ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Na froncie prywatnym

Od czego zacząć...

Zacznę może od rzeczy najważniejszej dla mnie - uczuciowo (czy, jak mówi moja znajoma Kaśka, "w sprawach serduszka") jest po prostu rewelacyjnie. Tzn. tak po prostu dobrze, i to właśnie jest w tym wszystkim tak cudne :) Biorąc pod uwagę, że znalazłem dziewczynę która strrrasznie mnie pociąga na każdej możliwej płaszczyźnie - i fizycznie, i emocjonalnie, i intelektualnie, którą mogę kochać i mieć w niej jednocześnie najlepszą przyjaciółkę jaką kiedykolwiek miałem, cóż, czego więcej chcieć?

Przeszkoda była jedna - lokacja. OK, przeszkód było więcej, i ta może nawet nie była najtrudniejsza do pokonania, ale... Tak się złożyło, że dzieliło nas trochę kilometrów. Ja jestem chłopakiem z Zielonej Góry, ona dziewczyną z Poznania. Romansowanie w takim układzie jest nieco utrudnione ;)

Ale dla chcącego nic trudnego, więc od tygodnia mieszkam w Poznaniu. I jestem, ech, jak to powiedzieć... nie wiem czy mi to przejdzie przez usta... p r o g r a m i s t ą. Co miłość może z człowiekiem zrobić... ;)

Ale nie jest źle. W zasadzie to jest bardzo dobrze :)

Mój obecny plan życia obejmuje kilka miesięcy, w których mam zamiar zrealizować następujące punkty:

A potem ułożę nowy, równie pozytywny. :)

A teraz po trochu o mojej obecnej sytuacji:
Mieszkam w Poznaniu. Na ulicy Niecałej. To gdzieś przy rondzie Przybyszewskiego, które nazywa się teraz inaczej, ale mieszkańcy i tak używają starej nazwy. Nie wiem czy to "daleko od centrum", ale chyba nie bardzo. Mieszkam w malutkim pokoiku w którym, oprócz tapczaniku, mieści się jeden Hoppke, trzy szafeczki, hoppkowy komputerek (wczoraj zaimportowany z Zielonej Góry) i (łącznie) jakieś 6 metrów kwadratowych podłogi niezastawionej meblami ;) Mam też kawałek szafy, własne dwa kubki, sztućce i rondelek w kuchni, własną półkę w lodówce i łazienkę do której muszę się wbijać przed moim gospodarzem (komputerowcem nota bene), bo potrafi leżeć w wannie godzinami. Jest bardzo skromnie i ciasno, ale przeżyję. Ze względu na brak miejsca mam tu tylko jedną świecę, ale mam też szczwany plan obstawienia wanny świecami kąpielowymi. HA!

Komputerek mam podpięty do sieci... jakiejś... nie wiem co to, wepchnąłem kabel sieciowy do gniazdka w switchu który wyszperałem za szafką w moim pokoiku. Kabel sieciowy znalazłem pod łóżkiem. Mieszkanie z zawodowym informatykiem ma pewne plusy... No i łącze jest chyba ciut bardziej przepustowe niż moje domowe, więc będę mógł się częściej pojawiać na Skype (login hoppke, oczywiście). W domu mam ciut za mały upload, choć ostatnio nie było tragicznie.

Łóżeczko mam zakryte swoją pościelą i kocykiem, na oknie moja firanka i zasłonka. Jest nawet przytulnie. Mebelki mam sosnowe, co mi pasuje. Lubię jasne drewno.

Jeszcze nie obcykałem położenia kluczowych marketów w Poznaniu, więc nie kupuję zbyt często jedzenia... może trochę schudnę?

