ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2005/11, 10 wpisów
Czekając na prawdziwy śnieg

Hej! Dzisiaj polecę w ekspresowym tempie, bo jeszcze mam sporo do zrobienia...

Więc tak: w Zielonej Górze nadal nie ma śniegu. Leżą tylko jakieś smętne resztki miejscami na trawnikach i kawałkach dachów. Nic ciekawego. Jeśli ktoś ma możliwość zaopatrzenia mnie w duże ilości śnieżnego puchu, to proszę zrzucać go gdzieś w okolicach 65-096, Zielona Góra. Przewidziana nagroda to królestwo i pół księżniczki.

A! Ochrzanię moją Mandrivę. Przy instalacji skonfigurowała mi drukarkę. I to skonfigurowała ją tak, że wczoraj pewien user z mojego lanu (mam jego nazwę konta, IP, wiem też że wydruk poszedł z KDE) wydrukował sobie u mnie jakieś zdjęcie. Znaczy się, ktoś mi wepchnął wydruk na siłę. Oczywiście już to skorygowałem, ale jestem rozczarowany. Udostępnianie domyślnie drukarek to zły pomysł... Może ma to coś wspólnego z tym, że pozbyłem się msec? Może tym, że instalowałem system instalatorem/pakietami w wersji beta?

Jestem też zły na siebie - niby to śmieszna sprawa, siedziałem sobie przed komputerem gdy nagle drukarka zaczęła wypluwać cudzy wydruk, ale... muszę być czujniejszy. Zdecydowanie. Linux mnie rozleniwił.

A, w Moskwiczu mała galeria - moje zabawy z woskiem.

To Zły Dzień. Oficjalnie.

Dzisiaj mam oficjalnie Zły Dzień. Zgubiłem trochę ważnych adresów i numerów telefonów (ale już odzyskałem, uff), czuję się jak przeżuty i wypluty, ludzie są źli, niedobrzy i w ogóle, a na dodatek nawet w tej chwili czuję, jak za plecami leży stosik specyfikacji które mam przełożyć z angielskiego na polski. Patrzę na monitor, ale mój zmysł przestrzenny wyraźnie mówi mi gdzie dokładnie leżą te kartki. I wiem, że patrzą na mnie. Cichy, uporczywy wzrok papieru którym trzeba się zająć... A MI SIĘ TAK NIEEE CHCEEEE :(

Zresztą, chyba każdemu by się odechciało po przeczytaniu słów takich jak "monofilaments". Wrrr.

Poza tym jest mi ZIMNO. Okropnie, potwornie, niesamowicie wręcz zimno. Martwy w kostnicy nie mógłbym być chyba zimniejszy. Założyłem nawet podkoszulek (nie robię tego prawie nigdy, więc korzystając z okazji popozowałem sobie w nim rano trochę przed lustrem ;), ale to chyba było za mało. Więc teraz przysunąłem się bliżej kaloryfera, podkręciłem go, ale ciągle mi zimno. I kicham. I coś mnie podejrzanie drapie w gardle.

A po głowie łażą mi same głupie myśli typu "a w ogóle umiesz jeszcze kochać?", "czemu ten lateksowy granulat tyle kosztuje?", "może kupić tego laserowego lexmarka zamiast nowego kartridża do LJ5L?", "ciekawe czy na weekend się zmuszę w końcu i zdejmę nadstawkę z biurka?", "jestem chyba całkiem do niczego", ...

No dobra, pożaliłem się i wystarczy.

A, jeszcze coś - Human Waste Project. Mówi to coś komuś? To taki zespół muzyczny, mam ich płytę "E-lux" (aka "Electralux"). Z tego co widzę to chyba ich jedyny album? Chętnie bym jeszcze więcej ich materiału posłuchał - może ktoś zna inne albumy? A może zmienili nazwę czy rozeszli się do innych zespołów? Wiem, że pewnie bym dał radę ostatecznie to jakoś wygooglać, ale w tym co do tej pory wyszukałem wpadałem cały czas na e-lux. A trudno mi uwierzyć, że poprzestali na jednym krążku... Ktoś zna ten zespół, wie coś więcej?

A ja tymczasem wracam do powolnego zamieniania się w sopelek... Temperatura ciała 37°C a mi ciągle zimno? Hmm...

BUUUUUUU...UUU...uuu...u. Bu.

No zły dzień, no. Dalej nie ma śniegu, szaro i mglisto. Ale nie mglisto-przytulnie, tylko mglisto-ponuro.

Dzisiaj położyłem się spać o szóstej rano. Wstałem trochę później. I nawet tego nie odczuwam specjalnie - nawwet gdybym spał 10h to czułbym się tak samo - wypompowany.

To przez brak śniegu i krótki dzień. Serio, śniegu potrzebuję. Śnieg działa jak naturalna blenda, a ja muszę mieć światło. Bez niego usypiam, energii starcza mi na raptem kilka godzin w ciągu doby, reszta to wegetacja.

Od jakiegoś czasu używam trybu "dynamicznego" w amaroku. Działa trochę jak globalne "shuffle" - na playliście pojawiają się teoretycznie losowe utwory. Niby bierze to pod uwagę punktację utworów (moją historię odsłuchiwania), ale jakoś nie widzę żadnego algorytmu stojącego za tym.

W każdym razie skaczę po całej mojej kolekcji teraz. Rano wpadłem na Gwen Stefani i kawałek Harajuku Girls. Nie wiem ile razy go potem odsłuchałem :) 10? 15? :) W każdym razie zapadł w ucho, choć nie przepadam za taką muzyką.

Z mniej przyjemnych rzeczy - wszystko się sypie mi dziś! (tu wstaw obłędne okrzyki). Za co się nie wezmę, to albo nie działa, albo jest niedostępne, albo... no, wszystko dosłownie. Chciałem wydrukować ofertę handlową z WWW. Link do pierwszej części - 404. Druga - 404. Trzecia - 404. Czwarta - 403 (dla odmiany?).

W końcu znalazłem coś, co z grubsza przypominało katalog produktów (siatki sportowe, tak konkretniej). Próbowałem wydrukować, ale Firefox odmówił twierdząc, że moja drukarka nie obsłuży papieru A4. Opera zawisła na "Printing page 1". Próba przeklejenia do OO.o zakończyła się czymś w rodzaju zwisu okienka Writera gdy tylko dotknąłem Ctrl-V. Po jakimś czasie jednak dokument się pojawił i OO się odmroziło... Sama oferta to też istne cudo, np. numery telefonów wstawione jako pliki .jpg.

Po naciśnięciu "drukuj" znowu się uwiesiło na parę minut. Ten OO.o jakiś dziwny... (...)

Czytaj dalej...
Google World Domination. Beta ;)
[H-EYE]

Umieeeeraaaam...

No dobra, przesadzam. Tak naprawdę to tylko jakieś osłabienie organizmu. Chce mi się spać, jest mi zimno (mam na sobie sweter i polarową bluzę z kapturem), boli mnie brzuch, głowa huczy... pogłaszczesz?

Microsoft dominuje w światku biurowego oprogramowania. Fakt. Od lat jednak uważa się, że w którymś momencie może nadejść (i prawdopodobnie nadejdzie) przełom przesuwający ciężar z aplikacji lokalnych na aplikacje sieciowe. Innymi słowy dyktat Microsoftu zostanie złamany i to nie przez pojawienie się jakiegoś klasycznego pakietu biurowego (jak np. Open Office), ale przez spopularyzowanie się całkowicie nowej platformy - WWW.

Do tej pory większość ludzi traktowała to jak zwykłe sci-fi, ja sam też nie sądziłem by nastąpiło to tak szybko. Ale... chyba jesteśmy już bliżej niż dalej "cichej rewolucji biurkowej".

Np. taki gmail - od jakiegoś czasu to moja podstawowa platforma do zarządzania pocztą. Jest całkiem wygodny, jest "gdzieś tam" w sieci, więc mogę robić co tylko zapragnę ze swoim komputerem. Mogę się do niego dobrać i z domowego linuksa, i z kawiarenkowego Win2000, i... Wszędzie ten sam znajomy interfejs. I już jedna z moich aplikacji wypchnięta całkowicie w sieć.

To samo czeka też zapewne typowe pakiety "biurowe". Procesory tekstu, arkusze kalkulacyjne, terminarze... technologie pozwalające je napisać są już dostępne, więc to tylko kwestia czasu. Skoro mogłem przerzucić się na pisanie maili w webmailu, to dlaczego np. webspreadsheet nie miałby się przyjąć?

Na wygranej pozycji jest Google, oczywiście. Ma infrastrukturę, zbiera doświadczenie, jest popularny, rozumie przyszłość sieci dużo lepiej niż Microsoft (który, jak na "wizjonera branży IT" przystało ignorował Internet tak długo jak tylko się dało). Co by się stało gdyby Google kiedyś uruchomił obok gmaila jakieś goffice? Nie musiałoby być tak rozbudowane jak MS Office, w końcu ludzie i tak nie używają 80% funkcji Worda, Excela itp. A i tak miałoby realną szansę podbierać użytkowników "klasycznym" rozwiązaniom. Bo to całkiem nowa platforma... (...)

Czytaj dalej...
Czekając na biały puch

Czy gdy wstanę jutro, to czy zobaczę śnieg za oknem? A może spadnie w ciągu dnia? W paru miejscach kraju już padał...

Na razie czekam wpatrując się w zdjęcie z poprzedniej zimy. Lubię śnieg i zimę, ożywiają mnie.

Już parę dni temu wychodząc rano z domu poczułem mróz. Mogłem wręcz oddychać zimą, czuć ją w nosie, ustach... Teraz czekam jeszcze na biały puch...

Lubię zimę. Lubię to, że mogę przedzierać się przez zasypane całkiem ścieżki. Lubię ten opór jaki stawia natura. Lubię wysiłek do jakiego mnie zmusza ta pora roku. Lubię czuć, że w pewien sposób czyha na moje życie. To zimno, czasem ostry mróz wdzierający się do płuc... mięśnie zmuszone do pracy o wiele bardziej intensywnej niż zwykle... palce bolące gdy zapomnę wziąć rękawiczek... lubię to.

I libido mi się budzi na zimę. Znaczy się, marcować zaczynam jak śnieg zobaczę. To pewnie konsekwencja tego, że cała biologia we mnie wrzuca wyższy bieg, z przymusu. Aaaale panuję nad tym.

Ciekawe czy jutro spadnie śnieg?

...i ciekawe, czy w ogóle ten wpis się pojawi poprawnie na Repo. Engine CGI pisałem z myślą o nie więcej niż jednym wpisie na dobę (bo taki mam styl blogowania...). A to będzie już drugi dzisiejszego dnia. Coś mi się obija po głowie, coś przestrzegającego mnie przed robieniem więcej niż jednego wpisu. Ale zaryzykuję - może efekty uboczne nie będą tak straszne. Nie wiem konkretnie co ma się rozsypać, ale... się zobaczy :)

Włosy!
[FRYZ]

Wrrr. Włosy mi odrastają! I mam mieszane uczucia.

Z jednej strony to dobrze - ostatni raz u fryzjerki byłem jakoś we wrześniu i od tamtego czasu praktycznie mi nie odrastały. Widać trafiłem na to, co folk lore nazywa "złym dotykiem fryzjera". Znaczy się, fryzjera o nieodpowiednim (dla danego klienta) ładunku energetycznym.

I już mam dość krótkich włosów. Nigdy więcej się tak krótko nie obetnę. No, przynajmniej nie w najbliższych miesiącach :)

A teraz wróciły chyba do ich normalnego tempa wzrostu. Z jednej strony miło znowu czuć "trochę więcej" pod palcami przy myciu głowy, nie mogę się doczekać aż znowu zaczną mi włazić do uszu itp. (bardzo mi tego brakuje), ale... no... obudziłem się dziś z "czymś takim" na głowie. Po usilnym szczotkowaniu doszedłem do czegoś mniej nastroszonego (vide zdjęcie)... to się nie daje opanować! Moja sierść zawsze miała silną osobowość, grzebieniom, szczotkom i żelom śmiała się w twarz. Budzę się, a tu taka niespodzianka. I weź to człowieku ułóż. A akurat miałem wychodzić...

Koniec końców założyłem kapelusik. Chciałem czapkę, ale nie mogłem znaleźć.

Przypuszczam, że sam się o to prosiłem - wczoraj na wilgotną jeszcze głowę założyłem słuchawki, bo głośniki zdemontowałem (kable mi przeszkadzały) i inaczej nie mogę słuchać muzyki. A potem byłem przygnębiony i położyłem się wcześniej spać, żeby uciec od tego wszystkiego, więc pewnie ocierając się o prześcieradło jeszcze je sobie "nastroszyłem". A suszarki nie używam, bo nie chcę niepotrzebnie przemęczać moich, i tak obłożonych urokiem złej fryzjerki, włosów. Jeszcze bym zaczął je gubić (bardziej niż teraz...)

PS. Tak, to zdjęcie "do lustra" w łazience. Tak, chyba nie chce mi się golić ostatnio. Tak, jak tak dalej pójdzie to zostanie ze mnie futrzak... chomik, hihi :)

...aaa, I., jeśli to czytasz, ZAPOMNIJ. Wybij sobie z głowy te głupie pomysły. Żadnych kapci, żadnego obdzierania z futra. Nie dam się :)

PS#2. Tak, to mina "zrezygnowana z lekkim westchnieniem" :)

Juhu, odrastają! :) Może to zimowe futro? :)

Naprawdę muszę naprawić drukarkę

Po raz kolejny ubabrałem się tonerem przy próbie wydrukowania czegoś. Wrrr. Cały ten, no, to cholerstwo co siedzi mi w drukarce... ten cartridge... jest zużyte. Wałek "trochę" wyrobiony, nie oddaje dostatecznie dobrze tonera przy obrocie i po parunastu stronach zaczyna smużyć, trzeba wyjąć i zręcznie ręcznie obrócić drania parę razy żeby wałek oczyścić... ale przy okazji udaje mi się czasem JAKOŚ posypać wszystko dookoła tym czarnym cukrem pudrem. Ostatnio były to moje najlepsze, wizytowe białe dżinsy (ale odratowałem je szybką interwencją odkurzacza! brawo ja :)... dzisiaj tak po prostu posypałem po panelach podłogowych, dłoniach i ogólnie otoczeniu. Wrrrrr.

Muszę kupić nową część... albo... w sumie to ten laser co to go Enleth kupił, ten z nazwą podobną do rakotwórczego konserwanta spożywczego... "E203"? czy jakoś tak... no więc ten laser jest tylko trochę droższy od nowej kasetki z wałkiem i tonerem do mojego HP LJ 5L. A drukuje szybciej, ma o niebo lepszy podajnik papieru, jest na USB... i też rozumie PCL, więc... więc może po prostu drukarkę wymienić? Siostra sobie taki sam model niedawno kupiła i nie narzeka... niby Lexmark, ale może lasery im lepsze wychodzą niż plujki?

Ale gdzie, za co, nie stać mnie na to :/ Kurtkę i buty bym spokojnie mógł w zamian kupić... OTOH...

PS. Po czym człowiek poznaje, że się właśnie w kimś zakochuje? Tak czysto hipotetycznie ;), zakładając że po tylu latach i mnie by to dotknęło...

Bo czasem myślę, że mogłem już zapomnieć jak to jest... tyle czasu minęło...

Kiedyś (prawie pięć lat temu) brałem udział w bardzo fajnej debacie. Był tam m.in. poruszany temat zakochania - jednym z symptomów, jak twierdził mój znajomy (niejaki Marcin K.) miało być "i nagle rozumiesz o czym mówią te wszystkie piosenki o miłości, widzisz w nich sens". To moja parafraza, ale powiedział coś bardzo zbliżonego. Ładne, prawda? (...)

Czytaj dalej...
Mmm, co by tu zjeść?

Zima idzie. Cały czas mam ochotę na jedzenie :)

Boję się.

Mam dużo do napisania... Nie, źle. Nie tak.

Sporo się ostatnio wydarzyło. Nie, też źle.

Trochę się wydarzyło, ale jeszcze więcej miga mi czasem tam, w oddali. W przyszłości. W jednej z możliwych przyszłości.

