Umieeeeraaaam...
No dobra, przesadzam. Tak naprawdę to tylko jakieś osłabienie organizmu. Chce mi się spać, jest mi zimno (mam na sobie sweter i polarową bluzę z kapturem), boli mnie brzuch, głowa huczy... pogłaszczesz?
Microsoft dominuje w światku biurowego oprogramowania. Fakt. Od lat jednak uważa się, że w którymś momencie może nadejść (i prawdopodobnie nadejdzie) przełom przesuwający ciężar z aplikacji lokalnych na aplikacje sieciowe. Innymi słowy dyktat Microsoftu zostanie złamany i to nie przez pojawienie się jakiegoś klasycznego pakietu biurowego (jak np. Open Office), ale przez spopularyzowanie się całkowicie nowej platformy - WWW.
Do tej pory większość ludzi traktowała to jak zwykłe sci-fi, ja sam też nie sądziłem by nastąpiło to tak szybko. Ale... chyba jesteśmy już bliżej niż dalej "cichej rewolucji biurkowej".
Np. taki gmail - od jakiegoś czasu to moja podstawowa platforma do zarządzania pocztą. Jest całkiem wygodny, jest "gdzieś tam" w sieci, więc mogę robić co tylko zapragnę ze swoim komputerem. Mogę się do niego dobrać i z domowego linuksa, i z kawiarenkowego Win2000, i... Wszędzie ten sam znajomy interfejs. I już jedna z moich aplikacji wypchnięta całkowicie w sieć.
To samo czeka też zapewne typowe pakiety "biurowe". Procesory tekstu, arkusze kalkulacyjne, terminarze... technologie pozwalające je napisać są już dostępne, więc to tylko kwestia czasu. Skoro mogłem przerzucić się na pisanie maili w webmailu, to dlaczego np. webspreadsheet nie miałby się przyjąć?
Na wygranej pozycji jest Google, oczywiście. Ma infrastrukturę, zbiera doświadczenie, jest popularny, rozumie przyszłość sieci dużo lepiej niż Microsoft (który, jak na "wizjonera branży IT" przystało ignorował Internet tak długo jak tylko się dało). Co by się stało gdyby Google kiedyś uruchomił obok gmaila jakieś goffice? Nie musiałoby być tak rozbudowane jak MS Office, w końcu ludzie i tak nie używają 80% funkcji Worda, Excela itp. A i tak miałoby realną szansę podbierać użytkowników "klasycznym" rozwiązaniom. Bo to całkiem nowa platforma...
Taki Writely pokazuje w jakim kierunku to się może rozwinąć. A teraz wyobraź sobie, że powstają bardziej wyrafinowane rozwiązania, obejmujące więcej potrzeb użytkownika. I że ktoś z wiedzą i doświadczeniem łączy to wszystko w jedno spójne, sieciowe biurko. Ewolucja zarządzania informacją, tworzenia dokumentów...
Sieć może przestać być jedynie platformą do pozyskiwania informacji, może stać się też miejscem w którym informacje te powstają. Uwolnione od konkretnego komputera czy lanu. Przyszłość komputerowych "biurek" zapowiada się bardzo ciekawie :)
Oczywiście to okazja by powstał nowy monopol. MS najwidoczniej nie umie opanować internetu, co otwiera innym drogę na szczyty. Faworytem jest Google - czy ewentualny "totalny monopol" Google (którym straszy już wielu wizjonerów) byłby do zaakceptowania? Możliwe, że tak. Zawsze pozostaje przecież margines dla jakiejś alternatywy. Jeśli API i formaty składowania danych byłby otwarte...
Ale wrócę do Writely - nawet żeby tylko przetestować to draństwo konieczne jest zakładanie konta, oczywiście z weryfikacją przez email. No co za bezsens!
