobie przeciągać linki poszczególnych stacji dostępnych na stronach last.fm, można też sprzężyć klienta z firefoksem, by klikanie w linki lastfm:// uruchamiało klienta... można też z poziomu klienta/www wyszukiwać sobie stacje według "podobieństwa" - np. mam ochotę na muzykę w stylu Orbitala, więc wklepuję "Orbital" i last.fm proponuje mi odpowiedni strumień. Można też łączyć się ze strumieniami opisującymi całe gatunki - electronic, ska, takie tam. Całe UI ładnie animowane... Podczas odtwarzania pokazywana jest okładka, wykonawca, album, tytuł - po kliknięciu w wybranej przeglądarce ładowana jest stosowna strona last.fm (pokazująca odpowiednie informacje). Można przeskakiwać odtwarzane aktualnie kawałki, oznaczać jako "lubiane" lub "nielubiane"... Brzmi bardzo ładnie, prawda? (...)

Czytaj dalej...