Jak patrzysz na przyszłość? Dla mnie przyszłość jest zawsze jak drzewo - komputerowcy mogą tu myśleć o wykresie drzewka binarnego, mi z racji bycia niekomputerowcem bliższy jest schemat analizy IC. W każdym razie przyszłość to taka masa rozgałęzień. Stoisz na jakiejś drodze i przed sobą widzisz punkt w którym drogi się rozchodzą (niekoniecznie binarnie, w życiu jak wiadomo rządzi grayscale, a nie B&W). A za tym punktem, za możliwymi ścieżkami, są kolejne miejsca gdzie podejmujesz jakąś decyzję (lub ktoś (los?) decyduje za ciebie). Zwolennicy teorii wszechświatów równoległych mogą uznać, że w takich punktach właśnie powstają odmienne timelines ;)

W każdym razie tak to wygląda - rozchwiana sieć węzłów między którymi tworzą się potencjalne przyszłości. I czasem, gdy wszystko przed tobą się odpowiednio ułoży, można wyjrzeć trochę dalej - parę rozgałęzień do przodu.

A ja chyba zobaczyłem coś, co potencjalnie, przy sporej przychylności losu... cóż, ostatnio udało mi się przez chwilkę zobaczyć "na przestrzał" kilka ścieżek którymi chętnie bym poszedł. Trochę jak fantazje, trochę jak jakiś sen... wyśniony wiele lat temu... który tylko czekał na szansę by wrócić i domagać się swoich praw.

Nie, nie mogę pisać jaśniej :) Z jednej strony by nie zapeszać, z drugiej bo... hmm. Bo jestem dosyć skrytym typem człowieka i chociaż jest masa rzeczy o których mogę najzupełniej otwarcie mówić, to są też takie które zachowuję tylko dla siebie. Marzenia, życzenia wobec nadchodzącej przyszłości... wszystkie te skryto-intymne oczekiwania, lęki, słabostki są moje i tylko moje.

W chwili obecnej jest na całym świecie raptem jedna osoba z którą umiem się tym dzielić i której ufam na tyle, by ubierać wszystko w plaintekst. (...)

Czytaj dalej...
Southpark - Hoppke
[AVATAR]

Idąc za modą spreparowałem sobie Ultrarealistycznego Awatarka w stylu southparkowym. To ja, hihi. No, może oczy mam mniejsze, ale poza tym podobieństwo jest niewiarygodne wręcz (osoby które mnie widziały w tzw. "realu" albo napatrzyły się na zdjęcia pewnie przytakną. Co nie? ;)

Przypadkiem "odkryłem", że media files na Repo można swobodnie przeglądać... No, przynajmniej te nowsze. Bo wszystkie lądują w pomroce, a zawartość tego katalogu nie jest ukrywana... Zabawna sprawa, przynajmniej dla mnie - patrzę na jakąś starą ilustrację i przypominam sobie gdzie/kiedy była użyta... Np. ten ostry opad śniegu, albo ta tapetka z okresu gdy przechodziłem fazę niedoboru zieleni... Szkoda, że część fotek na ImageShack wrzuciłem i nie da się ich teraz tak łatwo odnaleźć. Kiedyś muszę to uporządkować.

BTW, skąd się wzięła nazwa "pomroka" dla katalogu na zdjęcia? Ano stąd, że katalog ten kiedyś służył do magazynowania starych wpisów (poprzednich miesięcy) w changeblogu. Tzn. zanim przeszedłem częściowo na CGI. A link prowadzący do archiwum nazywał się chyba "starsze wpisy rozpłynęły się w pomroce dziejów".

Obok samych plików .html lądowały tam też fotki. HTML potem stał się zbędny, bo był generowany dynamicznie, ale obrazki były nadal potrzebne i wolałem nie zmieniać ich URL-i. Więc nazwa katalogu pozostała, ale teraz lądują w nim tylko "pliki wspomagające" właśnie.

Ot, taki kawałek historii stojącej za bebechami Repo ;) Albo fragmenty URL-i, takie jak "info_freako", "the_right_decision", "yellow_brown", "too_much_to_learn"... te z kolei są tytułami piosenek formacj Jesus Jones. Za czasów "wczesnego Repo" cała nawigacja była oparta o muzyczne skojarzenia, ale potem się stoczyłem i zaczęło to wyglądać bardziej "normalnie" ;) (...)

Czytaj dalej...