Dokładnie takie "design flaws" zmniejszają np. skuteczność bugzilli. Jeśli jestem użytkownikiem, widzę jakiś błąd i poczułem impuls "dorzucenia swojej cegiełki" do ruchu OS przez wypełnienie bugreportu, to... to powinno się zrobić wszystko by mnie nie zniechęcić. A więc powinienem zostać powitany jakimś kreatorem który poprowadzi mnie za rączkę. Specyfikacje systemu? najlepiej odczytać je automatycznie przez przeglądarkę, np. jakimś appletem javy. Jeśli się nie da, to system powinien podpowiedzieć userowi jak pozyskać konkretne dane (np. pokazując jakie polecenia wpisać w terminalu by dostać wersję glibc itp.). Opis problemu i kategorie? To na osobnej stronie kreatora. Opisane zrozumiałym językiem, może z najpopularniejszymi presetami. Plus wygodna wyszukiwarka bugreportów, by sprawdzić czy przypadkiem nie jest to duplikat który da się podpiąć pod już istniejący bugreport...
A co robi bugzilla? Cóż, na dzień dobry prosi o zalogowanie się. Dżizas. Chcę tylko napisać, że mój gimp ma taki a taki błąd w jakiejś konkretnej sytuacji, a tu wymagają ode mnie zakładania sobie konta, podawania adresu e-mail, czekania na jakieś mailowe potwierdzenia?
Tak szczerze, to ja w najczęściej sobie wtedy odpuszczam. Na 30 wysyłanych przeze mnie bugreportów może 1-2 trafiają do bugzilli, reszta idzie przez inne systemy "ticketów" bądź maile do maintainerów. Nie wiem kto wymyślił by w bugzilli nie dawało się wpisać pojedynczego bugreportu bez założenia konta, ale należą mu się brawa. Jednym posunięciem zniechęcono naprawdę wielkie ilości ludzi.
Ba, nawet posiadanie konta nie ułatwia zbyt wiele. Bo potem czeka usera wypełnianie masy trudnych pól, wybieranie kategorii dla bugreportu (ja nigdy nie wiem jak określić np. "severity"), przewijanie długaśnych list produktu... A szukanie duplikatów jest koszmarnie niewygodne. Narzędzie stworzone przez koderów dla koderów. A o zwykłych ludziach (jak ja!) nikt nie pomyśli?
To już o wiele bardziej leży mi system bugreportów używany w quod libet, czy gajimie... też daleki od ideału, ale nie rzuca tylu kłód pod nogi userowi który "chce jedynie pomóc" i zgłosić problem. Bez grzęźnięcia w studiowanie nadmiernie złożonych formularzy czy zakładanie kolejnego konta w jakiejś bugzilli.
Naprawdę czasem myślę, że bugzillę (i podobne jej potworki) stworzono po to, by ułatwić życie developerom... przez zniechęcanie ludzi do zgłaszania błędów.
Dobra, zmiana tematu.
Mały update "osobisty"... hmm. Nadal używam mandrivy! :) I jestem zadowolony. Zbudowałem sobie własne paczki z kernelem, mplayerem i amarokiem (z SVN). Wiem już chyba jak działa kernel. System utrzymywany jest w skrajnej aktualności (numerkomania! ;), ale jednocześnie całkiem stabilnie. Może chroni mnie to, że siedzę w icewm i używam garści wyselekcjonowanych aplikacji - pewnie gdybym korzystał z z GNOME czy KDE to o wiele więcej problemów bym miał... Wiadomo, im bardziej złożony twór tym więcej miejsc w których coś się może rozsypać.
A, moja klawiatura ma już prawie roczek. Klawiatury nie mają u mnie lekkiego życia. Mam twarde paznokcie (i najczęściej niemęsko długie, nadrabiam te wszystkie lata obgryzania ;), bardzo, bardzo dużo piszę, bezwzrokowo, więc klawiatury zużywają się dość szybko. Dla przypomnienia, moje stare nagranie dźwięku klawiatury w Ogg Vorbis - niestety mikrofon którym dysponuję nie nadaje się do niczego, stąd mocne zniekształcenie. Ale daje pojęcie o dynamice z jaką zużywam klawisze. Wstukałem wtedy jakiś konkretny tekst, chyba jakąś piosenkę z głowy. Te mocniejsze stukoty to spacja/enter :)
Tak że klawiatury nie mają ze mną lekko. Poprzednia po jakimś czasie wyglądała, że przypomnę, o, tak. Pościerane napisy, na dolnym pasie klawiszy masa rowków. Nie, to nie są uszkodzenia termiczne. Te bruzdy zostawiałem swoimi szponami. Prawdziwy ClawedDaemon@keyboard ze mnie ;) Kropla drąży kamień, palec drąży przycisk.
