Po zakupieniu sobie tytułowego odtwarzacza MP3 mogę pokusić się o pierwszą recenzję. Playerka nabyłem w Agito.pl, bo ten sklep internetowy miał najlepszą cenę (199zł).
Obsługa klienta była bezproblemowa - musiałem się zarejestrować, wysłałem zamówienie, po przygotowaniu przez nich sprzętu do wysyłki poprosili o przelew. Przelałem, zaksięgowali, wysłali. Fakturę wystawili mi na adres zielonogórski, paczkę przesłali do Aniołka (niestety, w moim obecnym lokum nie jestem za bardzo w stanie odbierać poczty, a odbieranie paczek pod adresem firmy w której pracuję też nie jest takie do końca wygodne).
Sam playerek ma wbudowane 512MB pamięci i slot na kartę SD o pojemności maks. 2GB. Czyli można go rozbudować do 2,5GB, co jest już bardzo rozsądną wielkością. Gdy doda się do tego fakt, że karty SD można przecież wymieniać w trakcie korzystania z playera, to zabaweczka tylko zyskuje. Bo to przecież podstawowa bolączka takich odtwarzaczy - nigdy nie mają dość pamięci, by pomieścić wszystkie potrzebne dane. W przypadku tego wystarczy zorganizować sobie dostatecznie dużo kart pamięci ;)
Nie mam jeszcze żadnej karty SD, ale "zamiaruję" kupić sobie jakąś 1GB (pewnie na Allegro, bo tam naprawdę przyzwoitą kartę mogę znaleźć za ~80-90zł). Niestety, 512MB to nie jest zbyt dużo. Oczywiście jest to, patrząc technicznie, sporo miejsca, bo AŻ parę albumów się zmieści - ostatnim przenośnym odtwarzaczem muzyki jakiego używałem był kasetowy walkman Sony (i było to w czasach liceum). Więc zrobiłem przeskok z technologii kasetowej do pamięci flash, omijając erę discmanów, tak więc powinienem doceniać fakt, że zamiast jednej kasety mam przy sobie kilka albumów. No właśnie, powinienem doceniać. Ale coś nie doceniam. Więcej nawet, już teraz widzę, że nigdy nie będę tak do końca zadowolony, bo oczekuję od przenośnego playera, że będzie czymś w stylu małego Amaroka. Niestety, rozpuszczony jestem ;)
Tak że obecne 512MB jest miłe, ale dodatkowa karta pamięci (najchętniej 1GB, bo to już dość dużo, a jednocześnie w miarę tanio) jest konieczna. Przy okazji będę mógł nieco niemuzycznych danych przenosić na playerze.
Skoro jestem przy karcie, to interesuje mnie w jaki sposób system "zobaczy" tę nową pamięć. Bo sam odtwarzacz działa bezproblemowo pod Linuksem - USB Storage, dysk wymienny, plug'n'play, te sprawy. Menu informacyjne, wywoływane w samym playerze, pokazuje osobno liczbę piosenek i wolne miejsce w pamięci wbudowanej, a osobno piosenki i wolne miejsce na karcie. Więc po pierwsze dodanie karty nie zasłania chyba pamięci wbudowanej (i dobrze, bo zasłonić 0,5GB byłoby szkoda), po drugie sugeruje, że po dodaniu karty może być ona przedstawiana w systemie jako drugi dysk. Tzn. taki jest logiczny wniosek, prawda?
Przejdę teraz do mechaniki odtwarzacza. W zestawie dostałem samego playera (trochę mniejszy niż dwa pudełka zapałek złożone razem, nieco cieńszy też), foliowy futerał ochronny zapinany na napy (OK, przynajmniej się nie porysuje), pasek do przypinania odtwarzacza na ramieniu (w połączeniu z futerałem ochronnym) - ta część zestawu jest akurat BEZNADZIEJNA, bo pasek mocuje się do futerału w jednym punkcie tylko, na dodatek nie w środku ciężkości, w dziwnej orientacji i w ogóle do kitu. Więc noszę playerka w kieszeni. Ew. można go sobie na jakiejś smyczy zawiesić. Czego by nie zrobić, i tak będzie lepiej niż z tym paskiem na ramię.
Sam odtwarzacz ma cztery przyciski nawigacyjne ułożone w krzyż, pomiędzy nimi przycisk "enter" do potwierdzania różnych operacji (choć operacje można też często potwierdzać klawiszem "w prawo", bo Sansa w większości menu ma nawigację lynx-like). Wejście karty SD jest z boku po prawej stronie, zabezpieczone gumową zaślepką. Nad nim umieszczono przycisk "menu", służący równocześnie za guzik on/off (wyłączanie playera jest sympatyczne - trzeba nacisnąć i przytrzymać "menu", pojawia się wtedy malejący, kropkowy pasek postępu. Gdy dojdzie do zera - player się wyłącza. Jeśli puści się "menu" przed opróżnieniem paska - wszystko wróci do normy. Z boku po lewej stronie jest przesuwana płytka blokująca klawisze i regulację głośności, takie "lock keys". Głośność reguluje się narożnym pokrętłem umieszczonym w prawym górnym rogu obudowy. Tym samym kółkiem można też nawigować po większości menu. Nie ma żadnego pilota w kablu słuchawek.
No właśnie, słuchawki. Białe, kabel z gatunku dolnych stanów średnich - nie jest tragicznie, ale nie wygląda też jakoś super-solidnie. Słuchawki douszne, dość ciekawe ze względu na gumowe nasadki zamontowane na samych końcach. W komplecie są chyba trzy pary takich gumek, różnej wielkości - myślę, że zwiększa to szanse na dopasowanie sobie słuchawek do uszu. Zakres częstotliwości oddawanych przez słuchaweczki jest całkiem całkiem, zwłaszcza jak na wkładki douszne. Ale prawdopodobnie i tak wymienię je na coś lepszego, bo po pierwsze słuchawki douszne to mord na biednych uszkach, po drugie mord na muzyce. Podłączyłem Sansę do moich domowych Philipsów i dźwięk był naprawdę, naprawdę dobry. W firmowym zestawie głównym ogranicznikiem jakości są słuchawki, a nie odtwarzacz.
W komplecie dostałem też płytkę mini-CD z instrukcją obsługi w PDF (trochę dłuższą niż drukowana broszurka) i jakimś softem do ripowania/wrzucania muzyki na playera. Ale że mam linuksa, to ten soft mnie nie obchodzi. Był też kabel podłączeniowy USB, ale jakiś ultra-krótki. Tak na oko z 15cm. Prawie bezużyteczny (choć można go nosić na dnie torebki jako awaryjny kabelek dla urządzeń MiniUSB, nigdy nie wiadomo gdzie się przyda ;). Ale to nieważne, bo mój aparat cyfrowy chętnie dzieli się z Sansą swoim (dłuższym) kablem USB.
No i w paczce była też karta z kodem pozwalającym mi pobrać za darmo chyba jakieś trzy utwory z serwisu sprzedającego audycje i czytane książki. Jeszcze się jej nie przyglądałem dokładniej.
Sansa odtwarza MP3 i WMA; to drugie mnie nie obchodzi. MP3 odtwarza ładnie, odczytuje tagi ID3 (nie sprawdzałem w jakich wersjach, ale pewnie we wszystkich). Zamiast pliterek widzę krzaczki, ale z drugiej strony dla paru piosenek Origi wyświetliło coś, co wyglądało na z grubsza poprawne Kanji. Menu Sansy można przestawić na jeden z paru języków (angielski, niemiecki, francuski, parę odmian japońsko-chińskich krzaczków), więc może ma wbudowany jakiś utf-8, w tym i pliterki?
Radzi sobie z CBR i ABR/VBR, chociaż wydaje mi się, że dla utworów ABR/VBR funkcje fast-forward i rewind działają niezbyt płynnie.
Menu pozwala wybierać muzykę na podstawie autora, albumu, nazwy, gatunku, roku wydania albumu czy nawet czasu wgrania na urządzenie (z ostatniego dnia, tygodnia, miesiąca - to akurat mi się bardzo spodobało). Muzyka jest organizowana wyłącznie na podstawie tagów, struktura katalogów/podkatalogów w systemie plików nie gra żadnej roli. Oprócz tego wbudowany jest też tuner FM (i działa ładnie), z automatycznym strojeniem i możliwością zapisania do 20 stacji. Moje dwa zarzuty: 20 stacji to mało jak na całe pasmo, no i brakuje możliwości nadania nazw zapisanym stacjom - są identyfikowane tylko jako numerki 01-20.).
Dźwięk można wzbogacać poprzez system "SRS WOW", to taki głupi filtr wzmacniający basy, soprany, poprawiający głębię itp. Radzę od razu zredukować basy, bo będzie trzeszczeć (i to akurat wina playera, nie słuchawek). Oprócz tego jest też equalizer z paroma presetami i możliwością ręcznego ustawienia (pięciopasmowy EQ). Jakiś geniusz marketingu wbudował też w Sansę stoper. Po co - nie wiem. Przesłuchiwane utwory można też dodawać do listy "ulubionych" - to coś w rodzaju osobnej playlisty, którą można potem sobie wywoływać.
Sansa ma firmware który można aktualizować, SanDisk zamieszcza go na swoich stronach. Szkoda, że nie jest otwarty :)
Zasilanie to jedna bateryjka AAA, wystarcza IMO na dwa-trzy dni słuchania. Jestem dobrze przygotowany z moją ładowarką i dwoma akumulatorkami :)
Podsumowując:
Polecam. Odtwarzacz ma ładny dźwięk (choć douszne słuchawki lepiej wymienić na coś lepszego, bo jak wiadomo douszne to najgorsze co może być), dobre mechanizmy nawigacji po zebranej muzyce, tryb "Sleep" (wyłączenie odtwarzacza po czasie 10-120 minut, granulacja 10min.) i ogólnie przyzwoita konfigurowalność. A gdy mówi to filologik, to naprawdę sporo znaczy ;)
Można go rozszerzać tanimi kartami SD, ma ten cały SRS WOW i pięciopasmowy korektor, tuner FM, zasilanie z jednego ogniwa AAA, bezproblemowo działa z linuksem (choć jestem ciekaw, czy po włożeniu karty pokaże mi drugi dysk - istnieje możliwość, że np. spod Linuksa nie da się dobrać do karty. Oczywiście NIE SĄDZĘ by tak było, bo Sansa nie ma swoich sterowników tak naprawdę i musi działać jako USB Storage, ale nie mam pewności póki nie sprawdzę.)
Wadą (dla mnie!) są słuchawki douszne, niezbyt przemyślany system mocowania na ramieniu, źle ustawione defaulty "wzbogacania" dźwięku (przesterowany bas), brak możliwości przypisania stacjom radiowym własnych nazw, zegar i data (ustawia się je, ale nie wiem do czego są wykorzystywane, bo zmusić Sansy do pokazania godziny nie umiem). No i dokumentacja jest do kitu, nie ma specyfikacji odtwarzanego pasma, bitrates jakie odtwarzacz jest w stanie dekodować itp.
Mówiąc inaczej: gdybym miał drugi raz dokonać wyboru, to bym ponownie kupił ten model :) Nie ma Ogg Vorbis, ale jest tani, rozszerzalny, ładnie gra i ma sensownie zaprojektowaną obsługę (z paroma drobnymi zgrzytami).
Dopiski:
Od: maclover
Data: 20060628, 13:04
jak dla mnie tylko iPod :)
Od: OJO
Data: 20060628, 13:35
a ja lubię douszne słuchawki, są dyskretne, łatwo je schować i akurat moje (sennheiser) są bardzo dobrej jakości (szerokie pasmo, niesamowicie głęboki bass). może po prostu masz złe doświadczenia z jakimiś bublami. ja też przez jakiś czas korzystałem z firmówek creative ale po przejściu na sennheisery skok jakości był ogromny.
Od: flamenco108
Data: 20060628, 13:38
Czekam na info, jak się sprawiła SANSA z kartą SD pod Linuxem, bo na podstawie Twojego opisu sam sobie na nią zęby ostrzę. A że jestem także filologikiem, chętnie poczekam na wskazówki bardziej doświadczonego linuxożercy :-)
Od: lanrat
Data: 20060628, 14:03
Ciekawie się zapowiada. Wczoraj oglądałem w MM podobny model (albo i ten sam chociaż cena była chyba mocno wyższa). Fajne jest takie ustrojstwo chociaż chyba bym jednak wolał wbudowany akumulatorek i ładowarkę. Wiem, że w podróży... itd. itp. ale częściej się go wykorzystuje jednak w domu i okolicy, a wtedy jest jednak wygodniej wpiąć i poczekać chwilkę.
Na razie jeszcze się wstrzymuję z zakupem. W tym modelu kusi mnie głównie wymienność SD ale z drugiej strony podoba mi się bardziej coś z tej serii Sony:
http://www.sony.pl/view/ShowArticle.action?section=pl_PL_Products&article=1143471789706&site=odw_pl_PL
ze względu na wygląd, superszybką ładowarkę (i to co dziwne działa jak opisują czyli 3 min. doładowania i można słuchać parę godzin) chyba lepszą jakość dźwięku, fajny oldedowy wyświetlacz. No ale z drugiej strony te wymienne SD...
Ostatecznie można by kupić Sony z 2GB pamięcią :-) co by załatwiło większość problemów ale tutaj już niestety cena nie jest zbyt userfriendly.
Pożyjemy, zobaczymy...
Co do montowania dodatkowej karty SD to zapewne zadziała chociaż mogą się pojawić pewne problemy jeśli np. najpierw podłączysz odtwarzacz a potem dopiero wtykniesz kartę to udev może nie zauważyć tego zdarzenia. Ale można też by go ustawić żeby generował od razu ileśtam partycji (chyba 16 OIDP) niezależnie od tego czy karta jest w środku czy nie. Czyli miałbyś pewnie /dev/sda i ewentualnie /dev/sda1 jako pierwsze 512 MB wbudowane i /dev/sdb, /dev/sdb1 (dodatkowa pamięć), /dev/sdb2... niewykorzystane. Wszystko zależy od tego jak się zachowa hotplug przy włożeniu karty. Myślę jednak, że powinno dać się skonfigurować tak czy inaczej.
Od: lanrat
Data: 20060628, 14:18
A w ogóle to czym jest taki mały odtwarzacz mp3 wobec ogromu wszechświata? ;-)
http://www.rense.com/general72/size.htm
Od: wstętny anonim :P
Data: 20060628, 15:05
lanrat: ale sony ciężko chyba używa pod linuksem. Pod windowsem trzeba musiałem istalować specjalny programik żeby wgrać mp3, bo wrzuconych bez niego nie chciał w ogóle czytać... :/
Od: bies
Data: 20060628, 22:38
OJO: nie zgadzam się. Akurat też mam słuchaweczki Sennheiser (douszne) i działają co najwyżej _poprawnie_. Mam też klasycznego Sennheisera (HD 570) - przepaść.
Hoppke: właśnie, nie do końca jest tak, że słuchawki mogą wszystko naprawić. Bardzo szybko przekonałem się po kupnie rozsądnych słuchawek. Już następnego dnia wymieniłem kartę wbudowaną w nForce1 na Turtle Beach Montego (Allegro, jakieś grosze). Generalnie im głośniej i więcej basów tym więcej wymaga się od odtwarzacza.
Problem z dobrymi słuchawkami jest też taki, że bardzo szybko preferuje się FLAC. :D
Od: OJO
Data: 20060628, 22:58
bies, możliwe, ale zauważ że mówimy tu o sluchaniu mp3/wma przy których nie sądzę by różnica między zwykłymi a dousznymi była aż tak znaczna by nazwać ją przepaścia. tzn. wiadomo, że duże słuchawki to zupełnie inne doznania i tego zanegować nie sposób, ale jeśli zaletą jest rozmiar (a przy walkmanach jest) i przy słuchaniu mp3 128-192kbps imo dobre douszne sprawdzają się rewelacyjnie. ale to wszystko oczywiście kwestia gustu i słuchu indywidualnego użytkownika.
Od: ravbc
Data: 20060629, 09:10
Heh, ja to chyba dziwny jestem. Jakoś nie czuję potrzeby posiadania czegokolwiek grającego "pod ręką". Co więcej, nie zależy mi, żeby non stop coś mi grało do ucha (właśnie siedze w pracy i tylko u mnie w pokoju nie ma radia). Na dodatek niemal nie zdarza mi się słuchać jakiejś konkretnej muzyki, wybranej specjalnie na daną chwilę. Nie mam prawie wcale "empetrójek" (tzn. mam ze 3 płyty, ale nawet nie wiem co na nich tak na prawdę jest, bo po ich nagraniu praktycznie do nich nie zaglądam). Poza tym nie cierpię słuchać czegokolwiek przez słuchawki, albo inaczej: nie cierpię słuchawek - jakichkolwiek. Żeby nie było, że mi tak wszystko jedno co słyszę: nie znoszę hasłasu i dlatego będę strasznie szczęśliwy kiedy wreszcie wyniosę się z tego cholernego Poznania...
Może ja po prostu lubię ciszę? Ale to też chyba nie to, bo takiej sterylnej ciszy też nie trawię. Już wiem: ja po prostu potrzebuję zwykłego tła dźwiękowego. No a tło, żeby było tłem, ma nie przeszkadzać, czyli nie wychylać się na pierwszy plan. No i pewnie dlatego cokolwiek głośniejszego mi raczej przeszkadza niż pomaga.
Się rozpisałem, ale chciałem tylko pokazać, jak widać (a raczej w tym wypadku słychać) świat spod mojego kamienia...
Od: void
Data: 20060629, 09:53
Ja mam na lewym ramieniu bluzy wyprodukowanej w roku 1999 małą kieszeń. W sam raz na takiego playera. Może coś takiego by Ci się przydało.
Od: lanrat
Data: 20060629, 15:40
@void: chcesz żeby Hoppke nosił swojego playera w twojej kieszeni ? ;-)
Od: Medra
Data: 20060703, 01:14
Nie przebrnęłam przez komentarze jeszcze, ale sansa działa z Linuksem bez problemu, przynajmniej moje Ubuntu z chęcią przyjęło sansę żony :] No i.. ja też chyba sansę kupię, po tej notce napewno. Dzięki Hoppke :]
Od: czakira
Data: 20060706, 15:28
a ja mam takie jedno pytanie... bo czytałam w opisach w internecie oraz w polskiej instrukcji jaką sobie ściągnęłam, że wyświetlacz jest podświetlany... oglądałam w googlach rónież zdjęcia gdzie ekranik playerka świecił się ładnie na niebiesko. tymczasem.. u mnie się nie świeci. więc pytanie.. czy tylko u mnie? :|
Od: Hoppke
Data: 20060706, 15:56
@czakira: wygląda na to, że lampka jest niesprawna. Bo powinien być podświetlany na niebiesko.
Od: Medra
Data: 20060709, 18:26
No to będzie jazda z reklamacją czakirkowej i kupnem medrowej sansy ;)
Od: Danny
Data: 20060712, 21:27
ja mam sandiska sansa e140 czyli o pojemnosci 1 gb, oraz rozbudowalem go sobie o karte 2 gb, i z przykroscia musze stwierdzic ze bardzo szybko sie rozladowuje :( ale jezeli ktos ma akumulatorki to sie tym nie przejmuje, tak samo jest w przypadku systemu SRS(*)WOW po jego wylaczeniu player poprostu działa dłużej,a co do sluchawek to jedna z nich po przypadkowym delikatnym zgnieceniu przestała działać, i za nic nie dalo sie jej naprawic, wydaje mi sie ze sluchawki douszne są bardzo nie dobre dla naszego sluchu bo blokują dźwięki z zewnątrz(np.odgłos przejezdzającego autobusu) które w małych ilościach potrzebne są do prawidłowego funkcjonowania ucha środkowego ale nie jestem biologiem :))))))) [jeszcze :))) ]
PS: a ta dziewczynka co pisała ze jej sie nie świeci dioda moze powinna ją poprostu włączyć w opcjach :)))
jezeli macie jakies pytania to piszcie(danny@niestety.pl)
Od: Hoppke
Data: 20060714, 11:29
Przez parę dni badałem zużycie prądu w odtwarzaczu i na szczęście po dołożeniu karty nie odnotowałem skrócenia żywotności akumulatorków. Mam dwa akumulatorki GP AAA 950 (<cite>typical 920mAh</cite> ;), każdy wystarcza gdzieś na te 15-18h pracy i czas ten nie zmienił się po dołożeniu karty.
Oczywiście to może baaaardzo zależeć od włożonej karty SD. Moja to bardzo powolny Kingston, może i zużycie prądu ma niewielkie.
Od: ov_Darkness
Data: 20060801, 14:20
Hoppke: Piszesz, ze e130 przy włączonym SRS WOW przesterowuje basy. A słuchałeś na czymkolwiek innym, niż standardowe słuchawki? Ja słuchałem na różnych cudach, od standardów, porzz jakies smieszne kossy porta pro, czy senny px200, po soniacze v700, ultrasone'y, wysokie modele AKG i Sennki 280pro.
Akceptowalnie zaczyna się robić już przy 280'kach pro, najlepiej zagrały AKG, bodajże 241. Najtańsze akceptowalne słuchawki to AKG26p. Jak na takie małe bzyczki, zagrały super.
Fasjnie grąły Shure E3c, ale grubo ponad 1000pln za dokanałówki, to nie jest fajnie (za tyle można mieć 2x senny 280pro).
Co do kooperacji Sansa e130/linuks, to bez problemów na std kablu. Na kablu od mojego aparatu cyfrowego (Sony) nie działał na 2 różnych kompach, ani pod windą ani pod linuksem.
Generalnie świetny odtwarzacz w kat. cena/jakość. Nabyłem e140, teraz zbieram na porządne słuchawki (prawdopodobnie AKG181)
Od: Hoppke
Data: 20060802, 13:51
@ov_Darkness: jak napisałem, słuchałem też na moich domowych Philipsach. I definitywnie to player zaczynał czasem psuć dźwięk. Teraz, po dłuższym czasie używania wydaje mi się, że to zwykle występuje gdy się przesadzi z ustawieniami basu/3D/Focus. Trzeba bardzo uważać z "upiększaniem" dźwięku. Zwykle to nie powoduje problemów, ale mam parę kawałków które przy przesadnym SRS WOW potrafią skrzypieć/trzeszczeć.
Od: arrek
Data: 20061008, 19:00
ja polecam słuchawki koss sa super i kosztuja tylko 50zl ;];]