Do pracy mam kawał drogi, ale dojazd tramwajem jest bardzo fajny. Pół godziny jazdy, potem dziesięć minut na piechotę i jestem na miejscu. Z powrotem analogicznie, przynajmniej w teorii, bo w zeszłym tygodniu ani razu nie pojechałem z pracy do domu. Albo musiałem jechać gdzieś przez miasto, albo wpadał po mnie Aniołek i się razem bawiliśmy. Przy czym "zabawa" to także np. ekspresowe wyrabianie fotki legitymacyjnej potrzebnej by wyrobić mi bilet miesięczny. Który jakoś w przyszłym tygodniu odbiorę (wyrabianie tego elektronicznego biletu, tzw. komkarty, trwa do 10 dni. Pani w okienku mówiła, że na ogół po pięciu już są.). A gdy uwolnię się od kasowania biletów, będę mógł zacząć jeździć "rozrywkowo" po mieście. I na zakupy. I nad Maltę. I do Starego Browaru. I na czekoladę, zapiekanki... mmmm... I po Aniołka, oczywiście. A potem na zapiekanki :)

W Poznaniu, oczywiście, gubię się z łatwością. Tzn. powiem tak - jest kilka punktów, między którymi umiem się poruszać. Dojadę z domu do pracy. Trafię z powrotem. Dojadę z pracy do Aniołka, dojadę też kawałek dalej na Rondo Rataje. Dojadę na dworzec PKP z tego ronda, dojadę do stancji z dworca. Dojadę też jakoś do Starego Browaru i Kupca Poznańskiego. Pewnie są też i inne kombinacje z którymi dałbym sobie radę. Na pewno dam też radę dojechać przypadkiem w zupełnie niezaplanowane miejsca, już parę razy mi się to udało. Nie ma to jak wysiąść z tramwaju i pomyśleć sobie "Gdzie ja do cholery jasnej dojechałem?". Mam nadzieję, że po otrzymaniu komkarty będę mógł więcej kursować po mieście i załapię gdzie, jak, którędy i którym tramwajem/autobusem.

Zielonej Góry mi nie brakuje, o dziwo. Z tego co widzę Poznań ma dość terenów po których mogę łazić i wyżywać się spacerowo (a w przyszłości może i rowerowo). Brak lasów rekompensuje WODA. Rzeka, Malta, różne stawiki w parkach... nie jestem przyzwyczajony do obiektów wodnych w mieście, ale podoba mi się to. Jest też wystarczająco dużo zieleni. I, co ciekawe, Poznań nie ma chyba tak gęstej zabudowy jak Zielona Góra.

Ma za to trochę różnych marketów i duże centra handlowe, ze sklepami obuwniczymi! W jednym z centrów widziałem chyba tyle obuwniczych, co w całym moim mieście. Zakup nowych bucików powinien być dużo łatwiejszy teraz...

Tramwaje są mi obce kulturowo, ale podobają mi się. Jeżdżą regularnie i bardzo często (w porównaniu z autobusami w Zielonej Górze). Idea biletów które mają określony czas ważności po skasowaniu też mi początkowo nie podchodziła, ale przywykam powoli (w moim mieście bilet kasuje się na przejazd danym autobusem, nie można go potem zmienić na nic innego, ale można jechać aż do końca linii. W Poznaniu bilet traci ważność po określonym czasie od skasowania, ale można przesiadać się swobodnie między tramwajami/autobusami w trakcie ważności biletu. Pomijając autobus linii "A", bo ten jest dwa razy droższy.). Zresztą niedługo będę miał sieciówkę, więc to i tak nieistotne.

Poznaniacy wyglądają jak zwykli ludzie, zachowują się jak zwykli ludzie (no, zwykle), a jedzenie które jedzą też jest zwykłe. Myśle, że dam radę się zasymilować.

Myślę, że wybrałem dobrą porę roku na przeprowadzkę. Miasto jest bardzo fajne teraz...

