Jestem ostatnio zmęczony, zajęty i w ogóle. Moim problemem nie jest brak czasu per se, mi brakuje energii. Dlatego zaniedbuję ludzi, Repo, siebie, moją urojoną wiewiórkę Grepi itp.
Dlatego to będzie wpis ekspresowy.
Ostatnio odpoczywam trochę od Origi (którą nadal bardzo lubię, nie chcę tylko by mi się przejadła) i zasłuchuję się Annett Louisan. Niemiecki wokal. Tak, da się słuchać niemieckiego śpiewu, i nie musi to być porykiwanie Rammsteina od razu :)
A oto próbka (będzie dostępna przez tydzień): Wo ist das Problem, z płyty Unausgesprochen. Softie ze mnie, więc lubię taką muzykę. Równolegle lubię też Prodigy i Therapy, więc mam, jak widać, bardzo dużą tolerancję muzyczną :)
A skoro już jesteśmy przy większych plikach, to może dwa wyselekcjonowane minifilmiki ze zlotu? film1 oraz film2... Have fun watchin' :)
A tymczasem ja muszę lecieć. Papatki ;)
PS: Najwspanialszych ludzi poznaje się w najmniej spodziewanych okolicznościach. Serio. I najciemniej jest zawsze przed świtem. I by docenić szczęście trzeba najpierw być głęboko nieszczęśliwym.
OK, OK - już nie rzucam aforyzmami i znikam :)
Dopiski:
Od: mescalito
Data: 20051228, 21:31
Też sądziłem, że ładne żeńskie wokale nie pasują do niemieckiego. Ale spróbuj Barbary Morgenstern, najlepiej na płycie "Nichts Muss".
Od: mescalito
Data: 20051228, 21:39
Nie, przepraszam, pomyłka: lepsze od o Nichts Muss jest Fjorden. :)