Wczoraj przez większą część dnia firma miała wyłączoną hydraulikę, bo coś tam trzeba było z rurami robić. Wydaje mi się, że to dlatego, że parę miesięcy temu w budynku w którym mieści się biuro (taki kwadratowy klocek, jest w nim jakaś cukiernia, moja firma, malutki oddział poczty polskiej itp.) eksplodował piecyk gazowy (w jakiejś kwiaciarni na parterze) i wyrwał oraz wypalił solidną część budynku, a jeszcze większą trzeba było wyburzyć i czeka na odbudowę. Od tamtej pory wszystko znajduje się tu w stanie permanentnego remontu.
No bo przecież JA nie mogę pracować w przeciętnych warunkach, prawda? To by było niestosowne, obrazek podobny do gwiazdki porno która w życiu prywatnym nie chce "brać do buzi", albo Romana Giertycha biorącego udział w Paradzie Równości. Czego się nie tknę to musi okazać się dziwne, nietypowe, "po przejściach", wyalienowane, undergroundowe albo po prostu EKSCENTRYCZNE. Nie dla mnie mainstream.
Więc nie było wody. Szczęśliwie składa się, że jako jedyna chyba osoba w firmie posiadam kubeczek o pojemności 0,5l (a może nawet ciut większej), więc w porę zrobiłem sobie solidny zapas herbaty "Lychee" Dilmaha. Zastanawiałem się, czy nie wykorzystać niecnie jeszcze paru firmowych naczynek i nie zrobić sobie na biurku małego rezerwuaru wody. Oczami wyobraźni widziałem, jak około godziny czternastej spragnieni wody współpracownicy wiją się dookoła mojego biurka, a ja przyciskam ich buciorem do ziemi w akcie całkowitej dominacji. Bwahahahaha!!!!!11 :)
Ale pomyślałem, że pewnie następnego dnia by mi się oberwało, więc sobie odpuściłem.
Aaale ze względu na brak wody (i hydraulików którzy się wyroili w kuchni... hmm, czy czasownik "wyroili" jest prawidłowy? Analogia do "wylęgli"...) nie mogłem po wszystkim umyć swojego kubeczka i talerzyka pochodzącego z zapasów kuchennych. Nie mogłem też wyrzucić torebek po herbacie. Całość zostawiłem więc na swoim biurku. Wychodząc do domu zauważyłem, że kuchnia już jest sprawna, więc w zasadzie mógłbym wszystko pomyć, ale już mi się nie chciało. (...)
Czytaj dalej...