ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Senne majaki

Nie mogłem wczoraj zasnąć. Próbowałem leżeć na plecach - nie wychodzi. Na brzuchu - niewygodnie, bo mi twarz płaszczy, a nie lubię spać z przekręconą głową. Na boku też się nie da uleżeć, bo sobie zawsze którąś rękę przyciskałem. No nie szło i tyle. Po jakimś czasie w końcu zasnąłem. Nie pamiętam by cokolwiek mi się śniło aż do rana.

Ale przed zaśnięciem, gdy tak tłukłem się z boku na bok, jeszcze zobaczyłem parę rzeczy, tych które czekają między jawą a snem. Na początku cyrk i trupę przygotowującą się do występu. To nie byli ludzie... mieli z grubsza ludzkie kształty, ale głowy, kończyny były zwierzęco-demoniczne. Wielkie, grube śmiejące się baby z nietoperzymi skrzydłami, wchłaniające wszystko co podeszło zbyt blisko. Klaun z twarzą przypominającą pomięte, zasuszone skórzane jabłko. Dyrektor o twarzy i rękach demona, ubrany w cudownie gładki, jedwabny kostium z fioletowego jedwabiu, promieniujący wręcz kolorami...

Mówili coś do mnie, ale nie słyszałem słów. Widziałem tylko ruch ust. Myślę, że powinienem był się ich bać, ale... ale czułem się tam tak dobrze, tak jakoś... "na swoim miejscu". Tak beziecznie.

Chyba prosiłem ich żeby zmienili język, bo nie mogę ich usłyszeć, nie rozumiem o czym rozmawiają...

I chwilę potem pojawiła się Ona. Nazwijmy ją... Panią. Tak po prostu. Wyglądała jak kobieta - wysoka, normalnie zbudowana, ale pozbawiona szczegółów (nosa, sutków, dłoni), bez ostrych konturów, rozmywająca się na krawędziach w światło. I bez włosów, ale mimo wszystko wydawała mi się niewiarygodnie piękna. Jej skóra mieniła się wszystkimi odcieniami zieleni, granatu i błękitu, a oczy i usta od czasu do czasu rozświetlało zielono-niebieskie światło, zacierające cały obraz.

Zbliżyła swoją twarz do mnie i zaczęła mi o czymś opowiadać, w językach których nie umiałbym rozpoznać. Miałem problemy z zapamiętaniem nawet pojedynczych słów (a próbowałem!). Chyba powtarzałem w myślach "nie znam tego języka, mów do mnie w innym... nie, tego też nie znam, jeszcze innym..."... aż ostatecznie zaczęła mówić czymś w rodzaju hiszpańskiego, chyba. Przynajmniej zacząłem rozpoznawać niektóre dźwięki. Chyba to zauważyła, bo podniosła się i od tej pory trzymała się tego języka. Tyle, że ja go nadal nie rozumiałem. Zareagowałem tylko dlatego, że dźwięki były znajome, ale słów i zdań nadal nie pojmowałem. Wyłapałem tylko tyle, że mówiła coś o świetle.

Znajdowaliśmy się w jakimś pomieszczeniu chyba, choć nie widziałem ścian - wewnątrz unosiła się mieszanka mgły i jasnego światła, bardzo przytulna. Na środku znajdowały się cztery świecące kule (oczywiście w kolorach niebiesko-zielonych), ułożone w coś na kształt piramidy - jedna na szczycie, trzy u trójkątnej podstawy (czyli jednak niezupełnie piramida). Zdawały się nie być niczym połączone, a cała konstrukcja była trochę wyższa niż ja czy Pani. Przez cały czas Pani mówiła do mnie, po czym w pewnym momencie gestem zgasiła wszystkie kule. W ciemności widziałem tylko światło wydostające się z jej oczu. Po chwili znowu pozwoliła kulom się rozpalić.

Patrzyła na mnie, po czym zaczęła się zmieniać. Kobiece kształty zniknęły, ciało nabrało formy której nie umiem opisać - czegoś pomiędzy bezkształtną masą a zlepkiem różnych geometrycznych brył. Z tym że więcej było w tym obłej bezkształtności. Hmm, nie wystraszyło mnie to - dalej uważałem ją za przepiękną. Jej kolory nabrały dodatkowo intensywności. Mówiła do mnie, teraz już bez ust, słyszałem jej głos wszędzie dookoła. I mówiła już nie po hiszpańsku, ale chyba tym co było jej naturalnym językiem. Głos miała cudowny - nieco kobiecy, a nieco... metaliczny, bezosobowy, z pogłosem. A potem poprosiła mnie, bym uwolnił to co mam w środku i przyłączył się do niej. Straciłem wszystkie swoje kształty, zamieniając się w coś zielonego i obłego, naszpikowanego granatowymi kolcami, trochę przypominającego ją, ale o wiele mniejszego... To było jak wyzwolenie - bardzo przyjemne...

A potem coś do niej powiedziałem... w jej języku i jej głosem... dwa słowa, brzmiały jak "grus kamalus" (przy czym nie jestem pewien czy w ogóle była jakaś fonetyczna różnica między "g" a "k"). To chyba była odpowiedź na jakieś jej pytanie... chyba na "czego szukasz?", albo "za czym tęsknisz?", bo chyba o to mnie zapytała. I gdy tylko odpowiedziałem wszystko się rozmyło. Nie wiem tak naprawdę co znaczyła moja odpowiedź.

Czuję się... zagubiony. To chyba właściwe słowo.

