ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2006/03, 9 wpisów
Jak mi dzisiaj dobrze!

Raaaany, jak mi doooobrze :)

Dzisiaj był cudowny dzień. Chociaż musiałem w urzędzie skarbowym wystać w ogonku Bóg wie ile czasu, to i tak było fajnie. Baaardzo ciepło, osiemnaście stopni w plusie jak nic. WIOSNA! :)

[WIOSNA] Na deptaku, nieśmiali jak przebiśniegi, pojawiają się pierwsi amatorzy piwa (vide załączony obrazek). Ludzie zaczynają siadać na ławeczkach. Przed kościołem jakaś parka zdjęła kurtki nawet. Nikt nie nosił czapek. Cieeepło i słonecznie :)

Ale wprowadźmy nieco więcej porządku w ten chaos :) Po kolei...

Głównym punktem dnia było składanie zeznania podatkowego i aktualizacji danych w US. Chryste, ile ludzi... W zeszłym roku jakimś dzikim fartem udało mi się tak złożyć papiery, że praktycznie ominąłem kolejki - pamiętam dobrze, że był przede mną tylko jeden mężczyzna, który akurat odchodził od okienka gdy ja podchodziłem. A dzisiaj wystałem się nawet-nie-wiem-ile-godzin w kolejce do pokoju 010c, w piwnicach zielonogórskiego Pierwszego US, w krętych klaustrofobicznych korytarzykach, bez klimatyzacji... jedyną rozrywką były dwie babcie stojące akurat przede mną - baaaardzo rozrywkowe, zabawne, tryskające humorem i ironią. Wiesz, Czytelniku mój, znam takie parki dziewczyn/kobiet prywatnie. Bardzo się lubią, wszystko robią razem, a patrząc z boku trzeba się uśmiechnąć. Ale chyba pierwszy raz w życiu widziałem by baaaardzo dorosłe dwie kobiety zachowywały się jak studentki. Samopoczucie od razu poszło mi w górę. Nawet gdy z pokoju 010c odesłano mnie z kolejnymi druczkami do okienka 7 na parterze.

Potem musiałem wystać swoje w ogonku na poczcie. Tak w ogóle to dwie poczty zaliczyłem. Ale hej, przy tak PIĘKNEJ pogodzie grzechem jest nie skorzystać i nie pospacerować po mieście. Jedną rzecz sobie uświadomiłem - wiatr. Ciepły wiatr. Nie wiem kiedy poprzednim razem czułem ciepły wiatr na twarzy, ale było to na pewno miesiące temu. (...)

Czytaj dalej...
Moje preferencje biurkowe

Nie mogę używać Ubuntulooks, bo coś się krzaczy w niektórych widgetach gtk+, głównie w gqview i firefoksie (przy czym w FF tylko jeśli pasek adresu mam przeciągnięty obok menu. Nie, na tym screenie akurat nie widać Ubuntulooks, za to widać samą rearanżację UI. Niemożliwą do uzyskania w Operze, niestety.

W gtk+ spróbowałem czegoś - wziąłem nowy temat "Human" z ubuntu i zmieniając parę wierszy przestawiłem go na stary, dobry clearlooks. Wyszło całkiem ciekawie, prawda? Teraz potrzebuję tylko jakiegoś ładnego zestawu ikonek. Ikonki "mimetype'ów" z Tango są chyba najfajniejsze. Za to ikonki folderów zostawiłbym chętnie z human yasis, bardziej mi się podobają niż te szare lub niebieskie z Tango. Są chyba bardziej zaokrąglone i jakoś tak milej się na nie patrzy. I kosz z hyasis mi się bardziej widzi... ale w innych tematach widziałem też parę innych, ładnych ikonek... więc pewnie wyjdzie miks. Podobają mi się takie tematy jak d3a, glass icons, edge czy etiquette, ale są niekompletne - a w ikonkach nie ma nic gorszego niż braki, gdy w widoku folderu nagle parę plików ma ikonki z całkiem innej parafii... Jedyne wyjście to chyba łączenie podobnych zestawów ikon ze sobą. A najbardziej dopracowane zdaje się być tango właśnie, więc najprościej będzie mi chyba w Tango parę małych podmianek zrobić.

BTW, jest jedna rzecz którą bardzo sobie cenię w Gnome - skalowanie ikonek na pulpicie. Tzn. to, że mogę samemu rozciągać wybrane ikonki. A ikonki różnych rozmiarów to jest to. Przypomina mi trochę czasy Amigi i Workbencha. Nie, serio - jedna z największych bzdur na pulpicie to wymuszanie ikonek jednego rozmiaru. A przecież lubimy sobie eksponować rzeczy ważniejsze, czy częściej używane. Położenie to jedna sprawa, kolory i emblematy druga, ale ROZMIAR to krytycznie ważna rzecz. O, ten przykład. Po pierwsze - większy kosz. Lubię duże kosze. W ten sposób przeciągając na kosz jakieś ikony łatwiej mi uwierzyć, że się zmieszczą (ok, nie przeciągam nigdy tylko naciskam Del, ale i tak lubię duże kosze. Niektórzy lubią duże cycki, ja lubię duże kosze. Taki mój mroczny sekret. (...)

Czytaj dalej...
Warto zapamiętywać sny?

Mój Osobisty Aniołek przypomniał mi, że praktycznie nigdy nie zapamiętuje swoich snów, za wyjątkiem koszmarów. To dotyczy chyba większości ludzi; być może jestem jakimś wyjątkiem...

Ja zapamiętuję na ogół, choć nie wiem czy jest warto :)

Bo np. mój sen z Wielkim Murzynem z Włoskim Akcentem po dziś dzień mi czasem ktoś wytyka. Te bardziej pieprzne/rozerotyzowane wolę od razu przemilczeć. A czasem trafiają się sny które są po prostu "plain weird".

O, na przykład dzisiaj. Śniło mi się, że w jakiejś większej grupie (chyba trzech facetów i dwie czy trzy kobiety) pojechaliśmy gdzieś daleko oglądać zawody w skokach narciarskich. Tak gdzieś na tydzień pojechaliśmy. To jeszcze nic dziwnego, prawda? AAALE:

...po zajechaniu na miejsce rozdzieliliśmy się. Tzn. faceci poszli pić, a ja z babkami poszedłem oglądać miasto. Wtedy jedna z babek nas przeprosiła zgrabnym "muszę iść zwymiotować" (ok, trochę eufemistycznie to ująłem - ona była bardziej dosadna) i poszła skorzystać z autokarowej toalety. No i wtedy się wszystko zaczęło udziwniać, jak to u mnie. Jedna z babeczek z którymi zostałem, nazwijmy ją dla ułatwienia I., zaczęła opowiadać o Sztuce Wymiotowania (znowu eufemizm ;). I o tym jak to ona by NIGDY nie mogła w autokarowej toalecie. "Bo wiecie, raz w życiu to zrobiłam w autokarze i było OKROPNIE! Bo to było we Wrocławiu, i stałam sama, a dookoła mnie były te figurki i patrzyły na mnie, i to było takie krępujące (...)", w tym momencie wciąłem się jej w słowo: "A próbowałaś wdrapać się którejś na głowę i wymiotować [euf. - dop. mój] jej pod nogi?", na co I. po chwili zastanowienia "Nie, w sumie to nie pomyślałam o tym... w każdym razie NIE MOGŁABYM w autokarze. Od tej pory po prostu popuszczam gdzie stoję, o." (i poparła to natychmiastową demonstracją). Po czym poszliśmy dalej zwiedzać, bo do pierwszych zjazdów narciarskich mieliśmy jeszcze sporo czasu. (...)

Czytaj dalej...
Wodzony na pokuszenie

"Dobry wieczór. Nazywam się Grzegorz i jestem nałogowym dłubaczem."

Kusi mnie. Kusi mnie żeby wypróbować DEBIANA. Oj, jak mnie kuuusi... Próbowałem usiąść i poczekać aż mi przejdzie, ale nie przeszło. Co robić?!

Kusiło mnie też trochę by spróbować ubuntu, ale koniec końców chyba bym wolał Debiana... sam już nie wiem. Jestem dzisiaj bardzo niezdecydowanym liskiem...

Z innej beczki - opróżniłem dzisiaj kosz na biurku. Ponad 15GB śmieci w nim tkwiło. BTW, podoba mi się to jak Nautilus ponazywał elementy w koszu (chodzi mi o nazwy duplikatów, np. "Adobe" :)

Przymiarki do Repo 2.0

Dane części "blogowej" Repo już od jakiegoś czasu siedzą sobie w moim domowym mysql-u, wyjmowanie ich też już działa. Zastanawiam się tylko co zrobić z artykułami. No i layout, nawigacja... ale to potem.

Hasta la vista, XP

Windows mi się obraził. Chyba chodzi mu o to, że więcej uwagi poświęcam Mandrivie niż jemu... Przy uruchamianiu zacina się na ładowaniu Mup.sys (zaraz na samym początku sekwencji ładującej). Pięknie, pięknie. Nie negocjuję z terrorystami, wręcz przeciwnie - skoro Windows strzelił mi focha, to ja mu teraz odstrzelę partycję z profilami userów (będzie 70GB kolejnego ext3 dla mandrivy). Gdzie to ja miałem mojego cfdiska... :)

Powrót do Linuksa

Aj, nazbierało mi się trochę... więc może obiecany wpis techniczny?

Jestem znowu na starych śmieciach. Liiii-nux. Nie wiem, chyba nie jestem typem windowsowca. Mógłbym opisywać dokładniej - że nie podoba mi się kiepska interaktywność XP, że jeden proces intensywniej korzystający z I/O dyskowego potrafi skutecznie zamrozić cały system, że diagnostyka błędów jest bardzo utrudniona, że doinstalowanie jednej głupiej aplikacji może system rozwalić tak, że tylko odzysk obrazu partycji pomoże. Do tego dziwnie działający podsystem VM...

No i jestem jednak przyzwyczajony do tej mieszanki GUI/CLI, jakiej używam pod Linuksem. Gdy mogę coś wyklikać - to wyklikuję. Gdy szybciej zrobię coś jakąś pętelką w shellu - to shelluję. Windows jest sprofilowany na GUI, co odkryciem żadnym nie jest, ale ja przez tyle czasu nie miałem styczności z Win, że zapomniałem co to oznacza w praktyce.

Poza tym... może jestem dziwny, ale np. od Photoshopa wolę Gimpa. Do jabbera używałem Psi, choć mogłem przecież sięgnąć po coś windows-only. No i kiedy siedziałem na Windows, to nie pojawiałem się na GG - bo nie ma Kadu dla Windows. A oryginalnych klientów GG używać nie mam zamiaru. Tak że jestem zlinuksowiony do szpiku, choć za paroma aplikacjami windowsowymi będę tęsknił. The Bat!, Total Commander, Advanced Disk Catalog... z drugiej strony pod Linuksem mam normalnie działający program do filmów (MPlayer! Jego windowsowy build jakoś mi się wywalał :)

Aby mieć miejsce na sensowną instalację XP (z osobnymi partycjami na C:\Windows, C:\Program Files, profile użytkowników i dane) musiałem ostro ograniczyć swoją Mandrivę. Powywalałem większość zbędnych pakietów (*-devel) i wcisnąłem /home, dotychczas władające partycją 120GB, na malutką (10GB) partycję z samym systemem. Ot, forma przetrwalnikowa.

Więc teraz musiałem to odkręcać, trochę czasu zabrało. Potem update zaniedbanej mandrivy - w Cookerze pakiety szybko płyną, a ja przez dłuższy czas nie aktualizowałem, więc pół nocy system ściągał i instalował sobie uaktualnienia. (...)

Czytaj dalej...
Ja palę ognisko, a jakieś harcerki szukają punktu G

Zacznę z grubej rury. Błąkałem się po lesie, jak to mam czasem w zwyczaju, gdy odkryłem, że w "moim lesie" jakieś figlarne harcereczki szukają punktu G. Serio! Najpierw zauważyłem to, a następnie o, to!. Głuptaski :) Przecież punktu G nie szuka się z mapą... Ech, rozczulająca nieporadność :)

Zima wróciła do Zielonej Góry. Było już tak prawie bezśnieżnie, czekałem na wiosnę... a teraz miasto tak wygląda :(. Co prawda niektórzy starają się znaleźć w powrocie śnieżnych zasp coś pozytywnego, ale mnie ten śnieg już zaczyna nudzić. Trzeba mu jednak przyznać, ładny jest. Dobrze się lepi. W sam raz do walk na śnieżki, lepienia bałwana czy wyślizgiwania torów saneczkowych. Tyle, że ja nie robię żadnej z tych rzeczy - częściowo z racji wieku, częściowo braku partnerów do zabawy :)

Zbierałem wszystkie faktury, rachunki i PIT-y do rozliczenia podatku. Szukając jednego z zagubionych PIT-ów przeryłem wszystkie swoje papiery, kompletując spory zestaw papierzysk do zniszczenia. Nie "wyrzucenia", ale faktycznie - zniszczenia. Rzeczy poufne, trochę listów, trochę dokumentów, nieco śmieci z banku, stare bilingi, kwity pocztowe... Na oko tak trochę ponad 1000 stron, głównie A4. A że nie mam niszczarki, to...

...zacząłem od szukania odpowiedniego miejsca w lesie. O, znalazłem - obszerna polana z ławeczkami. Przegrzebałem się przez śnieg do gołej ziemi i przystąpiłem do niszczenia :)

Masa śniegu dookoła, absolutna cisza, pewnie żadnej ludzkiej duszy w promieniu paru kilometrów, jedyne ślady na śniegu należą do mnie i leśnych zwierzątek... a ja palę stos dokumentów, jak jakiś uciekający nazista... Było w tym coś kafkosko-teatralnego, prawda? (...)

Czytaj dalej...
DoPP RFC ;)

Powinienem napisać DoPP RFC.

DoPP to, oczywiście, "DVD over Poczta Polska" :) Będę wysyłał moim sieciowym kontaktom kolejną porcję seriali TV (Stargate, tak konkretniej), wypalonych elegancko na płytkach DVD. Wypalić będę musiał używając Windows + Nero, gdyż growisofs niestety nie lubi mojej nowej nagrywarki DVD. A przynajmniej nagrywarki w połączeniu z moim zapasikiem DVD+R Philipsa. Mieli, mieli, mieli (gdzieś tak w okolicach kalibracji lasera, czyli na samym początku procesu nagrywania), po czym kończy pracę z jakimś kryptycznym błędem. Płytki na szczęście nie psuje przy tym. Nero tak samo dziwnie mieli, ale ostatecznie zaczyna nagrywać i nagrywa bardzo ładnie. Skany nagranych nośników wykazują, że stan płytek jest OK. Moja prywatna hipoteza: firmware nagrywarki nie rozpoznaje nośnika i próbuje samoczynnie dobrać parametry, ale mu się to nie udaje tak do końca (wnioskuję po nietypowo długiej i podejrzanej serii rozpędzeń i wyhamowań płyty, występującej niezależnie od narzędzia). growisofs w tym momencie się poddaje, ale Nero nie.

Odpowiem przy okazji na pytanie o moją "miłość do blogusia" :) Tak, Repo jest zaniedbywane strrrasznie, ale złożyło się na to sporo czynników pożerających mój czas i moją energię. Gdy pisze się kilkadziesiąt KB maili/tłumaczeń dziennie, pracuje przed komputerem cały boży dzień etc., to... no, wiadomo :)

Ale w miarę możliwości będę nadal poświęcał temu miejscu swój czas i chęci. Przez dłuższy czas może to być niezauważalne, bo przymierzam się do wymiany całego silnika i technologii, na których oparte jest Repo. Tak że moja praca będzie się raczej za kulisami odbywać, skutki za to powinny być potem mile odczuwalne dla Czytelników :)

OK, a teraz tak na szybko: tak, nadal jestem zakochany (bardzo szczęśliwie, ze wzajemnością etc. - Czytelnicy mogą trzymać "za nas" kciuki), nadal używam tego nieszczęsnego WinXP na domowym biurku (a Mandriva leży na partycji obok, spróbuję opisać moje wrażenia jakoś na dniach), nadal jestem sobą (tym samym niepozornym chłopakiem co kiedyś, autorem wszystkich poprzednich wpisów na Repo etc.).

A tymczasem - na razie! :) Postaram się w najbliższych dniach zamieścić tu przynajmniej dwa wpisy. Jeden prywatny, drugi techniczny.