Zabawne, przez cały dzisiejszy dzień się nie uśmiechnąłem ani razu. Nie żebym w ogóle się uśmiechał, jestem pewnie bardziej typem nudnego ponuraka (przynajmniej w "świecie realnym"), ale dzisiaj czuję wręcz fizyczną niechęć do uśmiechania się. Wyjątkiem była króciutka rozmowa z #389770, ale ona potrafi tak zacząć rozmowę, że nie ma wyboru - trzeba się uśmiechnąć.
Ale poza tym nudno, szaro, monotonnie. Najciekawszymi momentami dnia było szukanie ul. Kopernika w Zielonej Górze i mycie włosów. A to chyba o czymś świadczy.
W takich momentach czuję, że w ogóle nie mam jakiejś... treści w życiu. I jako osoba też jestem pusty. Jak opuszczony młyn, z którego nawet myszy się wyniosły. Z daleka może nawet malowniczo wyglądać, ale gdy podejdzie się bliżej... sterta przeżartych przez korniki (lub omszałych) desek. Wydmuszka. Powinno mi być żal ludzi, których skusiłem by podeszli bliżej. Ale wydmuszki chyba nie umieją czuć takiego żalu. Po prostu istnieją, bez żadnego celu, uwikłane w sieć swoich myśli z których nikt nie ma żadnego pożytku, nawet one same. Nie umieją odczytać potrzeb innych ludzi, ich potrzeby też pozostają na ogół niezrozumiałe dla świata. Placeholders of society. Choćbym nie wiem jak próbował, to i tak nie umiem zrozumieć świata, nie umiem zrozumieć ludzi. Widzę tylko jakieś mechanizmy, drobne scenki wyrwane z kontekstu. Ale poradzenie sobie z choćby jednym człowiekiem mnie przerasta.
Czy dlatego "bloguję"? Szukam substytutu "normalnych" relacji z ludźmi? Relacji, z którymi sobie nie radzę? Może...
Blogi to zło. Przynajmniej takie blogi jak ten. I w przypadku takich ludzi jak ja. Nie rozwiązują problemów, nie przynoszą korzyści. Tworzą jedynie pewną patologię, budują znajome mury, w których można spędzić trochę czasu na składaniu myśli. Oferują możliwość ekspresji bez ryzykowania czegokolwiek. Uczą egocentryzmu. Zabijają duszę.
Chociaż nie mam pewności, czy w ogóle jakąkolwiek kiedyś miałem...
A, pożywka dla wszystkich wmawiających mi opętanie - wczoraj, albo przedwczoraj, śniłem o...
Albo nie. Nie ma sensu pisać o takich rzeczach.
Dopiski:
Od: smuki
Data: 20051207, 22:13
źli ludzie znowu podrzucili wiewiórce zepsute orzeszki?
Od: Hoppke
Data: 20051207, 22:26
nie, raczej 0:1 w meczu Hoppke:Ludzie ;)
Od: OJO
Data: 20051207, 23:00
To przez zmianę pogody. Gdy te cudne jesienne liście opadną a na zewnątrz jest tak szaro i mokro, to też mi się odechciewa wszystkiego i wydaje mi się, że nic nie ma sensu. Najętniej to przezimowałbym jak typowy borsuk. :)
Od: _iwan_
Data: 20051207, 23:12
"... wszystko jest w głowie nigdzie wiecej ..."
Od: Irish
Data: 20051208, 00:24
@_iwan_: nie można tu chyba powiedzieć niczego, z czym zgodziłabym się bardziej :)
Od: Hoppke
Data: 20051208, 01:01
@OJO: w tym wypadku chodzi bardziej o ludzi niż porę roku. Czasem żałuję, że nie jestem głupszy, albo po prostu tępy. Że nie umiem iść przed siebie bez zastanawiania się nad wszystkim co widzę, słyszę. Że nie jestem tak bezczelny, by szukać "przyczyn" w świecie (i broń Boże nigdy w sobie). Że nie wyciągam po nic ręki jeśli nie sądzę, że mi się "należy". Że nie umiem uwierzyć w "tak, wolno ci, spróbuj" - nie, dopóki nie zobaczę jakiegoś płonącego krzewu czy czegoś równie pompatycznego i jednoznacznego. Że traktuję ludzi z szacunkiem, a oni odbierają to jako słabość i służalczość. Że wszystko biorę do siebie... i że wyolbrzymiam każdą krytykę.
I w efekcie zostaję sam na sam z myślami i niepewnością. Zawsze sam, bo tak jest najłatwiej. Nie tylko dla mnie, ale i dla innych. Najprościej jest powiedzieć "nie rozumiem cię", albo "sam się w to wpędzasz", albo nawet "ty po prostu to lubisz". I na tym się kończy. Nikogo nie obchodzą przyczyny - gdy tylko próbuję wytłumaczyć jak doszedłem do konkretnych wniosków, to słyszę "nie masz racji", "ja wiem lepiej od ciebie", albo spotykam się po prostu z agresją. Zresztą, nic w tym dziwnego. Przecież nikomu nie zależy już na wzajemnym zrozumieniu. To niemodne. Prościej jest wpychać ludzi w jakieś przygotowane dla nich szufladki, wyobrażenia. Ba, ja też nie mam czasem sił by próbować kogoś zrozumieć.
...a potem dochodzę do jakichś kretyńskich wniosków. Mam za dużo rozumu by żyć w błogiej nieświadomości i ignorancji, ale za mało by mieć z niego jakiekolwiek korzyści. Ot, zawieszony w połowie drogi między szczęściem głupca i szczęściem mędrca. Jak inni ludzie sobie z tym radzą? W jaki sposób udaje im się uciekać przed dostrzeganiem bezsensu tego wszystkiego dookoła?
@_iwan_: mhm. niestety, moja głowa to właśnie to miejsce w którym się mieszczę :)
Od: smuki
Data: 20051208, 07:06
@Hoppke: jeśli cie to pocieszy to mogę ci powiedzieć, że mam te same problemy...
Od: Hoppke
Data: 20051208, 08:11
@smuki: dzięki. dobrze wiedzieć, że nie jestem takim skończonym dziwakiem :)
...ale to, że ktoś też przechodzi przez "takie myśli"... to raczej nie pociesza. Bo to paskudna sprawa i nawet wrogom bym nie życzył.
Od: Stef
Data: 20051208, 09:04
Inni ludzie też sobie z tym nie radzą, tylko nie wszyscy się do tego przyznają (również wewnętrznie, przed samymi sobą). Szczęście głupca istnieje bardzo krótko, nie jest trwałe - prędzej czy później poruszając się na oślep wpadasz na coś i jest problem..
Od: Irish
Data: 20051208, 10:04
@Stef: Nikt sobie nie radzi, tylko się nie przyznaje? Przesadzasz i to znacznie. Są ludzie szczęśliwi, i to nie szczęściem głupca. Współczuję Ci szczerze, jeśli takich nawet nie znasz, nie wspominając o byciu takim.
Każdy ma swoje problemy i nie z każdym problemem radzi sobie od razu - zgoda. Ale to nie znaczy że każdy usiądzie i załamie łapki. Szczęście to coś czego szuka i co znajduje się w sobie, jakkolwiek banalnie i oklepanie to nie brzmi.
Od: Stef
Data: 20051208, 10:30
Nie twierdzę że nie istnieją ludzie szczęśliwi. Oczywiście że szczęście można odnaleźć (czy raczej wypracować) tylko wewnątrz, cała reszta będzie ułudą - szczęściem głupca właśnie, tak przynajmniej mi się wydaje.
Od: Irish
Data: 20051208, 11:09
@Stef: Nie twierdzisz? To jak należy rozumieć "Inni ludzie też sobie z tym nie radzą, tylko nie wszyscy się do tego przyznają (również wewnętrznie, przed samymi sobą)." ? Bo ja to zrozumiałam że inni ludzie też nie radzą sobie ze znajdowaniem/wypracowywaniem szczęścia w sobie, tylko że się do tego nie przyznają. A ja wiem że są tacy którzy jak najbardziej sobie radzą :)
Od: Stef
Data: 20051208, 11:26
Faktycznie niejasno się wyrażam dzisiaj, inni to nie wszyscy, tylko spora część. I nie tyle nie radzą co raczej nie próbują, ponieważ wygodniej nie myśleć, nie zastanawiać się - bo to skomplikowane, może boleć i nie daje natychmiastowych efektów.
A ludzie szczęśliwi? Dobrze jest mieć ich jak najwięcej wśród przyjaciół. :)
Od: badmad
Data: 20051208, 14:53
"A gdyby tak zniknąć
Uciec przed
złem
cierpieniem
słabością
Wśród mroku drogę odnaleźć
Lecz jak?
Skoro sam ze sobą wygrać nie mogę
Skoro nic dobrego temu światu nie przyniosłem..."
(..)
Nie istnieć
Nigdy nie będę taki jakbym chciał
Wciąż tak słaby, nieporadny
Wciąż mi szumi sumienie w głowie
Jak nieznośna mucha
I wciąż się pytam: Co dalej?
I wciąż nie tą drogą idę...
A nadzieja raz gubiona, raz odnajdywana
A miłość wciąż wariatka ta sama
Tylko wiara mnie trzyma przy życiu...
Jak rzep do psiego ogona"
(czasem chciałbym uciec od siebie samego, czasem czuję się we własnym ciele jak w pułapce, jestem zły na siebie że z sobą samym poradzić se nie mogę, bo przeciez ideały mam wzniosłe)
P.S. a mimo wszystko staram się zawsze uśmiechać :) to wyżej to podsumowanie depresji z roku 2003, czasem wraca.... być może powininem gdzieś indziej to pisać.. ale jakoś tak mnie naszło.
Od: #389770
Data: 20051208, 17:42
Chciałam napisać coś górnolotno-dekadencko-obciachowego o sprowokowaniu jedynego Twego uśmiechu w ciągu dnia, ale się przymknę... Za to obiecuję, że jeszcze niejeden raz masz u mnie zagwarantowany brak wyboru i stanięcie pod ścianą konieczności sięuśmiechania ;)
A mechanizm... mechanizm to zła, funkcjonalistyczna metafora tego, co dzieje się wokół. Fuj. Nie warto zaprzątać nią sobie głowy. Chyba, że założymy apriorycznie, iż immanentną cechą mechanizmu jest zepsucie, a podstawową funkcją - generowanie chaosu. Ale, kurde Felek, nawet to wymaga pięciu gram regularności! :D
Od: badmad
Data: 20051208, 21:05
Coraz częściej mam wrażenie jakbym tu nie pasował, tzn. do świata, jakbym się urodził nie wtedy gdy potrzeba. Nie wiem czy powinienem się urodzić w przeszłości, czy przyszłości, ale nie teraz. Jak mnie określić? "Wieczny wędrowca/marzyciel/myśliciel". Tak. Lubię myśleć, o sobie, o tym co mnie otacza, o ludzich, emocjach, uczuciach. Jestem ciekaw odpowiedzi, gdzie mnie moje własne myśli doprowadzą. Jestem tylko człowiekiem, a chciałbym być czystym uczuciem. Tak. Lubię też swoimi doświadczeniami dzielić się z ludźmi. Jak poprostu mówię: "Chodź, usiądźmy, porozmawiamy o tym i o tym." ludzie się na mnie patrza jak na wariata. O, tam wyżej można dodać "wieczny poszukiwacz doskonałości". Nie tylko siebie, ale też wszystkiego.
Od: badmad
Data: 20051208, 21:09
Hej zniknął wpis Hoppke'go pomiędzy #389770 z 17:42, a moim z 21:05!
Od: Hoppke
Data: 20051209, 00:37
@badmad: tak! został ocenzurowany jako niezgodny z polityką Partii :)
A tak naprawdę, to wywaliłem bo chciałem kawałek przeredagować, a potem machnąłem ręką i całkiem wyleciał. Nie było w nim nic kontrowersyjnego czy jakoś super osobistego przecież, ale wyleciał i tak, bo mi się odechciało edytować.
Od: badmad
Data: 20051209, 12:11
No dobra, ale mój 2 wpis się do niego odnosi. :) Akurat zdążyłem przeczytać, a jak kliknąłem potem 'dodaj komaentarz' już go nie było, no to reload, restart FF, nic. :)