Ciamk, ciamk. Odkryłem jakieś bliżej niezidentyfikowane wino w barku (butelka bez opisów), a że akurat miałem nastrój jesienno-melancholijny to i... mniam. Mocniejsze niż przywykłem i trochę mnie "rozmiękczyło". Jest mi ciepło i sennie i miękko i miło i... :)
Wina są cudowne. Prawie jak miłość.
Śliczną mamy jesień, prawda? Całkiem ciepła i nawet niezbyt rozpadana. W Zielonej Górze jeszcze nie zaczęły się coroczne jesienne wichury, więc jest bardzo przytulnie. Gdybym miał wybrać dwie ulubione pory roku, to byłyby nimi jesień i zima właśnie. Wiosna jest drętwa i przypomina o tym jak okrutna była zima, a lato jest w ogóle do kitu bo gorąco, duszno i słońce próbuje mnie zabić. Czyli zostaje kolorowa, zwiewna jesień (uwielbiam gdy zrywa się wiatr i otaczają mnie wirujące liście) i wyciszająca zima. Wiosna i lato to tylko przerywniki pozwalające docenić powrót Dwóch Jedynych pór roku.
Zieeew. Idę wyleżeć sobie rausz na tapczaniku. Na uszy słuchawki, w słuchawkach Meredith Brooks (to wpływ L.)...
Mój Czytelniku/Czytelniczko... Wiesz, czuję się dobrze. Taki spokojny i zrelaksowany... dawno się tak nie czułem. Więc dzisiaj już nie napiszę ani słowa - skorzystam z okazji i podelektuję się tym stanem relaksacji :)