ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2005/12, 14 wpisów
Magia

Magia. Jest wszędzie dookoła. Jest jak płaszcz, którym podszyta jest cała nasza rzeczywistość. W większości miejsc magia jest rozrzedzona, tak bardzo, że jej nie dostrzegamy. Ale istnieją specjalne miejsca, specjalni ludzie, specjalne punkty w czasie... zjawiska przy których magia się koncentruje, zbija w kulki i zmusza do odrzucenia "racjonalnego spojrzenia na świat".

Magia. Jest dookoła mnie. Przy każdym ruchu czuję, jak mnie opływa. Połykam ją z każdym oddechem, wlewa mi się przez oczy, czuję jak pulsuje mi w żyłach. Tu i Teraz.

Magia. Wzywa mnie, otwiera mi oczy, odbiera rozum.

Prosiłem o Anioła którego mógłbym kochać. Życzenie zostało spełnione.

Prosiłem o Szansę, by przeprosić za grzech. Życzenie zostało spełnione.

Przypadki my ass.

Magia. (...)koncentruje, zbija w kulki(...)pulsuje mi w żyłach(...)Teraz.

...są rzeczy których nie mogę nie dostrzegać. Momenty w których zdrowy rozsądek mówi, że Magia musi istnieć.

Jestem zachwycony.

Annett Louisan, zlot i mętne aforyzmy ;)

Jestem ostatnio zmęczony, zajęty i w ogóle. Moim problemem nie jest brak czasu per se, mi brakuje energii. Dlatego zaniedbuję ludzi, Repo, siebie, moją urojoną wiewiórkę Grepi itp.

Dlatego to będzie wpis ekspresowy.

Ostatnio odpoczywam trochę od Origi (którą nadal bardzo lubię, nie chcę tylko by mi się przejadła) i zasłuchuję się Annett Louisan. Niemiecki wokal. Tak, da się słuchać niemieckiego śpiewu, i nie musi to być porykiwanie Rammsteina od razu :)

A oto próbka (będzie dostępna przez tydzień): Wo ist das Problem, z płyty Unausgesprochen. Softie ze mnie, więc lubię taką muzykę. Równolegle lubię też Prodigy i Therapy, więc mam, jak widać, bardzo dużą tolerancję muzyczną :)

A skoro już jesteśmy przy większych plikach, to może dwa wyselekcjonowane minifilmiki ze zlotu? film1 oraz film2... Have fun watchin' :)

A tymczasem ja muszę lecieć. Papatki ;)

PS: Najwspanialszych ludzi poznaje się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Serio. I najciemniej jest zawsze przed świtem. I by docenić szczęście trzeba najpierw być głęboko nieszczęśliwym.

OK, OK - już nie rzucam aforyzmami i znikam :)

Ankieta świąteczna?

Chciałem napisać o pewnych Poważnych Sprawach związanych z moim postrzeganiem "męskości". Ale mi przeszło :) Potem chciałem napisać coś o Ludziach, ale też mi przeszło.

Więc w rezultacie nie napiszę o NICZYM :))

Przypomniałem sobie o Ankiecie Świątecznej, czy może raczej Teście Świątecznym... ech. Pora ułożyć, a ja mam mało pomysłów na pytania... może sobie odpuścić? A może inaczej... jakie pytania chcesz zobaczyć w ankiecie? Ot, konkretne przykłady, coś na co zwracasz uwagę u ludzi...

Mrrrr... wanilia...
[WANILIA]

Wanilia... mrrr... mój nowy ulubiony zapach ;)

Minirecenzja z MiniZLOTu

Zlot. MucoZlot. MiniZLOT. O tym chcę powiedzieć parę słów.

Czytelnicy przychodzą tu różni, więc postaram się przedstawić sprawę uciekając od typowej w takich sytuacjach hermetycznej szczelności.

Zacznę od IM. Czym jest IM chyba każdy wie? Instant Messaging? Gadu Gadu, ICQ, Jabber, Spik, Miranda, Gaim, Psi i inne takie? Przynajmniej część tych terminów powinna być zrozumiała, prawda?

Ja korzystam z kilku sieci IM, głównie GG i Jabbera. I przez sporą część dnia korzystam (no, może "korzystam" to za dużo powiedziane - po prostu jestem zalogowany i od czasu do czasu czytuję) z pokoju "linux" na serwerze "chat.chrome.pl". To taka konferencja, chat, kanał, pokój do rozmów dla ludzi korzystających z jabbera. Obiegowo nazywa się to często MUC-em (Multi-User Chat).

Od ładnych paru miesięcy przesiaduję więc na linux@chat.chrome.pl. Jak to w takich środowiskach bywa, padały propozycje "spotkania się kiedyś w realu". I, jak to w takich środowiskach bywa, nic z tego nie wychodziło. Do czasu...