Praca zapowiada się całkiem satysfakcjonująco. Co prawda siłą rzeczy wpadnę w nieco leciwe już technologie (wielki projekt prowadzony od paru lat), ale mam tyle doświadczeń do zebrania, że to niezbyt istotne. A, sam projekt to duży system zarządzania polisami ubezpieczeniowymi, ja chwilowo zajmuję się drobnymi bugreportami. Nie jest łatwo, bo weź się człowieku w to wgryź tak z marszu, ale staram się bardzo. Mam motywację w końcu. Taką ze skrzydłami :)

Mam głębokie przekonanie, że robię teraz dokładnie to, co powinienem robić. Że składam sobie życie w jakąś spójną całość. I że znalazłem wspaniałą kobietę, której chcę dać w tym życiu udział. I że tak naprawdę dzieje się właśnie to, czego do tej pory najbardziej chciałem. Jak sen, który się urzeczywistnia na moich oczach. Mam konkretny cel do którego chcę dążyć, bo wiem że warto, a jednocześnie cały świat pomaga mi realizować kolejne etapy. Tak jakby wszechświat łaskawie przygotowywał mi ścieżkę. I nawet jeśli to tylko dlatego, że mam coś co chcę osiągnąć i naprawdę staram się by mi się udało, to jednak ogólne wrażenie jest niesamowite. Po prostu jest dobrze. Rany, jak dobrze :)

Dopiski:

Od: Aniołek
Data: 20060528, 17:31
Twój gospodarz jest po ekonomii a nie informatyce, ale tak poza tym wszystko się zgadza ;)
Zresztą, może podobnie jak filologik może być ekonogik?

Od: zenon
Data: 20060528, 18:05
No nieźle! Podczytuję sobie od czasu do czasu co piszesz i całkiem przyjemnie się czyta jak komuś w życiu się układa :) Kiedyś planowałem wpasc na spotkanie kanału linuksowego na chrome, ale jakoś nie starczyło mi odwagi :) Teraz z linuksem mam jeszcze mniej do czynienia niż poprzednio, ale może jak będzie coś zorganizowane to się dołącze - chyba fajne z was osobowości. To tyle :)
Pozdrawiam i wielu miłych chwil życzę!

Od: badmad
Data: 20060528, 18:22
"Kimkolwiek jesteś, cokolwiek robisz, jeśli naprawdę z całych sił czegoś progniesz, znaczy to, że pragnienie owo zrodziło się w Duszy Wszechświata. I spełnienie tego pragnienia, to twoja misja na Ziemii. (...) Wszystko jest bowiem jednaością. (...) I kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat sprzyja potajemnie twojemu pragnieniu." Paulo Coelho "Alchemik"

Ja akurat znajduję się krytycznym momencie (zastanawiam się czy nie zostać księdzem), ale powoli tż zaczynam układać swoje życie. Cieszę się, że Wam się udało i życzę dużo szczęścia, wiary, nadzei i miłości, wszystkiego najlepsiejszego :)

Od: badmad
Data: 20060528, 18:36
Addon do poprzedniego wpisu:
tzn. zastanawiam się raczej czy podołam niż czy zostać, ba, samo seminarium to 6 lat wytężonej nauki, (chyba) skończę ten semestr, wtedy podejmę ostateczną decyzję.

P.S. Repo 2.0 działa bardzo dobrze :)

Od: OJO
Data: 20060528, 19:22
pozytywnie, cieszę się twoim szczęściem. :)

Od: Łukasz Horodecki
Data: 20060528, 22:04
Dwa pytania:
1. byłeś juz na piwie w Brovarii?
2. Gdzie szamasz te zapiekanki?

:)

Od: hughofborg
Data: 20060528, 22:41
Dwa pytania:
1. Jaki język? (programowania w pracy znaczy się...)
2. Może już czas poznać imię Aniołka? :) Może sam powie?

A na marginesie to zdumiewające jak podobne mamy w tym punkcie czasu życiorysy. Ja co prawda się nie przeprowadziłem (a to też generuje sporą porcję stresu), ale podjąłem nową pracę, też mam "pełne pory" i też jest w to zamieszana pewna miła pani... :)

Od: Łukasz Horodecki
Data: 20060528, 23:16
hughofborg: And what is the name of your ravishing wife? Wait. Don't tell me - it's something to do with moonlight - it goes with her eyes - it's soft and gentle, warm and yielding, deeply lyrical and yet tender and frightened like a tiny whit rabbit

Hoppke: It's Deidre

NMSP :)

Od: badmad
Data: 20060529, 09:47
@da.killa: :D

Od: NEMO
Data: 20060529, 16:32
opuściłes mnie brachu :(
lecz niech CI sie wiedzie tam jak najlepiej!

Od: bies
Data: 20060530, 01:48
Mister Hoppke, we, the programmers, missed you. Bwahahahaha...

A tak poważnie, życzę spokojnego ,,odhaczania'' punktów w planie.

Od: Hoppke
Data: 20060530, 11:56
@hughofborg: język: Java, imię: moje ulubione ;)

@da.killa: tak, byłem w Brovarii. Piłem też Fortunę. A zapiekanka smakowała mi w takim małym bistro praktycznie przy samym Starym Browarze (po drugiej stronie ulicy, takie z czerwonym daszkiem nad wejściem. Mieliśmy ją po prawej ręce gdy podchodziliśmy do Browaru przed MucoZlotem). Smakowała mi też zapiekanka w jeszcze jednym miejscu, do którego jednak sam nie trafię (dopóki nie dowiem się co to była za ulica, gdzie jest na mapie i jaki tramwaj zatrzymuje się najbliżej :)

Od: mars
Data: 20060531, 02:39
Piszę pierwszy raz (choć czytam od kilku miesięcy), więc załączam wazelinę (co kto woli, ja preferuję Dermosan ;-).
Przy okazji pozdrawiam serdecznie autora i Dopiskowiczów. Często tu zaglądam, głównie dla wpisów Linuksowych i dla tego, że to fajne, żywe miejsce. Zmobilizowałem się do wpisu na wieść, że można cię spotkać w Poznaniu. Ja też tam pracuję, ale w innej specjalności. Gdybyś miał ochotę na trochę muzyki (poważnej, ale bardzo ekscytującej) to zapraszam już w czwartek.
http://www.city.poznan.pl/mim/strony/events/events.html?co=print&id=25453&tickets=
Potem można by na piwo, ja stawiam (Fundusz Piwny Repo)!

Od: ...
Data: 20060531, 06:34
...takie luźne skojarzeniopytanie do ogółu:
...czy uczucie można zaprogramować..? ;) /znowu się czepiam, wiem, wiem... robię to bezinteresownie całkiem - donoszę :)/

Od: Aniołek
Data: 20060531, 22:18
@hughofborg: Aniołek wywołany do tablicy przyzna się że "a imię jego Liliana". Aczkolwiek w szeroko rozumianej sieci tak mnie raczej nie znajdziesz ;)

Od: Hoppke
Data: 20060531, 22:34
@mars: Dobrze więc, postaramy się dotrzeć jutro :)

Od: mars
Data: 20060601, 10:44
@hoppke: Naprawdę!? To strasznie sie cieszę! Jak pewnie sie zorientowałeś jestem pianistą, więc ty mnie rozpoznasz. W razie czego hasło "Jak to, jak to się stało, że mi wypiłaś moje kakao!" :-D.
Po koncerciem mam sporo czasu, bo mieszkam w Bydgoszcy, a pociąg powrotny mam dopiero po północy. To jeśli bedziesz miał czas i ochotę to zapraszam potem na jakieś małe co nieco (oczywiscie z osobą towarzyszacą). Kończe bo jeszcze muszę dojechać po Poznania. Pozdrawiam

Od: mpingo
Data: 20060614, 16:13
Hoppke, a jaki ty jesteś filolog ? Angielski, niemiecki, chiński ? Psiakitka, myslałem żeś ty komputrowiec.
Pozdro dla Leliji. :)

Pozostaw dopisek: