ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Jest giczo

Wyjazd na urlop pociągnął za sobą komplikacje. Do pracy wróciłem w zeszły piątek, tylko po to by odkryć, że manager poznańskiego oddziału omyłkowo uznał, że mam urlop aż do poniedziałku, więc można "zagospodarować" mojego laptopa. No i zabrali mi laptopa, ugrzązł na jakimś szkoleniu jako front-end do Oracla. I przesadzono mnie do innego pomieszczenia, bo moje biurko zarosło w trakcie mojej nieobecności jakimiś komputerami i monitorami.

Dostałem wtedy jakiegoś zastępczego Compaqa, ale nie nadawał się do niczego poza przeczytaniem korporacyjnej poczty. O dwunastej zrobiłem sobie wolne, bo skończyły mi się zajęcia jakie mogłem z tym "cudem techniki" robić.

Dzisiaj rano się wkurzyłem i zacząłem szukać mojego laptopa. W końcu go znalazłem zabunkrowanego w salce konferencyjnej. Okazało się, że w tzw. "międzyczasie" zgubił mu się kabelek łączący zasilacz z życiodajnym gniazdkiem 220V. Podprowadziłem stosowny element z jakiegoś innego laptopa. Wyciąłem sobie też przestrzeń roboczą wśród obudów big tower i monitorów, odzyskując jakieś 80% mojego biurka. Siedzę w plątaninie kabli, ekranów i elektroniki, ale mi to zwisa.

Na moim ulubionym stanowisku okazało się, że nie mam już jak podłączyć się do sieci, bo wykorzystywany przeze mnie do tej pory kabelek ethernetowy jest teraz zajęty przez jakąś nową maszynę, która znienacka usadowiła się na moim biurku. Nie wiem czyj to pecet, nie wiem do czego służy, ale ssał MÓJ kabelek sieciowy! Skandal!

Namierzyłem w ścianie inne, wolne jeszcze gniazdko RJ-45, ale brakowało mi kabla. Ruszyłem na szaber po biurze, wracając po jakimś czasie z odpowiednim kabelkiem :) Po uruchomieniu laptopa zauważyłem, że ktoś podprowadził mi moje krzesło gdy mnie nie było. Niestety, nie udało mi się znaleźć wolnego krzesła w biurze (a przynajmniej nie takiego modelu jaki miałem do tej pory). Ostatecznie podkradłem krzesło z innego stanowiska. Jego użytkownik jest teraz chyba na delegacji w Londynie, więc nie będzie go potrzebował. A jak wróci, to będę udawał, że o niczym nie wiem.

Ale potem się zaczęło robić sympatyczniej. Przyszedł admin i odpiął ten dziwny komputer, który zajmował mi moje gniazdko ethernetowe, więc odzyskałem mój kabelek sieciowy. Kabelek przywleczony wcześniej z drugiego końca biura zwinąłem w kłębek i schowałem sobie pod biurkiem, tak na przyszłość. A potem najjaśniejszy punkt dnia - przyszły nowe laptopy i "góra" potwierdziła, że mam dostać jednego. Hurra :)

Dostałem więc nowego Della Latitude i będę mógł odstawić starego Della Latitude. Do tej pory miałem jakiś model C-cośtam, teraz będę miał D610 (ładny jest, szary taki, a w środku ma zdaje się jakieś Centrino 2GHz, 1GB RAM, 100GB HDD, 1400x1050 :), na którym powinno mi się pracować O WIELE, WIELE, WIELE przyjemniej. A zamiast torby na laptopa dostałem cały, kurna, nowiuśki plecak. Z tym, że chyba nowszy model, bo numerek serii mam wyższy. Czuję się geekowo :) A na dodatek, jako jedna z niewielu osób w biurze, zostałem przez admina naznaczony magicznym certyfikatem i mogę podłączać się do AP i wlanu, podczas gdy innych wiążą kable. Aha, defaultowe hostname tej maszynki to POZ-PINGWIN. Nice :)

W chwili obecnej bawię się pracą symultaniczną na obydwu lapciach. Pewnie przenoszenie środowiska trochę mi zajmie, bo laptop jest fajny sam w sobie, ale bez konkretnego softu jest bezużyteczny... I niestety, jest to soft windowsowy. Więc zmiana maszyny nie pójdzie mi tak szybko, jak by mogła pójść w przypadku linuksa. Oh well.

Dopiski:

Od: lanrat
Data: 20060925, 15:45
No to gratuluję. Widzę, że nauka korporacyjnych zwyczajów idzie pełną parą :-)
BTW Plecaki są dużo lepsze od torby. Sam również sobie kupiłem do domowego laptopika i nawet używam często jako zwykłego plecaka bez laptopa.
Co ciekawe taki plecak jest zwykle całkiem "wypasiony", ma fajne zabezpieczenia przed wilgocią i inne różne bajery a koszt jest całkiem niski w porownaniu do podobnych plecaków nienotebookowych. Najtańsze plecaki tego typu mozna kupić już od 100 zł i w porównaniu do zwykłego plecaka w tej cenie to niebo a ziemia.
BTW2 OIDP jest taka wersja oprogramowania symanteca do backupu, która umożliwia zrobienie backupu windowsa na jednym sprzęcie i jakieś sprytne (podobno) odtworzenie na zupełnie innym sprzęcie z podmianą odpowiednich sterowników itd. Niby działa ale z windowsem to nigdy nie wiadomo. Nie to co stare dobre cp -a ;-)

Pozostaw dopisek: