Mam dużo do napisania... Nie, źle. Nie tak.
Sporo się ostatnio wydarzyło. Nie, też źle.
Trochę się wydarzyło, ale jeszcze więcej miga mi czasem tam, w oddali. W przyszłości. W jednej z możliwych przyszłości.
Jak patrzysz na przyszłość? Dla mnie przyszłość jest zawsze jak drzewo - komputerowcy mogą tu myśleć o wykresie drzewka binarnego, mi z racji bycia niekomputerowcem bliższy jest schemat analizy IC. W każdym razie przyszłość to taka masa rozgałęzień. Stoisz na jakiejś drodze i przed sobą widzisz punkt w którym drogi się rozchodzą (niekoniecznie binarnie, w życiu jak wiadomo rządzi grayscale, a nie B&W). A za tym punktem, za możliwymi ścieżkami, są kolejne miejsca gdzie podejmujesz jakąś decyzję (lub ktoś (los?) decyduje za ciebie). Zwolennicy teorii wszechświatów równoległych mogą uznać, że w takich punktach właśnie powstają odmienne timelines ;)
W każdym razie tak to wygląda - rozchwiana sieć węzłów między którymi tworzą się potencjalne przyszłości. I czasem, gdy wszystko przed tobą się odpowiednio ułoży, można wyjrzeć trochę dalej - parę rozgałęzień do przodu.
A ja chyba zobaczyłem coś, co potencjalnie, przy sporej przychylności losu... cóż, ostatnio udało mi się przez chwilkę zobaczyć "na przestrzał" kilka ścieżek którymi chętnie bym poszedł. Trochę jak fantazje, trochę jak jakiś sen... wyśniony wiele lat temu... który tylko czekał na szansę by wrócić i domagać się swoich praw.
Nie, nie mogę pisać jaśniej :) Z jednej strony by nie zapeszać, z drugiej bo... hmm. Bo jestem dosyć skrytym typem człowieka i chociaż jest masa rzeczy o których mogę najzupełniej otwarcie mówić, to są też takie które zachowuję tylko dla siebie. Marzenia, życzenia wobec nadchodzącej przyszłości... wszystkie te skryto-intymne oczekiwania, lęki, słabostki są moje i tylko moje.
W chwili obecnej jest na całym świecie raptem jedna osoba z którą umiem się tym dzielić i której ufam na tyle, by ubierać wszystko w plaintekst.
Po co więc piszę to wszystko, skoro i tak nie mogę tu powiedzieć czego się boję, co chciałbym dostać od życia? Bo mam chaos w głowie, dzień za dniem. Wiesz jak wyglądają lava lamps? Te takie śmieszne lampki w których krążą bloby jakiegoś oleju, najczęściej pomarańczowego? Płyną do góry, po chwili wracają na dno... i tak w kółko.
Otóż ja przypominam taką lampę. Przez ostatnie lata była całkiem w bezruchu - pod powierzchnią jeden blob przeznaczony "dla świata", reszta leżała sobie głęboko na dnie.
Ale ostatnio... coś się zaczęło ruszać. Wzrosła temperatura, wszystko zaczęło krążyć. Bloby leżące do tej pory na dnie zaczęły podróżować do góry, przypominać o sobie. Cyrkulacja, coraz szybsza i szybsza. Hoppke, przyzwyczajony już do świecenia tylko niebieskim światłem zaczął znowu przypominać sobie o tym jak szerokie spektrum posiada... i znowu zamienia się w faerię barw i kolorów. Jak kiedyś, gdy nie był taki permanentnie depresyjny.
I boi się tego. Jak diabli.
Wiesz, czytelniku, że mam teraz mokre oczy? Nie płakałem w taki sposób od lat. Serio. A "zaliczyłem" w tym czasie całe mnóstwo przykrych rzeczy, pogrzeby bliskich, inne wydarzenia przy których ludzie normalnie pozwalają sobie na płacz. Łzy mogłem uronić tylko jesienią, gdy wiatr zawiał mi oczy... albo przy oglądaniu filmu czy czytaniu książki która mnie wciągnęła. Ale nigdy gdy po prostu myślałem o sobie, o innych żywych ludziach. Nie dlatego że wierzę w "chłopaki nie płaczą" (bo nie wierzę, swoją "męskość" akcentuję inaczej), ale dlatego że nie mogłem - nie czułem potrzeby - po prostu nie płakałem.
A przez ostatnie dni przyzwyczaiłem się do tego, że oczy potrafią mi niespodziewanie zwilgotnieć.
Boję się. Jak diabli. Bo wszystko się budzi.
Może to w jakimś stopniu efekt ostatniej depresji i rezygnacji. Może ta część mnie która do tej pory dowodziła wszystkim, ten chłodny, sceptyczny racjonalista, nie pozwalający sobie na luksus nadziei... może on się poddał, bo ..
<i tu się autentycznie rozryczałem, muszę zrobić sobie minutę przerwy>
...się wkopałem nieźle :( Wiesz, ja od zawsze miałem takie dwa podstawowe segmenty osobowości. Jeden rządzony przeczuciem i emocją, drugi ostrą jak brzytwa logiką i rachunkiem prawdopodobieństwa. To jak z moimi zainteresowaniami - z jednej strony fantasta, z drugiej coś w rodzaju technika (komputerowca). Niedawno wieczorem na spacerze widziałem w parku prześliczne drzewo - wyniosłe, z grubymi konarami. Zatrzymałem się i przez chwilę podziwiałem jak żółty kolor liści komponuje się z szarą korą, jak światło latarni wycina kształty z otaczających mnie ciemności... i jednocześnie w myślach nakładałem te znane wszystkim "komputerowcom" fraktalne kształty na gałęzie, zastanawiając się jaka niesamowita matematyka opisuje to wszystko, jak skomplikowane plany może zawierać DNA pojedynczej komórki. Algorytmy wokół nas, zaimplementowane w biochemicznej VM - tak czasem o tym myślę ;)
I ja zawsze tak patrzyłem na świat, w taki "podwójny" sposób. Nie mam wrażliwości artysty, nie mam umysłu fizyka. Wiszę gdzieś pomiędzy. Ale te dwie strony istnieją we mnie jako prawie samodzielne kawałki.
I od jakichś sześciu, może ośmiu lat z różnych powodów na górze był zawsze ten który wszystko kalkuluje. To on cenzurował moją interakcję ze światem, on decydował w co mam wierzyć a co odrzucać. Ile energii mam na co poświęcić. "Wrażliwiec" pod spodem dostawał tylko ocenzurowaną, "bezpieczną" papkę. Ot, tyle żeby nie padł z głodu. I nawet mu to pasowało.
Ale ostatnio... te wszystkie "przypadki" (przypadki my ass, że zacytuję klasyka ;)... cóż, ostatecznie pan Hoppke Racjonalny zrezygnował z pozycji cenzora, usunął się trochę w cień i poprosił pana Hoppke Emocjonalnego by podszedł do drzwi na świat.
A ten się przeciągnął, wychylił głowę przez drzwi, rozejrzał i zaczął od razu nadrabiać przespane lata. Potrzebował tylko paru dni by znowu nauczyć mnie płakać. Dobry jest, sukinsyn :/ Zapomniałem już ile on ma siły. Wszystkie te blokady, fortyfikacje jakie wokół siebie poustawiałem... on to po prostu równa z ziemią, tak jakby to były zamki z piasku.
Więc się boję.
Boję się, bo mi się to podoba. Chryste, jak mi się to podoba! Czuję się jak człowiek któremu właśnie zdjęto gips z rąk i nóg i może się znowu swobodnie poruszać. Ale boję się tego, bo od lat już... i nie bez powodu... w końcu świat jest okropny, okrutny i nie warto ufać w nic, zwłaszcza "lepszą przyszłość"... a może warto?
Właśnie się łapię na tym, że zacząłem wierzyć w to "tak, warto". Oj. No to się rozsypałem na całej linii.
Cholera, ja naprawdę jestem niereformowalny. Wiedziałem, że ta emocjonalna część mnie zacznie się kiedyś domagać swoich praw. Wiedziałem, że nie będę umiał ani chciał tego powstrzymywać. Wiedziałem, że po takim okresie bezczynności, gdy tama pęknie, będzie mnie dosłownie zalewało każdym możliwym uczuciem, żeby tylko sprawdzić czy jeszcze umiem czuć jak dawniej. Gdzieś głęboko w środku ja to wiedziałem, ale nie chciałem się przyznawać. No i mam teraz za swoje - ryczę.
Miałem jeszcze napisać coś o cmentarzach, zniczach i tych dniach które minęły teraz... ale to może innym razem, bo mi się nie komponuje z tym wpisem :)
Dopiski:
Od: bies
Data: 20051105, 12:07
Życzę powodzenia Hoppke. Szczerze.
Od: harnir
Data: 20051105, 12:44
Widać nie warto blokować w sobie uczuć wielką tamą - lepiej zamontować taki mały kurek i od czasu do czasu "upuszczać" po trochu, aby ciśnienie nie było zbyt wielkie... W sumie ciekawe czemu tak się dzieje, co w człowieku powoduje takie odblokowanie emocji - określone wydarzenia, potrzeba emocjonalnego podziełu z innym człowiekiem? Sam nie wiem...
Od: Irish
Data: 20051105, 13:12
To dobrze że tama pęka. Dobrze. Nie martw się, nie bój, nie hamuj. Spłynie, będzie przez jakiś czas wariacko, nie opanujesz... ale to minie i będzie tak... zwyczajnie. Tak jak powinno być. Trochę Emocjonalnego, trochę Racjonalnego... równowaga to najpiękniejsze do czego można dojść :) Żeby tych dwóch się umiało dogadywać ;)
Jestem obok :)
Od: Ktoś... | ...tam
Data: 20051105, 13:24
Wszyscy mamy swoje Smoki, a te nie godzą się na sen po wsze czasy. No i dobrze: kiedy jestem Smokiem, mogę zdrowo nabroić - a potem przez lata borykać się z rozwaloną przez siebie Połową Królestwa. Z drugiej strony, jak tu nie kochać Niebezpiecznych Przygód i nie tęsknić za poznawaniem ludzi w takich właśnie okolicznościach, tak różnym od codziennego ich mijania...
Jeśli na podstawie bloga można porywać się na takie opinie, to myślę, że jesteś w stanie dać swojemu Smokowi trochę miejsca i się z nim zaprzyjaźnić. Nie wspominając o przeżytych wspólnie przygodach... :)
Od: slowking
Data: 20051105, 18:09
Dasz rade, pzdr600!
Od: k
Data: 20051105, 23:42
Do tej pory same wpisy pozytywne mowiace "to dobrze". Ja sie wylamie i napisze rzecz przeciwna. Czytajac ten wpis przypomnialem sobie siebie jakies dwa lata temu. Na prawde mam wrazenie, ze przezylem cos bardzo podobnego. Wczesniej ograniczajac do minimum wszelka emocjonalnosc bylem odporny na cale zlo swiata ale i w pewnym sensie zamkniety. Zylem tak dlugo i nie bylo mi zle, nie bylo mi tez dobrze. Porownywalem to do sinusoidy, w ktorej dodatnie liczby oznaczaja to co dobre a ujemne to co zle. Jesli zwiekszymy amplitude, mamy mozliwosc odczucia wiecej dobrego ale i automatycznie wiecej zlego. Najlepsza byla wiec najmniejsza amplituda. Nie wiem czy rozumiesz o co mi chodzi bo to trudne do wyjasnienia. W kazdym razie te dwa lata temu przyszedl wielki czas zmian - przestalem patrzec na swiat racjonalnie a zaczalem emocjonalnie. Na poczatku bylo swietnie - spotkalo mnie tak wiele dobrego, wciagnalem sie. Problem polega na tym, ze z czasem bylo coraz gorzej - nie bylem juz odporny na problemy - zle rzeczy docieraly do mnie tak samo gleboko jak i dobre ale z wieksza sila. Teraz, po sporym czasie zaluje. Zaluje, ze sie zmienilem bo to nie jest odwracalne. Teraz nie moge ani wrocic czasu ani spowrotem stac sie takim jaki bylem. Teraz cierpie. Mam nadzieje, ze Ty nie podzielisz mojego losu.
Od: Irish Coffee
Data: 20051106, 11:43
"przestalem patrzec na swiat racjonalnie a zaczalem emocjonalnie"
Myślę że w tym cały problem. Nie można całkowicie odcinać racjonalnej części siebie. Wszystko gra dobrze, kiedy masz dostęp do OBU tych swoich części i w odpowiednich momentach podejmujesz decyzję sercem, a w odpowiednich głową.
Tak, to trudne żeby rozpoznać kiedy którą stronę dopuścić do głosu - ale kto powiedział że życie ma być łatwe :) A na pewno jest wtedy zdecydowanie piękniejsze niż życie nieemocjonalnej góry lodowej, i bezpieczniejsze niż życie kogoś kto tylko emocjami się kieruje.
Od: n3rd
Data: 20051108, 01:30
ple... ple... ple...
Nie zgadzam się z "k"! "K" a może znalazłeś sobie kozła ofiarnego.. że niby przez Twoją wrażliwość masz teraz cierpieć? Tak.. tak.. jestem wrażliwy i teraz muszę cierpieć. Co gorsze! To nieodwracalne! To trochę jak "cierpienie młodego Wertera".
Hoppcio! Nie rycz tylko uśmiechnij się... szeroko, bo właśnie odkryłeś... że żyjesz ;-)
Słowa kluczowe: ciało migdałowate, płaty czołowe, wzgórze... i to co a raczej jak je łączy ;-)
Do przemyślenia:
"Wyobrażenie kształtuje percepcję. Świat, jaki widzisz, jest taki, jakim go sobie wyobraziłeś, i niczym więcej. Choć nie jest niczym więcej, jednocześnie nie jest też niczym mniej. Jest to bardzo ważne. Świadczy o stanie twojego umysłu, jest też zewnętrznym obrazem twojego stanu wewnętrznego. Człowiek odbiera świat tak, jak go sobie uświadamia. Dlatego nie próbuj zmieniać świata, ale próbuj zmienić sposób, w jaki o nim myślisz. Percepcja jest skutkiem, a nie przyczyną" - A Course in Miracles.
Co zabawniejsze.. świat jest nie tylko takim, jakim go sobie wyobrażamy... on jest dokładnie takim, jakim chcemy go sobie wyobrażać! "K" cierpisz dlatego, że chcesz cierpieć... Hoppcio.. płaczesz dlatego, że chcesz płakać ;-)
To "chcenie" widzenia świata takim, a nie innym, jest odbiciem lęków jakie skrywamy w sobie. Czasami chcemy zwyczajnie niemal ze złością uwolnić się od tych lęków... i pozwolić sobie np. na płacz. Czy dlatego mamy cierpieć jak "k". Oczywiście, że nie! Płakać można i ze szczęścia... Hoppcio napisał: "Chryste, jak mi się to podoba!" <== czy to objaw cierpienia?
"To dobrze... No i dobrze..." Nic nie jest dobrze, ani nic nie jest źle. Jest tak jak jest... a dokładniej tak, jak to sobie wyobrażamy, że jest... a jeszcze dokładniej, tak jak chcemy sobie to wyobrażać, że jest. Hmm.. więc jak jest?
Zalecana literatura: Lee Jampolsky - Leczenie uzależnionego umysłu <== dobre ;-)
Hoppcio! Fajnie się Ciebie czyta!
Pozdrawiam
daniel
Od: kavik
Data: 20060619, 18:52
jestem tu nagle, nie wiem dokladnie co to za portal, wpisalam w wyszukiwarke fraze 'boje sie' i weszlam na ta sroenw i--- juz sie nie boje !swietny wpis - obrazy, porownania sa jak najbardzij trafne i madre komentarze. wiec bede tu zagladac czesciej :) i zycze polepszenia wszystkiego, choc na jakis czas