Grupka sieciowych znajomych postanowiła się zjechać. Planowaliśmy wynajęcie sobie ośrodka pod Poznaniem, niestety nic z tego nie wyszło. Okazało się, że część ludzi nie może w danym terminie, część nie ma pieniędzy, a część po początkowych "tak, jasne, chcemy jechać!" wykruszyła się prędzej czy później. Ostatecznie zostało nam tylko bardzo kameralne grono ludzi na tyle zainteresowanych sobą, by się zebrać i pojechać.

Z powodu niskiego pogłowia mucowiczów odpadł pomysł wynajmowania czegokolwiek. Na szczęście harnir zgodził się nas wszystkich hostować! Super! (...)

Czytaj dalej...
Origami Ball
[ORIGAMI]

Pan Bellois skomentował niedawno stary wpis na Repo. I zwrócił moją uwagę na ten przykurzony kawałek changebloga. Opis "kulki" tam umieszczonej jest pozbawiony ilustracji, bo wtedy nie miałem aparatu i... no, wiadomo. Samą kulkę wyrzuciłem parę dni temu, przy okazji przemeblowywania. Potem przypomniałem sobie, że przecież na imageshack miałem kiedyś zdjęcie kulki... i nie pamiętam, czy pokazywałem ją na Repo. Więc dla pewności pokazuję teraz.

Repo dostało lepsze łącza :)

Komunikat systemowy: Repo dostało dziś 2x szersze łącza (kanały in&out). Przypadki my ass? :)

Oczywiście nie oznacza to WCALE końca restrykcji, wręcz przeciwnie. A pozyskaną dziś nieoczekiwaną przepustowość mam zamiar przeznaczyć na hostowanie tu moich rozbieranych fotek oraz ściąganie pirackiej muzyki na Repo (przez P2P, oczywiście).

Howgh.

;)

...ssh znowu działa SZYYYYBKOOOO :)

Odchudzam RSS. Niestety.

Komunikat systemowy: Repo musi zacisnąć pasa - hostujące je maszyny nie są "stworzone" do takich zadań i wysycenie pasma zaczyna być problemem. Skróciłem więc długość głównej strony tak, by pokazywała wpisy tylko z ostatnich 14 dni. Zlikwidowałem też "pełny" kanał RSS, zwłaszcza że trafiały się osoby, które potrafiły ustawić czas odświeżania na 5 minut (a rekordzista odświeżał nawet co 1 minutę - z pewnością był to jakiś błąd w konfiguracji jego readera). Więc w chwili obecnej obydwa RSS-y mają jednakową treść - skróconą. Może to poprawi choć trochę dostępność Repo... muszę się też przyjrzeć ruchowi generowanemu przez boty, je też mógłbym ograniczyć (zostawiając np. tylko google)... w najgorszym wypadku będę się musiał rozglądać za nowym miejscem w sieci... a nie wiem, czy nie jestem już za stary na przeprowadzki ;)

Odrobina pikanterii

Przemeblowanie pokoiku mogę uznać za ZAKOŃCZONE :)

I wrócę jeszcze do tego, ale najpierw, nim zapomnę, nieco inny temat.

Nie jest tajemnicą, że lubię odrobinę pikanterii. Kabaretki z kokardkami i takie tam ;) Ale dzisiaj porozmawiamy o kuchni.

Lubię ostre jedzenie. No lubię. Lubię musztardy. Chrzan. Krewetkowe zupy "instant". Papryki różnej maści.

Szukanie granicy wytrzymałości podniebienia ;) sprawia mi przyjemność.

A tak bardziej serio, to po prostu lubię ciut ostrzejsze jedzenie. Jednym z największych "skarbów" jakie obecnie posiadam, to resztka pewnej ultra-pikantnej, zasuszonej papryki przywiezionej mi przez siostrę z Chorwacji. Można ją dodawać praktycznie do wszystkiego i praktycznie każde danie uda się nią zrujnować.

Wczoraj coś mnie naszło i, z braku surowej papryki, do mojego "pustelniczego garnuszka" (zawierającego jakiś sos pomidorowy, kawałki parówki, masę czerwonej fasolki itp.) wrzuciłem jeden poszatkowany strączek. Jeden.

I to był błąd. Bo paprykę wrzuciłem od razu na grzejący się olej (papryczana mumia wypuszcza wtedy najwięcej soków, pod warunkiem że zagrzeje się razem z olejem, a nie wrzuci się jej na skwierczący już tłuszcz - bo wtedy zrobi się skwarek zachowujący "ostrość" w środku), podsmażałem na tym mięsko przez jakiś czas, potem nakryłem rondelek pokrywką (używam parówek drobiowych, bo nie jestem zbytnim fanem mięsa... parówki drobiowe, na dodatek tylko te od pewnej konkretnej firmy, to jeden z niewielu gatunków mięsa jakie toleruję). Większość parówek podduszona pod przykryciem znacznie zwiększa swoją objętość, co mi bardzo pasuje - podsmażam trochę, potem podduszam, i w rezultacie dostaję parówki smażone (których walory smakowe preferuję) o większej objętości (która syci oko ;). Problem w tym, że podduszanie działa jak katalizator na paprykowe wiórki - o czym ja oczywiście już doskonale wiedziałem, tyle że nie doceniłem Chorwackiej Bestyji, jak zwykłem zwać moje prywatne zapasy Überpapryki. Więc, nie przeczuwając nadchodzącej apokalipsy, pododawałem po kolei wszystkie składniki, wyłączyłem gaz, dorzuciłem fasolkę, poddusiłem jeszcze całość przez minutkę lub trzy i zasiadłem do Konsumpcji (mojej ulubionej części rytuału zwanego Kolacją) (...)

Czytaj dalej...
Przemeblowanko!

Wieści z frontu: przemeblowuję pokój, kolejną już godzinę. Odnajduję prawdziwe "skarby" :)

Na przykład kalkulator, którego szukałem bezskutecznie od paru lat...

...kwity bankowe z 2000 roku...

...backupy z 2001 ;)...

...mój stary zegarek elektroniczny... pożyczyłem go kiedyś przyjaciółce na jeden dzień, na dzień egzaminów... i po tylu latach ciągle nią pachnie... a może to tylko złudzenie? Nie no, pachnie, przecież czuję. Magia :)

...no i MASA śmieci do wywalenia, ech.

Trudno, wracam do boju...

Przyjaźń, rzecz nieoceniona.

Jest jedna cudowna rzecz na tym świecie - instytucja przyjaźni. Cieszę się, że są ludzie z którymi mogę o wszystkim porozmawiać i którzy znają mnie na tyle, by powiedzieć mi kiedy zaczynam bredzić :) I że robią to bez narzucania mi swojego zdania... tak, że po prostu słucham i wierzę w to co mówią.

Dziękuję :)

Tym samym mecz Hoppke:Ludzie został doprowadzony do remisu 1:1

...a moje spojrzenie na świat po raz kolejny uległo pewnemu obrotowi, parę rzeczy sobie przewartościowałem...

Blogi to Zło

Zabawne, przez cały dzisiejszy dzień się nie uśmiechnąłem ani razu. Nie żebym w ogóle się uśmiechał, jestem pewnie bardziej typem nudnego ponuraka (przynajmniej w "świecie realnym"), ale dzisiaj czuję wręcz fizyczną niechęć do uśmiechania się. Wyjątkiem była króciutka rozmowa z #389770, ale ona potrafi tak zacząć rozmowę, że nie ma wyboru - trzeba się uśmiechnąć.

Ale poza tym nudno, szaro, monotonnie. Najciekawszymi momentami dnia było szukanie ul. Kopernika w Zielonej Górze i mycie włosów. A to chyba o czymś świadczy.

W takich momentach czuję, że w ogóle nie mam jakiejś... treści w życiu. I jako osoba też jestem pusty. Jak opuszczony młyn, z którego nawet myszy się wyniosły. Z daleka może nawet malowniczo wyglądać, ale gdy podejdzie się bliżej... sterta przeżartych przez korniki (lub omszałych) desek. Wydmuszka. Powinno mi być żal ludzi, których skusiłem by podeszli bliżej. Ale wydmuszki chyba nie umieją czuć takiego żalu. Po prostu istnieją, bez żadnego celu, uwikłane w sieć swoich myśli z których nikt nie ma żadnego pożytku, nawet one same. Nie umieją odczytać potrzeb innych ludzi, ich potrzeby też pozostają na ogół niezrozumiałe dla świata. Placeholders of society. Choćbym nie wiem jak próbował, to i tak nie umiem zrozumieć świata, nie umiem zrozumieć ludzi. Widzę tylko jakieś mechanizmy, drobne scenki wyrwane z kontekstu. Ale poradzenie sobie z choćby jednym człowiekiem mnie przerasta.

Czy dlatego "bloguję"? Szukam substytutu "normalnych" relacji z ludźmi? Relacji, z którymi sobie nie radzę? Może...

Blogi to zło. Przynajmniej takie blogi jak ten. I w przypadku takich ludzi jak ja. Nie rozwiązują problemów, nie przynoszą korzyści. Tworzą jedynie pewną patologię, budują znajome mury, w których można spędzić trochę czasu na składaniu myśli. Oferują możliwość ekspresji bez ryzykowania czegokolwiek. Uczą egocentryzmu. Zabijają duszę.

Chociaż nie mam pewności, czy w ogóle jakąkolwiek kiedyś miałem...

A, pożywka dla wszystkich wmawiających mi opętanie - wczoraj, albo przedwczoraj, śniłem o...
Albo nie. Nie ma sensu pisać o takich rzeczach.

Gnome, Sabres of Paradise i Katie Melua
[GNOME#1]

Postanowiłem przyjrzeć się kawałkowi Gnome (jak widać na zrzucie ekranu). Od amaroka/k3b nie ucieknę, przynajmniej chwilowo (bo nie ma godnych zamienników w świecie gtk+/gnome), ale że gtk+ mi "ogólnie" bardziej leży... to i spróbowałem dzisiaj nautilusa z gnome-panelem i paroma dodatkami. Działa całkiem sprawnie, choć do intuicyjności i łatwości użycia można mieć całą masę zastrzeżeń. Chwalą się HIG, ale...

Prosty przykład - mam pliki .jpg. Mam ustawioną dla nich, jako domyślną aplikację, polecenie "gqview". Mam też w menu kontekstowym "open with..." i do wyboru np. gimpa - gdybym chciał edytować. OK, wygodne. Ale co się stanie, gdy zaznaczę np. 3 pliki .jpg? Ano, znika podmenu "open with...". I nie mogę przesłać paru zaznaczonych plików do Gimpa, mogę jedynie uruchomić domyślną aplikację. A i to jest niedopracowane, bo wyskakuje "Warning: this will open 3 windows". Gdyby gimpa podpiąć jako domyślny program, to też by próbowało otworzyć 3 gimpowe instancje?

[GNOME#2]

Z drugiej strony DA się tego używać, na swój sposób. Część rozwiązań jest trafiona, jak np. ręczne skalowanie wybranych ikonek na pulpicie, zgrabne zapamiętywanie ustawień widoku dla poszczególnych folderów... Rozszerzenia nautilusa też nie wyglądają najgorzej - doinstalowałem sobie jakieś "custom context menus" i może uda mi się tym załatać kilka z najgorszych usterek. Nie mogę jednak powiedzieć, by GNOME jakoś specjalnie ułatwiał mi posługiwanie się komputerem. Fakt, jest prosty w obsłudze, ale to żaden wyczyn gdy prostotę tę osiąga się przez wycinanie "features". Cep też jest prosty w obsłudze i wymaga prawie zerowego przeszkolenia, co nie znaczy jednak, że użytkownik cepa będzie pracował efektywniej niż operator jakiejś napędzanej silnikiem maszyny. A GNOME to w wielu miejscach taki cep. Z bardzo wygodną, profilowaną rączką, uchwytem antypoślizgowym... ale mimo wszystko cep. (...)

Czytaj dalej...
Zwykły wpis na Repo

Przed chwilką skończyłem rozstawiać komputerowe głośniki 4.1

Ostatnio zwinąłem je po tym, jak potknąłem się o kabel lewej tylnej satelitki i prawie nie ściągnąłem całego majdanu na podłogę (i po tym jak prawa przednia satelitka zrypała mi się na przedłużacz roztrzaskując jego obudowę - tak tak, głośnik nienaruszony, przedłużacz obłupany).

Ale słuchawki, mimo cudownej jakości dźwięku i innych zalet (wyciszania hałasu zewnętrznego) mają parę wad. Po pierwsze już się zużyły mocno. To takie pomarszczone czarne coś, czym obite są gąbki, zaczyna się kruszyć. No i cały dzień z takimi bombami przy uszach jednak swoje robi... dookoła uszu mam odciśnięte we włosach kółka. Swoiste "crop circles" uzależnienia od muzyki w tle.

Więc rozwinąłem głośniki. A teraz leci w nich Origa, a dokładniej "Ai no Kakera". Nice.

Swoją drogą fajna wokalistka. Mieszanka rosyjskiego, japońskiego i angielskiego. Tak jak lubię :)

A prywatnie bez zmian, nic ciekawego do zameldowania. No, poza perspektywą spotkania się z prawdziwym Aniołem za parę dni, ale ciii, żeby nie zapeszyć :)

No nic, wystarczy tego leniuchowania. Pora wracać do pisaniny... Pewnie od klawiatur mam już tak umięśnione palce i dłonie, że mógłbym wbijać gwoździe opuszkami (i robić masaż skorupy żółwiom).

Aaaa! Zanim znowu zapomnę... :) To małe cudo przypadkiem odkryłem niedawno. Flash. Animacje. Z wiewiórkami! :) I bardzo humorkowe :)