ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Jeden z tych dni...

Dzisiejszy dzień był dla Hoppke jednym z tych dni. Było zimno, szaro, wilgotno i zimno. Hoppke miał zimne rączki, zimne nóżki, zimne uszka i zimny nosek. Jak mały Hoppke-zombie. Taki jeden koma osiem metra na siedemdziesiąt pięć kilo. No dobra, to nie taki mały. Ale i tak zimny!

[MNIAM!]

Na uciążliwą zimnicę najlepsza jest długa, ciepła kąpiel - ale Hoppke nie miał dziś na nią ochoty. Zamiast tego, wyczuwając każdym włóknem ciała nadchodzącą zimę, postawił na jedzenie. Pyszne jedzenie. Ostre. I gorrrrące :) Dlatego przygotował sobie przepyszną kolację z jakiegoś makaronu zalegającego od wczoraj w lodówce (recycling! ;), sosu meksykańskiego marki "Rolnik", czerwonej fasolki puszkowanej marki "Pudliszki" i dwóch pociętych w słupki parówek "Indykpol Classic Płońsk..." - no dobra, po prostu "Indykpol Klasycznych" :)

I pomogło! Nie ma to jak porządna kolacja... pewnie strasznie kaloryczna, ale o tym Hoppke pomyśli dopiero po zimowym obżarstwie, gdy zechce pokazać się w bikini na plaży...

Jedzenie rozgrzało go i nastroiło tak sympatycznie, że był w stanie usiąść i coś napisać na Repo. A napisał takie coś:

Odkryłem raj! W starym budynku DT Centrum... taki sklepik z butami... w 90% męskimi. Ze skóry, w większości zamszowej. No cuuuudo. Chodziłem, macałem, głaskałem, gdyby nie ekspedientka to pewnie bym wąchał i przytulał... cudowne buty. Wręcz piskały do mnie ze swoich półeczek "weź mnie! weź mnie!". I takie świetne modele letnie były, z dziureczkami arcyprzewiewnymi, wsuwane nie sznurowane... Albo takie sandałowate, do krótkich spodni (tyle że nogi bym musiał w solarium opalić najpierw)... Ale ja potrzebuję czegoś eleganckiego na jesienną aurę. Na chlapę, zgniłe liście i ładne prezentowanie się kobietom różnorakim napotykanym niezobowiązująco. Takie też tam mieli. No, ze cztery pary bym chętnie kupił od razu... ale na razie nie mam pieniędzy na ani jedną. Wychodząc ze sklepu czułem się tak, jakbym wychodził ze schroniska dla psów. Tyle bym chętnie wziął ze sobą do domu, ale nie mogę, no nie mogę i tyle :( A butom też było smutno, pociągały noskami i patrzyły na mnie tymi oczkami do nawlekania sznurowadeł...

...oni w tych obuwniczych je pryskają jakimiś feromonami. Na pewno. To dlatego nie mogę się oderwać.

Oprócz butów przydałaby się nowa kurtka... moja ulubiona (jedyna) jesienna z zielonkawego zamszu ma, jak wyliczyłem sobie niedawno, ponad 9 lat. Wygląda co prawda na góra pięć, ale... I gdzie ja teraz tak porządną kurtkę dostanę? Na zimę mam...

...tu przerwa na przyniesienie Karmi Poema z lodówki...

...na zimę mam dwa płaszcze bardzo eleganckie, i polarną kurtkę HP, ale jesienią nie będę zbytnio miał czego na grzbiet założyć. Czyli i za kurtką bym się musiał rozejrzeć. No, mam co prawda jeszcze czarną skórę w szafie, chyba z pięć kilo waży, a po deszczu piętnaście, ale ona też już znoszona mocno. No to czeka mnie trochę zakupów przymusowych chyba.

Zmiana klimatu: wysłałem dzisiaj maila do maintainera paczki aspell-pl w mandrivie. Oni tam mają stare źródła - potem wychodzi słownik wielkości 60MB, przez co aspell działa niezbyt sprawnie. Więc sobie przebudowałem używając źródeł z kurnika, wynikowy słownik ma 4,8MB. Affix compression swoje robi. Więc w mailu wyłożyłem co i jak, dlaczego powinni przerzucić się na słownik kurnikowy itp. Zobaczymy co pan developer mandrivowy zrobi - oleje mnie, odpowie przecząco zasłaniając się czymś czy przebuduje pakiet by skorzystali wszyscy userzy mandrivy w Polsce? Ta ostatnia opcja jest mało prawdopodobna - jeśli do tej pory utrzymał się przerośnięty słownik 60MB, a nie wierzę żeby nikt nie wysłał maila podobnego do mojego, to pewnie pan developer jest twardy jak skała. Ale to się zobaczy. Poczekam na odpowiedź.

BTW, żeby przebudować pakiet musiałem sięgnąć po swój własny tekst o budowaniu rpm-ów. No cóż, tyle pożytku przynajmniej będę teraz z niego miał.

Mam przebicie gdzieś na obudowie komputera! Dotykanie gołej blachy jedną ręką a kaloryfera drugą kończy się dość niemiłym porażeniem. Po rozbieraniu na części, mierzeniu etc. wykryłem, że to z monitora spływa draństwo. I przez tę blachę dookoła wtyczki d-sub się przedostaje. Niepokojące jest to, że to płynie nawet przy wyłączonym komputerze i monitorze w trybie "off" (w którym konsumuje i tak do 5W na godzinę (jak mówi instrukcja) - teraz wiem już na co idą, na rażenie mnie prądem...). Komputerowi to jak widać nie szkodzi specjalnie, bo tak jest pewnie już od dawna (tyle że dopiero teraz zauważyłem) a działa normalnie. Ale ładne toto nie jest. Nie wiem czy to nie jest jakaś normalna funkcja tego monitora... on niby wykrywa w jakiś sposób podłączenie do karty graficznej (po odczepieniu kabla włącza się i pokazuje "no signal", może robi to właśnie puszczając cały czas jakieś napięcie kontrolne... No nic, pomyślę co z tym zrobić. I przerobię w końcu zasilacze i gniazdka w mojej "jaskini komputerowej" na wersje z uziemieniem.

No, Karmi już wypite. Obiecałem sobie wypić jedno gdy mi sieć admin naprawi. Bo się zepsuła była owa sieć. W piątek jakoś znienacka zamarła. Pominę wszystkie te niesamowicie wyrafinowane metody diagnostyczne których użyłem (łącznie z klnięciem w pięciu językach) i opiszę może stan w jakim sieć się znalazła. Otóż download został wycięty prawie do zera, dopuszczany był transfer ~200bps. Próba przesyłania większych ilości powodowała zamrożenie ruchu po otrzymaniu ~1-2KB. Nie mogłem więc dostać się do maili ani korzystać z www. Mogłem za to w miarę normalnie używać kadu i psi - komunikatory te produkowały ruch odpowiednio mały i powolny by mógł on się przedrzeć przez LAN. Mogłem też nieco usenetu sobie poużywać, choć na wczytanie jednego artykułu przychodziło mi czekać i pół minuty. Irytujące. A upload działał bezproblemowo, pingi miały odpowiednie czasy... ot, zagadka. Więc złapałem za telefon i do administratora, potem klasyka: wyjaśnianie, że to na pewno nie trojan, dialer ani nic z tych rzeczy... i że to nie jest żaden "ikspek" tylko najzwyklejszy linux. I tak, jestem pewien że nic mi teraz nie zajmuje pasma - przecież gkrellm nie kłamie.

Miał wpaść z laptopem i sprawdzić, czy to aby jednak nie jest problem mojego komputera, ale ostatecznie okazało się że padły trzy routery w lanie. No, częściowo padły. Niby działały, ale kastrując ruch. W końcu wyszło na to, że wszystkie trzy były podłączone do starszej partii zasilaczy - i padły jakoś w tym samym dniu. I zasilacze też jakby nadpalone były. Nowe routery były pod ręką, ale bez nowych zasilaczy nie było sensu ich podłączać. A zasilacze dopiero dzisiaj admin mógł kupić - więc dopiero dzisiaj mi sieć ruszyła. No cóż, najwidoczniej doszło do jakiegoś przeciążenia sieci energetycznej i słabszy model nie wytrzymał (jak to lanrat ujął "nie wytrzymał tego ciągłego napięcia!" :), wszystkie trzy sztuki się przepaliły. Przy okazji pociągając za sobą routery. Była to pierwsza awaria jakiej doświadczyłem u tego providera - i oby była ostatnią...

Więc stąd to Karmi - bo mogłem nadgonić korespondencję, poczytać zaległe UF...

Grille do zamontowania na wentylatorach leżą sobie i błyszczą się obok monitora. Lubię błyskotki :) Ale na razie nie mam gdzie ich montować. Dzisiaj wywaliłem resztki blachy zasłaniającej wiatrak w zasilaczu (btw, Anonimowy Czytelniku Repo, u mnie w zasilaczu też tkwi Arctic Cooling :) i zauważyłem spore szpary między blachą a plastikiem wiatraka. Więc je uszczelniłem. Poziom głośności tego wiatraka od razu poleciał w dół. Satysfakcjonujący efekt, ale pewnie będę szukał dalszych możliwości ulepszenia.

Wepchnąłem też diody power/ide w otworki blaszanego frontu obudowy - okazało się, że idealnie pasują do dwóch dziurek. Przynajmniej już nie wiszą na kablach. Wymieniłem też przycisk włączający maszynę na "pstrykacza" z myszki. Fajne. Chyba najwyższa pora wziąć się za jakiś porządniejszy przedni panel...

PS. Ten nowy dysk ma teraz 37°C (po całym dniu pracy). I jakoś tak się to utrzymuje, czasem skoczy do 39 czy 40, ale wyżej nie idzie. To chyba dobrze(?).

Argh, miałem ciekawy sen dzisiaj, ale rano się spieszyłem - łazienka, śniadanie, ubieranie w biegu - i mi wszystko z głowy wyleciało. A szkoda, bo tym razem byłem kardynałem (chyba?) i uczestniczyłem w jakichś obradach innych wysokich oficjeli Kościoła. A krótko po przebudzeniu pamiętałem jeszcze nazwiska zgromadzonych i sprawy o których była mowa... zapamiętałem tylko "strzeż się Francuza!". Hmm.

Dopiski:

Od: Bellois
Data: 20051004, 07:35
Administratorzy malych i duzych sieci maja niezwykle zdolnosci wciskania ludziom kitu, znam z autopsji.

Od: lanrat
Data: 20051004, 10:00
Temperatury dysków w normie IMO. Mam teraz podobne na kilku różnych dyskach. Max w lecie miałem niecałe 50C. Teraz max do 45C.

Od: dood
Data: 20051004, 15:34
Hoppke, koniecznie opublikuj swoje przepisy drukiem ! Przeczytalem co zjadles i odrazu jakos glodno mi sie zrobilo mimo spozytego obiadu a glownym sprawca tego byl sos marki "Rolnik", ktory zaraz zakupie w pobliskim hipermarkecie - o ile maja.
Co od przebicia i no signal - nieee, chlopcy od elektroniki nie sa tacy glupi i nie robia przebicia na mase aby sprawdzic czy jest jakiekolwiek napiecie na wejsciu sygnalowym monitora. :)

Od: Hoppke
Data: 20051004, 17:02
@dood: ajj, moja pomyłka! To nie Rolnik, to Łowicz był. Rolnika czasem kupuję jakieś puszkowane rzeczy, groszek czy kukurydzę. Ale jeśli Rolnik robi sosy, to chyba też jadłem - i złe nie były.

Od: Irish Coffee
Data: 20051005, 22:09
Trafić tu jakiś czas temu do działu z opisem produkcji rpmów a nie trafić do tych wpisów - toż to zbrodnia jakaś. Dobrze że nieskończone nitki sieci przywiodły mnie tu drugi raz.
Zauroczona nadrabiam ;)

Od: dood
Data: 20051006, 13:27
Hoppke,

skoro powazyles sie na zdemolowanie swojego komputera i czynisz niezwykle odwazne w nim zmiany to napisz - czy klawiatura komputerowa da sie rozebrac ? Konkretnie - czy mozna zdjac pare klawiszy i wymienic je na klawisze z innej klawiatury. Niby moglbym sprawdzic sam ale po delikatnych probach stwierdzilem, ze sa chyba poprzyklejane. Jak to jest ?

Od: Hoppke
Data: 20051006, 13:59
aj tam, od razu "zdemolowanie"... no może nie wygląda najładniej... i przycisk włączający wisi na kabelkach... a reset nie podłączony w ogóle jeszcze... i z przodu straszy gołą blachą z dziurą przez którą można rękę włożyć do środka... ale demolowaniem bym tego nie nazywał! ;)

A klawisze daje się wyciągać, jak najbardziej. Czasem siedzą dość mocno i trzeba sporo siły użyć żeby je "wypstryknąć" (ale ostrożnie, żeby nie wyłamać szpindli na których są osadzone), ale jest to możliwe. Zapytaj kogokolwiek kto kiedyś mył swoją klawiaturę... No, przynajmniej w tych klasycznych tak to jest robione. Bo swojemu cacku "flat" bym się chyba bał podważać klawiszki, wyglądają bardzo krucho. I nie wiem jak wygląda sprawa z wymienialnością klawiszy między różnymi modelami - mogą mieć przecież różne mocowania, wysokość itp.

W każdym razie powinno to być bez kleju, zgrzewania itp. pomocowane.

Od: dood
Data: 20051006, 14:48
Czyli po prostu trzeba zlapac mocno klawisz i pociagnac do gory az "pusci", tak ?

Od: Hoppke
Data: 20051006, 15:19
Ja podważałem śrubokrętem najczęściej, starając się podkładać "dźwignię" jak najbliżej nóżki która podtrzymuje klawisz. No i starając się jej nie przegiąć w żadnym kierunku i nie wyłamać.

Pozostaw dopisek: