Raaaany, jak mi doooobrze :)
Dzisiaj był cudowny dzień. Chociaż musiałem w urzędzie skarbowym wystać w ogonku Bóg wie ile czasu, to i tak było fajnie. Baaardzo ciepło, osiemnaście stopni w plusie jak nic. WIOSNA! :)
Na deptaku, nieśmiali jak przebiśniegi, pojawiają się pierwsi amatorzy piwa (vide załączony obrazek). Ludzie zaczynają siadać na ławeczkach. Przed kościołem jakaś parka zdjęła kurtki nawet. Nikt nie nosił czapek. Cieeepło i słonecznie :)
Ale wprowadźmy nieco więcej porządku w ten chaos :) Po kolei...
Głównym punktem dnia było składanie zeznania podatkowego i aktualizacji danych w US. Chryste, ile ludzi... W zeszłym roku jakimś dzikim fartem udało mi się tak złożyć papiery, że praktycznie ominąłem kolejki - pamiętam dobrze, że był przede mną tylko jeden mężczyzna, który akurat odchodził od okienka gdy ja podchodziłem. A dzisiaj wystałem się nawet-nie-wiem-ile-godzin w kolejce do pokoju 010c, w piwnicach zielonogórskiego Pierwszego US, w krętych klaustrofobicznych korytarzykach, bez klimatyzacji... jedyną rozrywką były dwie babcie stojące akurat przede mną - baaaardzo rozrywkowe, zabawne, tryskające humorem i ironią. Wiesz, Czytelniku mój, znam takie parki dziewczyn/kobiet prywatnie. Bardzo się lubią, wszystko robią razem, a patrząc z boku trzeba się uśmiechnąć. Ale chyba pierwszy raz w życiu widziałem by baaaardzo dorosłe dwie kobiety zachowywały się jak studentki. Samopoczucie od razu poszło mi w górę. Nawet gdy z pokoju 010c odesłano mnie z kolejnymi druczkami do okienka 7 na parterze.
Potem musiałem wystać swoje w ogonku na poczcie. Tak w ogóle to dwie poczty zaliczyłem. Ale hej, przy tak PIĘKNEJ pogodzie grzechem jest nie skorzystać i nie pospacerować po mieście. Jedną rzecz sobie uświadomiłem - wiatr. Ciepły wiatr. Nie wiem kiedy poprzednim razem czułem ciepły wiatr na twarzy, ale było to na pewno miesiące temu. (...)
Czytaj dalej...