Dzisiaj jest jeden z tych dni... nic mi się nie chce, absolutnie. Czuję podejrzaną niechęć do wszelkiej aktywności. Nie mogę skoncentrować myśli. Kiedy chodzę czuję się dziwnie, tak jakbym miał za chwilę się przewrócić. Cały czas czuję coś pomiędzy oszołomieniem a bólem głowy. Najchętniej wyrwałbym się z pracy i wyciągnął na tapczanie. Pogoda jest paskudna, może to jakieś osłabienie organizmu przy przeziębieniu? A może po prostu poniedziałek?
PS. Nie, nie jestem hipochondrykiem jak każdy facet. Ale czuję się tak marudnie i słabo. I smutno. Tak szaro jest dzisiaj, i ciemno za oknem... fuj.
Dopiski:
Od: PanPomidor
Data: 20061113, 18:30
Miałem dzisiaj podobne odczucia (spotęgowane jeszcze poranną trzygodzinną podróżą do pracy z domu2), ale mnie udało się wcielić Twój plan w życie - jutro/pojutrze trzeba to będzie odpracować :-(
Od: lanrat
Data: 20061114, 16:51
Zdarza mi się to raz na dwa lub trzy tygodnie zwłaszcza przy mocno zmieniającej się przygnębiającej pogodzie, ciasnych i dusznych pomieszczeniach o dużym ruchu (ludzi) albo dużym tempie/nagromadzeniu pracy (kiedy masz poczucie, że dzień mija zbyt szybko). Chcesz czy nie stres związany z pracą zawsze daje o sobie znać prędzej czy później. Jednym słowem to nic niezwykłego w dzisiejszych czasach :-) (ale gdyby się przedłużało to podchodzi pod depresję...).