A jak wygląda obecny Logitech UltraX Flat? Cóż, zadziwiająco dobrze! Klawiatura nie wygląda już jak nówka, ale trzyma się bardzo OK. Wrażenie robią nadruki na klawiszach - otóż nie pozłaziły nigdzie. Na wszystkich klawiszach są tak samo białe jak w momencie zakupu.
Ale jednak coś się zużyło. Powierzchnia klawiszy, lekko chropowata z natury, po pewnym czasie się "lusterkuje". Tzn. wygładza, ściera. Wygląda to tak, jakby klawisze miały tłuste plamy. Mi to osobiście nie przeszkadza - ważniejsze IMO jest to, że nadruki nie schodzą.
Klawisze zachowały ten cudowny "klik", wszystkie bezproblemowo działają - jak w dniu gdy poznałem moją chudzinkę po raz pierwszy :) :*, moja klawiaturko ;)
Najsłabszym elementem jest "srebrna" obudowa. Szary plastik pociągnięty srebrną farbą... która się ściera. U mnie dwa miejsca dotknęła ta zaraza - tu, przy spacji (zdjęcie robione z filtrem polaryzacyjnym żeby odblaski usunąć - dlatego klawisze i wytarcie wydają się czarniejsze niż w rzeczywistości, ludzkie oko nie "widzi" tych czarnych kropek na wytarciu. No, moje przynajmniej. Nie mam polarów w źrenicach :)
Jedno wytarcie pod spacją. A drugie przy kursorach - tutaj już z polarem ustawionym mniej agresywnie, jak widać kontrast kolorystyczny nie jest już tak mocny, choć nadal nie wygląda to zbyt ładnie. Oh well. Normalnie trudno to dostrzec. A esteci mogą zawsze zdjąć ten plastik i przesprejować go sobie na coś innego. Np. na głęboką czerwień :)
I tak jest to o NIEBO lepsze niż farba złażąca z mojej starej myszy - bo tam pod sreberkiem kryło się coś koloru starej, wypolerowanej czaszki. Brrrrr :)
Hmm, chciałem jeszcze o czymś napisać... ale mi wyleciało z głowy. Może innym razem :)
Dopiski:
Od: badmad
Data: 20051122, 16:52
Z moją myszką podobnie... a WWW rzeczywiście wydaje się przyszłością. <w tle pobrzmiewa "Zapomnieliśmy żyć" Bramafanu>
Od: da.killa
Data: 20051122, 17:03
<głask/>
Od: Stef
Data: 20051122, 17:58
Odnośnie bugzilli - mnię się wydaje że jednak ktoś głęboko się zastanowił podczas jej Tworzenia i dostaliśmy taki oto kompromis. Bugzilla ma być użyteczna właśnie programistom, ma zaoszczędzić im jak najwięcej czasu. Proponowane przez Ciebie zmiany prowadziłyby owszem do ułatwienia zgłaszania błędów ale czy ułatwiałyby ich poprawianie? (a swoją drogą niektórzy bardzo Javy nie lubią..)
IMO rozgraniczono to słusznie - bugzilla to nie forum, lista dyskusyjna czy irc. Im bardziej formalna, konkretna i wymagająca więcej czasu na umieszczenie tego swojego opisu, tym bardziej przemyślana będzie jej zawartość i szybsze reakcje widoczne w kodzie.
Od: smuki
Data: 20051122, 18:03
żeby aplikacje www weszły w powszechny użytek potrzeba lepszych łączy. przynajmniej u nas. serwery też musiałyby być bardzo szybkie, a tego za darmo nam nie dadzą.
Od: Anonimowy Czytelnik Repo
Data: 20051123, 11:48
Znów jest jakiś problem z RSS (przynajmniej u mnie).. Liferea wywaliła coś takiego: http://mr-k.namyslow.eu.org/pliki/blad_rss.jpg
Od: Enleth
Data: 20051127, 16:09
O, miałem taką samą myszkę. I *dokładnie* tak samo się starła.
Od: axquan
Data: 20051127, 21:55
Pozwoliłem sobie zacytować :] -> http://axquan.jogger.pl/comment.php?eid=168529