Dopiski:

Od: a, nie podpisuję się
Data: 20051025, 14:23
Sen ciekawy, szczególnie, że mi się zwykle nic nie śni, alebo jakieś zupełne pierdoły (szkoła, komp... ech).
Jedno natomiast mnie zdziwiło: ja też wczoraj nie mogłem zasnąć. Ostatnio pamiętam na budziku 3:00, ale nie spałem dłużej, chyba do 4. Acha, Hoppke, też mam gorączkę... W ogóle o której bym się nie położył, zasypiam zwykle przed 12. A czasami mam tak, jak właśnie wczoraj /dzisiaj. Trochę rzadziej zdaża mi się, że nie śpię całą noc. Nie, nie wydaje mi się (jak to kiedyś określili naukowcy, że ludziom się wydaje, że nie śpią, a tak naprawdę budzą się kilka razy w ciągu nocy i z powodu zmęczenia nie potrafią logicznie sobie uzmysłowić faktu, że spali). Ja wtedy naprawdę nie śpię, zwykle co godzinę idę sprawdzić, która godzina.
O czym myślę przez ten cały czas? O rzeczach, których się wstydzę, które najchętniej wykasował/wyedytowłbym w swoim życiu. Tych rzeczy nie pamięta się na codzień. To zwykle głupie drobnostki, ale wstydliwe. Szczerze powiem, że nie umiem sobie dzisiaj przypomnieć niczego.
Pozatym o tym, co zamierzam zrobić na stronie, czasem o Bogu, coś tam o Linuksie i ogólnie analizuję różne tam wydażenia z życia mojego i rodziny. Zupełnie nie potrafię zatrzymać tego potoku wspomnień. Jakiekolwiek próby wytrzymania bez ruchu pod kołdrą przez pół godziny w celu zaśnięcia nie zdają egzaminu. A, kiedyś wziąłem sobie nawet ok. 2 tabletki na uspokojenie, słabe co prawda. W sumie przez całą noc wziąłem chyba z 5. Nie podziałały wcale. Tak to ze mną jest, jak mi się nic nie chce, to mogę zjeść nie wiadomo ile kofeiny, jak nie mogę spać, to mogę brać tablety nawet na schizofrenię i nic mnie nie ruszy. Dlatego nie piję wcale kawy.
Pamiętam, że kiedyś lekarka przepisała mi coś mocniejszego na spanie. Efekt był taki, że nie umiałem zasnąc, jak zawsze, a obudzić się potem już wcale :/. Nie śpię też prawie nigdy w trakcie dnia, choćbym nie wiem, jak był zmęczony. Jedyne sytuacje, jakie pamiętam, że spałem, to wtedy, jak miałem 3 latka. I jak kiedyś jechałem chory ze szkoły autobusem, który miał opóźnienie jakieś 3 godzinne. A ta pogoda: było coś koło 17, a ciemno i ponuro, jak w horrorze. No wtedy, jakby mnie ktoś nie obudził, to pojechałbym ze 26 kilometrów dalej. Jakoś przyplątało mi się, że tego dnia na ulicy leżały zerwane druty energetyczne. Czyli musiała być wichura... tak, to wtedy, jak połamało tyle drzew w Polsce.
Poza tym kiedyś zasnąłem, jak miałem prawie 39 stopni gorączki, i wtedy, gdy nie spałem całą noc. To i tak dobrze, bo jakbym nie zasnął wtedy...

A jak już śpię, to mogą mi ukraść dom przy pomocy spychacza, i tak się nie obudzę. Hoppke, specjalisto od snów, co mam zrobić, żeby znormalnieć?

P.S. I tym razem nie starczyło mi odwagi, żeby się podpisać :-)

Od: dood
Data: 20051025, 17:53
Gruszka ma luz ?

Od: Irish
Data: 20051025, 18:31
Ja Ci się dziwie Hoppke że po takich snach/zjawach nie boisz się wieczorem kłaść do łóżka ;) Psychodela jakaś niesamowita... brrr ;)
Czy kontakt z Tobą jest bezpieczny? ;)

Od: Hoppke
Data: 20051025, 18:43
@Irish: sny są ceną jaką płacę za moją nieprzeciętną wyobraźnię i kreatywność ;) Poza tym zwykle są przyjemniutkie, więc czego tu się bać?

A czy kontakt jest bezpieczny... A jak myślisz?

Od: hughofborg
Data: 20051025, 22:32
Raaany, Hoppke, co ty bierzesz?!? Przestan, zazywasz - przegrywasz :)
A serio to troche zazdroszcze, troche wspolczuje. Moje sny sa raczej bardziej rzeczywiste, takie kolejne dni z zycia, tylko w nocy. Rzadko doprawiane szczypta surrealizmu czy bajkowosci.
A te twoje koszmarki... Brrrr... Ale z drugiej strony w jakis sposob moze to byc niesamowicie inspirujace...

Od: Liorithiel
Data: 20051026, 06:58
To pewnie po tej dyskusji o Lilith na linux@. :-)

Od: Irish
Data: 20051026, 09:08
Lio: jakis link do wątku może? ;)

Od: Hoppke
Data: 20051026, 09:35
@Liori: dni pomyliłeś, ten wpis jest starszy o dobę :)

@Irish: e, nic ciekawego. OJO zapytał wczoraj wieczorem kim/czym jest lilith/lilieth, więc opowiedziałem to co pamiętam z mitów etc.

Od: OJO
Data: 20051026, 10:06
Ale za to jak ciekawie opowiadałeś o tej lilith/lilieth... tak "obrazowo" :)

Od: Irish
Data: 20051026, 23:08
Chyba muszę to przeczytać... :> linux.newbie mówicie? ;)

Od: Hoppke
Data: 20051026, 23:14
Nie, linux@chat.chrome.pl. Wczoraj wieczorem. Bo złapać mnie można nie tylko na usenecie przeca :)

Od: Irish
Data: 20051026, 23:58
Buuuu. To pewnie nie ma logów? :(

Pozostaw dopisek: