ChangeBlog  •  Archiwum  •  Kategorie  •  Artykuły  •  Galeria  •  Czytelnicy  •  Rupieciarnia
RSS wpisów  |  RSS komentarzy
Miesiąc 2006/11, 8 wpisów
Gmła

Mamy w Polsce mgłę. A raczej "mamy w Polsce MGŁĘ". Nie wiem ile miast jest dotkniętych i jakie rejony, ale Poznań jest trwale zamglony. Już drugą dobę. Nieustająca, bardzo gęsta i mokra mgła.

Z okna mieszkanka ledwo widzę drugą stronę ulicy. O polu które jest za nią mogę zapomnieć, kompleks M1 i browar Lecha też są, oczywiście, niewidoczne. Kierowcy autków są biedni strasznie.

Lubię mgłę. Mgła jest fajna, bo we mgle kurczy się świat. Cały krajobraz zawęża się do niedużego okręgu i tak naprawdę istnieje tylko to, co jestem w stanie dostrzec. Idąc "tworzę" (bo wyciągam z mgły) nowe kawałki świata, chowając przy tym w białych obłoczkach mgły stare fragmenty. Idąc we mgle mogę wyobrażać sobie co też za chwilę się z niej wyłoni. Nawet znajome okolice są zaskakujące, bo nagle okazuje się, że rzeczy nie są do końca takie jak je pamiętam. Więc spacer przez mgłę to odkrywanie świata na nowo. Dodawanie i odejmowanie elementów z rzeczywistości. Mocno przypomina mi to podróżowanie przez Cienie (swoją drogą pora znowu przeczytać Amber, lubię ten cykl).

Wczoraj musiałem kupić sobie nową sieciówkę. Tzn. bilet miesięczny na komunikację miejską, a nie kartę sieciową. Po pracy przeszedłem się więc wzdłuż Malty, chcąc dotrzeć na Rondo Rataje (tam zwykle przedłużam elektroniczną kartę biletu). Specjalnie ułożyłem sobie taką pokrętną trasę by we mgle przejść się wzdłuż wody. Było super :) Godzina 17, ciemno że oko wykol, mgła, widać tylko różnokolorowe kulki latarni. Orientacja w terenie minimalna. Nad Maltą ptactwo wodne daje koncert. Mgła tak gęsta, że oddycham wilgocią, a nie powietrzem. Bardzo fajnie.

...wiadomość z ostatniej chwili: mgła się nadal trzyma.

Myślę, że to zwykłe prawo wyporu. Jak wiadomo dzięki słusznym posunięciom władz państwowych przestawiamy produkcję krajową na eksport siły roboczej do (m.in.) UK. Ale w UK nie ma próżni. Jeśli coś tam wrzucamy, to coś się wychlupie. Musi.

Wydaje mi się, że z każdym wyeksportowanym do Londynu kilogramem polskiego obywatela wylewa się stamtąd kilogram mgły. I trafia do nas. To taka wymiana kulturalno-gospodarcza: my wysyłamy kilogramy fachowców, oni w zamian wysyłają nam kilogramy mgły. No i mamy państwo pogrążone w oparach. Mgły, nie absurdu. (OK, absurdu też, ale jego nie musimy importować, mamy wystarczająco aktywną fabrykę na Wiejskiej. Pokrywa 320% naszego zapotrzebowania). Swoją drogą kraina spowita mgłą kojarzy mi się od razu z Nibelungami, tymi złowieszczymi karłami w niej mieszkającymi. Ale nie mówmy o polityce, jest tyle przyjemniejszych tematów...

Lili, popatrz, rączki mi świecą!

Miałem miły, ciepły sen niedawno.

Śniło mi się, że wewnętrzna strona moich dłoni zaczęła świecić przyjemnym, dość jasnym, zielonkawo-fluorescencyjnym światłem.

Nie bolało, prawdę mówiąc nie miało to żadnych efektów ubocznych. Pomijając posiadanie "pseudolatarek" wbudowanych w rączki.

Mój Aniołek mówił, że to pewnie jakaś straszna choroba i powinienem dać to jakiemuś lekarzowi do obejrzenia. Przytakiwałem, ale nie chciałem iść do lekarza i się wyleczyć, bo świecące dłonie to bardzo fajna sprawa. A światło mi nie przeszkadzało, bo świeciła tylko wewnętrzna strona - wystarczyło zacisnąć dłonie w pięści lub położyć je płasko na czymś i już nie było nic widać. Czułem się bardzo wyjątkowy.

Niestety po paru dniach świecenia blask zaczął przygasać. Próbowałem go podładować naświetlając dłonie pod pod biurkową lampką, tak jak "podładowuje" się np. cyferblaty zegarków. Niestety, nic nie dało. Może baterie mi się wyczerpały... a ja nie miałem pojęcia na jakich bateriach działam i gdzie je mam wsadzone, o ile w ogóle to była kwestia baterii.

Koniec końców moje dłonie przestały świecić. Jeśli się je nacisnęło, albo przejechało po nich palcem, to jeszcze na moment w uciśniętych miejscach pojawiały się smugi światła. Ale to już nie było to co wcześniej.

Było mi bardzo smutno...

HtmlUnit. Nice!

Zabieram się właśnie za pisanie automatycznych testów do Repo. Automatyczny test (albo test jednostkowy) to kawałek kodu który sprawdza, czy inny kawałek kodu działa poprawnie. Czyli próbuje go używać na różne sposoby i alarmuje jeśli wydarzy się coś nieprzewidzianego. W Javie używa się biblioteki JUnit wspomagającej pisanie testów, dla .NET jest chyba coś podobnego. Pewnie istnieje też jakiś PyUnit. Miłe jest też to, że Eclipse bardzo pomaga w tworzeniu i korzystaniu z testów.

Nie znam się na automatycznych testach. I dlatego chcę dorobić trochę testów do Repo.

Zamiast testować struktury danych, zachowanie bazy etc. postanowiłem zacząć od testowania tego, co widać w przeglądarce. To bardziej nietypowe - wszystkie testy jakie gdzieś widziałem operują na poziomie kodu, wywołują metody i sprawdzają wartości przez nie zwracane, etc. Repo również powinno mieć takie testy (np. tworzące nowy obiekt w bazie danych, sprawdzające czy ma poprawną zawartość, usuwanie go, sprawdzanie czy zniknął, tworzenie niepoprawnego obiektu, sprawdzanie czy zostało to wyłapane itp.), ale nimi zajmę się później.

Na razie interesuje mnie podejście bardziej "zewnętrzne", takie, które testuje Repo poprzez serwer http. Zacząłem więc szukać sobie gotowego toolkitu, i proszę - znalazłem HtmlUnit. Jejciu, jakie to fajniutkie :)

W odróżnieniu od innych "wspomagaczy" ten pozwala operować na dość wysokim poziomie (czyli bez babrania się w nagłówkach HTTP, choć można uzyskać dostęp i do tych danych). (...)

Czytaj dalej...
Przekąska w Poznaniu

Jakiś czas temu fugasi pytał o czekoladę itp. w Poznaniu. Nie zdążyłem wtedy odpowiedzieć, ale może teraz nadrobię. Nie wiem czy fugasi jeszcze na tym skorzysta, ale jeśli nie on, to może kto inny. A może ktoś mi podrzuci tu też jakieś miejsca które warto samemu sprawdzić?

No to które miejsca lubię w Pyrlandii?

Zapiekanki tak jak podał Aniołek - w bistro przy Starym Browarze. Trzeba stanąć zaraz za drzwiami Browaru, ustawić się twarzą w stronę skrzyżowania przy Multikinie (tego z przystankami tramwajowymi) i przejść parę metrów. Po lewej stronie będzie wejście do niedużego bistro, takiego z oldskoolowym czerwonym zadaszeniem. Na ogół kupuję tam zapiekankę z warzywami, przez zieleninę jest nieco mniej "junkfoodowa". W chwili pisania tych słów kosztuje 5zł i jest naprawdę dłuuuga, nieprzyzwyczajeni mogą poprosić obsługę o przekrojenie na pół, ciut wygodniej się wtedy je. Mają tam też sympatyczne wyglądające kebaby i inne takie. W lokalu jest strasznie mało miejsca i daleko mu do luksusu, ale warto zajść, bo żarełko mniam mniam. Bardzo dobry biały sos czosnkowy (standardowo leją ten sos i ketchup).

Inne niezłe miejsce to zapiekankarnia na Matejki (idąc od Grunwaldzkiej jest po prawej stronie, od ulicy schodzi się po schodach do takiej jakby piwnicy), tam polecam zapiekankę szwedzką (czy jakoś tak).

A czekoladę najbaaardziej lubię w "Czekoladzie" na Żydowskiej. Żydowska to jedna z ulic odchodzących od rynku. Trzeba iść nią prawie do samego końca, wejście do Czekolady jest po prawej stronie (idąc od rynku). Trzeba uważać, bo front lokalu jest wąski, drzwi też, łatwo przeoczyć jeśli idzie się szybszym krokiem. Polecam czekoladę z marcepanem i bitą śmietaną... ale pyszna jest też z piernikiem... w ogóle wszystkie czekolady mają tam pyszne. I takie prawdziwe, gęste, aż krzepną przy stygnięciu. IMO najlepsza czekolada w Poznaniu. I praktycznie zawsze mają wolne miejsca. Można usiąść w środku i na wewnętrznym podwórku (trzeba przejść przez cały lokal), chociaż podwórko jest otwierane chyba tylko latem. (...)

Czytaj dalej...
Mrauk!

Mam świetną dziewczynę. Wystarczy, że o niej pomyślę i już się czuję szczęśliwszy.

"Czyli wszystko jest w jak najlepszym porządku." uznał Hoppke.
"Mru mru...". Zamruczał wewnętrznie, wysłał ten bardzo pozytywny wpis na Repo i wrócił do pożerania z apetytem swojego drugiego śniadania.

Marud

Dzisiaj jest jeden z tych dni... nic mi się nie chce, absolutnie. Czuję podejrzaną niechęć do wszelkiej aktywności. Nie mogę skoncentrować myśli. Kiedy chodzę czuję się dziwnie, tak jakbym miał za chwilę się przewrócić. Cały czas czuję coś pomiędzy oszołomieniem a bólem głowy. Najchętniej wyrwałbym się z pracy i wyciągnął na tapczanie. Pogoda jest paskudna, może to jakieś osłabienie organizmu przy przeziębieniu? A może po prostu poniedziałek?

PS. Nie, nie jestem hipochondrykiem jak każdy facet. Ale czuję się tak marudnie i słabo. I smutno. Tak szaro jest dzisiaj, i ciemno za oknem... fuj.

Chcę długopis, ale taki piszący

Parę dni temu w skrzynce znalazłem awizo - przyszła paczka z prezentem-niespodzianką dla mojej najulubieńszej dziewczyny. Oczywiście uparła się zepsuć niespodziankę i gdy koło dziewiętnastej poszedłem na pocztę odebrać przesyłkę, to postanowiła mi towarzyszyć.

Gdy wracaliśmy do domu, to tak ją zżerała ciekawość, że w połowie drogi musiałem jej powiedzieć co też takiego niosę w sporej, dość ciężkiej paczce. Jak mała dziewczynka...

Ale ja nie o tym chciałem.

Na poczcie zastaliśmy dwa czynne okienka (to malutka poczta osiedlowa, a liczba_wszystkich_okienek = 3) i pewną kolejkę. Ze dwie osoby przy okienkach i dwie przed nami, czy jakoś tak.

W pewnym momencie jedno okienko robi sobie przerwę, więc zostaje tylko jedno czynne. Jedna osoba przy okienku, my w kolejce, przed nami jeszcze jakaś starsza pani.

Na pocztę wchodzi Babcia Anonimowa. W okularach, szarym płaszczu, z laską, nogi silne i nieżylakowe. Stoi chwilkę przy drzwiach, patrzy na okienka, na kolejkę i ostatecznie zajmuje miejsce równoległe z moim. Na przestrzeni kilkudziesięciu sekund nieznacznymi ruchami przesuwa się do przodu (jak wydma niepostrzeżenie prąca do przodu), tak że w końcu jest na mojej dziesiątej godzinie, a może i nieco później nawet.

Przy okienku zwalnia się miejsce. I co się dzieje? Oczywiście, Babcia Anonimowa sprintem rzuca się do lady. Patrzymy z Aniołkiem z niedowierzaniem, starsza pani stojąca przed nami (Aniołek mówi, że była w wieku jeszcze bardziej zaawansowanym niż Babcia Anonimowa) też jest jakby zdziwiona.

Nic nie mówimy, zatkało nas. Tzn. nie zatkało Aniołka, bo zaczął teatralnym szeptem mówić coś o braku kultury, niewychowaniu etc. Mi z niedowierzaniem wymsknęło się tylko "super partia" (link dla nieobznajomionych z najnowszym slangiem), ale poza tym zachowałem wstrzemięźliwość. (...)

Czytaj dalej...
Śnieg!

Dzisiaj w nocy padał pierwszy śnieg, uznaję więc sezon zimowy za otwarty. Bo zimno jest, psiakrew. A ja tu w Poznaniu żadnej zimowej kurtki nie mam...

Aaale jakoś przeżyję, twardy jestem i mrozoodporny w dużym stopniu.

Aha, dla zainteresowanych przygotowałem ciągi z wyszukiwarek, czyli świeżutką porcyjkę zapytanek z enginków indeksujących internecik. Generowane na bieżąco, sortowane chronologicznie, na razie wszystko hurtem, bez wybierania najfajniejszych kąsków (chciałbym, żeby było to jakoś automatycznie filtrowane, może na podstawie słów kluczowych, liczby wystąpień czy czegoś w tym stylu?). Wydaje mi się, że te najzabawniejsze zapytania pojawiają się zawsze tylko raz...